34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słuchał jej i kiedy powiedziała mu to, że ona lubi... Spać, to uśmiechnął się delikatnie. Bo to była kolejna rzecz, która ich różniła. Galenowi wiecznie było szkoda czasu na sen. Chociaż kiedy padał, to po prostu kładł się do łóżka i spał, ale zrywał się rano i już coś robił.
A jednak to co powiedziała Maya, było jakieś takie... beztroskie. Normalne.
- W sumie brzmi fajnie - stwierdził, kiedy powiedziała mu o tym piciu kawy, posiedzeniu przed blokiem, albo siadaniem do laptopa. Bo to akurat ich nie różniło, Galen też często zaczynał od kawy, swojej nowojorskiej gejszy, a później, kiedy schodził do siłowni rozmawiał z portierem, którego Maja zresztą poznała. I jak wracał to siadał do laptopa, żeby sprawdzić spotkania, żeby przejrzeć jakieś wykresy... Ale on to lubił. Jakkolwiek nie irracjonalnie to zabrzmi, Galen Wyatt lubił stal. I swoje prezesowskie życie.
Owszem, miało... dużo braków i czasami wstawał z myślą, że by się z kimś zamienił, nawet z Earlem, ale przecież gdyby nie to... Ta cała otoczka z pięknego apartamentu i drogich koszul, to Galen Wyatt, nie byłby Galenem Wyattem.
Ale był.
I znowu się uśmiechnął na kolejne słowa Majki.
- Można mieć plan, ale... być elastycznym. Mój dzisiaj był elastyczny, ale to dobrze, że ty nie miałaś i jednak tu ze mną przyjechałaś - i pomogła mu zdemolować kuchnię, zrobiła z niego idiotę w nocnym autobusie, a teraz... uczyła go oralnie jeść płatki.
Może brzmiało to surrealistycznie i każdy normalny człowiek stwierdziłby, że Majka przyciągała kłopoty, ale Galen... on je chyba nawet lubił.
I zaraz okazało się, że jeść oralnie płatki też lubi, zwłaszcza kiedy karmiła go nimi Majka. Niebieskie tęczówki zawieszone były na jej twarzy, ale już nie miały tego chłodnego błękitnego odcienia, coś bardziej intensywnego... Dzikiego. Kiedy Galen zerwał się z miejsca, kiedy wisiał już nad nią.
Blisko.
Coraz bliżej.
Galen Wyatt nigdy się nie wahał, nie czekał, ale był dżentelmenem i wystarczyłby jeden jej gest. Jedno słowo...
A by się cofnął, ale kiedy go nie dostał. Kiedy jej ciemne, piękne oczy, zamiast na jego niebieskich tęczówkach, zawiesiła na ustach. To to zrobił.
Przekroczył granicę, spróbował. Kosztował ją powoli. Sensualnie. Łamał ostatnie hamulce, gasił wszystkie czerwone lampki, tym pocałunkiem. Smakiem swoich ust, który mieszał się ze słodkim, tych jej, trochę szkockiej i ten sztuczny posmak truskawek i mleka. Smakowała wybornie.
A potem drugi raz. Zachłanniej. Pewniej. Bardziej w jego stylu. Już bez hamulców. Tak, żeby cała głowa fiksowała się tylko na tym. Na pocałunku, głębokim, namiętnym i dotyku... Delikatnym, sprawiającym nie więcej niż to, że skóra drżała. Kiedy jego opuszki sunęły po niej powoli. Nie typowo dla tych szybkich numerków, bo oni mieli czas. Mogli kosztować, próbować, rozpływać się pod tym.
Mogliby...
Gdyby mu nie przerwała.
I w pierwszej chwili Galen odsunął się od niej z zawodem, te niebieskie oczy znowu zaszły tą lodową mgłą, a on nabrał w płuca ciężko powietrze. To nie wybrzmiało mu pod czaszką, odbiło się od niej i sprawiło, że... Galen w momencie się zdystansował. Na to jej wyciągnięcie ręki, którą zaciskała na jego koszuli. Pozwolił jej wyciągnąć dłoń spod jej bluzy, tak po prostu, nie zaczepiając jej. Bo Galen to rozumiał. Nie, dla niego znaczyło nie. I nagle pojawiła się między nimi granica, której nie dało się przeskoczyć. Jeszcze przez moment niebieskie tęczówki zawieszone były na jej ciemnych oczach, coraz ciemniejszych i bardziej błyszczących.
- Dobrze, rozumiem - powiedział trochę chłodno. Ale tak naprawdę... nie mógł mieć jej tego za złe. Nie miał.
Nawet zaraz się do niej uśmiechnął, kiedy już poprawił poniszczoną koszulę, przesuwając po niej palcami, kiedy odzyskał rezon, na tyle, na ile było to możliwe w jego stanie. I chociaż żałował, że nie posunęli się dalej... Bo Galen chciał, naprawdę. Jeszcze przez moment po prostu skupiając się tylko na tym, żeby jego myśli wróciły na właściwe tory, żeby nie nakręcać się na obłędnym smaku jej ust, zapachu perfum, cieple jej ciała. Nawet na moment zamknął powieki, to zaraz znowu patrzył na nią inaczej, przesunął palcami po miękkich włosach zaczesując je do tyłu.
Chyba on sam też nie chciał, żeby była jego laską na jedną noc... ale w takim razie czego on chciał?
Jeszcze nie umiał tego określić. Jej? Ale nie na tym blacie w akompaniamencie przyśpieszonych oddechów. Nie jak jedną z wielu, które sobie tutaj sprowadzał.
Kiedy powiedziała to późno już, zerknął na drogi zegarek na swoim nadgarstku. Było późno, ale z drugiej strony...
- Późno przyszłaś... - stwierdził, a kiedy zeskoczyła ze stołu, to powiódł za nią spojrzeniem - zostaw, ktoś to posprząta... - powiedział, jakby to było takie normalne. Bo dla niego w zasadzie było. I w końcu Galen ruszył się też do tego, żeby odpalić robota sprzątającego, który pozbierałby te szkła. Bo skoro na reklamach zbierał nawet płatki śniadaniowe, to co to szkła, nie?
- Uważaj na szkła - jeszcze ją pouczył a sam oparł się o jakiś blat obserwując, jak robot rzeczywiście zagarnia potłuczone szklanki - Maya... - zaczął Galen, kiedy ona odkładała płatki do szafki - a może rzeczywiście zrobimy te kanapki z szynką i serem? A później... zamówię ci taksówkę? Bo nie wiem czy beze mnie w tym nocnym autobusie dasz sobie radę - zawiesił spojrzenie na jej plecach.
Dziwne. Niesłychane wręcz, że Galen Wyatt proponował jakiejś lasce, żeby została... Żeby zjadła z nim kanapki. A on jeszcze później zamówi jej taksówkę. Bo przecież Galen bardzo szybko pozbywał się tych lasek. A ją chciał jeszcze zatrzymać...
- Będę już grzeczny - dodał jeszcze, kiedy już odwróciła się w jego kierunku, kiedy już jego intensywnie niebieskie spojrzenie odszukało to jej, ciemne i błyszczące. I znowu się uśmiechnął, bez żalu. Tak po prostu. Szczerze.

będę już grzeczny
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Był uzależniający. Jego spojrzenie, zapach, dotyk… wszystko. To jak jego usta zachłannie smakowały tych jej, jak bezczelnie wdzierał się językiem pomiędzy rozgrzane wargi i siał absolutne spustoszenie. Doskonale wiedział, co robił, znał swoje atuty i potrafił je wykorzystać. Z idealną precyzją wiedział, kiedy mocniej na nią naprzeć, a kiedy przesunąć ciepłymi opuszkami po jej nagich plecach, by jeszcze bardziej wzniecić rodzący się między nimi ogień. 
