27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To jest w ogóle zupelnie niepoważne ze strony Galena, że on podważa słowa Peaches, kiedy ona stara się tu psychikę Queenie jakoś uratować. Dlatego, kiedy on pyta głupio, czy 15 godzin, to aż go wzrokiem spiorunowała. Ona może i ma do niego ogromną słabość, ale jak ją wkurza to tak samo mocno jak ją jara, więc no nie omieszkała się zdenerwować, że wątpi w to co ona mówi. Na szczęście z Galena trochę był pantofel, więc pewnie nie będzie się chciał kłócić, a kolejna bitwa Peach będzie wygrana.
- Tak piętnaście godzin, porody nie trwają kilka sekund Galen, to jest cały proces. Poza tym, że od odejścia wód do tego, żeby było faktyczne wychodzenie dziecka z brzucha może minąć kilka godzin - wymądrza się Picz, bo obejrzała cały cykl 8 reelsów Mery Kwasniewsky na ten temat, więc wie - Podobno nawet najważniejsze to jest, że jak ci się zaczyna poród to żeby zjeść coś, bo później nie będzie czasu już - i wtedy się odwróciła bo sobie przypomniała o Queenie - A czy ty coś jadłaś? - na co ona mówi, że jadła tylko trochę frytek, więc Peach już patrzy na Galena, ale co on jej pomoże? Faceci to są jednak tak mało użyteczni w takich sytuacjach stresowych. Niby on jest prezesem wielkiej firmy, ale czy podejmie dobrą decyzję? Czy jakąkolwiek podejmie bez całego zarządu? - Słuchaj, może powinniśmy zajechać do jakiegoś drive thru - tak mu zasugerowała ciszej, żeby Queenie nie usłyszała.
No ale później to już się zbijała z niego, jak się pocił i próbował wymyślić, dlaczego nie może.
- Ojej ojej, co masz - jeszcze go chce pocisnąć, ale wiadomo, mężuś dzwoni. Dobrze, że nikt nie załapał co Heath chciał mówić, bo Peach to głupio przed Queenie było, że ten cały Heath to do niej od Love is Blind Canada to wypisywał na instagramie jak pojebany jakiś. Dlatego też nic wolała nie poruszać, bo po pierwsze on był żonaty a po drugie to jego żona tu była z nią. Ona nic takiego nie zrobiła, więc na przykład się nie przejmuje za bardzo, że Galen usłyszał, no chyba że miałby być zazdrosny no to wtedy spoko.
- No nie mów, że tak by cię straumatyzowało, chyba lubisz tam wkładać palce dziewczynom - tak mu powiedziała cicho, bo się przecież zawiesili spojrzeniami w siebie wbitymi. Trochę zboczone, a troche na przekór. Przesunęła spojrzeniem po jego usteczkach, wzdycha sobie no i tak, wyszła w końcu z samochodu, później znów stoi pod tym samochodem i się uśmiecha do Galena słodko, bo chyba mu się przypomniało w czym im Queenie przeszkodziła...
ale wtedy pielegniarka im znów przeszkodziła i mówi, że mają wchodzić do szpitala i na porodówkę też. Peach dostała na siebie ubranie i na telefon na kótrym wyświetlała się pijana twarz zapłakanego męża Queenie i tak starała sięstać i jakoś to wszystko przeżywać, ale była absolutnie zdegustowana tym, że została wciągnięta w to wszystko. I kiedy nagle z Queenie wyszło dziecko, Heath krzyczał, żeby mu pokazać, Galen nagle jebnął o ziemię, to Peach z tego wszystkiego ostatkiem sił się powstrzymała, żeby nie wybiec i nie uciec.
Wzieła się w garsć i nakierowuje te kamerę gdzie trzeba, zerka na drugą stronę łóżka, czy Galen się podniósł (nie podniósł), mówi coś w stylu "Gratulacje kochana" do Queenie, potem Heath mowi, że już jest na miejscu ale nie wpuszczaja go, wiec sie rozlaczyla.
Potem obrzydliwa rzecz, bo Queenie łożysko nagle musiała jeszcze urodzić, więc Peach tak się doedukowala, że chyba tydzień nie będzie nic mówić.
I co, pielęgniary mówią "Wynieście mi tego chłopa", na co Peach prosi, żeby jeszcze moment zostawiły i jeszcze cyknęła jej fotkę na pamiątkę ze sobą. Queenie szczesliwa z bobo na rękach, Peach wciąż piękna, a na ziemi w kadrze leży Galen nieprzytomny. Peach jak wychodziła z porodówki za Galenem wiezionym na jakimś łóżku szpitalnym, to się śmiała z tego zdjęcia. Oczywiście śmiała się, bo już się dowiedziała, że Galenowi nic nie będzie i że chyba on jest po prostu słabego zdrowia.
Dopiero, kiedy już Heath ją spotkał i poleciał do Queenie i jak Peach obserowała jak ich rodzinka słodko wygląda, to sobie uświadomiła co ci lekarze mówili. W jakim sensie Galen jest słabego zdrowia? Hm, dziwne, nigdy nie mówił. To znaczy, nie żeby to było coś z czym się ogłaszasz, albo co robi wrażenie na dupach, więc pewnie dlatego nigdy o tym nie słyszała. Ale lekarze ewidentnie wiedzieli co mu podać i mieli jakieś jego poprzednie badania, bo pobrali mu krew do sprawdzenia i pewnie nawet chcieli go wziąć na jakieś kontrolne badania. Ale nic nie udało jej się z nich wyciągnąć. Zresztą, nic jej nie chcieli powiedzieć, bo nie była z rodziny, i tak dobrze, że jej pozwolili u niego usiąść w pokoiku.
