34 y/o
DR MILLER
171 cm
koronerka w toronto police service
Awatar użytkownika
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Najbardziej zastanawiające było to, jak szybko Brenna Langford pojawiała się na miejscach zbrodni. Za każdym razem wyglądało to podobnie. Zanim funkcjonariusze zdążyli dobrze zabezpieczyć teren, a technicy rozłożyć się ze swoim sprzętem kryminalistyczny, ona już tam była. Z jednej strony można było to wytłumaczyć. Pracowała dla dużej redakcji, miała dostęp do szybkich informacji, kontakty w policji, może nawet kogoś, dał jej cynk wcześniej niż innym dziennikarzom. W końcu media rządzą się swoimi prawami. Liczy się czas reakcji i przewaga nad konkurencją. To nie było nic niezwykłego. A jednak coś w tym wszystkim nie pasowało. Zaylee zauważyła to już przy pierwszym przypadku, ale wtedy uznała to za zbieg okoliczności. Przy drugim zaczęła się zastanawiać. Przy trzecim nie miała już wątpliwości. To nie była tylko kwestia refleksu czy dobrych źródeł. Brenna wyprzedzała wydarzenia w sposób, który trudno było racjonalnie wyjaśnić.
Sloan spojrzał na Lanfgrod równie wymownie, co Swanson. Wyglądała tak, jakby bardzo chciała coś powiedzieć, ale zaraz wraz z Larsem została odeskortowana do radiowozu przez Schuppa i Quigley'a.
Mówię wam, że kiedyś te wasze działania odbiją się wszystkim czkawką — mruknął, ale nie zdecydował się podważać słów detektywki. Wiedział, że ma rację. One z kolei wiedziały, że nie był zachwycony ich postępowaniem. Wszystko pozostawało w normie.
Sloan przesunął się nieznacznie, pozwalając technikom wejść przed sobą. Jeden po drugim mijali go w pośpiechu, rozstawiając sprzęt i wymieniając krótkie uwagi.
Te ślady krwi to świeże czy stare? — zapytał, wciąż próbując przyzwyczaić nozdrza do odoru.
Miller spojrzała na plamy. Dalej nie miała pewności, czy faktycznie jest to tylko krew, czy może jakaś niezidentyfikowana substancja.
Sprzed kilku Częściowo zaschnięte i rozmazane. Ale w niektórych miejscach deski są podmokłe od podniesionej wody — odparła, wskazując podbródkiem na drewnianą podłogę. W ciągu ostatnich dni często padało, a poziom wody poszedł w górę.
Mężczyzna mruknął coś niewyraźnie pod nosem i przeniósł wzrok na ścianę, żeby lepiej przyjrzeć się fragmentom Pisma Świętego.
To cytaty? Widzicie jakiś wzór? zainteresował się, chociaż już w trakcie sprawy Nowego Początku dało się zauważyć, że zastępca komendanta nie był zbyt zorientowany w religii chrześcijańskiej. Ale nie trzeba być wierzącym. One nie były, ale ich pierwsze śledztwo zmusiło je do zagłębienia się w temat. Wprawdzie Millerowie byli od zajebania wierzący, ale Zaylee szybko odcięła się od kościoła.
Jeszcze nie pełny — przyznała, również spoglądając na ścianę. — Ale powtarzają się określone fragmenty. Coś o oczyszczeniu, winie i karze — wyjaśniła pokrótce, bo same będą musiały najpierw dogłębnie się temu przyjrzeć, żeby dojść do jakichś wniosków.
Mhm, mhm — dumał Sloan, Wyglądał, jakby zastanawiał się nad czymś intensywnie, ale nie był raczej najostrzejszą kredą w piórniku. — A z tym szczurem to o chuj chodzi?
Być może to element rytualny. Nie w sensie symbolicznym. Oczyszczenie, na przykład. Albo zniekształcenie życia — w rozmowach z zastępcą komendanta Miller czasami miała wrażenie, że trzeba wszystko mu tłumaczyć. Zupełnie jak Samowi. Tylko Sammy miał dziesięć lat.
Chłopcy zaraz to wszystko zabezpieczą. Następnym razem, Swanson, poczekaj łaskawie, zanim będziesz wymachiwać łomem na prawo i lewo — ostrzegł ją lojalnie, chociaż chyba niespecjalnie łudził się, że Evina go posłucha. Na jego miejscu Zaylee by się nie łudziła. — Zbierajcie się na komisariat — zadecydował, jednocześnie sugerując, że on jeszcze tutaj przez chwilę zabawi i dopilnuje, żeby wszystko przebiegło tak, jak należy.

Evina J. Swanson
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu. i chcę grać z tobą, a nie z czatem gpt!
