30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhat's your name/demon?
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Yonaka znała ten wyraz twarzy. Youngman miał kilka sposobów na prowadzenie rozmowy, ale ten konkretny oznaczał, że za moment znów spróbuje sprzedać jej pomysł, który zdążyła już kilkakrotnie odrzucić. Najwyraźniej nie uważał jednak, by sprawa była zamknięta.
— Nie.
Gary uniósł brwi, jakby przynajmniej liczył na to, że pozwoli mu rozwinąć myśl.
— Nawet nie pozwoli mi pani skończyć?
— Znam tę przemowę. Oszczędźmy sobie najciekawszych fragmentów.
— A szkoda, bo przygotowałem nowe argumenty.
— W takim razie zachowaj je, proszę, na kogoś, kto nie słyszał poprzednich.0
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, ale nie zdołał nim przykryć uporu. Oparł się wygodniej o krzesło i splótł dłonie na brzuchu, jak człowiek, który nie zamierzał nigdzie się spieszyć. Po drugiej stronie biurka Effie wypełniała dokumenty, od czasu do czasu zerkając w ich stronę. Yonaka wychwytywała te spojrzenia kątem oka, nie odrywając wzroku od Gary’ego.
— Psychologia, negocjacje, znajomość dziwnych grup — wyliczył. — Wiesz, ile razy w miesiącu trafia nam się ktoś, kto rozumie te rzeczy lepiej niż my? A ty już teraz robisz to wszystko, tylko bez dostępu do akt i wsparcia ludzi, którzy potrafią zabezpieczyć miejsce zdarzenia, zanim ktoś zacznie odprawiać egzorcyzmy na potrzeby internetu.
— Mam też sklep.
— Sklep z kadzidłami i grupę łowców duchów.
— Oraz rachunki za prąd. Te są wyjątkowo przyziemne.
Gary parsknął pod nosem. Przez moment wyglądał, jakby chciał odbić piłeczkę, ale ostatecznie machnął ręką i wrócił do sedna.
— Nie twierdzę, że twoi ludzie są bezużyteczni. Wbrew temu, co czasem sugerujesz, potrafię docenić cudzą pracę. Macie zapał, którego niejeden funkcjonariusz mógłby wam pozazdrościć. A niektóre wasze materiały są całkiem pouczające.
— Nie spodziewałam się, że sierżant Policji Toronto ma czas na takie rzeczy.
— Nie oglądam. Zdarza mi się trafić. Trudno uniknąć filmiku, w którym trzech dorosłych ludzi przez dwadzieścia minut szuka demona, a potem odkrywa, że za ścianą przecieka rura.
— Czyli jednak.
— To była analiza materiału dowodowego.
— Oczywiście.
Tym razem roześmiał się krótko, szczerze, i na moment napięcie między nimi ustąpiło miejsca znajomej swobodzie. Zaraz potem Gary spoważniał. Nie musiał mówić wprost, że chciałby mieć ją po swojej stronie biurka; wszystko, co dotąd powiedział, prowadziło właśnie do tego. Yonaka nie zamierzała udawać, że nie rozumie intencji.
— Wiem, co mi pan proponuje — odezwała się, zanim zdążył wrócić do wyliczania zalet. — I doceniam, że o mnie myślicie. Ale nie chcę odznaki ani etatu. Nie chcę też spędzać połowy życia na tłumaczeniu ludziom w budynku, że nie jestem atrakcją specjalną.
— Nie wszyscy byliby tak oporni.
— Wystarczy, że kilku. Nie mam cierpliwości do zdobywania uznania za pracę, którą już wykonuję.
Gary obrócił kubek na biurku, przesuwając kciukiem po jego uchu. Nie wyglądał na urażonego. Raczej na człowieka, który próbował znaleźć w jej odpowiedzi choćby wąską szczelinę, przez którą mógłby jeszcze wcisnąć swoją propozycję.
— Mogłaby pani mieć większy wpływ na to, co dzieje się ze sprawami, które do nas trafiają.
— Mogę mieć wpływ również bez odznaki. Jeśli potrzeba konsultacji albo śledczy natrafią na coś, przy czym mogę pomóc, zadzwońcie. Porozmawiamy. Ale nie będę obiecywać niczego więcej.
