-
She was sweet like honey
But all I can taste is
The blood in my mouth
And the bitterness in goodbyе
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zdawała sobie sprawę z tego jak bardzo działała na narzeczoną. Powinna zdecydowanie dużo bardziej udawać skoro wystarczył krótki i względnie niewinny dotyk do tego, aby dłoń koronerki już powędrowała między jej uda i zacisnęła się na materiale spodni. Evina wypuściła powoli powietrze, które odruchowo wstrzymała na chwilę w płucach, gdy tylko paznokcie Miller zahaczyły o szew jeansów w strategicznym miejscu, gdy się wycofywała. Jeszcze przez chwilę byłaby w stanie przysiąc, że czuła widmo jej dotyku na skórze. Niczym ból fantomowy. Od dawna nie było kończyny, ale nerwy wciąż działały i odczuwały bodźce, które nie istniały.
- Nie moja wina, że pchasz tam ręce z byle powodu - szepnęła w odpowiedzi i pochyliła się w stronę koronerki, aby postarać się dosięgnąć ust kobiety, która niestety zdołała się już od niej odsunąć na bezpieczną odległość.
- Widzimy. Świetnie ci idzie - przytaknęła, posyłając chłopcu ciepły uśmiech, którego ten i tak nie zauważył, by był zbyt pochłonięty tym, co działo się na ekranie.
Zdecydowanie w porównaniu z nową rozrywką zostały zepchnięte na dalszy plan. Na tym etapie Sam zwracał na nie uwagę jedynie jeśli chciał im coś pokazać i pochwalić się czymś, co udało mu się osiągnąć w ciągu gry. Trudno jednak było mu się dziwić skoro dotychczas nie miał zbytnio okazji do tego, aby nacieszyć się takimi drobnostkami.
- Będziesz jeszcze miał okazję do tego, żeby się nagrać - poparła narzeczoną i wcale nie potrzebowała do tego zachęty.
Z jednej strony chętnie pozwoliłaby mu posiedzieć jeszcze nieco przy konsoli, bo w końcu były święta, a playstation było upragnionym prezentem dziewięciolatka, ale wiedziała też dobrze, że nie może z nim przesadzić plus... Im szybciej położą go do łóżka tym prędzej same będą mogły się zamknąć w swojej sypialni.
- Mieliśmy rano zjeść razem śniadanie i spędzić fajnie dzień. Jak się zasiedzisz to nie będziesz miał siły tylko będziesz chodził nieprzytomny - uprzedziła go, mając nadzieję, że właśnie taki argument najlepiej zadziała na chłopca, który zawsze był spragniony wszelkich atrakcji.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Za to Samowi wcale nie spodobało się, że będzie musiał za chwilę kończyć grę. Wydął usta w podkówkę i skrzyżował ręce na piersiach, odkładając pada na podłogę.
— To może przynajmniej godzina? — zapytał ostrożnie, niepotrzebnie wdając się w dyskusję, bo Zaylee zerknęła na nadgarstek, na którym nosiła zegarek.
— Tracisz czas — poinformowała krótko. — Zamiast gadać, skup się lepiej na ostatniej misji — zaproponowała i zachęcająco kiwnęła głową w kierunku telewizora.
Młody chciał jeszcze coś dodać, ale chyba w końcu zrozumiał, że licytacja z Miller nie miała sensu. Przeniósł więc błagalne spojrzenie na Evinę, ale i ona pozostawała nieugięta. Wtedy naprawdę pojął, że nic nie ugra, dlatego chwycił pada i z ciężkim westchnięciem wznowił zastopowaną grę.
W tym czasie Zaylee poprawiła się na kanapie, zmieniając pozycję z pozorną obojętnością. Przy okazji zaczepnie musnęła stopą nogę Swanson. W środku aż ją nosiło i najchętniej rzuciłaby się na nią już w tym momencie, ale wiedziała, że musi jeszcze odrobinę się pohamować.
Czekanie było męczące. Te kilkadziesiąt minut dłużyło się w nieskończoność, rozciągając czas do granic cierpliwości. Co chwilę zerkała na zegarek, coraz mniej subtelnie dając do zrozumienia, że pora kończyć rozgrywkę. Gdy wreszcie padł sygnał do wyłączenia konsoli, Sammy wydał z siebie rozczarowany pomruk. Nie protestował jednak, po prostu z westchnieniem odłożył pada, godząc się z nieuchronnym końcem zabawy.
