-
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Chciałam ci się odwdzięczyć pięknym za nadobne - powiedziała w końcu. - Dlatego mu to powiedziałam, a nie tobie. Bo dla niego, kurwa, nie robi to żadnej różnicy. Mogłabym nawet klepać różaniec w trakcie lub wypowiadać najgorsze bezeceństwa... Gdybym tobie to powiedziała to miałoby to znaczenie.
Właśnie dlatego tak się przed tym wzbraniała. Unikała tych słów, a już na pewno po angielsku. W chwilach uniesienia mogła mówić, co tylko chciała w słowach, które nie były zrozumiałe dla Cross, ale powiedzenie na głos, że należy do rysowniczki? To by zmieniło zbyt wiele.
Chyba nawet wolałaby w tej chwili dostać w twarz. To mogłoby rozwiązać niepotrzebne napięcie i byłoby szybsze niż takie rozszarpywanie się na strzępy przy pomocy każdego słowa. Zwłaszcza, że przypominało to podgrygi wojownika-samobójcy, który zadając pojedynczy cios, zadaje sobie przy okazji kilka innych ran. Właśnie tak czuła się, wywlekając na wierzch swoje motywacje. Równie dobrze mogłaby rozorać sobie brzuch i wydrzeć z niego na wierzch swoje wnętrzności.
- Tak. Bo widziały jak na ciebie patrzę. Chciały, żebym poszła i cię odbiła, bo jesteś moja. Próbowałam tłumaczyć, ale nie słuchały... Próbowałaś kiedyś się kłócić z czterema najebanymi latynoskami? - zapytała, przyglądając się jej uważnie jakby uznawała, że takie tłumaczenie jak najbardziej wyjaśnia to dlaczego tamten wieczór potoczył się w taki, a nie inny sposób.
Miała już tego wszystkiego dosyć. Wepchnęła komiks z powrotem do torby i najchętniej odeszłaby, ale nie była w stanie tego zrobić. Zastygła naprzeciw niej. Była zwyczajnie zmęczona tym wszystkim, ale jak zwykle: River Cross musiała mieć wokół siebie pierdolone pole grawitacyjne, które nie pozwalało jej się odsunąć.
- Dopiero dzisiaj się przekonałam o tym, że dokonałam jebanego błędu - wykrztusiła w końcu z siebie. - Nie powinnam cię całować w liceum. Myślałam, że to nie będzie dla ciebie miało kompletnie żadnego, kurwa, znaczenia. Wydawałaś się najlepszą opcją.
Nie chciała zawrócić jej w głowie. Nie chciała się nią zabawić. Szukała kogoś, kto mógłby zignorować ten fakt już na następny dzień i zachowywać się jakby nic jej się nie stało. Nie mogła chyba bardziej się mylić.
Ruelle przez moment liczyła na to, że faktycznie Cross ją udusi. To na pewno powstrzymałoby dalszą kłótnię. Skutecznie, a nawet na wieczność. Tylko, że ona wciąż trzymała ręce przy sobie. Może to i lepiej, bo inaczej pewnie po raz kolejny uciekłyby w znajomy schemat rozładowywania napięcia... o który właśnie się kłóciły.
- Chcesz, żebym zauważyła coś więcej, ale robisz się defensywna jakby cię powołano do obrony na mundial, gdy tylko się zaczynam interesować czymś, co ci nie odpowiada. To jak w końcu jest? - zapytała ostro i chociaż przed chwilą sama zwiększała dystans między nimi to postąpiła dwa kroki naprzód, aby ponownie stanąć tuż przed jej twarzą. - Widziałam w tobie zajebistą artystkę od kiedy pokazałaś mi swoje szkice, więc nie pierdol, że widzę w tobie jedynie ruchanie... I wiesz co? Wczoraj było mi zwyczajnie po prostu, kurwa, miło, ale jak zawsze coś musi pierdolnąć.
