-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Sama się zaprzęgam — odparła, pozwalając narzeczonej przechwycić papierosa. — Nikt niczego ode mnie nie wymaga — dodała po chwili, może odrobinę zbyt defensywnie, bo przecież to nie tak, że ktokolwiek ją do czegokolwiek zmuszał.
To Zaylee decydowała, kiedy pracuje i jak długo. Równie dobrze mogła odbębnić osiem godzin i mieć święty spokój. Ale zamiast tego dobrowolnie rzucała się w wir obowiązków, jak na pracoholiczkę przystało. Swanson nie powinna się temu dziwić. Przecież postępowała dokładnie tak samo.
Na propozycję podwózki, wzruszyła jedynie ramionami, a to mogło oznaczać dosłownie wszystko. Doceniała jej troskę, chociaż nie widziała problemu, żeby przespać się w prosektorium, kiedy poczuje, że powieki stają się zbyt za ciężkie, aby wsiadać za kółko. Akurat pod tym względem, zresztą jak i pod każdym innym, była bardzo rozsądna. Nigdy nie prowadziła po alkoholu, a w dłuższych trasach kilkakrotnie zatrzymywała się na poboczu, żeby złapać trochę snu.
— Daj spokój — wyciągnęła rękę i z czułością pogładziła Evinę po policzku. Potem sięgnęła do jej dłoni po fajkę i przycisnęła ją do ust, zaciągając się krótko. — Zajmij się sobą. Po siedzeniu w tych żmudnych dokumentach na pewno będziesz chciała odpocząć. Nie przejmuj się mną, dam sobie radę — dodała z lekkim uśmiechem.
Nie zamierzała jednak wspominać, że mogła po prostu zostać w domu. Miller wciąż nie ochłonęła po tamtej sytuacji, a znała samą siebie wystarczająco dobrze, aby wiedzieć, że prędzej czy później nie wytrzymałaby i palnęła coś kompletnie durnego, czego później nie dałoby się już cofnąć. Ucieczka na komisariat wydawała się rozwiązaniem idealnym i co najważniejsze zajmującym. Praca miała tę cudowną właściwość, że skutecznie zagłuszała myśli, na które nie było jeszcze miejsca. A Zaylee jeszcze zdecydowanie nie była gotowa, żeby je do końca przetrawić.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wiem, że nie powinnam i nie chcę ci prawić żadnych morałów, ale... - westchnęła ciężko, zdając sobie sprawę, że wszystkie słowa powiedziane przed ale były zawsze gówno warte. - Nie przemęczaj się. Jasne, znasz dobrze swój organizm, ale mimo wszystko powinnaś sobie czasem nieco odpuścić.
Czy była teraz hipokrytką? Jak najbardziej. Prawda była jednak taka, że zawsze dbała bardziej o Zaylee niż o samą siebie. Dlatego nie chciała, aby ta brała na siebie zbyt wiele w momencie, gdy do prosektorium spływał nowy napływ ciał z niedawnej tragedii. Nie była jedyną koronerką w mieście, a odpowiednio przechowywane zwłoki nie zauważyłyby większej różnicy, gdyby przeleżały jeszcze dodatkowe kilkanaście godzin, czekając na swoją kolej.
Może powinna się zastanowić na to wzruszenie ramionami, ale była już zdecydowana na powzięcie konkretnych kroków, z których nie zamierzała zrezygnować. Nawet jeśli Miller dawała jej delikatnie do zrozumienia, że nie chciałaby jej widzieć to musiałaby to zrobić w bardziej dosadny sposób. W końcu tak łatwo nie będzie w stanie się jej pozbyć.
Poczuła delikatny dotyk dłoni narzeczonej na policzku. Niemal automatycznie odwróciła twarz, aby pocałować jej wnętrze i bez jakiegokolwiek słowa sprzeciwu oddała jej papierosa. Przez moment przyglądała jej się też badawczo, przesuwając rękę na jej talię, gotowa w każdej chwili przyciągnąć ją do siebie.
- Nie bardziej zmęczona niż ty - mruknęła w odpowiedzi po czym jej głos stał się nieco bardziej stanowczy. - Przyjadę. Jak będziesz miała ochotę zabiorę cię na coś pysznego i zadbam, żebyś trafiła do łóżka. Zresztą... Możliwe, że i tak będę coś załatwiać. Po prostu daj znać kiedy.
