-
bozia dała piękną gębę - nie moja wina,
lubią mnie też te zajęte - twoja dziewczyna
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słowa Eviny chyba dały mu do myślenia. Spuścił wzrok i przełknął głośno ślinę, wpatrując się w swoje dłonie.
— Nie — odpowiedział cicho, a głos wyraźnie mu zadrżał. Robił wszystko, żeby się nie rozpłakać. Mocno zagryzał dolną wargę, jakby to miało zatrzymać łzy. — Chyba byłem okropnym kumplem — dodał. W końcu to do niego dotarło. Zaylee od początku przeczuwała, że prędzej czy później sam dojdzie do takiego wniosku. Był bystrym dzieciakiem. Czasem potrzebował po prostu bodźca żeby poukładać sobie wszystko w głowie.
Pokiwał blond czupryną, chcąc dać obu kobietom do zrozumienia, że rozumie i że nie postąpi w przyszłości w podobny sposób. Ale czy faktycznie tak będzie? To miał pokazać dopiero czas. W ciszy wysłuchał wszystkiego, co mówiła Zaylee. Ta uśmiechnęła się delikatnie, kiedy poczuła na ramieniu dłoń żony. Dobrze, że przyjechały tutaj razem. Każda z nich pewnie poradziłaby sobie z tą rozmową w pojedynkę, ale wspólna obecność pozwalała im się uziemić. Pilnowały się wzajemnie, żeby druga nie powiedziała o jedno słowo za dużo ani nie zareagowała zbyt ostro pod wpływem emocji.
— Czy Liam i jego rodzice są jeszcze gdzieś tutaj? Mógłbym go teraz przeprosić? — zapytał niepewnie Młody, przenosząc wzrok z Miller na Swanson i z powrotem.
Evina J. Swanson