Przez krótki moment było jej dobrze. Naprawdę dobrze. Szczerze mówiąc nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się tak zauważona, kiedy wymiana spojrzeń z drugim człowiekiem była tak elektryzująca, a możliwość poznawania go bliżej ekscytująca. On cały taki był i przez moment Parker sama nie mogła uwierzyć, że to wszystko przerwała. Że powiedziała nie, kiedy całe jej ciało krzyczało głośne tak. Głową rzadko kiedy wygrywała z sercem, a jednak tutaj udało jej się przejąć stery.
Pomimo upojenia alkoholowego, Galen wydawał się odpuścić szybciej, niż ona. Maya jeszcze się wahała, jeszcze nie była pewna. Głupio liczyła, że kiedy wspomniała o tym, że nie będzie jak jego modelki na jedną noc, jakaś część niej naprawdę czekała, aż on się postawi. Aż powie, że wcale nie była. Że nie była do nich podobna w ani jednym calu. Ale nie powiedział. Ciche dobrze, rozumiem wyleciało z pomiędzy jego ust, będąc jedyną odpowiedzią na całą sytuację, a to tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że dobrze zrobiła. Głupia była, że nawet myślała jakkolwiek inaczej. Przecież tacy faceci jak Galen o nic się nie prosili. Oni albo dostawali albo odpuszczali i szli po kolejną chętną. Na pewno było ich od groma. I wcale nie mogła mu mieć tego za złe.
Bez jakiegokolwiek żalu zeskoczyła ze stolika i z uśmiechem na ustach poszła odłożyć płatki do szafki oraz mleko do lodówki. Serce wciąż waliło jej ciężko, a nogi były miękkie. Nie chciała iść do domu, nic tam na nią nie czekało, dlatego gdy tylko Galen poprosił, żeby została dłużej, tak naprawdę wcale nie musiała się zastanawiać. Chociaż chwile przeczekała nim odpowiedziała, nieco go przetrzymując.
Zrobimy oznajmiła, opierając plecy o chłodne drzwi lodówki, przy okazji przyglądając mu się uważnie. Włosy miał całe zmierzwione przez jej palce, a na środku koszuli wielką plamę po mleku. Wyglądał… zajebiście dobrze. a masz toster? uniosła brew ku górze, bo jak on niby chciał robić tosty, jak zaraz mogło się okazać, że nawet nie miał tak durnej rzeczy jak opiekacz do tostów. W końcu był bogolem, ludzie tacy jak on pewnie jadali sam kawior na kolacje. Z drugiej strony o posiadanie płatków też go nie posądzała, a tu proszę, nie dość, że je miał to jeszcze… a zresztą. Westchnęła głośno, próbując się skupić i już chciała się odwrócić tyłem, kiedy Wyatt oznajmił, że teraz już będzie grzeczny.
Dobrze skwitowała spokojnie, spoglądając mu głęboko w oczy, podczas gdy na jej twarzy powoli pojawił się zaczepny uśmiech. chociaż lubię twoją niegrzeczną wersje dodała, nie mogąc się powstrzymać, a następnie puściła do niego oczko i w końcu odwróciła przodem do lodówki. Złapała kilka głębszych oddechów na uspokojenie, przy okazji szukając wśród tysiąca produktów rzeczy, które mogły im się przydać. Oczywiście absolutną bazą do wszystkiego było to, że Galen musiał znaleźć toster, ale wierzyła, że w końcu mu się uda.
Co my tu mamy… mruczała pod nosem, przesuwając jakieś gotowe, idealnie popakowane porcje i warzywa, które wyglądały i błyszczały jak z jakiejś reklamy Lidla. Ta jego gosposia to mu je polerowała czy jak? Nawet nie chciała się nad tym zastanawiać. Wygrzebała w końcu ser i szynkę. Miał ich z jakieś pięć rodzai, dlatego sięgnęła po tą, która wyglądała po prostu najnormalniej. Do tego oczywiście masło, chociaż widząc podejrzliwy wzrok Wyatta, zaśmiała się głośno. no co? Każdy przecież wie, że najlepsze tosty to takie posmarowane cienką warstwą masła, żeby odpowiednio chrupało ale nie było suche powiedziała to w sposób, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na całym świecie, a potem spojrzała jeszcze na niego jak na wariata, bo o tym nie wiedział. jak ty w ogóle żyłeś… nie dość, że nie wiedziałeś o istnieniu Wunderbarów, to jeszcze nie dawałeś masła do tostów? pokręciła głową, wciąż nie mogąc uwierzyć, jak różni ludzie chodzili po tej planecie, jak życia potrafiły być od siebie różne.
Znalazłeś ten opiekacz? spytała z głową w jakiejś szafce, w której szukała chleba tostowego. Oczywiście go tam nie było i nim galen wygrzebał maszynę, Majka obleciała całą jego kuchnie, by znaleźć pieczywo, robiąc mu przy tym okropny bałagan. Całe szczęście misja zakończyła się sukcesem. dobra, to teraz ty możesz sobie usiąść jak prawdziwa księżniczka i ja będę wokół ciebie skakać oznajmiła i jakby tego było mało, podeszła do miejsca na blacie, na którym wcześniej siedziała, nachuchała na niego i przetarła materiałem bluzy. a tak naprawdę potrzebuje, żebyś mi nie przeszkadzał wbiła spojrzenie w jego obłędnie niebieskie oczy, przy okazji palce zaciskając na prezesowskim przedramieniu. możesz, nie wiem, opowiedzieć mi w międzyczasie, co się jadało u ciebie w domu, jak byłeś dzieciakiem. Jakiś kawior ze śledzikiem?

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen też nie był przyzwyczajony do tego, żeby kobiety mu odmawiały. Właściwie... chyba tylko Pilar dała mu kosza, a i tak zrobiła to... dość późno.
A Majka nawet zanim naprawdę zatracił się w jej zapachu, w tym cieple, które od niej biło. W jej spojrzeniu, pięknym, błyszczącym. Zanim smak jej ust wdarł się gdzieś głęboko pod skórę, zapadł a pamięci…
Chociaż może zapadł i tak?
Wyatt zacisnął wargi w wąską linię zbierając z nich jej smak. Będzie myślał o tym pocałunku, o tym jak prawie już się temu poddali, a jego smukłe palce sunęły po jej gorącej skórze. Właśnie dlatego pewnie, że to było takie wyjątkowe. Inne.
Niespotykane. Bo kto odmawiał Galenowi Wyattowi?
Żadna z jego modelek mu nie odmawiała. Dlatego on tak uszanował jej decyzję, bo wszystko, co oni robili było jakieś takie inne, wyjątkowe. A zresztą dla Galena nie, to nie...
Chociaż nie znaczyło to wcale, że kiedyś jeszcze nie spróbuje. Znowu. Bo Majka coraz bardziej go intrygowała. A Wyatt miał też gen zdobywcy. I może gen faceta, który miał wszystko to, czego chciał. A teraz chyba chciał ją. Bardziej niż kiedykolwiek. Bardziej niż kogokolwiek?
Odprowadził ją spojrzeniem, wodząc za nią intensywnie niebieskimi oczami. Oparł się o stół. Odpowiednia odległość. Żeby myśli nie kręciły się wokół niej. Zapachu jej perfum wymieszanego z klubową wonią, wokół tych loczków, które łaskotały go w szyję, kiedy miękkie wargi...