Nie przyjmowała odmowy. Właśnie tak przejawiały się jej uczucia: troską, pewnego rodzaju służalczością i gotowością do tego, aby zawsze być przy boku drugiej osoby. Właśnie na to mogła liczyć Zaylee, która zaskarbiła sobie jej miłość i wierność.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chyba obie miały to do siebie, że zawsze stawiały dobro tej drugiej na pierwszym miejscu, nawet jeśli oznaczało to ryzyko albo głupie decyzje. Dopiero później myślały o sobie. Albo i nie. Dlatego nic dziwnego, że Miller uniosła wysoko brwi, kiedy ta zaczęła ją pouczać. Nawet parsknęła cicho pod nosem i pokręciła lekką głową.
— Nic mi nie będzie — zapewniła, a kąciki jej ust drgnęły w ledwo zauważalnym uśmiechu, kiedy Evina musnęła wargami wnętrze jej dłoni. To właśnie te drobne gesty miały nad nią największą władzę. Nie żadne wielkie słowa ani patetyczne przysięgi, ale ta cicha uwaga w postaci dotyku i spojrzenie zatrzymane o ułamek sekundy dłużej. To wszystko sprawiało, że napięcie powoli topniało, a urażona duma i uparte serce powoli topniały.
Westchnęła, do czego przyczynił się stanowczy ton Swanson. Czy w ogóle istniał jakikolwiek sens, żeby się z nią sprzeczać? Doskonale wiedziała, że nie. Mogła co prawda nic nie mówić, nie dawać jej żadnego znaku i pozwolić jej tkwić w niepewności, kiedy dokładnie przyjechać, ale to i tak nic by nie zmieniło. Swanson już zapowiedziała, że niezależnie od wszystkiego będzie kręcić się po komisariacie. To był jeden z minusów wspólnej pracy, bo nawet wtedy nie miało się dokąd uciec.
Zaylee jeszcze raz powoli zaciągnęła się papierosem, a potem odchyliła się i dogasiła niedopałek w popielniczce. Cienka smużka dymu uniosła się ku sufitowi, zanim rozpłynęła się w powietrzu. Odwróciła się do narzeczonej i przez chwilę wyglądała tak, jakby chciała wyswobodzić się z jej objęć, ale zamiast tego zarzuciła jej ręce na szyję, splatając palce na karku i spojrzała Evinie prosto w niebieskie tęczówki.
— Zawsze możesz ładnie poprosić, żebym została — mruknęła, odgarniając jej kosmyki włosów z szyi, po czym przejechała paznokciami po odsłoniętej skórze. Zmiękła jak wosk pod wpływem wyczuwalnej troski, która przecież powinna ją zirytować. — Sama powiedziałaś, że trupy nigdzie nie uciekną — dodała, zataczając leniwe kółko u podstawy karku. Tym sposobem chciała dać ukochanej do zrozumienia, że wcale nie musi wychodzić z domu. Miała już dobry powód, żeby zostać, ale brakowało jej potwierdzenia, które musiało paść z ust Swanson.
Mogły przecież zamówić jedzenie, rozłożyć się w salonie, otulić się kocami i włączyć coś zupełnie niewymagającego. Nie musiały nawet rozmawiać.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tkwiły w relacji, w której obie troszczyły się o siebie wzajemnie. W jakiś sposób to działało. Wszystkie te wspólne posiłki, o które dbały w czasie zbyt długich posiedzeń w pracy czy też chwile oddechu, gdy mogły sobie na to pozwolić. Nie zawsze chodziło o rzucanie się w wir niebezpieczeństwa, aby ustrzec drugą przed potencjalnym mordercą. Zwykle przejawiało się to w tych wszystkich na pozór niewiele znaczących momentach, które jednak miały kolosalne znaczenie.
Przyganiał kocioł garnkowi, a zapewnienie Miller sprawiło, że detektywka wydała z siebie jedynie krótki pomruk jakby akceptowała tę odpowiedź, ale nie była, co do niej do końca przekonana. Wiedziała, że Zaylee potrafi o siebie zadbać. Wiedziała też, że była w stanie znieść naprawdę sporo, ale dalej nie chciała jej wypuszczać tak szybko do prosektorium, aby trwała kolejne katorżniczo długie godziny nad stołem sekcyjnym.
Nie było mowy o tym, aby zmieniła swoją decyzję. Jeśli wszystko miałoby się zbyt długo przeciągać to z pewnością koronerka mogła liczyć na to, że zostanie niespodziewanie odwiedzona przez narzeczoną, która akurat musiała coś załatwić na miejscu. Z reguły Evina nie nadużywała w ten sposób faktu, że pracowały w jednym miejscu (czym innym było w końcu schodzenie się na umówioną przerwę do prosektorium czy niewinne sprawdzenie jak mają się sprawy w prosektorium). Nie miała jednak przed tym żadnych oporów jeśli miało to się przełożyć na dobrostan Miller.