Więc siedzi tak już chyba z 40 minut, a od tego porodu to chyba z dwie godziny już mineły, więc jest taka zmęczona, że mogłaby w sumie najchętniej tu się obok położyć i zasnąć. Zamiast tego siedziała na telefonie, albo patrzyła jak Galen leży, albo kręciła niecierpliwie sobie loki na palcu. Miała mnóstwo czasu, żeby przemyśleć cały ten ich dzisiejszy wieczór, ale nie mogła podjąć decyzji, czy był to ten najpiękniejszy czy najgorszy dzień w jej życiu. Pielęgniary mówiły, że się zaraz powinien Galen obudzić, no to czeka przy nim jakby była jakimś księciem, a on śpiącą królewną.
W sumie jak tak leżał to się zastanawiała, czy go pocałować to się wcześniej obudzi, ale jednak uznała, że to byłoby trochę creepy i mógłby uznać, że bez consent takie rzeczy odwala i później ją pozwać albo coś. No więc nie robiła tego, ale z dwa razy jak już myślała, że sę wybudzi a tego nie zrobił, to zaczeła się martwić, czy na pewno jest wszystko ok.
No i się obudził za trzecim razem, a ona odrazu się przychyla do niego, bo wcześniej to siedziała taka skulona na tym fotelu.
- Zemdlałeś - odpowiada, trochę nie wiedząc za bardzo, czy ma mu powtarzać co mówiła pani doktor, ale i tak pewnie by to źle mu powtórzyła i by się przeraził, że miał jakąś poważną zapaść. Wyciągnęla do niego rękę i tak słodko sobie siedzą. Tzn on leży, a ona siedzi przy nim dzielnie. Uśmiecha się do niego szeroko, kiedy on się tak o Queenie pyta: - Wszystko dobrze, urodziła słodkiego chłopca. Jak się domyślasz ten poród nie trwał 15 godzin, tylko tak niecałą godzinę. Ledwo zdązyliśmy, a Heath jak przyszedł to już był momentalnie trzeźwy, ale dobrze, że jednak sami tu ją zawieźliśmy. Pielęgniarka mówiła, że to był jeden z jej najszybszych. - zagryza usteczka i opowiada dalej - Ciebie odcieło jakoś chyba tuż przy tym, jak się urodziła... Patrz, mamy zdjęcie na pamiątkę - i wyciąga telefon, żeby mu pokazać selfiaczka i niby opowiada mu to wesoło, ale tak na niego patrzy trochę niepewnie i w końcu nie wytrzymała: - Galen, czy ja cię mogę o coś spytać? - i czeka tylko chwilę, trochę chyba mocniej go za rękę ścisnęla, i tak najpierw patrzy na te ich dłonie a później już tylko w jego oczy błękitne - Czy ty jesteś chory? - i zaraz wyjaśnia - Lekarze mi nie chcieli nic mówić, bo nie jestem z rodziny, ale mieli takie niezbyt optymistyczne miny i jeszcze ci coś podali... I jak tak siedziałam, to zaczęłam się zastanawiać, czy... boże Galen, czy ty umierasz? - i czeka niecierpliwie na odpowiedź.

Galen *_*
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście Galen nie chciał się z Peach kłócić, jeszcze jak tak go spiorunowała spojrzeniem, tylko kiwa głową i jej słucha, że tak tak, te porody to pewnie mogą tyle trwać, a on teraz to już będzie wiedział. Na przyszłość. Ale liczył, że już w żadnym porodzie jednak nie będzie brał udziału, no chyba, że kiedyś tam jego dziecka. Bo Galen chciał mieć dzieci, założyć rodzinę. Dlatego stwierdził, że musi zapamiętać, żeby żonę przed porodem nakarmić.
Queenie jednak nie nakarmili, bo z tematu jedzenia przechodzą na jej rozwarcie i Galen zaraz się wykręca, a Picz go ciągnie za język, i teraz to on ją spiorunował tym niebieskim spojrzeniem. A potem ona mówi to że chyba lubi tam wkładać palce dziewczynom, na co Galen to aż uniósł jedną brew, że Peach takie rzeczy mówi, ale zaraz się do niej odezwał.
- Tobie mogę włożyć... - miało być seksownie, a wyszło trochę dziwnie w kontekście tych rozwarć i sprawdzania go.
Ale cóż, dzisiejszy dzień w ogóle był cały dziwny.
Pełen wrażeń.
Do tego stopnia, że Galenowi serce już mocniej bije do Peach, a potem zwalnia jakoś, kiedy Queenie ich ciągnie na salę porodową. A potem znowu wali, gdy ona krzyczy i prze, a doktorka wyciąga dziecko. I znowu zwalnia. A Galen to wszystko czuje ten nierówny rytmy i w pewnym momencie robi mu się już słabo. A potem jest to bliskie spotkanie z podłogą. Gdyby wiedział, że Piczyz sobie narobiła z nim fotek, to może by zapozował, a tak to trochę sztywno wyszedł, leżąc koło łóżka Queenie, no ale nic.
Lekarze to oczywiście muszą sprawdzić co z tym jego sercem. Bo przecież Galen w tej klinice to też już był stałym bywalcem, musiał chodzić na badania, być pod stałą obserwacją lekarza, przez to jego chore serce. Przez kardiomiopatię przerostową odziedziczoną w genach po matce. Matce, która swoją drogą nic dobrego w jego życiu nie wniosła, a teraz jeszcze mu dowaliła chorobą. Bardzo w jej stylu.