Zaraz proponował jej, żeby została dłużej, żeby zrobili te kanapki, a kiedy Majka się zgodziła, to uśmiechnął się od razu.
- Pewnie mam - stwierdził Galen, kiedy zapytała o ten toster, ale prawda jest taka, że Wyatt nigdy nie robił tostów. Ale robiła mu je czasem Lucita. Suchy chleb, a w środku ser bez laktozy i plasterek odtłuszczonej szynki, bo taki przepis na tosty Galen dostał od chata gpt. Pewnie wpisał przepis na jakieś tosty dla bogatych dupków.
Stanął przy piekarniku i już miał zajrzeć do szafki nad nim, obstawiał, że tam może być toster, ale kiedy Maya mu powiedziała, że lubi jego niegrzeczną wersję, to się na nią obejrzał. Chwycił ściereczkę, która wisiała ładnie na drzwiach piekarnika, a potem rzucił ją w Majkę...
I dopiero się zastanowił co on zrobił.
Bo przecież Galen Wyatt nigdy nie podniósłby ręki na żadną kobietę, nawet... ściereczki kuchennej.
- Przepraszam - musiał to powiedzieć. Nawet chciał do niej iść, ale Majka chyba za bardzo się tym nie przejęła, zaraz zaglądała do lodówki. A Galen do szafki, żeby wyciągnąć z niej jakiś bajerancki toster.
Postawił go na blacie i od razy naciskał jakieś guziczki, zamknął, otworzył. Nawet nie wiedział, że tak on wyglądał, ale chyba się nada. Oparł się o szafkę, niby przy opiekaczu, ale jednak jego niebieskie tęczówki uciekały co rusz do Mayi. A kiedy wyjęła masło, Galen uniósł jedną brew.
- Lucita nie robi z masłem - rzucił, ale w zasadzie to Galen z tymi swoimi wypolerowanymi warzywami, to chyba po prostu nie wyglądał jak ktoś, kto je masło?
- Nie jechałem też nigdy nocnym autobusem i w zasadzie... to nigdy żadna dziewczyna, oprócz mojej gosposi, nie robiła mi tu kanapek - bo nie robiła. Cherry zamawiała im jakieś fancy śniadanka, bajgle z łososiem i złotym czymś tam, albo owsianki o smaku lasu i bogactwa. Nawet chciał jej powiedzieć gdzie jest chleb tostowy, ale w zasadzie to nie przeszkadzało mu przecież to, że przegrzebała wszystkie szafki, przynajmniej wiedzieli co tam było, bo czasem Galen sam się zastanawiał. Taka ogromna kuchnia, dookoła szafki, co tam właściwie jest? Okazało się, że różne rzeczy, w jednej były nawet jakieś plastikowe owoce, które chyba były w apartamencie, kiedy się tutaj wprowadzał. Lucita musiała wymienić je na te idealne, błyszczące jabłka, które stały na blacie. Galen nawet zastanowił się, czy one były prawdziwe, ale musiały być... przecież czasem je jadł.
- Mam - powiedział kiedy zapytała o opiekacz i zaraz jej go pokazywał. Na jej kolejne słowa wywrócił oczami, chociaż przecież Galen miał coś z księżniczki, a raczej księcia. Usiadł zaraz na krześle opierając łokcie na blacie, ułożył twarz na nadgarstkach, wpatrując się w nią - a może bym ci pomógł? - raczej by przeszkadzał, ale warto było spróbować - na przykład bym nałożył masło - posmarował to się nazywa Galen. Jednak z Wyatta też była kiepska kucharka. Kiedy zadała mu to pytanie, co się u niego jadło, kiedy był dzieciakiem, Galen westchnął ciężko. Bo rzeczywiście to mógł być kawior ze śledzikiem. Albo jakieś francuskie dania, które wymyślała jego matka.
- Właściwie to co teraz... - zaczął, ale zaraz się zamyślił przechylając na bok głowę - ale nasza gosposia czasem robiła takie maślane ciasteczka i dawała nam je po kryjomu z siostrą, bo wiesz, moja matka chyba też nie jadła masła. Zresztą ona i jej burżujskie podniebienie pewnie tolerowały właśnie tylko kawior, i to bez śledzika, i wiesz co jeszcze fuagra - Galen aż wystawił język i się skrzywił - cofa mnie jak o tym myślę, a ona sprowadzała to z Francji i podawała wszystkim gościom, kiedy ja grałem im recital na fortepianie, albo recytowałem poezję. Dom wariatów - znowu oparł głowę na nadgarstku przyglądając się jej, jak szykowała tosty - a ty co lubiłaś, jak byłaś mała? - zapytał, a niebieskie tęczówki odszukały jej brązowe, przenikliwe spojrzenie. Jak to się działo, że spotykali się drugi raz w życiu, a już wiedzieli o sobie tyle? Galen nigdy nie uzewnętrzniał się z takich rzeczy, może raz... przy Pilar? Ale przecież nawet Cherry nie wiedziała tyle co Majka. A jej Galen jeszcze mówił to tak po prostu... bez żadnego skrępowania. Jakby znali się od lat, a nie ledwo drugi raz widzieli na oczy.

a ty co lubiłaś, jak byłaś mała?
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No przestań. Serio mnie za to przepraszasz? — zaśmiała się głośno, kiedy ścierka, którą Galen w nią rzucił, wylądowała na podłodze. Parker szybko schyliła się niżej i złapała ją między palce. — to ty nie wiesz, że tak się właśnie zdobywa serce kobiety na poziomie przedszkolnym? Piachem w oczy i ciągnięciem za warkoczyki. Ścierka też robi robotę — pokręciła głową rozbawiona, bo taka była prawda. Maya wychowała się na prawdziwy podwórku, żadnych złotych klatkach. Bawiła się w podchody oraz policjantów i złodziei z rówieśnikami i przecież każdy wiedział, że jak chłopak zaczepiał jakąś dziewczynkę właśnie takimi zagraniami, bo podskórnie chciał pokazać, że mu się podoba, spędzić z nią trochę więcej czasu. A Galen? Cóż… — więc albo rzucasz i jesteś z tego dumny — wzięła zamach i cisnęła ścierką prosto w jego klatkę piersiową z takim impetem, że ledwo ją złapał, przy okazji krzyżując spojrzenie z obłędnie niebieskimi oczami. — albo pieniasz i przepraszasz — nie było półśrodków. Jak już chciał walić ją po głowie szmatą, musiał to robić w pełni intencjonalnie i wcale nie żałowałem po dwóch sekundach, żeby to faktycznie miało sens. W pełni zdawała sobie sprawę, że zapewne była to kwestia jego królewskiego wychowania i Wyatt dopiero uczył się być niegrzeczny, ale to zdecydowanie był pierwszy krok do sukcesu.
Drugim było znalezienie tostera i zrobienie zajebistych kanapek. Maya spędziła naprawdę kilka solidnych minut, żeby wygrzebać składniki, przy okazji wysłuchując się w opowieści Galena, jak to żadna dziewczyna oprócz jego gosposi nie robiła mu tu kanapek.