Do jej nozdrzy dotarł subtelny zapach zduszonego papierosa, gdy tylko ten został wciśnięty do popielniczki. Wpatrywała się uważnie w kobietę, śledząc jej ruchy po czym wyraźnie rozluźniła się, gdy tylko poczuła jej ręce na swoim karku. W reakcji oparła się czołem o to należące do Zaylee i objęła ją w pasie, chcąc trzymać ją naprawdę blisko siebie.
Nie uciekała od ciemnego spojrzenia brązowych oczu koronerki. Podchwyciła je i wydała z siebie przytłumiony pomruk, gdy tylko paznokcie musnęły delikatną skórę na karku. Czuła pod wpływem tego dotyku delikatne dreszcze przebiegające przez ciało. Były jeszcze ciche słowa, które zachęcały ją do tego, aby zrobiła coś, czego Swanson nie robiła nigdy. Nigdy bowiem nie błagała ani nie prosiła. Zdawało się, że coś takiego nie przeszłoby jej przez gardło, a jednak...
- Zostań ze mną - szepnęła cicho tuż przy ustach narzeczonej i raz jeszcze spojrzała jej głęboko w oczy, czując jak sama mięknie pod wpływem jej obecności. - Proszę...
Potrzebowała tego. Chciała przespać całą noc u jej boku. Chciała zwinąć się z nią na kanapie i włączyć jakiś film, na którym Zaylee mogłaby oprzeć się o nią i zasnąć na godzinę lub dwie jeśli faktycznie produkcja ją znuży.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie spodziewała się takiej reakcji. Rzuciła to od niechcenia, nie przykładając do słów większej wagi i nie oczekując niczego w zamian. Swanson nigdy o nic nie prosiła, a teraz kompletnie zbiła ją z pantałyku. Zaylee uniosła wysoko brwi w odruchu czystego zdumienia, pozwalając, by narzeczona oparła swoje czoło o jej własne. Czuła przy ustach ciepły oddech, zbyt blisko, żeby odsunąć bez wyraźnego powodu. Zamrugała kilkakrotnie, jakby próbowała upewnić się, że dobrze usłyszała. Nie była pewna czy to nie żadne przejęzyczenie albo żart, ale prośba brzmiała zbyt poważnie. I zdecydowanie zbyt szczerze. A Miller naprawdę niełatwo było wprowadzić w taki stan. Zazwyczaj to ona miała pod kontrolą sytuację. Teraz jednak myśli rozpierzchły się zupełnie, a w głowie pozostała ta nieprzyjemna pustka, kiedy zaczynało brakować jej słów. Po raz pierwszy od bardzo dawna.
Przez krótką chwilę Zaylee pomyślała, że mogłaby odmówić. Wystarczyłoby pewne pokręcenie głową, które przywróciłoby wszystko do znanych ram. To nie było niemożliwe. Przynajmniej w teorii. Gdyby w tej chwili wyszeptała ciche nie, nawet nie byłoby w tym prawdziwej odmowy. To byłoby kłamstwo wypowiedziane wbrew samej sobie. Bo jak mogłaby jej teraz odmówić?
— Evina Joan Swanson o coś mnie prosi? — uśmiechnęła się pod nosem, ale w jej głosie nie pobrzmiewała żadna złośliwość. Raczej wspomniane niedowierzanie. Złapała zębami za jej dolną wargę, którą lekko pociągnęła. — Dobrze. Zostanę z tobą. Mało tego, nawet pozwolę ci wybrać, co oglądamy — mruknęła prosto w usta narzeczonej i znów przeciągnęła paznokciami po jej karku. Zaraz jednak opuściła ręce na jej pośladki i przesunęła je wyżej, wkradając się pod koszulkę, żeby leniwie kreślić kształty na plecach.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dla niej chciała się starać. Chciała mieć pewność, że Miller dba o siebie wystarczająco. Czy coś jadła? Czy miała choćby minimalną dawkę snu? Nieświadomie przekładało się to także na inne drobne gesty, które nie były tak dobrze widoczne.