48 y/o
CHRISTMASSY
168 cm
detektywka wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W przypadku Brenny wszystko działo się zdecydowanie zbyt szybko i stąd rodziły się wątpliwości, co do jej źródła informacji. Ledwie sami śledczy zostali poinformowani o nowym ciele, a zaraz już ona znajdowała się na miejscu znalezienia zwłok ledwie policyjne taśmy zostały rozwinięte. Zdarzyło się to zdecydowanie zbyt często, aby mógł to być przypadek... lub sprawka kogoś kto nie znajdował się zbyt blisko sprawy.
Nie musiała nic więcej dodawać. W tej jednej kwestii rozumieli się ze Sloanem bez słów. Lata wspólnej pracy miały już na nich taki efekt. Znali całkiem dobrze swoje charaktery oraz styl pracy, a że starego psa trudno było nauczyć nowych sztuczek to zastępca komendanta musiał się pogodzić, że działania Swanson dalej mogą budzić jego niesmak, ale przynajmniej odznaczała się wyjątkową skutecznością na tle innych detektywów.
- Warunki nie są idealne. Mogą nieco nam utrudnić badania, ale ogólnie jesteśmy dobrej myśli - dodała jeszcze w kwestii znalezionych śladów, które niestety zostały wystawione na działanie czynników obecnych w zawilgoconej chatce.
Mogły jedynie liczyć na to, że faktycznie dokonane analizy okażą się owocne i rozwieją przynajmniej część wątpliwości. Może nawet znajdą coś prawdziwe przydatnego, co rzuci nowe światło na ostatnie makabryczne wydarzenia, które rozgrywały się w mieście.
- Jeszcze nie przyjrzałyśmy się im dokładniej. Faktycznie powtarza się jakiś motyw, ale nie zauważyłam czy popodkreślał jakieś istotniejsze fragmenty czy zrobił cokolwiek innego... Jeszcze się z tym zapoznamy bliżej i skontaktujemy ze znajomym biblistą, aby rzucił nam na to nieco lepsze światło - odparła, bo sama nie miała jednak większego pojęcia o Biblii niż to, co mogła wyczytać na pierwszych z brzegu stronach w internecie czy też wydedukować na chłopski rozum.
Tacy ludzie jak ich zabójca nie byli typowymi osobami, które co niedziela widziało się w kościele. Kryło się za tym coś jeszcze, co zapewne wykraczało poza ich własne rozumienie. Dlatego musiały zaczerpnąć opinii kogoś innego. Zwłaszcza, że same nie należały do szczególnie religijnych.
- Chuj wie z tym szczurem. Może być tak jak mówi Miller albo po prostu chciał z nas zadrwić i podłożył nam szczura - dodała jeszcze od siebie, wzruszając ramionami, bo może nie stała za tym aż tak wyszukana symbolika.
Chociaż na ten moment wydawało się, że faktycznie miały do czynienia z kimś kto szczególnie sobie cenił różnego rodzaju metafory oraz symbolikę, gdy chodziło o jego działalność przestępczą.
- Wybacz. Nie miałam nic lepszego pod ręką - rzuciła z lekko rozbawionym uśmiechem, ale zaraz też spoważniała i skinęła głową. - Jasne. Dajcie mi znać jak tylko skończycie i będziecie coś wiedzieć więcej.
Sądziła, że faktycznie mogą to zostawić już w rękach przełożonego. Same pewnie będą musiały się teraz zająć cholerną Langford, która w końcu została niedawno zgarnięta na przesłuchanie. Szkoda tylko, że ta zapewne w ogóle nie będzie chciała współpracować i odmówi składania zeznań. Zwłaszcza, gdy będzie miała przed sobą Swanson.
Odczekała jeszcze na to czy jej narzeczona nie będzie czegoś chciała po czym ruszyła swobodnie w stronę zaparkowanego niedaleko auta. Miały przynajmniej odrobinę czasu na to, aby ochłonąć i, przynajmniej w przypadku Eviny, przygotować się na kolejną rozmowę z niezwykle denerwującą dziennikarką.
- Chyba nie ucieknę dzisiaj od jebanej Langford - warknęła, gdy już wsiadła do auta i usiadła za kierownicą.
Zapięła pas bezpieczeństwa, który przez chwilę zaciął się w mechanizmie pod wpływem zbyt gwałtownego pociągnięcia i zerknęła jeszcze po raz ostatni w kierunku chatki, gdzie dalej kręcili się technicy.
- Przysięgam... Jak już skończymy to śledztwo to pierdolę wszystko i jedziemy w podróż poślubną - rzuciła jeszcze, spoglądając na koronerkę.
Po czymś takim na pewno przyda się im urlop. Będą musiały jakoś odreagować to wszystko. Najgorsze jednak, że nie mogły nic zaplanować zawczasu, bo nikt nie miał pojęcia jak długo to wszystko jeszcze może potrwać. Najpewniej znowu wyrwą coś w ofercie last minute, licząc, że będzie to coś, co je zadowoli.

zaylee miller
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scarborough Bluffs”