— A co robiły? — poniosła na niego spojrzenie, lekko nachylając się nad blatem w jego kierunku. — lody? — nie mogła się powstrzymać. Szczególnie kiedy ich spojrzenia tak intensywnie się ze sobą krzyżowały. Pomyśleli o tym samym? Pobudziła jego wyobraźnie? Nawet zmierzyła jego sylwetkę od głowy do pasa, a potem wróciła do oczu i uśmiechnęła się zaczepnie. — to będę wyjątkowa i ode nie dostaniesz zajebiste kanapki — swoją drogą niesamowite, że w tej kuchni częściej się świntuszyło niż faktycznie jadło jedzenie. Majka aż rozejrzała się po pomieszczeniu. Gdyby ona miała taką kuchnie… chyba długimi dniami by z niej nie wychodziła. Paker lubiła gotować, piec nawet, ale na swoim marnym kawałku blatu, jaki miała w mieszkaniu w kamienicy i dwóch palnikach aż się odechciewało. Tutaj za to można było szaleć, a Galen chciał szaleć z nią, bo nawet zgłosił się na ochotnika do smarowania masła, dlatego bez większego sprzeciwu, przesunęła w jego stronę maselniczkę, z idealnie ułożoną kostką masła w środku, a potem dorzuciła do tego zapakowany chleb tostowy.
— Czekaj — powiedziała, kiedy on rzucił się do tego jak oparzony. — tylko ci pokaże z której — skoro wcześniej nie robił tostów z masłem, to mógł nie wiedzieć, jaka ilość na która stronę. Wzięła jedną kromkę i na nóż nałożyła masło. — pierwsza idzie do środka, więc tu trochę więcej, a drugą potem tylko troszeczkę z góry, żeby się nam zarumieniło w opiekaczu — wyjaśniła jak najlepszy specjalista, lekarz habilitowany od tostów, a następnie przekazała mu pałeczkę w postaci noża, oczywiście czując przyjemne mrowienie na dłoni, gdy jego palce dotknęły jej skóry. Podniosła na moment spojrzenie i na tą krótką chwilę się skrzyżowali. Pierwsza wyłamała się Majka, próbując znaleźć wtyczkę i podpiąć opiekacz, a potem zajęła się rozpakowywaniem sera z folii, bo oczywiście każdy plasterek był starannie zawienięty osobno, słychając przy okazji jego dziecięcych perypetii jedzeniowych. Oczywiście nie zdziwił jej kawior, na ciasteczka się uśmiechnęła, ale kiedy Galen wymienił tą dziwną nazwę podniosła na niego zaskoczone spojrzenie.
— Furagura? — spróbowała powtórzyć po nim nazwę dania, ale z jej ust wyszło coś kompletnie innego. Nie miała zielone pojęcia, co to było ale brzmiało obrzydliwie. Chociaż po chwili bardziej niż prowadzę prosto z Francji coś zaciekawiło ją bardziej, gdy Wyatt przyznał się do innych swoich talentów. — grasz na fortepianie? — niby była lekko zdziwiona, jednak im dłużej nad tym myślała, to w sumie pasowało jej to do Wyatta i jego kasiastej rodziny. Jeszcze tylko brakowało, żeby chodził na balet i szermierkę. Chociaż kiedy wspomniał o poezji, Majka aż odłożyła ser na moment na bok i nachyliła się w jego kierunku. — a wyrecytuj coś — poprosiła ładnie, najładniej jak umiała, patrząc na niego intensywnie. — pozwolę ci za to poskładać wszystkie składniki razem — tak bardzo jej na tym zależało, że była gotowa postawić całe powodzenie misji w rękach Galena, tylko po to, żeby jej powiedział jakiś ładny poemat.
— Ja? Naleśniki z serem i owocami — odpowiedziała praktycznie od razu, gdy spytał o to, co sama Parker lubiła jeść za dzieciaka. Naleśniki były szybkie do zrobienia, a w dodatku składniki nie były szalenie drogie, biorąc pod uwagę ile tego wychodziło. Do tego ser i sezonowe owoce. Czasami kupione na targu, a czasami ukradzione z ogródka sąsiada. Zależało od dnia, ale kochali się nimi zajadać z bratem. Aż na samą myśl pociekła jej ślinka. — mogę ci kiedyś zrobić, takie jak robiła moja mama… zanim jej odjebało — ostatniej cześci wcale nie musiała dodawać, jednak wyszła ona z niej jakoś bardziej naturalnie niż intencjonalnie. Natomiast najważniejsze w tym wszystkim było to, że Parker właśnie zaproponowała Wyattowi jeszcze jakieś przyszła gotowanie, jakby on w ogóle chciał. Zdawała sobie sprawę, że na dzisiaj była rozrywką, ale przecież jutro już będzie miał nową laskę. Weźmie ją sobie na kolację albo do prywatnego jacuzzi, a potem przeleci na pierwszym, lepszym blacie.
— Dobra, to jak będzie z tym wierszem? Bo tu trzeba kanapki składać — wszystko było już gotowe, opiekacz nagrzany, wystarczyło tylko zacząć łączyć wszystkie składniki ze sobą i Majeczka była gotowa dać Galenowi czynić honory, ale tylko i wyłącznie za jakąś małą nawet namiastkę poezji. Cokolwiek.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen serio za takie coś przepraszał, bo może to była ściereczka, która nie zrobiłaby jej krzywdy, ale jednak... rzucił nią. Na jej kolejne słowa już nawet otwierał usta, żeby coś powiedzieć, bo on przecież nigdy nie ciągnął dziewczynek za warkocze, bo to nieładnie.
Ledwo złapał ścierkę, kiedy tym razem ona nią w niego cisnęła, zaciskając na niej palce dopiero na swojej klatce piersiowej.
- No nie wiem... troszeczkę już chyba wyrośliśmy z przedszkola - zaczął i rzucił szmatkę na blat - no i ja znam trochę inne sposoby - dodał jeszcze, gdy te jego niebieskie oczy odszukały jej ciemne, przenikliwe spojrzenie. Chociaż skoro oni tutaj podążali jakimiś nieutartymi szlakami, niezbadanymi dotychczas przez Galena Wyatta ścieżkami...
To kiedy ona już stanęła koło niego z tymi składnikami, a zanim Galen jeszcze na dobre usiadł na krześle jak księżniczka, to sięgnął do jej policzka, odgarnął z niego niesforny kosmyk, który zakręcił na palcu. Nawet go nie szarpnął, nie pociągnął, pozwolił mu luźno spłynąć pomiędzy palcami, ale to chyba miało być to ciągniecie za warkoczyki.
- No i co...? - zapytał - zadziałało? Już jesteś moja? Bo piachu nie mam - wzruszył ramionami jeszcze przez moment te intensywnie niebieskie tęczówki wbijając w jej piękne, brązowe oczy. Ale zaraz usiadł, zaraz opierał brodę na nadgarstkach i opowiadał jej o tym, że nikt oprócz Lucity mu tutaj nie robił kanapek.
Otworzył usta, żeby jej powiedzieć co robiły jego modelki, a zazwyczaj to po prostu rozkładały nogi, albo... - lody? - powtórzył po niej i parsknął śmiechem też pochylając się trochę w jej kierunku - po tych zajebistych kanapkach zawsze przyda się jakiś deser... - mówienie Galenowi Wyattowi o lodach było... no to prawie jakby właśnie przed nim padła na kolana. Bo Galen to miał jednak bardzo wybujałą wyobraźnię, a zwłaszcza jeśli chodzi o jakieś rzeczy związane z seksem. On się potrafił szybko nakręcić.
Dlatego pewnie zaraz proponował jej to, że będzie tosty smarował masłem. Zająć czymś myśli... i palce.
Żeby nie wyobrażać sobie tego deseru.
