Gdzie: 1. czy Ty też nienawidzisz poniedziałków Meena?
Opis: Galen był już w garniturze, nie tym luzackim, w którym przychodził i nonszalancko spacerował po biurze, w tym służbowym, tym, który wybrała Menna, w tym, w którym chodził na spotkania, zwalniał ludzi i robił te najgorsze rzeczy. Jego pojawienie się tutaj, tak ubranego było jak zwiastun apokalipsy, jakby właśnie jeden z jej jeźdźców pojawił się w tym surowym budynku. Tylko zamiast na koniu, to on przyjechał tu swoim ciemnym Porsche (ciemnym jak jego podejście do maili), sportowym, drapieżnym i pięknym — jak jego spojrzenie w windzie o 8 rano, kiedy jeszcze nie zdążył zepsuć dnia Meenie. Wszyscy spoglądali w jego kierunku z jakimś takim napięciem, a on zastanawiał się tylko, jak nazywa się ten facet, który na spotkaniach jest zawsze hej do przodu. Gomez? Nie. Gomez to ta psychoterapeutka.
Gdzie: 2. albo mnie zabijesz, albo mnie pokochasz
Opis: Niebo nad Toronto wyglądało tego wieczoru jak płótno niedomyte z dnia.
Szaro-błękitne, z delikatnym poblaskiem złota, jakby ktoś próbował dodać mu odrobinę uroku przed nocą. Idealna sceneria na kieliszek czegoś mocnego i rozmowę z kimś, kto nie zastanawia się ile kosztuje Twój zegarek, albo jak skończysz dzisiejszy wieczór, kolejnym skandalem? Galen nie byłby sobą, gdyby nie zamierzał tej scenerii podziwiać z restauracji na dachu, a przecież wiedział, że Eun ma lęk wysokości. Winda sunęła w górę, a Galen Wyatt stał w niej jakby nic w życiu nie robił częściej. Pewny siebie i niewzruszony.
Gdzie: 3. to chyba dobre miejsce na koniec dnia, albo na początek czegoś nowego?
Opis: Dlaczego wybrał Toronto Beach Club? Bo Galen lubił luksus, lubił pokazywać, że się w nim pławi i jest mu z nim do twarzy, zwłaszcza jeśli chciał zrobić wrażenie na kobiecie. A na Lauren chciał, wpadła mu w oko, albo urzekł go jej opis (chociaż pewniej zdjęcia), czymś go kupiła, więc on jak przystało na wzorowego "faceta z tindera" kupił bukiet kwiatów i wybrał najbardziej fancy miejsce w Toronto. Postawił na kalie, chłop miał jakiś siódmy zmysł jak Spiderman wyczuwał niebezpieczeństwo, tak Galen Wyatt wyczuwał ulubione kwiaty kobiety. Wieczór leniwie rozlewał się nad taflą jeziora, a miękkie światła restauracji odbijały się w szybach jak płomienie świec. Pachniało morzem, chociaż do oceanu było daleko – ale przecież klimat można stworzyć. A Galen Wyatt lubił tworzyć klimaty.
Gdzie: 4. last friday night
Opis: Piątkowa Noc. Miasto pachniało perfumami, spaloną gumą i przesadzonymi decyzjami. To nie mógł być spokojny wieczór, bo przecież to domena piątku, wtedy zaczyna się weekend, czyli to co tygryski (Galen) lubią najbardziej. Lśniący czarny Porsche 911 Turbo S wykręcał z impetem z bocznej uliczki, przodem zahaczając o coś, co z pewnością nie było krawężnikiem. Nie było też hydrantem. Ani niczym, co dałoby się zignorować. Cholera. A dopiero co wrócił z auto detailingu, rura wydechowa błyszczała jak pierścionek z diamentem za milion dolarów, a w masce można było się przeglądać, jak w lustrze złej królowej, knując jak posadzić na przednim siedzeniu jakąś królewnę śnieżkę.
