-
You don't need to say you're mine...
I already know you're mine
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os. l. poj.czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Od początku próbujesz odepchnąć mnie od siebie słowami, ale sama dobrze wiesz, że one nie współgrają z Twoim własnym ciałem. Ani wtedy, gdy przyparłem Cię do ściany - urwał na sekundę na wspomnienie namiętnego pocałunku w palarni i późniejszej sytuacji w jej mieszkaniu, gdy jego dłoń zabłądziła w niezbadane wcześniej przez niego tereny - ani teraz, kiedy znalazłaś wsparcie w moich ramionach - przyznał spokojnie. Lgnęła do niego jak ćma do światła, zupełnie bezwiednie, mimo stale obecnych w niej obaw i chłodu, jaki miał go zbić z tropu. Znał to uczucie - ten magnetyzm, któremu nie dało się oprzeć i który przyciągał go do niej bardziej, niż sam by tego chciał, wkładając w jego usta słowa, których zwykle nie wypowiadał po zaledwie miesiącu burzliwej znajomości. Mimo to w jego postawie nie można było dostrzec ani cienia wahania. - Mogę dać Ci wszystko, czego potrzebujesz, ale sama musisz tego chcieć. Dlatego poczekam, aż znajdziesz w sobie odwagę, żeby powiedzieć na głos to, co i tak mówią już Twoje oczy - powiedział łagodnie głosem całkowicie pozbawionym arogancji. Dostrzegał to - jej oczy wyrażały więcej, niż by chciała - nie tylko ciepło brązowego spojrzenia i czającą się w nich tęsknotę pomieszaną z zaintrygowaniem, ale również cień strachu. Przed czym? Nie miał pojęcia, ale prędzej czy później zamierzał się tego dowiedzieć. Na szczęście, był wystarczająco cierpliwy i zdeterminowany, żeby dotrzeć do celu.
Przez chwilę wpatrywał się w nią w milczeniu, analizując sytuację i zastanawiając się nad jedną sprawą, która musiała wybrzmieć. Wiedziony myślami, postąpił o jeden krok w stronę ciemnowłosej, stając przy niej na wyciągnięcie ręki, której jednak do niej nie wyciągnął.
— I jeszcze jedno: jesteś moja, bo ja się nie dzielę, Cherry - uniósł wysoko brodę, patrząc na nią z powagą i tajemniczym błyskiem w oku. Tamtej nocy zmusił ją do wypowiedzenia tych słów i miał nadzieję, że w tej kwestii nic nie ulegnie zmianie. Był zdolny do czekania, ale kiedy wyobraził sobie, jak ktoś inny kładzie na niej swoje paskudne łapska, aż zacisnął mocniej szczęki. Mimo to nie uległ emocjom, wpatrując się w nią z konsekwencją niemal wymalowaną na jego twarzy.
Wisienka ma
-
Młoda prezeska próbująca oficjalnie przejąć firmę przed szponami młodszego bratanieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Musiałaby się z nim zgodzić. Własne ciało zdradzało ją na wiele sposobów. Jakby zdawało sobie sprawę, gdzie tak naprawdę należało. Cherry od zawsze walczyła. Z każdym, wszędzie. Ostatnio za szybko odpuściła, a później musiała leczyć złamane serce. Nie mogła sobie pozwolić na zrobienie tego po raz drugi. Co tak właściwie o nim wiedziała? Jakby nie patrzeć całkiem sporo. Gdzie pracował, z jakiej rodziny pochodził, co lubił robić, no i najważniejsze... że nie chciał się nią dzielić. Cherry też nie chciała. Chciałaby móc znaleźć miejsce przy czyimś boku, wtulić się w kogoś i choć na krótki moment zapomnieć o wszystkim, co działo się dookoła niej.
Mógł czekać. Dać jej wszystko, a choć chciała po to sięgnąć, to nie była w stanie. Nawet jeżeli podszedł blisko niej, gdy na nowo wyczuła cudowną woń jego perfum, to nie mogła. Bała się. Nie Ethana, a samej siebie. Zatracenia się w relacji, w człowieku, którego na dobrą sprawę nie znała w stu procentach. O ile chciała pójść o krok do przodu, znów wtulić się w jego ramiona, zagubić się w nich, to nie mogła. Wargi miała delikatnie rozchylone, jakby chciała móc coś powiedzieć, ale każde słowo wydawało się banalne. Za banalne, by móc wypowiedzieć je głośno. Jesteś moja Cherry, bo ja się nie dzielę. Ohh, Charity też się nie dzieliła. Nie byłaby w stanie. Chciała mu o wszystkim powiedzieć. Tyle, że znów miał rację. Nie miała ku temu odwagi, a nie mogła dalej czekać. Koko czekała na nią w domu.
— Dziękuję za marynarkę... — mruknęła Marshall, zsuwając ją powoli z własnych ramion. Uniosła wzrok na Hartleya. Wyjęła z niej telefon i chyba była gotowa. By go zostawić na dachu, gdzie chciała móc się w niego wtulić — pójdę już. — zabolało ją w środku. Obróciła się do niego plecami, odliczając w głowie każdy, wykonany krok. Mogłaby stąd zniknąć. Chciałaby nie słyszeć żadnych słów wypowiedzianych dzisiaj. Nie byłaby go w stanie zobaczyć go z inną. Na samą myśli zacisnęła mocniej szczękę.
— Do zobaczenia Ethan w pracy — powiedziała cicho Charity, marszcząc delikatnie brwi. Serce jej krwawiło. Chciała móc do niego wrócić, a zamiast tego wróciła do domu. Sama. Za to w każdym kącie widziała go.