Prychnęła z niezadowoleniem przy ostatnich słowach, ale doprowadzało ją to wszystko naprawdę do szewskiej pasji. Wydawało jej się, że ten dzień będzie miły, a skończył się w zasadzie jeszcze gorzej niż zwykle.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No to ci się udało — odburknęła tylko, nie bardzo wiedząc, co jeszcze mogłaby dodać. Prescott doskonale wiedziała, co robi i uderzyła w nią z premedytacją, żeby chwilę później zgrywać idiotkę, która nie widzi swojego błędu. Jakież to było niesamowicie irytujące. Cross bardzo nie podobało się, że dziewczyna zyskała taki swobodny dostęp do jej emocji i może igrać nimi z taką łatwością. Skoro robiła to tak umiejętnie już teraz, to mogło być z czasem tylko gorzej. Zdecydowanie nie powinna jej pozwolić dojść do kolejnych poziomów zaawansowania, ale jedyną metoda, jaka przychodziła jej do głowy, to całkowite odcięcie się od niej... co akurat bardzo artystce nie odpowiadało.
— Jak niby na mnie patrzysz? Co im próbowałaś tłumaczyć? Mów pełnymi zdaniami. — Zignorowała to durne pytanie i skupiła się na pierwszej części, której nie zrozumiała. Dalsze niezrozumienie wynikało prawdopodobnie bezpośrednio z tego miejsca, więc może, gdy dotrze do niej ten fragment, to reszta nagle się rozjaśni? Pewnie nie. Cos jej podpowiadało, że po tłumaczeniu Ruelle będzie rozumiała jeszcze mniej, ale trudno. Chciała je usłyszeć tak czy siak.
— O wow. — To jedyny komentarz, na jaki było ją stać po tym wyznaniu. Szczerość, którą zasypywała ją teraz Ruelle, zaczynała ją trochę przygniatać. Nie spodziewała się chyba, że dostanie jej aż tyle. Liczyła też pewnie, że choć część z tego nie będzie absolutnie okropna, ale Prescott przechodziła teraz samą siebie. Wychodzi na to, że w liceum powinna czuć się równie paskudnie, co teraz? Zmarnowała tyle czasu na cierpienie, cholera! To traktowanie się przedmiotowo poza łóżkiem było wyjątkowo nieprzyjemne. Nie zakładała wcześniej, że była jakąkolwiek opcją. Spodziewała się, że kierowały nią dużo swobodniejsze intencje albo chociaż takie zawierające minimum sympatii do Cross. Ale robienie z niej jakiegoś dziwnego testu i żałowanie po latach jego skutków? To było popierdolone na swój osobny sposób.
— Przecież nigdzie nie uciekam. Mówię ci teraz wszystko, czego tylko chcesz. Słucham, co jeszcze cię interesuje? — Skrzyżowała ręce na piersi, starając się zbudować w ten sposób dystans. Nie chciała cofać się po raz kolejny, szczególnie zapewniając, że nie ma w planach uciekać. Nie skomentowała w żaden sposób wczorajszej nocy. Nie przyznała na głos, że również było jej po prostu przyjemnie, ale też nie wytknęła Rue, że mimo takich odczuć nie była w stanie przyznać na głos, że chce spędzić jeszcze trochę czasu z Cross. To był uczciwy balans.
Ruelle I. Prescott
-
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie zawsze zdawała sobie sprawę z tego, co właściwie wyprawiała, gdy chodziło o sprawy związane z River. Były jednak momenty, że rysowniczka wywoływała w niej niezrozumiały natłok emocji i popychała ją do rzeczy, których normalnie by nie robiła. Nie powinna pozwalać na to, aby rysowniczka aż tak właziła jej pod skórę i do głowy. To było bardziej niż irytujące.
- Próbowałam im tłumaczyć, że nie jesteś moją dziewczyną i nie mam po co się wtrącać - rzuciła niemal przez zęby, ignorując drugie pytanie, bo nie umiała na nie odpowiedzieć.
Nie sądziła, aby patrzyła na nią jakoś inaczej niż na innych. Nawet bardzo atrakcyjnych innych, ale najwyraźniej w jej spojrzeniu kryło się coś, co sprawiało, że dziewczyny doszły do takich, a nie innych wniosków. Tylko, że powód do tego stanu rzeczy był dla niej samej jedną wielką zagadką.