Gdzie: 5. old friends, cold beers
Opis: Galen Wyatt wszedł do pubu tak, jakby właśnie zszedł z bilbordu reklamującego perfumy z górnej półki. Skórzana kurtka, koszula zapięta tylko do połowy (bo przecież nie lubił, kiedy było mu zbyt... skromnie), ciemne dżinsy, lustrzane okulary, które przecież nie były mu wcale potrzebne, a w dłoni – telefon, na który rzucił ostatnie spojrzenie, zanim podniósł wzrok i jego usta rozciągnęły się w znajomym, półleniwym uśmiechu. Oczywiście, że zauważył ją od razu. W końcu to Charlotte Kovalski. Nawet jakby schowała się pod kapeluszem i peruką, i tak wypatrzyłby ją po sposobie, w jaki trzyma kufel – nonszalancko, ale z klasą. Zawsze tak było. Pewne kobiety mają w sobie coś takiego, że nawet kiedy piją piwo, albo palą papierosa to mają w sobie klasę, jakiś taki magnetyzm i seksapil, i ona właśnie to miała. Aż dziwne, że Galen temu nie uległ, a może uległ, dawno temu?
Gdzie: 6. nie taki wieczór służbowy, czyli komplikacje zaczynają przybierać na sile
Opis: Nie miał pojęcia, co nim kierowało, kiedy wklepywał jej adres do nawigacji. A już na pewno nie był to rozsądek. Znał jej adres na pamięć, a wszyscy myśleli, że on nic nie wie o swoich pracownikach, właściwie to nawet nie których nie pamięta z imienia (pozdrowienia dla Chrisa), a tu proszę Galen Wyatt odrobił lekcje. Wsiadł w Porsche mówiąc na głos adres Panny Evans.
Meena była jego asystentką. Jego cieniem, głosem rozsądku, przyzwoitością zapisaną w Excelu. A on — no cóż — właśnie parkował pod jej mieszkaniem. Takie akcje nigdy nie kończyły się dobrze, ostatnia sekretarka pod której mieszkaniem zaparkował prawie go pozwała, bo podobno na za dużo sobie pozwalał.
Gdzie: 7. mistakes are the portals of discovery
Opis: Wyjątkowa taryfa, czyli opowieść o tym, jak Galen Wyatt został niechcący porwany przez kobietę w koturnach. To miał być zwykły wieczór, miał wpaść do klubu wypić jakiegoś drinka, a potem w swoim apartamencie dwa kolejne, sam, może nie, różnie to bywa. Potem grzecznie do łóżeczka, albo niegrzecznie, w tej kwestii też różnie bywa. Los jednak miał dzisiaj dla niego zupełnie inny scenariusz i gdyby Galen Wyatt wczoraj usłyszał, że zostanie niechcący porwany w swoim Porsche przez jakąś kobietę to stwierdziłby, że ktoś tutaj za dużo wyjarał.
Gdzie: 8. Ich troje, ale to Kanada i Wiśniewski jest pijany pod czyimś oknem
Opis: No cóż, życie Galena Wyatta nigdy nie opierało się na jedzeniu resztek, on nawet nigdy nie dojadł po swojej siostrze, czy coś, bo rodzice by go chyba wydziedziczyli, to przecież poniżej pewnego poziomu, który reprezentowali... Teraz Galen reprezentował poziom pełnej klasy, kiedy napruty w trzy dupy szedł ulicami Toronto tylko po to, bo umyślał sobie, że dzisiejszej nocy prześpi się z Candy, Dolores, albo Marią Luizą Eleonorą i zamierzał jej to wyznać pod oknem. Nie miłość bo wyznania miłosne są przereklamowane, on zamierzał jej wyznać, że ma ładne oczy, piersi i pośladki, a on się na tym zna, jak nikt inny.
Gdzie: 9. Northex jako przestępczość zorganizowana, czyli wyczuwam kłopoty
Opis: Galen Wyatt nie był wróżką, ale znał to uczucie, ten niepokój drgający gdzieś w kościach, kiedy w jego świecie pojawiało się coś, lub ktoś, niespodziewany. Miał szósty zmysł do takich rzeczy, wystarczyło spojrzeć w jej papiery, wystarczyła jakaś drobnostka, jakiś niuans, który dał mu do myślenia. A mimo powszechnej opinii Galen myślał, lubił dociekać i był w tym dobry, nawet jeśli nie do końca to okazywał na ważnych spotkaniach firmowych. Cóż poradzić, że nowy "asystent do spraw operacyjnych" był ciekawszy niż kolejne zebranie zarządu? Dziś rano przewidział jednak wszystko, do pewnego momentu właściwie... Spotkanie z prawnikiem o dziewiątej, potem brunch z ważną inwestorką, której mąż uwielbiał golfa, a on właśnie przypadkiem miał dwie wejściówki na prestiżowy turniej! I jeszcze szybki przegląd CV kandydatów na stanowisko „asystenta do spraw operacyjnych”.