— Szoruj na górę — zaśmiała się, dostrzegając jego minę. — Na szafce masz ręcznik i pidżamę. Jak chcesz, to Evina poczyta z tobą do snu — dorzuciła, bo kiedy narzeczona dotrzyma chłopcu towarzystwa i upewni się, że ten faktycznie zasnął, ona będzie mogła trochę ogarnąć kuchnię. Nie chciała zostawiać zaschniętych naczyń na stole ze świadomością, że później nawet zmywarka tego nie domyje.
— O, no pewnie! — ucieszył się Młody, wlepiając w Swanson niebieskie ślepia. — Poczytamy? — poderwał się z podłogi i chwycił ją za rękę. — Będziesz mogła wybrać komiks — dodał, jakby to jakkolwiek miałoby ją zachęcić.
Evina J. Swanson
-
She was sweet like honey
But all I can taste is
The blood in my mouth
And the bitterness in goodbyе
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Młody dosyć szybko pogodził się z porażką przeciwko zjednoczonemu frontowi matek. Nie miał co się wykłócać, bo jedynie tracił cenny czas. Zaylee była nieugięta, a i Evina miała swój interes w tym, aby nie przedłużać mu szczególnie czasu przed konsolą.
Wyczuwała doskonale zniecierpliwienie narzeczonej, które stało się niemalże namacalne. Zacisnęła mocniej palce na jej ramieniu, czując jak niespokojnie Miller kręciła się obok niej na kanapie. Wyraźnie miała problem z utrzymaniem rąk przy sobie, a rzeczone pół godziny obserwowania gry młodego ciągnęło się w nieskończoność i było prawdziwą mordęgą.
- No to może Marvel? Strange Academy? - zasugerowała, bo jakiś czas temu zaopatrzyły się też w komiksy wszelkiego rodzaji, aby powoli zachęcić Sama do czytania.
Swanson musiała przyznać, że czytało się je całkiem przyjemnie, a zwłaszcza przyjemnie jej się podkładało głos pod pewną wiedźmę nauczającą w owej akademii.
Spojrzała za Sammym, który już pognał na górę. Natychmiast skorzystała z nieobecności dziewięciolatka i pochyliła się ku narzeczonej.
- Postaram się by szybko zasnął - zapewniła ją i chwyciła zębami jej dolną wargę, po krótej zaczepnie przejechała językiem.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Młody natychmiast zgodził się na wybrany przez Evinę komiks, zastrzegając, że chce podkładać głos pod Calvina Morse'a, po czym popędził na górę, trochę już zapominając o tym zakończonej rozgrywce w Fortnite'a. Na szczęście z Samuelem było o tyle prosto, że chłopiec cieszył się ze wszystkiego i łatwo było zdobyć jego uwagę czymś innym.
— No lepiej naprawdę się postaraj — mruknęła, wplatając język między rozchylone usta narzeczonej, żeby pogłębić pocałunek. Nie trwało to jednak długo, bo zaraz odsunęła się i podniosła z kanapy. — Bo teraz jest nakręcony. Kilka godzin grania i ma w głowie tylko piksele, zero zmęczenia. Trzeba go porządnie wyciszyć, inaczej o spaniu nie ma mowy — powiedziała, ruszając do kuchni, aby rzucić się w wir sprzątania. — Będę czekać w sypialni — zerknęła jeszcze przez ramię na Swanson i puściła do niej oko.
Kilka minut później Sam zbiegł w pidżamie po schodach, chcąc poinformować, że już się umył, ale ani trochę nie wyglądał na śpiącego. Wręcz przeciwnie, roznosiła go energia, o czym świadczyło podskakiwanie w miejscu.
— A zęby umyłeś? — dopytała Zaylee, wychylając się zza kuchennej framugi.
— Tak! — pokiwał ochoczo, a jeszcze wilgotne, jasne włosy przykleiły mu się do czoła.
— Na pewno? — spojrzała na niego podejrzliwie, więc podszedł do niej i wyszczerzył kły. — Okej. Tylko wysusz się jeszcze, bo rano tego nie rozczeszesz.
— Tak, wiem — machnął niedbale ręką, a potem wtulił się w nią mocno. — Dobranoc, Zeze — cmoknął ją w policzek. Najwyraźniej musiał podsłuchać Otto Millera, który właśnie w taki sposób zwracał się do najstarszej córki. A potem odwrócił się na pięcie i popędził do salonu, żeby zaciągnąć Evinę na górę, co akurat było aktualnie marzeniem Zaylee, która na razie musiała zadowolić się sprzątniem.