Zadała cios poniżej pasa, ale taka była prawda... Nie tkwiłyby teraz w tym miejscu, gdyby nie ten jeden durny pocałunek. River nie miałaby sceny do swojego debiutanckiego komiksu, ale nie spierałyby się o to wszystko. Zapewne tez w ogóle nie uwikłałyby się w ten.. Romans? Trudno powiedzieć czy to słowo było adekwatne w ich sytuacji, ale chyba żadne inne nie pasowało lepiej na określenie ich stosunków.
Wyjaśniała jej. Wyrzucała to, co od dawna się w niej znajdowało, a nie znajdowało ujścia. Nie zakładała nawet, że dla kogoś mogłoby to być oczyszczające. Czuła się zamiast tego brudna. Jakby nurzała się w bagnie i wyciągała z niego rzeczy, które dawno opadły na dno, ale River przyparła ją do muru i nie dała innego wyboru.
- Tak? To zacznijmy od pierwszego z brzegu... Jak chciałaś mnie przedstawić Maeve? Czemu zależało ci, żebym przyszła na konwent? Aby trzymać mnie na dystans? - zapytała, ale nie liczyła na to, że dowie czegoś konkretnego.
Powinny naprawdę to zakończyć. Najszybciej jak to możliwe, aby nie doszło do dalszych szkód, bo wbrew opinii jaką mogła posiadać River na jej temat: Ruelle nie lubowała się w zadawaniu cierpienia innym tak dla samej zasady.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zaczynamy ignorować swoje pytania? Okej, doskonale. Czyli powiedziałaś im, że nie jestem twoją dziewczyną, ale i tak z przyjemnością zepsujesz mi spotkanie dla frajdy wynikającej ze szkodzenia mi? Ach, no i przez fakt, że masz jakiś urojony problem względem Blair. Nadążam? — Spróbowała podsumować to wszystko, co się wtedy wydarzyło. Wcale nie brzmiało to lepiej od tego, co sama jej zarzuciła. Właściwie wychodziło na dokładnie to samo. Prescott oburzała się, że została oceniona jako ta wyrachowana i zimna, a teraz skrupulatnie przyznawała się do bycia właśnie taką? Typowo.
Rozmowa zdecydowanie ich nie oczyszczała. Budowała dodatkowe napięcie i wywoływała kolejne burze, z których nie dało się już wyplątać. Wycofywanie się w tym momencie byłoby jednak głupie. Skoro zabrnęły tak daleko, to szkoda to marnować. Niech coś z tych nerwów wyniknie. Żadnej nie będzie spieszno, by doprowadzić prędko do następnej tego typu rozmowy, więc trzeba było korzystać, póki obie miały na nią energię. Wzięła głęboki wdech, przyswajając wszystkie pytania, jakimi zarzuciła ją Ruelle. Wypuściła powietrze przez nos, licząc, że w tym czasie wyklarują jej się jakieś odpowiedzi. Niespecjalnie to się oczywiście udało.
— Nie wiedziałam, jak mam cię przedstawić. Wszystkie określenia wydawały się niewystarczające z jakiegoś powodu. Nie chciałam znaleźć czegoś zbyt nobilitującego, mając zakorzenione już w głowie, jak przedmiotowo mnie traktujesz — odpowiedziała trochę spokojniej. Nadal była zirytowana, choć właściwie ta złość była przykrywką dla sześćdziesięciu dziewięciu innych emocji, które się w niej kotłowały. Zależało jej jednak na tym, by do Prescott dotarło cokolwiek, a do tego nie może wyłącznie na nią warczeć.