Gdzie: 10. bo picie tequilli zawsze kończy się źle, a jak będzie tym razem?
Opis: Galen Wyatt - facet, który ma w tygodniu więcej randek niż spotkań biznesowych, a jest przecież prezesem Northex Industries, więc od razu można sobie porównać tę skalę. Nie jest to jednak wcale jakieś dziwne, czy niewiarygodne, kiedy on miedzy spotkaniami siedział na Tinderze. Kiedyś mu się za to oberwie, tylko od kogo, skoro on tutaj rządził? Pozostając więc bezkarnym pisał z Alice gdzieś między plikami dokumentów rozłożonymi na biurku, kolejną filiżanką cienkiej kawy, a rozmową z jakimś podwładnym, którego imienia jak zwykle nie pamiętał (pozdrowienia dla Chrisa, znowu). Tym razem to on przesunął w prawo, miała ładne zdjęcie profilowe, w koszuli, do tego to spojrzenie, nawet nie przeszkadzały mu skarpetki, chociaż ostatnio gdzieś słyszał opinię o tym, że tylko psychopaci śpią w skarpetach. Ale Galen miał delikatną słabość do psychopatek, może dlatego ją polubił?
Gdzie: 11. it's hard to believe in coincidence, but it's even harder to believe in anything else
Opis: Wiecie jak to jest kiedy idziesz ulicą i nagle wydaje Ci się, że widzisz ducha? To jest takie dziwne uczucie gdzieś w środku, takie ukłucie, a później myśl - niemożliwe, a później kolejna - może jednak. I to uczucie jakiś czas temu nawiedziło Galena, nawiedziło go jak ten duch, w którego nie mógł uwierzyć. Szedł na spotkanie i ją minął, ta sama postura, te same włosy, te same policzki, które kiedyś przecież jako młokos szczypał, tylko po to, żeby ją wkurzyć, a może tak naprawdę z miłości? Tylko po prostu chore środowisko nie nauczyło go (ich oboje) wyrażać emocji poprawnie. Mógłby przysiąc, że to była Yvonne, że minął ją pod siedzibą Northexu, ale kiedy się odwrócił, to rozpłynęła się jak ten duch, a może właściwie to nigdy nie istniała? Nie w tym miejscu. Nie w tym czasie.
Galen Wyatt nie wierzył w duchy, nie wierzył też w to, że jego siostra tu kiedyś wróci. On by nie wrócił.
Gdzie: 12. oh damn, this banana’s on fire!
Opis: Galen nie mógł sobie odpuścić karnawału, nawet jeśli miałby to później odchorować, na pewno odchoruje, bo nie miał już dwudziestu lat i mieszanie piwa, whisky i kuchni karaibskiej mogło go poskładać. Ale kto by się tym przejmował? Zwłaszcza dzisiaj, kiedy te wszystkie tancerki w barwnych strojach zachęcały do zabawy, kiedy od tych kolorowych ludzi biło prawdziwe szczęście. To był festiwal emocji i Galen chłonął je wszystkie do tego stopnia, że w pewnym momencie wylądował na jakiejś scenie z blantem w ręce. Później już wszystko poszło gładko, dość szybko, bez większych sprzeciwów, w atmosferze głośnych śmiechów i piosenek o bananach.
Najpierw dostał strój, pasował idealnie, żółciutki, aksamitny, można się było w nim zatopić i usnąć. Mało brakowało, a Wyatt może naprawdę by usnął, ale tych bananów było tutaj dzisiaj pełno, tak jakby jakaś bananowa szajka wyszła na ulice, uciekła ze statku, który przypłynął z Afryki i chciała zrobić rozróbę na tej imprezie. Galen jednak trzymał się raczej z tymi pokojowo nastawionymi bananami, tymi którzy dzielili się piwem i kręcili magiczne papierosy.
Gdzie: 13. There’s nothing spicy about my kimchi
Opis: Galen miał ochotę na ramen, takie ramen z prawdziwego zdarzenia, albo na kimczi, najlepiej kimczi i ramen, tylko czy można to połączyć? Zamierzał się o to dopytać w restauracji, bo jego znajomość kuchni azjatyckiej nie przewidywała takich dziwnych połączeń, ale wiadomo jedni jedzą placki ziemniaczane z cukrem, inni z sosem, może niektórzy Japończycy wkładali do ramenu kimczi? Galen czuł, że musi to wiedzieć. Właśnie teraz, w tej chwili. W szarym dresie i jakiejś nieco wymiętej bluzie wyszedł z domu i ruszył przed siebie w poszukiwaniu kimczi ramen.