Zaraz skupił się na tym jak Majka prezentowała mu sposób smarowania kromek masłem, ściągając do siebie brwi. Galen był pojętnym uczniem. Raz prawie nauczył się myć naczynia i obierać ziemniaki. Prawie.
Ale z masłem to może sobie poradzi?
Chociaż kiedy jego smukłe palce musnęły jej gorącą, gładką skórę, a spojrzenia się skrzyżowały... to Galen znowu się fiksował na jej ładnych oczach i na tych loczkach...
Oczywiście, że nałożył za dużo masła, a po drugiej stronie wcale, ale wysmarował im tak chyba z dziesięć kromek, kiedy opowiadał o tych swoich potrawach z dzieciństwa, a Majka mu nie przerywała. Dopiero kiedy zapytała o furagura, to Galen podniósł na nią niebieskie tęczówki znad masła. Uśmiechnął się i odłożył nóż na deskę. Pewnie Majka musiała po nim te tosty poprawiać.
- To takie coś... - zaczął, ale zaraz machnął ręką i opadł na swoje krzesło - a zresztą jest ohydne, nie to co Wunderbary... - jeszcze coś miał powiedzieć, że pewnie to były najlepsze batony na świecie, ale Maya zapytała o grę na fortepianie, a Wyatt skinął głową - ale dawno tego nie robiłem... Chociaż to lubiłem - problem Galen Wyatta był taki, że on nie robił rzeczy, które lubił. Nie grał na fortepianie, nie trenował boksu... A przecież mógł. Fortepian miał nawet w salonie, ale teraz zamknięty, stała na nim jakaś nowoczesna rzeźba.
Kiedy Majka poprosiła go, żeby coś jej wyrecytował, to wywrócił tymi niebieskimi ślepiami - wiesz, że moja matka traktowała to jako pokaz swojej wyszkolonej, cyrkowej małpeczki - no nie było to wcale miłe wspomnienie. A jednak poezję też Galen kiedyś lubił. Dużo rzeczy, które wpoiła mu matka mimo jakiś niekoniecznie najlepszych skojarzeń, było bliskie jego sercu... Ale naleśniki to nie - nie jadłem nigdy naleśników z serem i owocami... To można je tak jeść, w ogóle naleśniki, nie wiem takie małe okrągłe? - chyba mówił o pankejkach. Ale Galen to w ogóle w swojej złotej bańce, żeby nie powiedzieć klatce... wiele rzeczy go tam omijało. Naleśniki pewnie też - musisz mi je kiedyś zrobić - i Galen też jej proponował kolejne spotkanie-gotowanie. Z naciskiem na musisz. Chociaż kiedy powiedziała o swojej mamie, to przez moment, jedną chwilę, chciał poruszyć ten temat, ale... może nie teraz?
Bo przecież Maya już znowu pytała go o ten wiersz, a Galen wstał, wygładził swoją brudną, poszarpaną koszulę.
- Dobra... to ja recytuje, ale ty rób tosty, bo już mi burczy w brzuszku - rzeczywiście mu zaburczało, a zresztą... i tak musiała po nim poprawiać, więc może ona powinna się zająć tostami, a on być dzisiaj jej rozrywką na jedną noc? Niebieskie spojrzenie padło na jej oczy, kiedy Galen zastanawiał się co za wiersz mógłby jej powiedzieć, ale zaraz coś wpadło mu do głowy. I to był wiersz, który Galen napisał sam... kiedyś tam.
Dawno temu...
- Nie ucz mnie, proszę, jak pachnie ogród -
znam go z obrazów, nie z ziemi i dłoni.
Róża ma istnieć tak, jak ją widzę,
nie tak, jak rośnie w milczeniu i chłodzie
- zaintonował pierwszą zwrotkę. Dość poważnie, chociaż w pewnym momencie jeszcze jakiś cień uśmiechu przemknął przez jego twarz, kiedy złapał spojrzenie Majki. Na moment.
- Bo piękno - mówią - nie lubi przypadków,
lubi porządek, ramy i ciszę.
Więc stoję prosto, jak mnie nauczono,
i uczę serce, jak ma być bliższe…
- wyprostował się rzeczywiście, chociaż... Czy kiedy patrzył na Majkę, to zgadzał się z tym, że piękno lubiło... porządek, ramy i ciszę? Kiedy stała przed nim taka dzika i chaotycznie nakładała na tosty te plasterki sera. Wcale nie równiutko, tak jakby zrobił to Galen. Krawędź do krawędzi.
Pięknie...
- Nie sobie - nie. To byłoby zbyt łatwe.
Lecz temu światu, co patrzy i waży,
czy jestem godzien nosić to imię,
które się szepcze przy winie i twarzach?
- Galen Wyatt i jego odwieczny problem... Z tym czy on jest godzien. Z tym ile on jest wart? Jego ciągłe łaknienie pochwał. Bo przecież kiedy on, jako dziecko jeszcze właściwie, pisał te wiersze i je recytował, to tylko odpicowane przyjaciółki jego matki biły mu brawo, a ona nigdy...
Galen i jego matka, której też chyba odjebało.
- A jeśli kiedyś głos mi zadrży - przez chwilę -
odwrócę wzrok, poprawię mankiet.
Bo w końcu po to mnie tutaj stworzono:
by nigdy nie być… naprawdę
- głos mu zadrżał, przez chwilę, a na koniec jeszcze poprawił mankiet. Wyprostował się. I przez chwilę jego niebieskie oczy zaszły tą dziwną mgłą, ale zaraz już opierał się o szafkę obok Majki, siadając na swoim krześle - i jak? - oczywiście, że musiał zapytać, bo Galen nie byłby sobą, gdyby o to nie zapytał. Złapał dodatkowy plasterek sera, żeby dołożyć go do jednego z tostów - ten będzie mój z podwójnym serem - uśmiechnął się do Mayi, ten sam Galen Wyatt, który przed chwilą recytował jej ten smutny, przejmujący wiersz, teraz się... cieszył jak głupi do sera, z tostów. Włożyli pierwsza porcję, a Galen pochylił się nad opiekaczem zaciągając zapachem topiącego się sera - ale pachnie... - mruknął wbijając spojrzenie w Majkę - jak chcesz to ci potem coś zagram... a umiesz śpiewać? Tworzysz muzykę tak? - coś mu wspominała na ten temat.

Bo piękno - mówią - nie lubi przypadków,
lubi porządek, ramy i ciszę?
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie rozumiem — powiedziała kompletnie szczerze, słysząc jego słowa. — to czemu nie grasz, skoro to lubisz? — nie potrafiła tego zrozumieć. Szczególnie że przecież Galen Wyatt miał w swoim mieszkaniu wszystko, czego żywa dusza mogła tylko zagarnąć. Miał fortepian, miał sympatię do muzyki, czego chcieć więcej? Majka nie była pewna, ale z drugiej strony, ona nigdy nie umiała zrozumieć bogatych ludzi. Może była to kwestia przejedzenia dobrobytem? Faktu, że jak nie trzeba było sobie na coś zapracować, to już nie smakowało tak dobrze? Z pewnością można to było tak interpretować, nie tylko hobby ale równie ludzki relacje. W końcu każdy wiedział, że wyczekane, napracowane zawsze cieszyło bardziej. Kiedy się czegoś nie miało, człowiek o wiele bardziej doceniał, kiedy w końcu coś dostał, a jeśli wiecznie obcowało się w dobrobycie i dostawało wszystko na pstrykcięcie palcami… naturalnie nie doceniało się, jak wieka wartość za tym szła.