Galen to nawet nie miał pojęcia ile tak leżał nieprzytomny. Ale w końcu otwiera te oczy niebieskie i widzi przed sobą Peach, a potem słyszy ten dźwięk aparatury.
Kurwa. Kurwa. Kurwa.
Ach. Co to za słowa Wyatt? Ale wróciły do niego fleszbeki z tego momentu, kiedy on miał zawał. Tylko, że teraz lepiej się czuje, bo wtedy żebra miał tak obolałe od reanimacji, całe w siniakach. Wtedy nie mógł złapać oddechu, a teraz zaciągnął się powietrzem w płuca bez problemu. Chociaż tętno mu podskoczyło i aparat pika złowieszczo, ale tym razem chyba nie było tak źle.
A kiedy zapytał co mu się stało, a Peach odpowiedziała, że zemdlał, to odetchnął z ulgą. Wyciągnął do niej rękę i zaciska palce na jej dłoni. Galen nienawidził szpitali, od kiedy spędził tutaj tyle czasu po zawale. Poprawił się na łóżku i już miał wstać, ale Peach przysunęła się do niego i mu opowiada o porodzie. Galen tak jej słucha i kiwa głową.
- Tak jakoś czułem, że to szybko pójdzie - nie to, że Galen się na tym cokolwiek znał, ale wszystko na tym przyjęciu Blythów toczyło się jakoś szybko - słabo mi się zrobiło, ale to wiesz... Trochę było makabryczne - Galen tak zgania, że od tego widoku krwi i tak dalej, mu się słabo zrobiło, a nie wcale od jakiegoś chorego serducha. A kiedy Peach mu pokazała fotki to aż parsknął, wywrócił tymi niebieskimi ślepiami - chociaż włosy mogłaś mi poprawić - zaczepił ją i nawet ją łokciem szturchnął w ramię. Nawet było miło i wesoło...
Ale zaraz Picz wyskakuje z tym pytaniem, a Galen trochę podejrzewał, o co jej może chodzić. Skinął ostrożnie głową, żeby pytała. A kiedy to w końcu padło, to zamyślił się na moment i już usiadł na łóżku, żeby jeszcze się do niej podsunąć, mocniej ścisnąć jej rękę - nie... To nie jest tak źle, jak wygląda Peach, to tylko... taka genetyczna choroba serca, zaburzenia rytmu, ale normalnie mogę z tym żyć i dożyć starości, po prostu muszę robić badania, kontrolować serce - powiedział powoli. A niebieskie spojrzenie zawiesił na jej oczach - jak byłaś na Bali... to miałem zawał - wydusił w końcu - i to było poważne, długo leżałem w szpitalu i wracałem do siebie, ale teraz jest w porządku, tylko czasem... - odchylił do tyłu głowę i znowu westchnął - serce mi nie za dobrze pracuje - znowu wrócił do niej spojrzeniem. Znowu niebieskie tęczówki wylądowały na jej oczach, a on splótł jej palce ze swoimi - przepraszam, powinienem ci o tym powiedzieć, ale w sumie... mało kto o tym wie - bo przecież tacy ludzie jak Galen to nie chwalą się swoimi słabościami. A już na pewno nie tym, że mają jakieś... zepsute serce - jak nie chcesz... To znaczy ja zrozumiem, jeśli to dla ciebie jest niekomfortowe i nie chcesz... - trochę kręcił ten Galen, a jego wzrok spadł gdzieś na ich dłonie - pewnie byś wolała jakiegoś zdrowego faceta - no tak, a nie takiego Galena Wyatta z chorym serduszkiem.

Peach 𐙚 ˚ 🍑 ₊˚⊹ ᡣ𐭩
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Peaches się trochę tak uśmiecha, słysząc kiedy on twierdzi, że właśnie obstawiał taki szybki poród. Znawca z tego Galeniksa, może jednak te lata doświadczenia łóżkowego miały taki efekt. Nie wiedziała, że on tak mówi, bo sobie przekminił, ze wszystko na tym White Party tak się szybko rozwija. A z tym akurat by się zgodziła. Aż się prosi o to, żeby trochę zwolnić.
- Wiem- aż jęknęła niezadowolona - Ja w ogóle nie przepadam za szpitalami, no i nie sądziłam że będą nas wciągać aż na salę porodową. To było traumatyczne powiem ci Galen, ja w ogóle uważam, że Heath powinien nam sprezentować jakieś zadośćuczynienie za to, że tam z nią wyszliśmy - już nie chciała nic sugerować, ale na pewno poczułaby się lepiej, gdyby dostała jakąś fajną kolację na wzgórzach Kaliforni albo jakiś pakiet luksusowego SPA - Ja nie wiem, czy nawet bym swojego męża na takie coś ciągnęła, a co dopiero znajomych! Ja może z nią kilka razy rozmawiałam - tak się zastanawiała właśnie co ta Queenie miała w głowie, ale chyba średnio cokolwiek miała tylko stres około porodowy jej się włączył. Pewnie wolała być tam z kimkolwiek, niż być sama pozostawiona przez męża.
- Tak wygląda bardziej autentycznie. Zresztą, to nie idzie na social media tylko do folderu prywatne- uśmiecha się do zdjęcia, i chowa już ten telefon. Peach, która wszystko wrzucała na IG, nawet jak się zacięła w toalecie na stacji benzynowej, mogłaby bardzo dużo szumu zrobić zdjęciem omdlałego prezesa Northexu, ale pewnych rzeczy się nie robi i ona właśnie o tym myślała.