Evina J. Swanson
-
She was sweet like honey
But all I can taste is
The blood in my mouth
And the bitterness in goodbyе
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wyglądało na to, że młodemu jak najbardziej pasował dobór komiksu, a Evina nie musiała się głowić zbyt długo nad tym, co jednak lepiej poczytać dziewięciolatkowi. Przynajmniej jeden problem z głowy. Martwiła się tylko tym, że trudno będzie go jednak uśpić.
Poczuła przyjemny uścisk w podbrzuszu jak tylko język narzeczonej wślizgnął się pomiędzy jej rozchylone wargi. Ochoczo odwzajemniła pocałunek, a zaraz jęknęła z zawodem, gdy tylko Zaylee się od niej odsunęła. Zdecydowanie liczyła na coś więcej, aby dobrze wykorzystać nieobecność dziecka przez te najbliższe kilka minut.
- Dla ciebie wszystko, kochanie - rzuciła w odpowiedzi i jeszcze przez chwilę przyglądała się temu jak koronerka wędruje w kierunku kuchni.
Dopiła końcówkę swojego zimnego kakao i przeciągnęła się na kanapie. Ustawiła też ściąganie kilku zakupionych wcześniej gier, które miały zainstalować się na konsoli, gdy tylko ta zostanie ponownie włączona. Może same skorzystają z niej w najbliższym czasie, gdy tylko będą miały chwilę wytchnienia. Nie była to wcale najgorsza opcja.
W końcu jednak młody zszedł po schodach, obwieszczając wszem i wobec, że ju się umył, co rzecz jasna musiało jeszcze przejść bystrą inspekcję Miller. Evina prawie zaśmiała się na ten widok, a następnie wstała z kanapy i również podeszła do narzeczonej.
- Idziemy na nasz komiks - oświadczyła i chciała jeszcze ją krótko pocałować, ale Sam nie dał jej ku temu okazji.
Natychmiast została zaciągnięta do pokoju dziecięcego, gdzie całe szczęście bez problemu znalazła odpowiedni komiks. Poczekała na to, aż Sammy położy się w łóżku, a następnie zapaliła lampkę na pobliskim stoliku i przysiadła się obok niego, aby wspólnie mogli przeczytać przygody młodych superbohaterów oraz ich nauczycieli. Liczyła na to, że wspólne czytanie jednak nieco zmęczy chłopca, który miewał problemy z trudniejszymi słowami i dzięki temu nieco szybciej zagoni go do snu.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miller przez chwilę nasłuchiwała w korytarzu, jak Evina emituje głos Agatha Harkness i uśmiechnęła się pod nosem. To zadziwiające z jaką łatwością przyszło jej przywyknąć do podobnych wieczorów. Gdyby kiedykolwiek powiedziano jej, że właśnie tak będzie wyglądać jej życie, nie uwierzyłaby w to nawet przez ułamek sekundy. Zanim związała się ze Swanson uważała, że taka przyszłość nie była dla niej. Nie dlatego, że na to nie zasługiwała, ale dlatego, że nie widziała niczego, poza pracą. A teraz coraz częściej, pomimo sporadycznie pojawiających się wątpliwości, nabierała pewności, że sprawdzała się w tej roli całkiem nieźle.
Zniknęła na moment w łazience, żeby się odświeżyć, a potem wślizgnęła po cichu do sypialni, gdzie zapaliła lampkę przy łóżku, na którym ułożyła się w samej bieliźnie. Żeby zabić czas, machinalnie sięgnęła po leżącą na szafce książkę Sudhira K. Gupta o nagłych i niewyjaśnionych zgonach. Pracoholizm był straszną chorobą i nawet do snu zaczytywała się w typowo naukowych publikacjach.
W końcu głosy dobiegające z pokoju obok ucichły. Zaylee podniosła głowę, nasłuchując, jak Evina zamyka drzwi.
— Strasznie długo ci to zajęło — stwierdziła, kiedy narzeczona weszła do sypialni. — Zero gier przed spaniem, bo potem ciągle będziemy mieć z nim taki problem — mruknęła, doczytując ostatnie zdania rozdziału. — Dwie strony — rzuciła, zerkając na Swanson znad książki. Tym sposobem dała jej do zrozumienia, że chciała dokończyć czytać to, co zaczęła. Miller nienawidziła porzucać rozdziału w połowie. Zostawiało to w niej nieprzyjemne uczucie niedomknięcia, a myśl urwana w pół zdania nie dawała spokoju nawet we śnie. Wiedziała, że jeśli teraz odłoży książkę, będzie wracać do niej myślami, zamiast w pełni skupić się na przyjemnościach.