W tym momencie było to widać wyraźnie. Nie bawiła się. Nie było to żartobliwe zostań, gdy z ciepłego łóżka znikało ciepłe ciało, które dawało komfort w miękkiej pościeli. Mówiła jak najbardziej poważnie i szczerze. Chciała, aby ten raz Zaylee nie uciekała w pracę, ale została razem z nią. Tylko tyle, ale jednocześnie aż tak tyle. W końcu dla kobiety zrezygnowała z własnej dumy, która nie pozwalała jej prosić o cokolwiek.
Wiedziała, że koronerka bez problemu wyczuła to swoiste napięcie. Ten ton, po który nie sięgała zbyt często, bo wiązał się ze zbyt wielkim odsłonięciem niezwykle czułych i wrażliwych emocji. Nawet pomimo uczucia jakim Swanson darzyła swoją narzeczoną nie pozwalała sobie szczególnie często na taką otwartość. To nie leżało w jej naturze. Nie czuła się z tym komfortowo, ale dla pewnych osób mogła się przełamać. Zwłaszcza dla jednej.
- W końcu doczekałaś się tego dnia - odpowiedziała cicho, starając się dopasować do jej tonu, ale miała nadzieję, że jej prośba nie zostanie zbyta śmiechem jakby to był jedynie drobny żart.
Nie musiała się jednak o to martwić w momencie, gdy tylko poczuła jak Zaylee przygryza jej dolną wargę. Wypuściła drżący oddech, który nieświadomie przytrzymała w płucach i zamknęła na dobre dzielący je i tak już nikły dystans, aby móc zatopić się przynajmniej na krótką chwilę w ustach narzeczonej, której paznokcie wciąż przyjemnie drapały jej kark.
- Wybierałam ostatnio... Twoja kolej - mruknęła między kolejnymi leniwymi pocałunkami.
Na razie nie miała ochoty się stąd ruszać. Nie była w stanie myśleć o jakimkolwiek filmie. Zadowalała ją sama bliskość narzeczonej. Tak pełna ciepła i komfortu po tych kilku wyczerpujących dniach spędzonych w pełnym napięciu. Zamruczała wprost w jej wargi, gdy poczuła palce zaciskające się na jej pośladkach, a następnie wdrapujące się pod koszulkę. Uwielbiała jej dotyk. Przycisnęła ją nieco mocniej do brzegu kuchennej szafki i schyliła, aby ucałować krótko jej szyję. Była prawdziwą szczęściarą, że miała ją w swoim życiu...
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło — mruknęła w jej usta, sunąć palcami po nagiej skórze. — Mówisz tak, jakby czekała na to odkąd jesteśmy razem — parsknęła, co po części pewnie była prawdą, ale obeszłaby się i bez tego. Ale może właśnie jedno proszę sprawiło, że Zaylee w jednej chwili zrezygnowała z udania się na komisariat i wcale już nie chciała wracać do pracy. Tym bardziej że wcale nie musiała.
Oddała się całkowicie tym głębokim, niespiesznym pocałunkom. Film? Ach, tak, miały coś obejrzeć. Ale teraz to nie miało znaczenia. Mogły obejrzeć go później. Żadna produkcja im nie ucieknie. Tak samo jak trupy nie uciekają z prosektorium. Na chwilę mogły zatrzymać się w tej przestrzeni między jednym oddechem a drugim i cieszyć się tym, że mogły po prostu być. Trudno było nadrobić w jednej chwili wszystkie dni, w których się mijały i wszystkie spojrzenia, które nie spotkały się na czas. Ale od czegoś trzeba było zacząć. Teraz, w tym momencie, zaczynały od siebie nawzajem.
— Daję ci całkowicie wolną rękę, a ty odrzucasz taką szansę? To do ciebie kompletnie niepodobne — westchnęła, odchylając głowę i robiąc Swanson lepszy dostęp do szyi.
Zwykle były zgodne, co do wyboru seansu, ale zdarzało się, że jak już któraś coś sobie ubzdurała, to usilnie zostawała przy swoim. Pewnie rozstrzygały to, grając w papier, kamień, nożyce (w szczególności w nożyce), jak na poważne kobiety przystało. Wtedy Zaylee musiała przyjąć przegraną z pokorą i po prostu zasypiała gdzieś w połowie filmu. Albo po pierwszych dziesięciu minutach, zrzucając to na skrajne wyczerpanie.