Wybrał małą knajpkę, taką, w której mógł porozmawiać z właścicielem, albo chociażby kucharzem. Albo może trafi na kelnerkę, która się cokolwiek znała? Miał taką nadzieję.
Usiadł przy pierwszym wolnym stoliku, nie było za dużo ludzi, w zasadzie godzina dwudziesta trzecia to była dość dziwna pora na ramen, ale cóż poradzić, kiedy Galen miał takie nocne zachciewajki?
Gdzie: 14. the past isn’t dead, it dressed up tonight
Opis: Stanął jak wryty, gdy usłyszał swoje imię. Słyszał je dzisiejszego wieczoru dziesiątki razy, ale ten głos rozpoznałby wszędzie. Śnił mu się po nocach, ten glos i te oczy.
- Marcie - kiedyś to imię na języku miało słodki smak, smak taniej whisky, zioła i kolorowych pigułek, dzisiaj zasmakowało gorzko. Uniósł swoją szklankę z tą droższą whisky, tą specjalną, i upił mały łyk. Może to był sen? Ale Macallan 18 Years Old Sherry Oak smakowała wybornie, nawet w najlepszym śnie ten smak byłby nie do podrobienia.
Jego spojrzenie prześlizgnęło się po jej sylwetce od niebotycznie wysokich szpilek, po zgrabnych nogach, tej krótkiej sukience, która wyróżniała się na tle innych sukni balowych, po ukrytym w dekolcie złotym łańcuszku, łabędziej szyi, żuchwie, pełnych ustach, tym pieprzyku na policzku, by stanąć na oczach, otoczonych kurtyną ciemnych rzęs. Jakby jego spojrzenie podążało drogą, którą kiedyś przecież znał na pamięć, którą przebył setki razy. Której bardzo długo nie mógł wyrzucić z głowy.
Gdzie: 15. hello, do we know each other?
Opis: Starał się jakoś od tego odciąć, ale wiele różnych myśli kotłowało się w jego głowie.
Starał się w niej wyprzeć wiele demonów przeszłości, ale teraz miał wrażanie, że one go gonią i są już bardzo blisko...
Najpierw pojawiła się Yvonne, z wyrzutami, które hodowała przez całe dorosłe życie i które urosły do rozmiarów, co najmniej węża boa, ogromnego próbującego go udusić. Przecież wyrzuty nie mogą Cię udusić Galen. A jednak czuł, że tracił dech, kiedy tylko o tym myślał.
Potem wróciła Marcie, a wraz z nią cały rollercoaster uczuć i emocji, które przez lata starał się wyprzeć. Dopiero się okaże z jak opłakanym skutkiem.
Pojawienie się Marceline skutkowało tym, że Galen coraz częściej myślał o tym felernym wieczorze. O niewinnej Morgan, która jeszcze kilka godzin wcześniej z taką nadzieją patrzyła mu w oczy, a którą przecież zawiódł, na całej linii...
Gdzie: 16. teksańska przygoda pewnego prezesa i jego asystentki
Opis: Zobaczył ją z daleka, w tym swoim dresie, ciekawe czy to ten dres, w którym chodziła po domu, gdy ustawiała mu spotkania, albo odbierała od niego dokumenty kurierem. Przez chwilę stał w miejscu, patrząc się na nią, z jakimś takim delikatnym uśmiechem wymalowanym na ustach.
On oczywiście ubrany był w drogi garnitur, w śnieżnobiałą koszulę i z tym swoim bajecznie drogim zegarkiem, po którym podobno można poznać każdego dupka. Spojrzał na telefon, kiedy do niego dzwoniła, ale w zasadzie stał tuż obok, dzielił ich tylko tłum rozbieganych ludzi, więc nawet się nie kłopotał, żeby odbierać. Pozwolił sobie jeszcze na chwilę zastanowienia, jakiejś takiej próby ułożenia w głowie niektórych rzeczy, ale przecież on nigdy sobie z tym nie radził. Teraz też chyba nie do końca.
W końcu ruszył w jej kierunku. Znowu spojrzenie na zegarek, a później na nią, uniósł jedną brew.
