26 y/o
For good luck!
166 cm
doktorantka archeologii Environment and Climate Change Canada
Awatar użytkownika
Don't concern themselves with the opinions of lambs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Nie miała do zaoferowania nic ponad tę standardową wersję, więc kiedy powiedział, że to żaden problem, iż będą proste, wyciągnęła resztę rzeczy potrzebnych do przygotowania tostów i włączyła kuchenkę, stawiając na niej patelnię. Nie używała opiekacza, choć pewnie byłoby szybciej i bardziej zgodnie z tym, jak większość ludzi wyobrażała sobie przygotowywanie tostów, ale jej zdaniemna patelni wychodziły lepsze. Chleb robił się bardziej chrupiący, ser roztapiał się dokładnie tak, jak powinien, a przede wszystkim – nie musiała potem pół godziny obskrobywać i szorować opiekacza.
  Tak czy siak tosty brzmiały banalnie, bo były banalne. I właśnie na tej banalności próbowała się skupić. Na chlebie, serze, pieczarkach i całej tej procedurze, którą znała tak dobrze, że mogłaby ją odtworzyć z zamkniętymi oczami i w dodatku na śpiąco. Może nawet po ostrym melanżu, chociaż ostatnie kilka godzin stanowiło chyba wystarczający zamiennik bez udziału alkoholu.
  Czuła na sobie jego spojrzenie, ale starała się nie zwracać na to uwagi, przelewając ją na te ‘banalne tosty’. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że ją obserwuje. Było to jednak trudne do zignorowania, bo nie był ani jej przyjacielem, ani rodziną, których najchętniej raczyła tostami. Był człowiekiem, który jeszcze niedawno przygniatał ją do podłogi, a jeszcze wcześniej zafundował jej pierwszą w życiu traumę.
  Kiedy zapytał, czy to tyle, zerknęła na niego przez ramię, nie mogąc już dłużej próbować ignorować jego obecności.
  — Zaraz to będzie tyle — odpowiedziała, nieco niezręcznie. Miało to brzmieć dziarsko, z przekonaniem, a wyszło blado i bez polotu. Niczego i nikomu by nie wcisnęła w taki sposób.
  Sięgnęła do lodówki po kilka kolejnych rzeczy i przygotowała swój sekretny sos, który był sekretny głównie dlatego, że nigdy nie mierzyła proporcji i nie byłaby w stanie podać przepisu nawet pod przymusem. Zawsze sprowadzała to do chaotycznego ‘trochę tego, trochę tamtego’. W międzyczasie przewróciła też tosty na drugą stronę i docisnęła je lekko łopatką, obserwując, jak chleb rumieni się bardziej, a ser zaczyna wypływać bokiem. Później, gdy uznała że są gotowe, przełożyła je na talerzyk i przekazała mężczyźnie, stawiając je przed nim.
  Nie spodziewała się pochwały. Ich znajomość była krótka, intensywna i absolutnie nieprzyjemna, więc trudno było zakładać, że usłyszy z jego strony coś, co nie będzie poleceniem, oceną jej nierozsądku albo koreańskimi bluzgami (też pewnie w jej stronę). Dlatego kiedy po pierwszym kęsie powiedział, że dobre, spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem, którego nie zdążyła całkiem ukryć.
  — Dziękuję — odpowiedziała, tym razem faktycznie unosząc kącik ust w cieplejszym uśmiechu. O tym, że nie był sztuczny, decydował fakt, że wyraz minimalnie objął jej oczy. Albo oko.
  Zasadniczo to nie wiedziała, czy dziękowała za opinię, czy jednak za to, że przez krótką chwilę zabrzmiał prawie normalnie.
  Gdy przesunął drugi talerzyk w jej stronę i kazał jej jeść, uniosła na niego spojrzenie.
  — Subtelnie — mruknęła, ale nie odsunęła talerza. Wiedziała, że wygląda źle. Wiedziała też, że jadła ostatnio bardziej z obowiązku niż z apetytu, a żołądek miała zaciśnięty niezmiennie, od żałoby i teraz jeszcze nerwów. Wzięła więc tosta do ręki i ugryzła niewielki kawałek, mieląc go dłużej, niż było to potrzebne. Próbując najwyraźniej znów przekonać samą siebie, że było jej to potrzebne.
  W końcu przełknęła i dopiero wtedy, patrząc na talerzyk a nie na niego, odezwała się ciszej.
  — Jak ta ochrona miałaby właściwie wyglądać? — spytała, odkładając na ów talerzyk niedojedzonego tosta — Bo na razie brzmi to tak, jakby wszyscy wiedzieli więcej ode mnie o moim własnym życiu i już sobie postanowili co będzie się działo. — Podniosła wzrok dopiero po chwili. Miała problem z patrzeniem na niego. Bo jednocześnie się go bała, a teoretycznie musiała zaakceptować. Teoretycznie, bo przecież nie uznała jeszcze, że całe to przedstawienie z ochroną jest faktem i musi go przyjąć. — I dlaczego pan Salvatore sam się ze mną nie skontaktował? — spytała. Oj, Mal. Bo pan Salvatore nie miał czas na takie płotki jak ty. Miał dług wobec twoich rodziców a nie ciebie; ale i tak powinnaś docenić, że wysłał dla ciebie swojego najlepszego człowieka, abyś była bezpieczna (a może to była kara i szansa na odkupienie dla Damona za to nieszczęsne wydarzenie z wesela).