Zmieniła kierunek i przejechała palcami po brzuchu, powoli badając krzywizny i wypukłości, które znała już na pamięć. Nie inicjowała niczego więcej. Pragnęła nacieszyć się bliskością Eviny, jednocześnie przymykając oczy pod wpływem pocałunków, jakie te składał na jej skórze. Zamruczała głośno, niczym jeden z ich kotów, jeszcze mocniej przywierając do kuchennej szafki. Po omacku odnalazła krawędzie blatu i podciągnęła się na rękach, obejmując narzeczoną w pasie nogami.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Trudno powiedzieć czy była to wyłącznie troska o to, aby narzeczona nie rzucała się w wir obowiązków w momencie, gdy ledwo wróciła do domu po długim pobycie w prosektorium czy też zwyczajna próba pogodzenia się po tych ciężkich dniach znikomego kontaktu oraz wzmożonego napięcia między nimi. Na pewno pragnęła bliskości, komfortu i liczyła na to, że wspólnie spędzą nieco czasu, który pozwoli im na potrzebne rozluźnienie się oraz nacieszenie sobą.
- A tak nie było? Czekałaś na wiele rzeczy... - odpowiedziała podobnym mruknięciem, bo prawda była taka, że w wielu sytuacjach to właśnie Miller oczekiwała na odpowiednie słowa czy inicjatywę ze strony Eviny.
Wielokrotnie już koronerka czekała na przeprosiny, gdy tylko Swanson zrobiła coś nie tak. Ba, czekała też na moment, w którym detektywka przyzna w końcu na głos, że było coś więcej między nimi. Czekała na wyznanie miłosne. Za każdym razem w końcu otrzymywała to czego wyczekiwała. Choć oczywiście sama nie była w tym wszystkim całkowicie bierna.
W końcu po tym nieznośnym okresie milczenia oraz nerwowej energii mogły być nareszcie razem. Tak naprawdę i w pełni. Nic nie mogło stanąć im teraz na drodze. Ani durny film gdzieś na streamingu ani praca, która czekała na to, aż w końcu się za nią zabiorą. Co było niezwykle dziwne, gdy chodziło o dwie pracoholiczki, które właśnie przez swoją pracę zostały ze sobą połączone.
W tej chwili istniał jedynie delikatny dotyk, urywane oddechy między pocałunkami oraz rozchylone wargi, które umożliwiały językom powolną i namiętną eksplorację. Nie potrzebowały niczego więcej. Na pewno niczego poza sobą.
- Mam dzień dobroci - szepnęła tuż przy jej skórze, na której zostawiła ślad mokrego pocałunku, który zahaczyła jeszcze delikatnie zębami.
Nie dbała o film. Ani o cokolwiek innego. W ramionach Zaylee czuła się ponownie niczym nastolatka: gotowa do tego, aby godzinami całować się z osobą, która jawiła jej się jako miłość życia. Tylko, że tym razem trzymała w ramionach kogoś kto naprawdę nią był i nie był to żaden jej chwilowy wymysł, który pryśnie w ciągu kilku tygodni. Naprawdę kochała tę kobietę na zabój.
Zadrżała czując dłoń na brzuchu, ale ta nawet nie próbowała sforsować linii jej bielizny. Evina westchnęła z błogością po czym wsunęła się głębiej między uda narzeczonej, która zdążyła się wspiąć na blat kuchenny. Uwielbiała tę pozycję, gdy była w pełni otoczona przez jej ciepło.
- Kocham cię - wyszeptała, raz jeszcze spoglądając w głębię jej brązowych oczu.
Nie wyznawały sobie tego zbyt często. Być może właśnie dzięki temu te słowa wciąż brzmiały tak magicznie. Nie zdołały utracić mocy na skutek bezmyślnego szastania nimi, co chwila. Tylko czy aby na pewno mogłyby się stać mniej prawdziwe w ich przypadku? Szczerze w to wątpiła. Jednak wciąż wypowiadały to na głos jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Na co dzień w końcu nie potrzebowały przypomnienia czegoś, co czuły przez cały czas.
zaylee miller
-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Częściej zdarzały się jednak momenty, w których to Miller pierwsza wyciągała rękę. Czasem odnosiła wrażenie, że przyzwyczaiła narzeczoną do tego tak bardzo, że ta stała się aż nazbyt wygodna, bo wiedziała, że prędzej czy później i tak się pogodzą.
Śmiało błądziła dłońmi pod materiałem jej koszulki. Doskonale wiedziała, gdzie dotknąć i jak nacisnąć, żeby wprawić Swanson w błogostan, jednocześnie nie robiąc właściwie nic. Chciała po prostu mieć ją blisko, rozkoszować się jej pocałunkami i napajać dotykiem. To kompletnie wystarczało, zważywszy na to, że przez ostatnie dni praktycznie się nie widywały.