- Spóźniłem się? - dzisiaj wyjątkowo nie. Nawet miał jeszcze, dokładnie trzy minuty. Dzisiaj to Meena była jakaś... pobudzona. Kąciki jego ust uniosły się ku górze, kiedy tak zaczęła trajkotać o tej sąsiadce, roz-bra-ja-ła go.
Gdzie: 17. sushi in sauce of lies
Opis: Galen ledwo zdążył wrócić z Teksasu, a już miał mieć gości z Tokio, a do tego Meena poszła na zasłużony i obiecany urlop. On sam ją na niego wysłał zresztą, bo przecież gdzieś padły te słowa, że powinna odpocząć, więc firma była teraz na jego głowie. To nie tak, że zazwyczaj była na głowie jego sekretarki, chociaż... może odrobinę to właśnie tak było.
Ale dzisiaj wszystko było dopięte na ostatni guzik, no prawie wszystko, bo jeszcze na miejscu nie było Maemi Eisaki, a Galen znalazł jej numer po tej całej aferze z ramen kimchi i poprosił, żeby rzeczywiście obsługiwała jego firmową imprezę, a właściwie to spotkanie służbowe. Ale to spotkanie było nawet ważniejsze od wszystkich imprez, które się tutaj odbywały.
Gdzie: 18. wings over whiskey
Opis: Galen po powrocie z Teksasu był w świetnym humorze. A kiedy Galen Wyatt jest w dobrym humorze, to nagle sobie przypomina o swoich przyjaciołach. Charlotte spławiła go dość szybko wykręcając się randką z Cassianem. Postawił więc na Ryana, a zresztą miał do niego pewien interes, i nie wiązało się to wcale z wypadem do klubu ze striptizem, ani szalonym weekendem w Vegas. Było to coś bardziej poważnego, chociaż... weekendy w Vegas to też jest poważna sprawa!
Zadzwonił, a kilka godzin później siedział już w barze i popijał whiskey czekając na kumpla. Kovalski jeszcze będzie tego żałowała, że zamiast tu siedzieć z nimi, to wolała jakieś miłosne schadzki. Chociaż... zapewne stwierdziła, że z tą dwójką i ich ich wybujałymi ego, raczej nie zmieściłaby się przy stoliku.
Gdzie: 19. bros before hoes
Opis: Galen się spóźnił, jak zwykle zresztą, to chyba musiałoby być święto narodowe, żeby był na czas, chociaż... on potrafił się spóźnić również na defiladę, a nawet czasami w ogóle o niej zapomnieć, a gdy ludzie opowiadali sobie o przemarszach, pokazach policji konnej i innych takich, on kiwał głową, że tak, było wspaniale. Typowy Galen.
Dzisiaj też wpada do tego baru spóźniony dwadzieścia minut, a najgorsze było to, że nie zatrzymała go żadna piękna Candy, Mandy, czy Dolores, tylko założyli mu blokadę na przednie koło Porsche i musiał przyjechać uberem. Wchodzi więc do tego baru, gdy chłopaki, już piją, po drodze zgarnia sobie drinka i prawie numer barmanki, chociaż ona udaje nie-do-stę-pną.
Siada przy stoliku i patrzy to na jednego to na drugiego, akurat w momencie w którym Ryan zadaje to bardzo ważne pytanie. Rzeczywiście ciężki wybór, ale Galen nawet się nie zastanawiał.
- Dupa - cycki też były ważne, ale jednak Wyatt miał słabość do kobiecych pośladków.
Gdzie: 20. power plays
Opis: A tego, kogo ujrzał w nich Galen nie spodziewał się tutaj wcale.
Charity Marshall.
Nie miał jeszcze przyjemności, albo nieprzyjemności, z nią pracować, ale ją kojarzył. Słyszał o jej błyskawicznych awansach, o ładnej buzi, bogatym tatusiu i tym, że nikt nie potrafił się jej oprzeć. W męskim świecie była na wygranej pozycji, wystarczył jeden uśmiech. Wystarczyło, że weszła do gabinetu, a inwestor od razu wstał, żeby ją przywitać. Galen podniósł się powoli. Wyszedł zza stolika, ale nie ruszył w jej kierunku, jakoś tak się skrzywił, kiedy ściskali sobie ręce witając się, ale po chwili postanowił trzymać rezon. Dał krok w jej stronę i wyciągnął do niej rękę pierwszy, żeby pokazać jej swoją rangę, zresztą był tutaj gospodarzem.
- Galen Wyatt - przedstawił się. Chociaż wiedział, że ona doskonale wiedziała w czyim biurze się znajduje.