-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie tak powinien zachowywać się przyjaciel, ale… Raynottowi ta przyjaźń już dawno wymknęła się spod kontroli.
I widocznie nie tylko to, bo z tą sytuacją stało się dokładnie to samo. Może Tracy źle odczytał intencje Debbie, ale odniósł wrażenie, że ona też tego chciała, dlatego zdecydował się na ten pocałunek. Inaczej prawdopodobnie by się z tym nie wyrwał, ponieważ w ostatnich dniach odniósł wrażenie, że zupełnie straciła nim zainteresowanie. Dziś jednak dostrzegł coś innego, co skłoniło go do tej śmiałości, z którą wcześniej podchodził do niej przez cały czas.
Nagle jednak, gdy pojawiły się uczucia, wszystko stało się tak skomplikowane, że Tracy zastanawiał się nad wszystkim bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. W końcu wcześniej robił to, na co miał ochotę i nie przejmował się niczym, nawet tym, że ona kogoś miała. Ale wtedy też jej zainteresowanie nim wydawało się być większe.
Nic jednak nie powiedziało mu teraz, że mógł się pomylić. Debbie odwzajemniła jego pocałunek, a nawet sprawiała wrażenie dość zachłannej, co skłoniło Raynotta do tego, aby wsunąć jedną dłoń pod jej koszulkę, aby pójść o krok dalej... Ale kiedy przerwała, on się zatrzymał. – I będziemy się przytulać – potwierdził, że ich wcześniejsze plany nadal były aktualne. W końcu to, co teraz robili, ich nie wykluczało. I po zapewnieniu jej o tym, zaczepnie otarł własny nos o jej zanim zdecydował się ponownie połączyć ich usta w pocałunku, skoro martwiącą ją kwestię mieli już obgadaną.
Debbie McDowell
-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rzecz w tym, że każde z nich miało doświadczenia, przez które czuli, że zbyt wiele ryzykowali. Nikt nie mógł winić ich za to, że nie chcieli się sparzyć.
Przykre było jednak to, że przez własne obawy zaniedbywali coś, na czym przecież naprawdę im zależało. Zamiast zdobyć się na szczerość, a później też na spokojną rozmowę, stosowali uniki, które przecież nie mogły zaprowadzić ich do właściwego miejsca.
Debbie jednak wolała samodzielnie coś sobie dopowiadać, zamiast zaryzykować, że usłyszy od niego dokładnie to, czego się bała.
I to nie tak, że nie chciała go dziś pocałować, ponieważ na to ochotę miała niemal z a w s z e. Rzecz w tym, że kiedy wpakowała się na jego kolana, jej myśli wcale nie uciekły w tamtą stronę. Przynajmniej nie do czasu, kiedy sama z tej niewielkiej odległości zawiesiła spojrzenie na jego oczach, a on sam nagle znalazł się bliżej.
W tamtym momencie przepadła i przypomniała sobie o tym, jak zwykle ją do niego ciągnęło.
Dobrze więc, że Tracy zdecydował się z a r y z y k o w a ć, ponieważ tym razem Debbie nie była pewna, czy sama by to zrobiła. Ostatnie wydarzenia nieco zachwiały jej odwagę, przez co obecnie naprawdę potrzebowała czegoś, co sprawiłoby, że w jego towarzystwie poczułaby się pewnie. Tym niekoniecznie musiała być wspólnie spędzona noc. Może niekoniecznie tak, jak wyglądało to wcześniej.
Uśmiechnęła się, kiedy usłyszała jego słowa, a grymas ten nie zniknął, gdy trącił jej nos własnym. W tym momencie coś po prostu z a s k o c z y ł o, a ona odniosła wrażenie, że nie było już nic, czego musiałaby się krępować. Odwzajemniła więc kolejny pocałunek, ale nie pozwoliła mu potrwać zbyt długo. Już chwilę później odsunęła się, ale tylko na tyle, by móc spojrzeć mu w oczy przed tym, jak ściągnęła z siebie jego koszulkę.
Przez krótką chwilę nie zrobiła nic, wyłącznie na niego spoglądała, jakby teraz to jego oczy miały powiedzieć jej coś więcej. I może znalazła tam to, czego szukała, ponieważ po chwili ułożyła obie dłonie na jego policzkach i znów go pocałowała. Tym razem nieco inaczej, c z u l e j, rzeczywiście wkładając w ten gest odczuwaną tęsknotę.
Dziś nie chciała bawić się z nim tak, jak robili to zwykle. Dziś po prostu chciała się z nim k o c h a ć.
Tracy Raynott