— Chciałam spędzić z tobą czas w zwyczajny sposób, mówiłam ci to wczoraj. Dystans był dodatkowym pomysłem, który też wynikał z tej naszej ostatniej dyskusji. Nie wiem, zakładałam chyba, że cię w ten sposób spróbuję ukarać, a przy okazji sprawdzę, czy tym razem w ogóle to zauważysz — wyjaśniła, wzruszając ramionami. Pod tym względem właściwie nie poszło aż tak tragicznie. Ruelle zauważyła różnicę, do czego przyznała się ze sporym opóźnieniem, ale jednak. Artystka była przekonana, że ta kwestia kary niespecjalnie wyszła, ale cóż. Warto było spróbować. Spojrzała na nią wyczekująco, spodziewając się kolejnego zestawu pytań. Sama chyba nie paliła się do zadawania jakichkolwiek, skoro przy ostatniej próbie nie otrzymała odpowiedzi. /akapit]
Ruelle I. Prescott
-
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie mam pojęcia o co im chodziło, okej? Coś sobie ubzdurały. Wszystkie byłyśmy pijane i wypychały mnie do ciebie... I tak. Mam problem względem Blair. Niektórzy ludzie po prostu sprawiają, że wiesz, że ich nie polubisz i ona jest jedną z nich - prychnęła w końcu, gdy tylko Cross postanowiła dokonać szybkiego podsumowania sytuacji.
Wszystko ujęte z tej drugiej perspektywy wyglądało zupełnie inaczej, ale Prescott nie myślała w tamtym momencie trzeźwo. Zresztą, czy ona kiedyś w ogóle myślała w taki sposób przy River? Jak na osobę, która szczyciła się swoim opanowaniem oraz wyższością rozumu nad emocjami to działała w pobliżu rysowniczki aż nazbyt impulsywnie. Tylko, że nie bardzo umiała wyjaśnić taki stan rzeczy lub go zmienić.
O wiele prościej byłoby, gdyby zdecydowały się rozejść albo zwyczajnie zatraciły się w swoim dotyku. Mogłyby wyklinać się między kolejnymi pocałunkami, a chęć mordu zamienić w upiornie silne pożądanie. Tylko, że nie zdecydowały się na żadną z tych opcji. Właściwie to nawet nie miały ku temu większej sposobności skoro znajdowały się pośrodku szkolnego boiska. Sprzyjało to na pewno mniej namiętnym scenariuszom.
- Niewystarczające, tak? Z jakiegoś powodu wiele rzeczy jest dla ciebie niewystarczających, gdy chodzi o mnie - skomentowała, nie potrafiąc pozostać bierną w momencie, gdy River włożyła jej kolejną szpileczkę.
Tylko, że w zasadzie miała rację. Traktowała ją przedmiotowo. Przynajmniej tak można było to nazwać, ale była przekonana, że działa to jak najbardziej w obie strony za obopólną zgodą, więc nie było w tym nic złego. Mało to razy chciały siebie naznaczyć i zawłaszczyć? Tak właśnie robiło się z rzeczami. Teraz jednak nagle był to problem w oczach Cross.
- Ukarać? Za tamten filmik czy uraziłam cię jeszcze w jakiś sposób, o którym nawet nie wiem? - zapytała z pewnością nieco zbyt wojowniczo i musiała wciągnąć głębszy oddech, aby wymyślić jeszcze jedn pytanie, które zadała, patrząc jej głęboko w oczy. - Czemu w ogóle tak się wkurwiłaś, gdy Maeve chciała rzucić swoją interpretacją twojej twórczości? W ogóle... o chuj się wtedy obraziłaś?
To będzie cud jeśli faktycznie uda im się w jakiś sposób skomunikować. Ten dzień na pewno powinien się zapisać na kartach historii w jakiś wyjątkowy sposób.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Również nie cieszy mnie, że zawsze jest mi ciebie mało — prychnęła pogardliwie. To była rzecz, o którą postanowiła się do niej przyczepić? Że chciała jej ciągle więcej i nie potrafiła zaspokoić swojej obsesji? No naprawdę, niesamowite przewinienie. Jak miała zamiar karać ją za takie rzeczy, to River miała od początku do końca przejebane.
— Za filmik, za zrobienie ze mnie zabawki, za wykpienie moich emocji, za to, że nie dałaś się złapać na żadną z moich sztuczek... za wszystko naraz — doprecyzowała. Trudno byłoby jej zdecydować, które z tych przewinień jest najgorsze i za które powinna ukarać ją najmocniej, ale robienie z tego jakiejś serii krzywd też jej nie odpowiadało. Miało być raz, a dobrze. Szkoda, że nie udało się nawet raz do końca, a przy okazji skończyło się wyjątkowo chujowo. Dobra, to złe określenie. Była przecież bardzo zadowolona z ich wspólnej nocy. Po prostu zawiodła się własną postawą.