— No właśnie widzę — parsknęła, ale bez złośliwości. Najpierw proszę, a teraz jeszcze narzeczona pozwalała jej wybrać film? Chyba powinna sprawdzić, czy nie miała gorączki.
Wyznania miłości nie były na ich porządku dziennym, ale właśnie dzięki temu serce Zaylee łomotało wtedy w piersi jak młot pneumatyczny. Na ogół wystarczyły gesty, żeby pokazać, jak naprawdę się kochają, dlatego te słowa dalej były tak wyjątkowe. Mogły mówić to sobie częściej, owszem, ale chyba żadna nie czuła, żeby to było aż tak konieczne.
— Wiem — szepnęła proso w jej usta. — Szalejesz za mną — dodała, tak na wszelki wypadek, gdyby Evina o tym zapomniała. — Jestem obłędna pod każdym względem — dorzuciła skromnie, bo przecież nie od dziś wiadomo, że Zaylee nie należała do najskromniejszych osób na świecie. Właściwie to plasowała się gdzieś w okolicy ostatnich miejsc pod względem pokory i powściągliwości.
Objęła ją mocniej nogami i podciągnęła wyżej jej koszulkę, jednocześnie kradnąc jej kilka przelotnych pocałunków.
— Ja też cię kocham — mruknęła po chwili. Nie dlatego, że tak wypadało, ale dlatego, że dokładnie tak było. — Chyba nawet nie masz pojęcia, jak bardzo — westchnęła w jej rozchylone wargi, nawet na krótką chwilę nie odwracając oczu od błękitnych tęczówek. Zatraciła się w nich bez pamięci.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miały zdecydowanie swoje momenty. Takie, w których przebaczenie przychodziło powoli i po cichu. Evina zdawała sobie sprawę z tego jak wiele razy zawaliła sprawę, a Zaylee za każdym razem mimo wszystko wybierała ją. Wykazywała się niezwykłą cierpliwością oraz przebaczała ten czy inny ruch chociaż pewnie dawno powinna już rzucić wszystko w cholerę. Zresztą obie były trudne. Lubiły jednak wyzwania i może to po części również trzymało je przy sobie. Poza tym to jednak naprawdę było im razem dobrze.
Znały swoje ciała na wylot. Zresztą nie tylko je. Wiedziały dokładnie, co ta druga lubiła, jak reagowała na najmniejszą rzecz. Czasami zdawało się, że mogłyby sobie czytać w myślach, a jednak bywały momenty, gdy nie potrafiły za nic siebie zrozumieć i przystopować lub odpuścić kiedy było trzeba. Chwilowo jednak nie chciały się przejmować czymkolwiek. Po raz kolejny uciekały w krainę ciepłego dotyku, który potrafił sprawić, że zapominały całkowicie o całym świecie.
Od zawsze Evina była kimś kto preferowała czyny od słów. Wolała udowadniać swoje oddanie narzeczonej na wiele innych sposobów niż rzucać deklaracje, które nie miały żadnego znaczenia jeśli nie szły za nimi konkretne działania. Nie musiały być wielkie. Bardziej chodziło o te codzienne drobne gesty, które faktycznie mogły stanowić o szacunku i miłości do drugiej osoby.
- Jesteś i doskonale sobie z tego zdajesz sprawę - odparła, uśmiechając się na jej komentarz, który był tak bardzo w jej stylu.
Trudno jednak było mieć jej za złe podobne słowa, gdy były zwyczajną prawdą. Zresztą na co dzień Miller nie przejawiała na tyle wyraźnych cech egocentryzmu, które mogłyby ją w znacznym stopniu irytować lub wyprowadzać najzwyczajniej z równowagi.
- Wiem jak bardzo - mruknęła w odpowiedzi, bo sama czuła praktycznie to samo. - Chociaż chyba powinnyśmy naprawdę w końcu popracować nad komunikacją...
Z jednej strony nie miała najmniejszej ochoty na poważne rozmowy, ale wiedziała, że kiedyś będzie musiało je to czekać. W końcu niedługo miały zostać matkami. Musiały rozwiązywać wszelkie konflikty między sobą w miarę sprawnie, aby nie odbijały się na Samie, który raz dwa mógłby wyczuć, że coś jest nie tak. Dodatkowo nie będą mogły robić tego tak jak dotychczas: przeprosinowym seksem, który rozładowywał wszelkie emocje.
zaylee miller