Wszystko dzisiejszego dnia czy tam wieczoru dzieje się tak szybko, że Peach nie jest jeszcze pewna, czy oni rzeczywiście są official parą, a już zdążyli razem przeżyć taki bonding experience jak wspólny poród, a to jeszcze początek, skoro Galen zaczął jej tutaj się otwierać. Tak jak Peach nie lubiła szpitali, tak nagle kiedy siedziała przy łóżku niebieskookiego pacjenta, nagle szpital zamieni się w miejsce które będzie od dziś darzyć sentymentem, bo Galen się pierwszy raz od dawna otworzył przed nią.
Na początku tylko słuchała, obserwowała to co mówi i jak mówi, jak ciężko idzie mówienie o tych rzeczach. Informacja o zawale była nieprawdopodobna. Dziewczyna aż przesłania ręką usta, a w oczach jej się zaszkliło. Na sam koniec jednak zupełnie straciła wątek tego co on od niej właściwie chce. W sensie czego on mówi, że ona nie chce. Aż się tak chciała zmarszczyċ, ale nie widać tego bo ma botoks w czole, więc wygląda tylko jakby była zdziwiona jego słowami. Przez cały czas takie ją emocje zalewały, że nie zdziwiłaby się, jakby ona zaraz miała zawał przez niego. Serce jej bije mocno, bo wie, że wcale żadnego zdrowego by nie chciała. Tzn, lepiej jakby był zdrowy, wiadomo. Ale cudów nie ma.
- Nie, właściwie to wolałabym takiego Galena Wyatta- mówi Peach wpatrując się w niego znów z mocno bijącym sercem. Spojrzała na chwile w dół na ich ręce i wzdycha sobie - Wiesz, przykro mi że miałeś ten zawał, to brzmi bardzo poważnie. Ale wydaje mi się, że teraz zaczynam cię lepiej rozumieć. Dlaczego przewartościowałeś swoje życie i stawiasz nie na ilość a na jakość. Coś dobrego z tego wyszło, chociaż… myślę że zawsze miałeś to w sobie - dodała po zastanowieniu, bo Galen w jej oczach to zawsze był księciem, a teraz po prostu sam to zobaczył. Zaciska usteczka i tak czeka żeby zadać mu pytanie. Maja te splecione dłonie a ona paznokciem wodzi po jego przedramieniu, niepewna czy mzoe go całować w szpitalu czy nie może - A czy w takim razie… czy masz jakieś ograniczenia w tym no wiesz, że nie możesz się za bardzo ekscytować? Nie owijając w bawełnę…Chodzi mi o seks. Czy ty się musisz jakoś pilnować albo masz na to bana!? - no niby jej mówił o tej Corrinie ale może to wszystko było tylko grą pozorów, może właśnie chciał tak zapozowaċ na Don Juana, kiedy serio to nie mógł już nigdy iść z kobietą do łóżka i może o to mu chodziło w kontekście tego, że wolałaby jednak kogoś zdrowego. Och to był dopiero pickle. Bo jeżeli tak będzie, to czy Peach wciąż będzie gotowa mówić, że najbardziej to chce jego?

Galeniks
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Galen też nie przepadał za szpitalami, chociaż tutaj to akurat był stałym bywalcem, już go pewnie wszystkie pielęgniarki kojarzyły, a zwłaszcza te, przy których rozbierał tą swoją prezesowską koszulę, bo robiły mu na przykład testy wydolnościowe.
- Może sami sobie coś sprezentujemy? Jakiś weekendowy wypad? - Galen tak zaproponował, bo w sumie co oni się będą za Heathem oglądać, skoro sami mogli sobie pozwolić na wszystko, i na SPA, i na kolację na wzgórzach Kaliforni. Albo na wszystko na raz. Pewnie Galen z jego fortuną, to mógł sobie takie wzgórze kupić.
Co prawda on też za dobrze nie znał się z Queenie, no chodzili razem do szkoły, do jednej klasy nawet, ale kiedy to było, potem ona się zeszła z tym Heathem, którego Wyatt miał za głupka i pijaka, i ich drogi się rozeszły - może po prostu Peach, ona chciała mieć przy sobie wtedy kogokolwiek - tak pomyślał sobie Galen, bo on jak miał zawał, to też chciał, to jednak Cherry była mu wtedy wsparciem. Nawet pomimo tego, co on jej wtedy powiedział.
Aż zamyślił się na moment, ale zaraz Peach mu pokazuje to zdjęcie, a Galen się śmieje, tak szczerze i ciepło. Jak to w ogóle przecież rzadko się zdarza, bo Galen Wyatt raczej był stonowany, chłodny. A przy Piczyz to czasem sobie pozwalał na takie zrywy - no to mam nadzieję, później by pisali, że prezes Northexu mdleje podczas porodu - pewnie dodawali by do tego niestworzone historie o dzieciach, które narobił na boku. Niepotrzebne im to było.
Zwłaszcza, że już zaraz Galen miał kolejny zryw, tylko tym razem szczerości i się zaczyna przed Peach uzewnętrzniać, mówiąc o swojej chorobie, i o zawale. A przecież on nikomu o tym nie opowiada, bo Galen Wyatt to się raczej kreuje, na silnego, niezależnego, na lwa, który idzie po swoje.
Tylko się okazuje, że lew też może być chory, i to jeszcze na genetyczną chorobę, która w jego rodzinie zbierała żniwo od pokoleń.
Galen tak ściska rękę Peach, a jego niebieskie oczy wpatrują się w te jej ciemne i piękne, i błyszczące w świetle jarzeniówek jak milion diamentów, a może się tak zaszkliły od jego historii?