Damon Tae
piesek
hit me with your best shot
30 y/o
Indulge in local cuisine
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To co przyrządziła było dobre. Smaczne. Smakowało mu, zdecydowanie, ale też nie można powiedzieć, że Damon miał jakieś wygórowane oczekiwania jeśli chodziło o jedzenie, bo się nim zwykle nie delektował. Spożywał, bo musiał, a po Północy to raczej wszystko było lepsze niż nieszczęsny ryż, którego już miał po dziurki w nosie.
Niemniej doceniał fakt, że w pewnym stopniu zaczęła się otwierać i akceptować jego obecność. Oczywiście nie musiała i nie robiło mu to większej różnicy, ale lepiej współpracować z kimś, kto nie robi ci pod górkę. Ale za to robi tosty o czwartej w nocy. Albo rano?
Obserwował czy sięga po przekazanego jej tosta, bo według niego powinna zjeść. Nawet jeśli po tych wydarzeniach mogła mieć ściśnięty żołądek. On nigdy czegoś takiego nie odczuł, ale wiadomo, on wielu normalnych odczuć nie posiadał.
Gdy zadała pierwsze pytanie, brew mu lekko, niemalże niewidocznie drgnęła. To był zwykle jedyny wyraz, który dało się zauważyć na jego twarzy. Wysłuchał jej, na koniec przekrzywiając nieco głowę w bok, mało subtelnie mierząc ją spojrzeniem, gdy doszła do kolejnego pytania, tym razem o jego szefa.
Bo pan Salvatore ma ważniejsze rzeczy na głowie — odpowiedział krótko. Nie zamierzał przecież wdawać się w szczegóły, że miał do tego ludzi, a ludzie, którzy nie są dla niego w jakikolwiek sposób ważni strategicznie, raczej się z nim nie widują. I tak dobrze, że wiedziała jak wyglądał.
Westchnął ciężej pod nosem, bo oto nadszedł czas na wyjaśnienia i określenie warunków ich wspólnej współpracy. Miał swoje zasady, które nie podlegały dyskusji, więc musiał je teraz przedstawić. Nawet jeśli nie będą jej się one podobały, to nie musiały.
Mam na ciebie oko przez cały czas. Wszędzie. Zawsze. — Trochę jak z celebrytami czy cholernym prezydentem, ale bardziej. — Ktoś chce ci zrobić krzywdę — oznajmił chłodno, podnosząc na nią wzrok. — Nie wiemy kto, nie wiemy kiedy. Za tydzień czy za godzinę, dlatego nie mogę siedzieć gdzieś na drugim końcu miasta i liczyć, że zdążę przyjechać. Jeśli coś się wydarzy, to wydarzy się szybko, dlatego będę twoim cieniem. Czasem bliżej, czasem dalej. Zależy gdzie będziesz i co będziesz robić. Kiedy będziesz w pracy, na imprezie, z chłopakiem, będziesz wracać do domu, to będę w pobliżu. Jedziesz gdzieś dalej, to jadę z tobą — wyjaśnił. Mogła się z nim kłócić, ale i tak tego nie zmieni. On tak działał i funkcjonował. Tak pracował. — Nie musisz mnie lubić. Nie musisz nawet chcieć mnie obok. Ale jeśli ktoś kiedyś wyciągnie broń albo postanowi zrobić coś głupiego, to lepiej, abym stał obok ciebie niż pięć minut drogi stąd. — Już sobie i tak wystarczająco wyrzucał to, co stało się na weselu Salvatore. To, że panna młoda żyła i wróciła do domu to był jego pieprzony fart. Spieprzył na całej linii, więc teraz zamierzał wszystkiego o wiele lepiej dopilnować.
Blondynce także nie miał spaść włos z głowy.
I tak, to będzie upierdliwe. Dla ciebie i dla mnie. Ale wolę być upierdliwy niż spóźniony — dodał twardo, wciąż nie spuszczając z niej swojego spojrzenia, jak gdyby chcąc wyczuć jej reakcję.
Skrzyżował ręce na piersi, oglądając się na salon, gdzie jeszcze niedawno było pobojowisko.
Sprawdziłem już twój dom. Naprawiłem te nieszczęsne rolety — a raczej jego ludzie — i zabezpieczyłem wszystko nieco lepiej. — Aby wiedział o wiele wcześniej czy ktoś się zbliża. Czyli monitoring tam, gdzie go nie widać, a którego obraz widzi bezpośrednio na telefonie. Ostatnio się mocno posunął do przodu jeśli chodziło o technologię i korzystanie z jakichś nowinek potrzebnych mu do pracy. Ale Instagrama czy Facebooka dalej nie miał i nie wiedział czym jest Tiktok.

Maelle Lennox
ODPOWIEDZ

Wróć do „#12”