Przez chwilę przyglądał jej się w milczeniu. Yonaka wytrzymała jego spojrzenie bez szczególnego wysiłku. Nie chodziło o to, by wygrać rozmowę. Po prostu nie zamierzała przyjmować zobowiązania, którego nie chciała, tylko dlatego, że ktoś uważał je za rozsądne.
— Jest pani uparta, pani Levin.
— Mówi to człowiek, który właśnie po raz kolejny próbuje przekonać mnie do tego samego.
— Ja nazywam to konsekwencją.
— Ja również. Tylko nie w moim przypadku działa na moją niekorzyść.
Gary pokręcił głową, a potem uniósł dłonie w geście kapitulacji. Przynajmniej na tę chwilę.
— Dobrze! Nie będę cię dziś dłużej męczył.
Yonaka potaknęła głową.
— Doceniam ten nagły przypływ rozsądku.
— Ale proszę się nie przyzwyczajać!
— Nie planowałam. — Papier zaszeleścił, a Yonaka odruchowo przeniosła wzrok na formularze Effie. Wśród zapisanych stron została jeszcze jedna, niemal zasłonięta pozostałymi kartkami. Wskazała ją końcem palca, nie przerywając na dobre rozmowy. — Jeszcze ta strona. Została ci jedna.
Gary podążył wzrokiem za jej gestem, po czym sięgnął po kubek i dał im chwilę. Yonaka wróciła spojrzeniem do niego, ale temat jej ewentualnej kariery w policji najwyraźniej na razie wyczerpał się sam. Zresztą, z każdą minutą coraz wyraźniej czuła zmęczenie: światło drażniło oczy, a kark sztywniał od siedzenia w jednej pozycji. Nie miała ochoty spędzać tu reszty dnia, nawet w tak doborowym towarzystwie.
Gdy formalności dobiegły końca, Gary zebrał dokumenty i odsunął krzesło. Nogi mebla zaskrzypiały po podłodze, a Yonaka podniosła się nieco ostrożniej, niż zamierzała. Przez moment przytrzymała dłoń na blacie, czekając, aż pokój przestanie nieprzyjemnie falować za przyciemnionymi szkłami. Nie skomentowała tego. Poprawiła okulary i ruszyła za pozostałą dwójką na korytarz.
Drzwi komisariatu zamknęły się za nimi z głuchym stuknięciem. Na zewnątrz powietrze było chłodniejsze, a po dusznym zapachu papieru, kawy i środków czystości pozostało tylko nieprzyjemne wrażenie na podniebieniu. Yonaka wzięła głębszy oddech, mrużąc oczy za szkłami. Parking rozciągał się przed nimi w szarym świetle dnia, a Kujira stała tam, gdzie ją zostawiły — nieco krzywo wciśnięta między nowsze samochody, z chromowanymi detalami łapiącymi blade odbicia nieba.
Wyjęła kluczyki i ruszyła w stronę auta. Była już przy drzwiach, kiedy za plecami usłyszała kroki Gary’ego. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że postanowił odprowadzić je do samochodu. Youngman potrafił uznać rozmowę za zakończoną, ale z pożegnaniami bywało u niego różnie.
Tym razem zwrócił się do Effie, a jego głos stracił wcześniejszą lekkość.
— Pani Granger... Effie, dopilnuję, żeby dodatkowe patrole zaglądały w okolice twojego domu. Nie mogę obiecać, że ktoś będzie stał pod drzwiami przez całą dobę, ale zwiększymy obecność w okolicy. Jeśli zauważysz coś niepokojącego, dzwoń. Od razu. Nie czekaj, aż sytuacja się powtórzy.
Yonaka schowała kluczyki do dłoni i skinęła głową. W jego głosie nie było pustego zapewnienia, którym można zbyć kogoś przed wyjściem z komisariatu. Gary nie obiecywał cudów, tylko konkretne działania. To było więcej warte niż próba uspokojenia Effie na siłę.
— A jeśli nie uda ci się z nim skontaktować, możesz zadzwonić do mnie — dodała, zwracając się do Effie. — Nie musisz sama rozstrzygać, czy coś jest wystarczająco poważne. Od tego masz ludzi, którzy mogą się tym zająć.