A zaraz ona jeszcze odpowiada, że wolałaby takiego Galena Wyatta, a jemu aż serce mocniej się do niej wyrwało, co zaraz odnotowała ta aparatura, do której był podpięty, taki kolejny zryw - może masz rację Peach, bo to mnie nauczyło też tego, żeby iść z głosem mojego serca, a nie tkwić w czymś, co jest tylko ułudą szczęścia - on mówił oczywiście o sobie i Cherry, że to była ta iluzja szczęścia, a jakby on poszedł za głosem serca już kiedyś, to może teraz...
Już przegapił jedną szansę, kolejnej nie zamierzał. Może dlatego on jednak postanowił z Peach spróbować? Bo przecież biło mu serce przy niej mocniej, a niebieskie spojrzenie bez przerwy szukało tego jej, kciukiem gładził wierzch jej dłoni. Jak Picz się odzywa i tak kręci na początku, to on zmarszczył brwi, ale zaraz znowu się zaśmiał - nie no, nie mam. Miałem przez jakiś czas, trudne to było, bo wiesz... - zastanowił się znowu, ale jak już był z Piczyz szczery, to chyba to też mógł jej powiedzieć - ja jestem uzależniony od seksu, ale to też, pracuję nad tym na terapii - gówno prawda, bo już nie pracował, machnął na to ręką, ale był to jeden z punktów jego terapii, kiedyś tam - ale teraz wyniki są dobre, mogę uprawiać seks, chociaż nie próbowałem jeszcze weekendowych seks maratonów, ale zapytam o to lekarza - no tak, najważniejsza kwestia dla Galena Wyatta to seks maratony. Ale skoro dla Peach to było też ważne, to może odpowiednio się dobrali?
Już Galen sobie usiadł na tym łóżku tak, że nogi spuścił, a jedną rękę opiera na kolanie Peach, drugą ściska jej dłoń - właściwie teraz to już nie mam żadnych ograniczeń, ale raz w miesiącu robię testy i badania, i biorę leki, zdrowiej też się odżywam i więcej sportu, mniej stresu, medytacje zacząłem praktykować, trochę jogi, ale to nawet na dobre mi wyszło - wzruszył ramionami, no bo tak. Galen te swoje niezdrowe przyzwyczajenia, jak nocki w klubie, zamienił na godzinki na siłowni. I zamiast na śniadanie pić kawę, to on je rzeczywiście je. Albo zamiast siedzieć godzinami na Instagramie i lajkować fotki modelek, to on sobie medytuje. To chyba nawet lepiej. Peach to pewnie by mu na to przyklasnęła.
- Co o tym myślisz Peach? Bo to jest jednak... To jest choroba genetyczna też, kiedyś moje dzieci mogą na nią chorować - trochę chyba Galen się zagalopował z tymi dziećmi, ale no już jak tak jej wszystko mówił, zrzucał na nią te kolejne informacje, to może trzeba to zrobić raz, z dobrze? I za jednym zamachem, żeby wiedziała na co ona się pisze wybierając Galena Wyatta.

Peach 𐙚 ˚ 🍑 ₊˚⊹ ᡣ𐭩
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Przypominam, że jeszcze mi wisisz kolację przeprosinową za jacuzzi - Peaches to już tyle obienic Galena słyszała, a jeszcze ani razu nie wziął jej na żaden romantiko wyjazd ani na ten masaż tantryczny, co było jednak trochę podejrzane. Jedną z takich rzeczy, które ceniła w facetach to była sprawczość i na przykład jak jej pomógł z mieszkaniem to zrobił na niej duże wrażenie, ale później nieco wyhamował z tymi wszystkimi rzeczami i tylko opowiadał, że gdzieś pójdą, coś zrobią, a koniec końcow trafiali do szpitala pod kroplówkę. Zmarszczyła lekko nosek, bo oczywiście, że by chciała z nim pojechać. Na weekend, miesiąc, albo i na cały rok, ale nie lubi jak musi mu wszystko tłumaczyć, a jednak z Galenem to tak jest że trzeba mu przypominać, tłuamczyć, bo on jest zupełnie oderwany od rzeczywistości momentami.
- Wiem, dobrze, że chociaż ty byłeś z rodziny - wzdycha sobie i przesuwa palcami po włosach - Przynajmniej ciałem, bo duchem to ja byłam. Jestem wyczerpana po tym wszystkim, to co ja widziałam - tego sie nie powinno oglądać w piątek wieczór. A miałam tylko na chwilę wpaść na to White Party... no cóż zasłużyłam na SPA day. Jutro koniecznie idę - zmierzyła go spojrzeniem i tak sobie myśli, że on też pójdzie z nią, na jakiś couples massage sobie pójdą. - Jak cię wypuszczą ze szpitala to musisz iść ze mną, tobie też się należy
Peach na swój sposób po prostu pomaga. Może nie jest Cherry, która siedziała i płakała przy Galenie po zawale, ale za to zamierzała też trochę sobie ulżyć. Dla niej najbardziej relaksujące rozwiązanie po takim wieczorze to długi masaż połączony z healthy superfoods i prywatnym akustycznym koncertem emerytowanej gwiazdy. Może Rod Stewart, może Rihanna.
- Co gorsza, pisaliby, że to Twoje dziecko, skoro Queenie ma twoje nazwisko - i tak się śmieją, aż śmiechom nie było końca, oni to jednak niby są tacy oboje poważni i dystyngowani, ale jak się ze sobą dobrali, to chichoczą, albo jedzą sobie burgerki w tajemnicy przed całym światem.