Evina J. Swanson
-
She was sweet like honey
But all I can taste is
The blood in my mouth
And the bitterness in goodbyе
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rola niezwykle eleganckiej czarownicy była w końcu czymś zupełnie innym niż księżniczka zamknięta w wieży starego zamku i czekająca na wybawienie od kłopotów. Nie wcielała się też w żadne durne zwierzęta, co na pewno również było całkiem sporym plusem.
W końcu udało jej się na dobre uśpić Sama, którego na pewno wymęczyło czytanie komiksu ze słownictwem, które sprawiało mu trudności. Przy niektórych wyrazach musiał polegać na pomocy detektywki, która powoli sylabizowała mu dane słowo. Niemniej jakoś podołał, a Swanson jeszcze przez chwilę stała w drzwiach jego pokoju, aby upewnić się czy na pewno chłopiec zasnął kamiennym snem. Dopiero wtedy mogła wrócić do sypialni dzielonej z Zaylee.
Uśmiechnęła się widząc to jak narzeczona ulokowała się w łóżku z książka i sama zbliżyła się do niego, aby otrzymać informację o tym, że Miller była dwie strony od zakończenia rozdziału. Dobrze, że tylko dwie, a nie piętnaście.
- Miał dzisiaj dużo atrakcji. Trzeba było go nieco zamęczyć trudnym słownictwem superbohaterów, aby w końcu zasnął - odpowiedziała, przysiadając na łóżku i sięgnęła do skraju koszulki, którą ściągnęła przez głowę.
Skoro koronerka była zajęta wielce swoją lekturą to Evina postanowiła ją chociaż wyręczyć w pozbyciu się swoich ubrań, aby móc ułożyć się obok niej w samej już bieliźnie.
- Mam nadzieję, że już kończysz - mruknęła cicho, a jej usta przylgnęły do ramienia narzeczonej w krótkim i dosyć niewinnym pocałunku chociaż jej myśli spływały w kierunku o wiele bardziej grzesznych czynów o czym też świadczyła dłoń, która powoli układała się na odsłoniętym fragmencie podbrzusza Miller.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Teraz jednak Miller starała się skupić całą swoją uwagę na nagłych zgonach, choć nie było to wcale takie proste. Swanson najwyraźniej robiła wszystko, żeby jej to utrudnić kuszącym dotykiem, ukradkowymi spojrzeniami i cichymi komentarzami rzucanymi dokładnie w tych momentach, gdy należało się skoncentrować. Miller doskonale zdawała sobie sprawę, że to celowe działanie, ale mimo to postanowiła nie dawać jej tej satysfakcji. Bez słowa przerzuciła kolejną stronę i i dopiero kiedy dotarła do końca rozdziału, zamknęła książkę i odłożyła ją na nocną szafkę.
— Teraz możesz rozpakować swój prezent — oznajmiła i uśmiechnęła się kokieteryjnie, dając jej pełne pole do popisu.
Nie mogły jednak w pełni dać się ponieść emocjom. Przynajmniej nie tak, jak życzyłaby sobie tego Zaylee. Świadomość, że za ścianą spał dziewięcioletni chłopiec, skutecznie studziła zapędy i zmuszała do nieustannej kontroli każdego odgłosu. Dlatego Miller musiała wykazać się samodyscypliną, żeby nie pozwolić sobie na zbyt głośne reakcje, co jak zwykle okazywało się trudniejsze, niż planowała. Pomagało jedynie tłumienie jęków w poduszkę albo wgryzanie się w ramię narzeczonej.
W końcu zmęczenie wzięło górę nad wszelkimi myślami. Sen przyszedł szybko i Gdyby nie poranna pobudka Młodego, zapewne jeszcze długo wylegiwałyby się w łóżku, korzystając z rzadkiej chwili beztroski. Po krótkich negocjacjach pozwoliły mu jeszcze na chwilę gry na konsoli, same wykorzystując ten czas na ogarnięcie kuchni i przygotowanie posiłku. A ponieważ przez noc spadło mnóstwo śniegu, po śniadaniu spontanicznie zapadła decyzja o wyjściu na sanki. Swanson odkopała je z garażu, a reszta poranka upłynęła pod znakiem śmiechu, rumianych policzków i skrzypiącego pod butami śniegu.
Pierwszy dzień świąt postanowili spędzić aktywnie, ciesząc się świeżym powietrzem i wspólnym czasem. Kolejnego dnia, z samego rana, ruszyli do Whitby, aby choć na chwilę pozwolić dziadkom z jednej i drugiej strony nacieszyć się obecnością przyszłego wnuka i trochę go porozpieszczać, zanim Zaylee i Evina odwiozły go do Wierzbowego Zakątka.