Gary spojrzał na nią z ukosa.
— Słyszysz? A potem mówi, że nie nadaje się do pracy z nami.
— Nie przypominam sobie, żebym tak powiedziała.
— Nie musi — szepnął, pochylając się w stronę Effie. — Wystarczy, że konsekwentnie odmawia.
— Jednak potraficie wyciągać wnioski. Nie tylko mandaty.
Kącik jego ust drgnął. Przez chwilę wyglądał, jakby zamierzał wrócić do tematu, ale najwyraźniej uznał, że na dziś wykorzystał już cały przydział perswazji. Cofnął się, robiąc im miejsce przy samochodzie.
Yonaka obeszła Kujirę i otworzyła drzwi od strony pasażera. Dopiero wtedy zwróciła się do Effie, wskazując wolną przestrzeń przy siedzeniu.
— Powoli. Uważaj na stopę.
Nie czekała, aż sytuacja wymusi na niej gwałtowną reakcję. Podała Effie ramię, a drugą dłonią podtrzymała ją przy łokciu, pomagając przenieść ciężar tak, by nie obciążać rannej nogi. Próg samochodu był wysoki, a ciasne wejście nie ułatwiało sprawy. Yonaka skorygowała chwyt, osłoniła dłonią krawędź drzwi i dopilnowała, by stopa nie uderzyła o metal. Dopiero kiedy Effie znalazła się na siedzeniu, odsunęła się na tyle, by sprawdzić, czy noga spoczywa wygodnie.
Wszystko odbyło się sprawnie, niemal odruchowo. Jeszcze niedawno takie sytuacje wymagałyby od niej świadomego układania kolejnych kroków. Teraz jej ręce same wiedziały, gdzie podtrzymać, kiedy zwolnić, jak nie dopuścić do niepotrzebnego szarpnięcia. Nie zastanawiała się nad tym dłużej. Zamknęła drzwi dopiero wtedy, gdy upewniła się, że nie przytrzasnęła ubrania ani nie zostawiła nogi w niewygodnym położeniu.
— Dziękuję za pomoc, sierżancie Youngman — rzuciła przez dach samochodu.
— Cała przyjemność po mojej stronie. Zwykle ludzie nie próbują mnie przekonać, że sklep z kadzidłami jest lepszą ścieżką kariery.
— Może powinien pan częściej rozmawiać z ciekawszymi ludźmi.
— Właśnie próbuję.
Yonaka pokręciła głową, choć na jej ustach przemknął cień uśmiechu. Otworzyła drzwi kierowcy i wsunęła się za kierownicę. Gary cofnął się o krok, unosząc dłoń na pożegnanie.
Tym razem pożegnał je tylko rozbawionym ruchem głowy. Yonaka przekręciła kluczyk. Silnik Kujiry zakaszlał, zadrżał, po czym złapał swój nierówny rytm. Przez przednią szybę widziała jeszcze, jak Gary rusza z powrotem do komisariatu, z rękami w kieszeniach i miną człowieka, który nie dostał tego, po co wyszedł, ale nie zamierzał uznać sprawy za całkiem przegraną.
Yonaka sprawdziła lusterka, poprawiła okulary i przez krótką chwilę została z dłonią na kierownicy. W głowie wciąż przesuwały się obrazy z ostatnich godzin: rozbita cisza domu, błysk aparatu, ból rozchodzący się od skroni. Żadne z nich nie układało się jeszcze w odpowiedź, a brakująca karta pamięci tylko pogłębiała listę pytań.
Nie mogła naprawić tego wszystkiego jednym ruchem. Mogła za to dopilnować, żeby Effie nie musiała wracać do domu z poczuciem, że nikt nie potraktował jej poważnie. Policja miała sprawę, nazwisko podejrzanego i powód, by trzymać rękę na pulsie. Na tę chwilę musiało wystarczyć.
Yonaka wrzuciła bieg i wyjechała z parkingu.

the end... for now
Judas
meta, resentyment, wysoki mak, zabójcy pasyjki (nawet bardziej od grafomanii — przecinki ci jeszcze wybaczę)
ODPOWIEDZ

Wróć do „#113”