Peach chyba trochę wiedziała o tym, że Galen nigdy nikomu nie mówił o swoich problemach, bo ona już dobrze czuła, że oni sa na zupełnie innym poziomie, to już nie jest tylko hungry eyes, ale już bardziej two hearts beating as one. To jego biło trochę gorzej, ale jej biło za ich oboje.
Ciekawa była czy Galen na prawdę umiałby znaleźć to swoje szczęście, bo ona mu często powtarza, że on tak na prawde to nie umie tego znaleźć, ale tylko dlatego mu tak mówi, bo ona jest ciągle pod jego nosem, a on ślepy! Nie tylko ma chore serce, ale najwyraźniej oczy też ma chore!
- I jak ci idzie z tym chodzeniem za głosem serca - pyta z rozmarzonym uśmiechem, bo przecież jak mu tak powiedziała to później się całowali namiętnie za krzakiem na White Party, więc pewnie ona by tu znów chciała to usktueczniać, tylko że jednak trochę mało romantyczne są okoliczności szpitalne.
Zmarszczyła czoło (wciąż nie było widać, bo botoks, ale serio zaraz jej puści, bo tak dużo się marszczy przy tym Galenie) starając się zrozumieć co on ma na mysli. Nigdy nie sądziła, że ten Galen idealny chłop, może mieć aż tyle w sobie tajemnicy. To sprawiało, że był trochę bardziej ciekawy, ale też trochę zaczęła się zastanawiać. Bo czy to znaczy, że on musi przelecieć wszystko co się rusza? A może wtedy jak ją pocałował jak była z Clyde'm to też miała być jego seks ofiarą!??! Czy on jest jakimś socjopatą?!
- Ale co to znaczy, że jesteś uzależniony od seksu? - dopytała ostrożnie, nie chcąc go urazić, tylko bardziej zrozumieć, bo nigdy czegoś podobnego nie słyszała i takie wielkie oczy robi na seks maratony, nie udało jej się tego ukryć że robiła wielkie oczy więc wyjaśnia. - I co to są seksmaratony weekendowe? W sensie takie obleśne party swingerskie jak William chodzi? Ty na takie coś też chodzisz?! - no i po prostu aż nią wzdrygnęło, że tu Williama traktuje jak brata i mu ciśnie po tym swingowaniu, a tu Galen, którego postawiła sobie na piedestale okazuje się, że to samo ma w swoich zainteresowaniach. Próbowała go niby nie oceniać, póki jej nie wyjaśni całej sytuacji, ale no nie brzmiało to zbyt dobrze. Była chyba jendak zbyt zmęczona, żeby odejść więc kiedy już Galen siada i się tak przychyla, żeby jej się oprzeć o kolano to kiwa powoli głową i palcem go smyra po tej dłoni, która leży na jej udzie.
- I bardzo dobrze, nawet teraz podpięty do kroplówki i z podbitym okiem tuż po zemdleniu wyglądasz dobrze - tak mu posłodziła i macha sobie nóżką i taka jest zaodowlona z tego, że miała super make out session z Galenem, bo jakoś sobie już wyjaśniła z nim tą jego chorobe, ale wtedy on się pyta co ona na to, skoro jego dzieci będą też chorować.
No to ją trochę przestraszył. Peach nie była do końca gotowa na rozmowę o jakiś potencjalnych dzieciach skoro nawet jednej randki od niego nie dostała, ale Galen wyglądał tak biednie kiedy siedział w tym creepy świetle szpitalnym... Wstała sobie do niego i staje mu pomiędzy nogami a dłonie układa na jego policzkach.
- Galen, nieważne czy jesteś chory na seks czy na serce, ja Cię znam już tak długo i wciąż uważam, że jesteś najfajniejszym facetem jakiego poznałam, czy to nie znaczy czegoś więcej? - mówi powoli oglądając to, jak mu się limo spod makeupu powoli odsłania. Mało romantyczne, ale Peaches się nie przejmuje, bo ona tu teraz wyznania mu robi - Nie powinieneś się tym teraz martwić. Chyba najważniejsze jest to, że nam na sobie zależy, prawda?
Prawda?

chore serducho guy
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Peach to może dzisiaj chodźmy na tą kolację, chciałbym cię gdzieś zabrać, tak żebyśmy mogli... o tym zapomnieć - tak łatwo pewnie nie zapomną, bo dużo się wydarzyło, ale mogli chociaż spróbować, na jakiejś fancy kolacji właśnie.
Galen to czasem taki właśnie był oderwany od rzeczywistości, bo on nawet zapomniał trochę o tym, że przecież Heath to jego kuzyn, też Wyatt, no to jednak nie tak, że oni z obcą kompletnie babą, gnali do szpitala, tylko z żoną jego kuzyna. Rodzina, no to wiadomo, że Galen by ją wziął do Labo bez gadania. Ale jednak porodu i tak nie obejrzał bez omdlenia.
- Ja też miałem tylko na chwilę wpaść na White Party, miałem jeszcze wrócić do pracy, ale już nie wrócę. Jutro też sobie zrobię wolne - czyli chyba Galen w ten sposób chciał powiedzieć, że się z Peach wybierze na ten SPA day. Oczywiście on nie chciał zostawać w szpitalu, więc nawet jakby mu chcieli jakieś badania zrobić, to on pewnie wyjdzie na własne żądanie. A najwyżej na badania się zapisze, bo już czuł się dobrze.
Już te jego niebieskie ślepia wpatrywały się w Peach, a kiedy powiedziała to, że jeszcze pismaki uznałyby, że to jego dziecko, skoro ojciec byłby wpisany jako Wyatt, to aż te oczy jeszcze mu się powiększyły.