Bo Galena Wyatt nigdy nie musiał się martwić o to, czy jego rodzice mieli pieniądze na jego zajęcia dodatkowe, nie musiał ograniczać marzeń przez sytuacje w domu, czy odmawiać sobie wycieczki szkolnej, bo nie spełniało się wymagań. On po prostu wszystko dostawał podane na tacy. Jeśli chodzi oczywiście o rzeczy materialne, bo to dało się kupić za pieniądze. Nie dało się jednak relacji. Prawdziwej przyjaźni i miłości. Chwilowe romanse? Jasne, ale nie coś, co było po grobową deskę. I to wcale nie tak, że biednym szło w tym lepiej, nie, ale była to jedyna rzecz, która nie była wskaźnikiem tego, jaki ktoś miał status materialny.
Widziała to w Galenie. To takie poszukiwanie nieznanego. Normalności może? Przesyt tym co znał i cieszenie się tak zwykłymi rzeczami jak baton z czekoladą, czy fakt, że ktoś w jego pięknej, złotej kuchni robił coś tak żałosnego jak tosty. Widziała, że był tym zafascynowany. Dlatego kiedy kazał jej dokończyć robotę, podczas gdy on będzie recytować, Maya skinęła głową, przesuwając się wzdłuż lady na miejsce, przy którym były rozłożone kanapki z kolosalną ilością masła. Musiała to wszystko po nim poprawić, a potem jeszcze dodać ser i szynkę do co drugiej, podczas gdy Galen przygotowywał się tuż obok do zaprezentowania utworu.
Słuchała go uważnie, wciąż robiąc tosty. Co chwile jedynie podniosła spojrzenie, by skrzyżować je z jego wyjątkowo błękitnymi oczami, coraz bardziej trzeźwymi. Już nie chwiał się tak bardzo na boki, stał o wiele stabilniej, zamknięty we własnym świecie poezji, który sobie stworzył. I chociaż z początku Majka dzieliła uwagę, tak im dłużej słuchała tej przejmującej recytacji, nawet nie zauważyła momentu, w którym po prostu przestała robić tosty. Tylko patrzyła i słuchała. I nie zgadzała się z nim. Z tym, że piękno nie lubi przypadków, że lubi porządek i lubi cisze. A już na pewno nie z tym, że całe jego życie był przez kogoś tworzony, do tego stopnia, że nie istniał naprawdę. Nie znała jego rodziny, ale słuchając tego smutnego wiersza mogła się tylko domyślać, jak samotnym doświadczeniem musiało być dla niego dorastanie, ta potrzeba, żeby wiecznie byś idealnym, ułożonym, pod dyktando bogatej, ustawionej rodziny. Być idealnym. I może to było głupie, wczuć się tak bardzo w cudzą opowieść, ale w spojrzeniu Parker również coś się zmieniło. Ciężko było to nazwać, to po prostu się widziało. Jakiś przeskok. Jakby zobaczyła w Galenie coś jeszcze więcej niż tylko intrygującego, lekko zagubionego człowieka, który nigdy nie jadł Wounderbarów. Trochę czuła, jakby odkrył przed nią skrawek swojej duszy i demonów, które tam czaiły się na każdym roku. A kiedy skończył, Majka milczała. Po prostu patrzyła na niego, nawet na moment nie ściągając spojrzenie z błękitnych jak ocean oczu. Dopiero gdy zapytał ją o opinie, wróciła na ziemię.
— Ładnie — skwitowała, kiwając delikatnie głową. I może na tym powinna zakończyć. Pochwalić i zająć się tostami, ale ona zamiast tego podeszła bliżej i stanęła tuż przed Galenem. — ale nie zgadzam się z tym, że jesteś po to by nie być naprawdępodniosła dłonie do jego klatki piersiowej. Pierwsze osadziła palce na pomiętym już kołnierzyku. Przejechała wzdłuż niego, sunąc opuszkami po miękkiej teksturze, tylko zamiast go poprawić, to wygięła go jeszcze bardziej. — ani że piękno lubi porządek i cisze — dodała, tym razem przenosząc się wyżej, prosto do jego mięciutkich włosów, które bezczelnie potargała. Mocno. Tak że teraz sterczały mu na każdą, możliwą stronę. — piękno lubi spontaniczność. Lubi być zaskakiwane. Porządek, ramy i ciszą są kurwa monotonią, a nie pięknem — mówiła dalej, jednak dłoni wcale nie zabrała. Błądziła nimi po jego karku i drapała skórę krótkimi paznokciami, podczas gdy jej spojrzenie wciąż zaglądało mu głęboko w oczy. — i wiesz Galen, może i bliscy cię zepsuli i nie zauważali tak, jak powinni, ale to nie znaczy, że trzeba się dostosowywać. Że te wszystkie gówno-wartości, które ci wpoili za dzieciaka są jedynymi, jakie trzeba wyznawać, bo nie są. No kurwa nie są. I ty dobrze to wiesz i ja też to wiem, że… — zawahała się na moment, nawet nie zdając sobie sprawy jak blisko niego się znalazła. Czuła na sobie jego oddech, czuła jak ciepło osadza się na polikach, a zapach który już dobrze znała tego wieczoru wdziera się do nosa. — że jesteś kimś więcej niż ładnym chłopcem w złotych mankietach — musiała mu to powiedzieć. Może nie powinna, może była w tym nuta ckliwości, ale czuła gdzieś w środku, że on tego potrzebował. Że chciał w końcu poczuć się zauważony, doceniony może. Bo chociaż byli z zupełnie innych światów, Maya doskonale wiedziała, jak to jest żyć w cieniu. Trochę na innych zasadach, trochę z mniejszymi możliwościami ale jej również matka nie zauważała i nie doceniała, ojciec tym bardziej, bo nigdy go nawet nie było. I może chciała swoje słowa przypieczętować znowu posmakowaniem jego miękkich ust. Może. Ale finalnie postanowiła się trzyma granic, które sama wyznaczyła. Dlatego odsunęła się w końcu i z szalejącym w piersi sercem wróciła do tostów.
— Podwójny ser dla Galena Wyatta, raz! — skinęła głową, gdy dowalił sobie plasterek na jeden z chlebków, a potem ona dodała tam jeszcze jeden. — a weź sobie jebnij jeszcze, zaszalej — i pewnie dałaby mu nawet czwarty, ale ser się skończył, więc przyprawiła to tylko szynką, zamknęła i wcisnęła do tostera. — masz tu gdzieś talerze? — zainteresowała się, mówiąc to i już wyruszając na poszukiwania. Nie trwały one długo, bo pierwsza szafka, którą otworzyła to było to. Wyciągnęła dwa i postawiła je na blacie. Do tego dorzuciła ketchup, który wyjęła z lodówki i jakiś kurwa majonez wegański. Kto jadał majonez wegański? Popatrzyła tylko na niego wymownie, a kiedy wszystko juz było opieczone, wyjęła po jednym dla każdego, a kolejną porcję wsadziła do opiekacza.
— Chce, żebyś mi zagrał — skinęła głową. — mogę zaśpiewać. Może ci uszy nie pękną — zażartowała, chociaż prawda była taka, że Maya miała całkiem niezły głos. Nawet jak mówiła, można było wyłapać w jej barwie charakterystyczną chrypkę i nieczęsto spotykaną dla kobiet niską tonacje. — robie muzykę, tak, ale wiesz, nie taką komercyjną… — zaczęła opowieść, podsuwając mu tost pod nos, a sama wgryzła się w swojego i oczywiście kontynuowała z pełną buzią, jak na damę przystało. — bardziej soundtracki do filmów. Wiesz Hans Zimmer style i takie tam — wyjaśniła, chociaż biorąc pod uwagę jak dużo dostaje miałą w ustach, nie była pewna, czy Galen w ogóle wyłapał, co mu chciała powiedzieć. — ej a tak swoją drogą, to ja kciuki smakują tosty?