- A potem dla większej afery by jeszcze wymyślili, że kuzynowi odbiłem żonę - pośmiali się z tego trochę, z tego jakie to czasem gazety wymyślają niestworzone historie, żeby tylko zarobić. Bo przecież oni oboje to są bardzo medialni, co prawda Peach to chciała być, a Galen nie do końca, ale jak inaczej, kiedy on jest jednym z najbogatszych ludzi w Kanadzie? Gazety go uwielbiały, tego niebieskookiego skandalistę.
Zresztą... kobiety też go uwielbiały, bo jak on tak mówi o tym głosie serca, to Piczyz się w niego wpatruje wielkimi, błyszczącymi oczami.
- Zaprowadziło mnie tutaj Peach… z tobą - tak mówi jej trochę romantycznie, chociaż szpital jest średnio romantyczny, ale jednak to tutaj oni się tak sobie zwierzali ze wszystkiego. Więc zaraz Galen też się jej zwierza z tego uzależnienia od seksu, a jak Peach pyta co to znaczy, no to Galen nabrał trochę więcej powietrza w płuca i już miał jej wytłumaczyć, tylko ona znowu pyta o te seksmaratony, a Galen unosi jedną brew.
- Co? Nie... - no bo jednak on nie jest jakimś hipisem jak William, co to rucha co popadnie, trochę większe wymagania miał Galen Wyatt, na przykład on się umawiał, z modelkami, aktorkami i inufluencerkami - chodzi o to, że lubię seks i to jest wiesz... Jak ty jesteś uzależniona od tej naszej matchy, którą mogłabyś codziennie pić, to ja od seksu - tak jej tłumaczy trochę obrazowo, starał się przynajmniej, ale zaraz kręci głową - ale wiesz, ja nie robię tego tak przypadkowo jak William, ale jak sobie czasem znalazłem jakąś laskę i się umawialiśmy, to później robiliśmy sobie taki maraton, jak na przykład Harry'ego Pottera, tylko zamiast oglądać, to się kochaliśmy, osiem razy - chyba dobrze jej to wytłumaczył?
Chociaż nie wiedział co na to Peach, zazwyczaj jego dziewczyny to były podekscytowane, ale to były pewnie panienki pokroju Corriny, to co się dziwić.
Przysunął się do Piczi i sięgnął do jej kolana, żeby jej po nim przesunąć dłonią, bo może sugerował, że oni by mogli sobie zrobić taki maraton? Tylko, że Peach zaraz mówi o tym jego podbitym oku, a Galen do niego sięgnął palcami, bo zapomniał, że je ma w ogóle.
- Mam podbite oko? - zapytał się, ale ma, tylko to już jest przecież ta pamiątka po Madoxie, nie nowy nabytek, bo mu się makeup wytarł. Galen sięgnął do swoich włosów, żeby je przeczesać sobie palcami, trochę poprawić, no bo chciał serio wyglądać dobrze. On zawsze przecież musiał, nawet w szpitalu.
Potem Galen nagle wypalił z tymi dziećmi, a jak Piczi wstała i mu staje między nogami, to on ją oczywiście zaczepia tym swoim eleganckim bucikiem, ale też ręce oparł na jej biodrach i głowę do niej zadziera do góry. Trochę się chyba zrobiło poważnie. A ona mu zaraz jeszcze tak pięknie mówi, że on jest najfajniejszym facetem jakiego poznała, to Galen się uśmiechnął. Bo zawsze on był jakiś taki niewystarczający, wszystkie jego laski go na siłę chciały zmieniać, ale dla Peach był najfajniejszy.
- Prawda - oczywiście, że Galen potwierdził i nawet głową skinął, no bo... jemu też zawsze na Picz zależało, wcześniej to tak jak na młodszej siostrze, ale teraz to chyba zupełnie inaczej. Jego niebieskie spojrzenie znowu prześlizgnęło się po jej sylwetce, a zaraz sięgnął do jej ręki, żeby oprzeć na niej smukłe palce i ją złapał, złożył na niej kilka pocałunków - nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy Peach, że zostałaś tu ze mną - powiedział powoli i jeszcze przytulił policzek do jej dłoni, a zaraz splótł jej palce z tymi swoimi. Wstał i musiał ją przytrzymać, bo zrobił to zbyt gwałtownie, spuścił spojrzenie na jej piękne oczy - dobrze, chodźmy stąd... - tylko, że jak się ruszył, to ta aparatura, która sprawdzała parametry jego serca zaczęła pikać, a do sali wpadła pielęgniarka, od razu zaczęła coś zrzędzić, że to trzeba ostrożnie, że sto razy mu mówili. Galen poprosił lekarza, no i zaczęła się batalia, czy powinien wyjść, czy nie, bo jednak chcieli mu zrobić badania, bo jego serce biło nierówno, ale Wyatt się uparł i rzeczywiście po kilkunastu minutach mogli wyjść ze szpitala, tylko...
Galen spojrzał na kluczyki od Lambo w swojej ręce, bo on w zasadzie nikomu nie dawał prowadzić swoich samochodów, to były jego najdroższe i najukochańsze zabaweczki. Jego sportowe furki. W końcu wyciągnął rękę w kierunku Peach.
- Poprowadzisz? - zapytał, bo on mimo wszystko trochę słabiej się czuł - możemy jechać do mnie i coś zamówić, albo na kolację, albo... gdzie tylko chcesz Peach - może nie wyglądali jak milion dolarów, ale jak pół... Na to wychodzi, że razem wciąż jak milion.

Peach 𐙚 ˚ 🍑 ₊˚⊹ ᡣ𐭩
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
27 y/o
PEACHY PEACH
178 cm
Influencerka Internet
Awatar użytkownika
It was the summer of love
A delicate daydream
And for a couple of months
It felt like we were 18
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Uśmiecha się do niego tak słodziutko ale nic nie mówi. Tak, tak, na pewno pójdą... ale chyba nie na taką kolację na którą ona by chciała, żeby on ją zabrał, bo jak się później zabrali z tego całego szpitala, to Peaches już była taka śpiąca, że wcale nie myślała iść do jakiejś fancy restaturacji, zresztą już było tak późno, że tylko jakieś bary były czynne.
-O baby, tak późno do pracy, ale cię tam tyrają - zasmuciła się, ale trochę też ucieszyła, że jednak tam nie będzie wracał - Powiedziałabym, że Twój szef jest tyranem, ale... to ty jesteś swoim szefem - uśmiecha się do niego i odgarnia włosy na plecy - Ale rozumiem, jak się jest swoim szefem to w sumie ma się najwięcej obowiązków - no tak, bo Picz to może akurat ma mniej roboty niż szef Northexu, no ale już się umawiała z biznesmanami i wie jak to jest, oni niby wiecznie na wakacjach, ale na tych wakacjach to też wiecznie na telefonie. Dlatego wcale się nie zdziwiła, że Galen już myślał znów o pracy. Chociaż jeszcze bardziej doceniła to, że powiedział, że nie wraca do pracy, bo chce sobie z nią odpocząć. I dziś i jutro. Może nie mówił tego wprost, ale przy takim Galenie Wyatt, to trzeba czytać pomiędzy wierszami. Peach tego nie lubi strasznie, ale no może kiedyś się Galen wyrobi.
Fakt, że przynajmniej sie mogą pośmiać z tego co tam pismaki by o nich napisały, ale dość tych śmiechów, bo Picz się rozmarzyła, Galen już jak jakiś książe z bajki odpowiada i się robi bardzo romantycznie na momencik. Peach generalnie po całym tym dzisiejszym dniu to będzie musiała chyba tydzień poleżeć i się zastanowić nad tym co usłyszała od Galena, i jaki to ma na nią wpływ. Bo jeszcze tydzień temu siedziała na kanapie u Wiliama i opowiadała mu swój niecny plan, jak poderwie Galena Wyatt na bikini w jego jacuzzi, to nie wyszło bo sobie jakąś dupe zamówił, potem się oburzała, że Galena pobili, płakała i już psy na Madoxa chciała zwołać, ale on uciekł do Argentyny czy innej Nicaragui, więc i tak by go tam sprawiedliwość nie dopadła, potem uznała, że skoro Galen jest zainteresowany tylko seks-związkiem, no to się na taki z nim umówi, ale on jej nagle powiedział, że nie chce żadnego związku, a później że chce, potem się całowali (!!) i Queenie odkryła ich i powiedziała wszystkim, że sa tajną parą, Galen jej wyznał wszystkie swoje słabości i jej dzieci proponował i no właściwie to... kim oni teraz byli?? Niewiadomo. Queenie mówi, że są parą, ale Peach nie wie, chociaż na pewno już nie są przyjaciółmi.
W sensie tylko przyjaciółmi.
- Harry Potter? Kto ma czas na taki maraton - Skrzywiła się i kręci głową, bo na pewno ani ona ani on nie mają, bo są ludźmi sukcesu, którzy nie marnują życia na oglądanie 8 filmów pod rząd. W każdym razie wyciągnęła do neigo dłoń i przejechała mu nią po włosach, jakby się martwiła, że jeszcze mu coś się odkleiło w mózgu od tego zawału. No zmartwił ją, ale próbuje sobie poukładać w głowie te jego nowinki o seks maratonach, bo to nie brzmiało jakoś strasznie źle, ale skoro jego lekarz mówił, że to jest problem... musi się Rosi spytać koniecznie, bo ona jest taką specjalistką od psychologii. - Musisz mi kiedyś opowiedzieć jak to sie leczy - zmienia ten temat, bo póki nie dowie się od Rosi co trzeba odpowiedzieć na takie uzależnienie, to lepiej nie będzie nic mu mówiła, że to brzmi impressive, bo on jeszcze się zajara i nigdy z nałogu nie wyjdzie.
Tak czy siak słodko sobie wychodzą z tego szpitala za rękę... co prawda Galen to ledwo chodził i Picz trzymała go troche sobie uświadamiając, że jak odjadą do domu to nie ma szans, że pójdą do jakiejkolwiek restaurant. Jeszcze jak wychodzili ze szpitala to go dwa razy pytała, czy on jes pewny, ze chce wyjsć, ale Galen nie zmieniał zdania, więc się zgodziła, że z nim pójdzie, chociaż chciała panią pielegniarkę poprosić o jakiś wózek żeby go zawieźć do auta. Na szczęście Galen jednak jakoś o własnych siłach się tam doczłapał i nagle daje jej kluczyki i Picz aż się oczy zaświeciły. Zaraz się do niego przytula z piskiem i całuje go a potem już leci sobie na drugą stronę i ustawia sobie fotel i przestawia wszystkie lsuterka, żeby były pod nią.
- Jedziemy do Ciebie - zawyrokowała i Galen jej pomógł ustawić asystentkę, która ustawiła jej mape do domu Galena i Picz jak depneła to Galen prawie drugi zawał miał, bo się okazało, ze ona jeżdzi jak pokurwiona.



/Galen L. Wyatt
-
peach
Rozpadania się na miliony kawałeczków
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”