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen wzruszył ramionami, bo on też do końca tego nie rozumiał. Dlaczego on w swoim szarym, idealnie poukładanym życiu robił coraz mniej rzeczy, które naprawdę go cieszyły, które dawały mu radość?
A przecież mógł, miał to wszystko na wyciągniecie ręki. Tylko właśnie chyba o to chodziło, że kiedy wyciągał swoją dłoń do fortepianu, to zaraz tracił zapał i już uderzał w klawiaturę zupełnie bez pasji. To tego chyba brakowało w jego życiu, jakiejś pasji. Jakiegoś takiego pierwiastka, który poruszałby serce. Bo przecież Galen to lubił, przyspieszone bicie serca, i coś co sprawiało, że on nawet o tostach mógł mówić z uśmiechem. Że nawet smarując kromki masłem, wcale nie tak jak mu pokazywała, to... był szczęśliwszy?
Może po prostu brakowało mu kogoś? Kiedy Galen przecież całe życie był sam. Rodzice wyjechali z Kanady i właściwie nie za bardzo utrzymywali z nim kontakt. Siostra tułała się gdzieś po świecie. Przyjaciele raz byli, a zaraz znikali, albo okazywało się, że tak naprawdę to nigdy nie była przyjaźń. A kobiety... te w życiu Galena Wyatta zawsze odciskały swoje piętno, wypruwały kawałek po kawałku coś z jego duszy. I on za każdym tym bolesnym rozstaniem robił się chyba coraz bardziej... zimny. A może zawsze taki był? Po prostu zbyt stonowany? Zbyt chłodny. Nie był, bo przecież Marcie potrafiła w nim obudzić prawdziwy ogień, kiedy wyruszył z nią w świat. Meena też, gdy stracił głowę dla tego zakazanego związku. I Cherry, jego Persefona, i on jak ten Hades, w ogniu, który ich trawił. A potem zgasł zostawiając w sercu dziurę. Dużo było tych dziur.
I Galen coraz częściej zamykał się na ludzi, bo bezpieczniej było w złotej klatce. Bez uczuć, bez emocji, bez nikogo.
A dzisiaj do tej złotej klatki zaprosił Majkę, która robiła mu tosty, gdy on recytował jej poezję. Swój wiersz, o sobie chyba. Bo na pewno nie o niej. Bo w Mayi nie było ani odrobiny porządku, ani ciszy, w jej spojrzeniu, w jej uśmiechu był jakiś taki chaos. I Galen mógłby ją pewnie porównać do Eris, bo on przecież miał te swoje dziwne przyzwyczajenia, słabość do imion... i do bogiń greckich.
Eris i Ares, często siali spustoszenie, współpracując razem, oboje uosabiali chaotyczne, destrukcyjne aspekty. I oni też dzisiaj w tej idealnej kuchni zasiali ziarno... zamętu.
A Maya na tym nie poprzestała, bo kiedy Galen zapytał jak wypadł, to zaraz stanęła przed nim. I Wyatt znowu wbijał w nią intensywnie niebieskie tęczówki. Słuchał jej, a zaraz spuścił spojrzenie na jej dłonie układające się na jego kołnierzyku.
- Mało ludzi jest... naprawdę - bo w tym świecie, w którym Galen Wyatt się obracał też wszyscy dookoła grali. Sztuczne uśmiechy, sztuczne gesty, wyuczone maniery. Galen też taki był, ułożony. Nauczony wszystkiego. Podniósł spojrzenie na swoje włosy, do których sięgnęła - a co lubi? Chaos? Głośny śmiech? I tłuczone szkło? - znowu patrzył w jej ciemne, piękne oczy. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy mówiła o tym, że piękno lubi spontaniczność, bo porządek, ramy i cisza są monotonią, a nie pięknem. Mógłby się z nią kłócić. Ale podobało mu się to, że mieli zgoła inne postrzeganie świata, inne podejście. Jak Ares i Eris, którzy działali inaczej, a jednak... siejąc zamęt.
I kiedy jej paznokcie sunęły po jego karku, kiedy wplatała smukłe palce w jego kosmyki i rysowała delikatną skórę krótkimi paznokciami, to Galen przechylił na bok głowę, przysunął się do niej bliżej. Tak, że jego unosząca się w nierównym rytmie klatka piersiowa, gdzie biło jego serce, zdecydowanie szybciej, zetknęła się z jej piersią. A on znowu pochylał się do niej. Tak, że ciepły oddech lądował na jej policzkach. Więcej zamętu...
Mógłby.
Chciał.
Tylko, że chyba dotarły do niego jej słowa, ułożyły się gdzieś w głowie, bo prawda jest taka, że Galen przecież wiecznie zachowywał się pod dyktando matki, potem trochę się buntował, ale w swoim dorosłym życiu, gdzieś pomiędzy tymi skandalami, to przecież wciąż był ułożonym prezesem, i może tym ładnym chłopcem ze złotymi mankietami?
Nawet nie oponował, kiedy się od niego odsunęła, cofnęła do blatu, pozostawiając go z tymi myślami. Bo Galen chciał być doceniony, łaknął pochwał jak małe dziecko. Ale też Galen Wyatt bez tych swoich zasad, wpojonych gdzieś głęboko, bez tych wartości. Tej całej otoczki, on przecież nie byłby sobą. On sam jej powiedział, że gdzieś tam w środku lubił poezję, grę na fortepianie, lubił swoje poukładane życie.
Usiadł na wysokim stołku i zawiesił spojrzenie na serze, którego Majka dołożyła mu aż trzy plasterki.
- Myślisz? W zasadzie dzisiaj mogę zaszaleć... - stwierdził, a kiedy zapytała o talerze to rozejrzał się po kuchni - gdzieś są - rzucił, ale właściwie nie wskazałby jej w której szafce, na szczęście Majka sama wyruszyła na poszukiwania. A Galen znowu się zamyślił, a zaraz obejrzał.
- Każda kobieta, z którą... budowałem jakieś relacje, chciała mnie zmieniać, bo wiesz... Za pierwszym razem byłem za mało spontaniczny właśnie - spojrzał na nią, mówił o Marcie - kolejna uważała mnie po prostu za buca, no wiesz... to, że nie umiem odnaleźć się w takich normalnych sprawach - wzruszył ramionami, na przykład jak jazda nocnym autobusem. I tego chciała uczyć go Meena, normalności - a Cherry gasiła znowu tą iskrę szaleństwa, bo chciała ustatkowanego życia - stwierdził opierając się znowu o blat, koło talerzy, które naszykowała - trudno jest wszystkim dogodzić - westchnął ciężko, a zaraz prysnął keczupem na swojego tosta, oczywiście, że za dużo, ale i tak po niego sięgnął i ugryzł ze smakiem. Ale zaraz jeszcze się odezwał - więc może to jest trochę tak, że rodzice wychowali mnie na zepsutego człowieka, ale ja też trochę taki jestem... - wzruszył ramionami, bo był. I jakby Majka wiedziała o niektórych rzeczach, które Galen Wyatt robił bez skrupułów, to może nawet by się z tym zgodziła.
Chociaż zaraz już zmieniali temat na jego grę na fortepianie, i to żeby Majka mu zaśpiewała.
- Masz ładny głos, myślę, że nie będzie źle - znowu się do niej uśmiechnął, a zaraz odgryzł kawałek tosta brudząc się keczupem na policzku, jak dziecko. Nawet tego nie zauważył. Słuchał Majki, kiedy opowiadała o tym jaką muzykę tworzy - a jakich filmów? Też je kręcisz? Czy to tylko muzyka filmowa? - zainteresował się, bo Maya go fascynowała. Niebieskie tęczówki znowu wisiały na jej ciemnych oczach, kiedy tym razem urwał kawałek tosta brudząc sobie w keczupie całe palce, a zaraz włożył go do buzi. Pokiwał głową, że mu smakowały, bo przecież Galen nie mówił z pełnymi ustami. Dopiero jak przeżuł, to się odezwał.
- Są świetne, może wpiszę je do swojego codziennego menu, tylko z masłem i będę je jadł teraz przez miesiąc - znowu się do niej uśmiechał, a zaraz sięgnął po ostatni kęs swojego tosta. Widać było, że mu smakują, po tym jak szybko go zjadł. Zamyślił się, ale zaraz znowu niebieskie tęczówki odszukały jej przenikliwe, ciemne spojrzenie.
- A ty Maya, zawsze jesteś sobą? Nie chciałaś się nigdy dla nikogo zmieniać? Albo inaczej... nikt nie chciał na siłę cię zmieniać? - zapytał nagle, bo co to miało do tostów? Ale miało do tego, co jej wcześniej powiedział. I kiedy dokładała mu kolejnego tosta, to na moment zerknął na talerz, znowu nalał na niego sporą ilość keczupu - a jakbyś na przykład nagle weszła w taki świat... Jak mój, dostosowujesz się, czy idziesz kompletnie pod prąd? - był tego ciekawy. Bo każda z jego kobiet też w pewnym sensie dopasowywała się do Galena Wyatta, i on teraz, w tym momencie swojego życia nie wiedział, czy ma szukać partnerki takiej jak on, czy zupełnie innej.
A może takiej, która po prostu jego nie będzie chciała zmienić?

e r i s - bogini chaosu ⋆。゚☁︎。⋆。 ゚☾ ゚。⋆
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
Welkom in Canada
171 cm
Barmanka w Emptiness
Awatar użytkownika
Oh, and your sweet and pretty face
Is such an ugly word for something so beautiful
Oh, that every time I look inside
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nikt nie powiedział, że piękno było idealne. Sztuka tak naprawdę rzadko kiedy wymagała perfekcji. Karmiła się brakiem idealności, a bardziej oryginalnością. Poza tym, każdy miał inne definicje piękna. Dla rodziców galena mogły to być idealnie poprawione mankiety i co do minuty rozplanowany dzień, dla niego mogła to być kawa Geisha wypita o konkretnej porze dnia albo wzruszający recital, który rozumieją tylko bogole. Dla niej zaś, piękno chowało się w prostoscie. W najbardziej przyziemnych chwilach, które ogryginalnie wcale miałby nie być wyjątkowe. W czymś czego z początku nawet się nie zauważało. W głośnym śmiechu w środku nocy, w przypadkowej przejażdżce nocnym autobusem, z kimś, kto nigdy tego nie zrobił, w rozbitym wazonie na podłodze, a może nawet i toście z serem i odtłuszczoną szynką, zjedzonym ze smakiem. Wszędzie dało się znaleźć trochę piękna i oryginalności. W ich relacji również, chociaż ona przecież była zupełnie nie na miejscu. A jednak byli. Siedzieli wspólnie. On na hokerze, jak przystało na kulturalnego człowieka, Maja za to na blacie, jak to niewychowane dziewuchy miały w zwyczaju. I rozmawlali. Dyskutowali. Dzielili się swoimi spostrzeżeniami, a nawet przeszłością. Bo kiedy Galena zaczął opowiadać o swoich kobietach i tego, jak każda wymagała od niego czegoś innego, Parker słuchała z wyjątkową uwagą, kręcąc tylko głową z lekkim niedowierzaniem. Szczególnie kiedy podsumował to słowami, że ciężko było wszystkim dogodzić.
A pomyślałeś kiedyś, żeby dogodzić samemu sobie? spytała prosto z mostu, ładując do ust kolejną porcję tosta z kolosalną ilością ketchupu. Nawet na moment nie spuszczała z niego spojrzenia. Co więcej, po chwili wciągnęła nogi na blat i odwróciła się do niego przodem, siadając tuż przed jego talerzem. — Wielkim znawcą nie jestem, ale wydaje mi się, że powinieneś znaleźć sobie kogoś, kto będzie akceptował cię takiego, jakim jesteś, nie? — zajrzała mu w oczy, nachylając się do przodu i chociaż jemu mogło się wydawać, że chciał zrobić coś więcej, ona tylko sięgnęła dłonią do kreski z ketchupu, którą miał na policzku. Ściągnęła to palcem, a następnie… wytarła o materiał własnej bluzy. — Ludzie wiecznie będą się dopierdalać. Każdemu coś będzie nie pasować, ale przecież po to każdy z nas ma swój charakter, żebyśmy byli inni, nie? — znowu gadała z pełną buzią. Nawet kilka kawałków tosta wypadło jej z ust prosto na jeansy, jednak ona wcale się tym nie przejęła. Chociaż prawda była taka, że Maya też coś o tym wiedziała. O zmienianiu się dla kogoś. Sama miała za sobą kilka nieudanych związków, w tym jeden… mocno toksyczny, jednak o nim chyba nie była jeszcze gotowa rozmawiać z Galenem. To nie było miejsce i czas. Dlatego kiedy spytał jej, czy zawsze była sobą, po prostu przytaknęła, skinęła głową, ładując do ust resztki tosta. Przecież on i tak nie będzie pamiętał połowy rozmów, jakie tego wieczoru odbyli. Może i nieco wytrzeźwiał, ale przecież wciąż był pijany.
Wbiła w niego ciemne spojrzenie, gdy spytał, czy gdyby weszła nagle w taki świat jak jego, to czy byłaby w stanie się dostosować, czy może jednak wolała iść pod prąd. Zamyśliła się na moment, chociaż prawda była taka, że znała odpowiedź na to pytanie.
— Ja chyba nie umiem się dostosowywać — wzruszyła ramionami. — Wyznaje zasadę take it or leave it. Albo bierzesz to co ci daje, z całym tym chaosem i bałaganem, albo idź sobie szukać czegoś bardziej stosownego, rozumiesz? — spytała, przysuwając się do niego jeszcze bliżej. Na jej twarzy tlił się delikatny uśmiech, bo chociaż nie mówiła wcale o ich duecie, to jednak coś w tym było. W tym, że byli jak ogień i woda, kompletne przeciwieństwa, a jednak odnaleźli się w tym wszystkim i z butami weszli we wzajemne życia. Tylko czy tak już zostanie? Maya nie miała pojęcia, jednak gdzieś w środku miała nadzieje, że to wcale nie było ich ostatnie spotkanie. Bo chociaż mieli w planach jeszcze grę na fortepianie i śpiewy, tak Parker dostała telefon z zakładu, gdzie przebywała jej matka, że Brit znowu ma ataki i potrzebują, żeby pilnie przyjechała. Rozłączyła się, przeprosiła Galena i w trybie ekspresowym opuściła jego mieszkanie.

Galen L. Wyatt

EOT.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
baśka miała fajny biust
ja sama
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”