— Nie miałam ochoty po raz kolejny słuchać jej interpretacji na temat mojej nastoletniej głowy. Liczyłam też, że może jednak daruje sobie opowiadanie ci o "Butelkach", widząc, że ewidentnie tego nie chcę, ale jak widać, miała kompletnie wyjebane. — Uśmiechnęła się kwaśno, przypominając sobie, że w tej całej historii przeszkadzało jej więcej osób niż można byłoby zakładać. Nie potrzebowała w tym momencie dokładania sobie negatywnymi emocjami względem swoich bliskich, bo była już wystarczająco przytłoczona tymi związanymi z Ruelle, ale jej bliscy mieli na to inny plan.
— Nie czuję się lepiej z tym, że teraz to wszystko wiesz. Nie spodziewałam się, że ty poczujesz się gorzej z powodu tego, że uświadomisz sobie po latach, jaki popełniłaś błąd, co jest dodatkowym potwierdzeniem tego, że miałam rację. — Od tego patrzenia sobie w oczy też nie robiło jej się lepiej. Czuła się przez to jeszcze bardziej osaczona i przybita do muru. Nie dość, że się obnażyła, to jeszcze ktoś wręczył jej potencjalnej oprawczyni do rąk ostrą amunicję. Jak miała się z tym czuć dobrze?
Ruelle I. Prescott
-
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- A myślisz, że mnie teraz cieszy jak sobie wzajemnie napierdoliłyśmy w łbach? Sprawiasz, że jestem zbyt emocjonalna i nie rozumiem samej siebie - przyznała w końcu, bo na tym etapie chyba zwyczajnie szła już za ciosem.
Była przekonana, że te wszystkie łóżkowe gierki za bardzo uderzyły jej do głowy. Były momenty, gdy naprawdę chciała stać się jej obsesją, zrujnować ją i sprawić, że rysowniczka będzie należała tylko do niej. Perwersja, którą się rozkoszowały wylewała się zbyt mocno poza ściany sypialni i chyba faktycznie zniszczyła teraz zbyt wiele. Nawet jeśli dotychczas się do tego nie przyznawały.
- Czyli chciałaś mnie ukarać za to, że nie dawałam ci się sobą bawić jak tego chciałaś, tak? - zapytała, bo właśnie do tego to wszystko zdawało się sprowadzać
Odmawiała usilnie stania się własnością River. Chciała zachować niezależność na tyle na ile mogła. Każda z nich chciała grać na własnych zasadach, bo nie ulegało wątpliwości to, że obie pogrywały ze sobą w wyjątkowo nieprzyjemny sposób. River wcale nie była takim niewiniątkiem jakby ktoś mógł pomyśleć, słuchając ich rozmowy. W końcu czy sama nie chciała zrobić sobie z tanatopraktorki własnej zabawki?
- Czyli chodziło o przewałkowany temat? A myślałam, że bardziej o to, że nie chciałaś, żebym się dowiedziała o mojej roli w komiksie. To byłoby dziwne, gdybyś musiała przy tym być, prawda? - zapytała, nie odpuszczając tak łatwo.
Wcześniej nie okazywała zbytniego zainteresowania twórczością River i zapewne, gdyby nie poprzedni dzień oraz to, co zaczęła mówić Maeve to nigdy by pewnie tak nie naciskała by poznać tę opowieść. Zakładała, że była wyłącznie modelką na nowszych szkicach, które Cross mogła im pokazać. Mieli z nią plakat. Mogła przedstawić im kilka konceptów na jego wygląd i dlatego ta dwójka ze stoiska poznała Ruelle jako źródło inspiracji swojej koleżanki. Z tym, że sprawa wyglądała inaczej, a artystka naprawdę nie drażniła się z nią pytając skąd wie czy nie rysowała jej już wcześniej...
- Nie sądziłam, że napierdolę ci w głowie. Nie chciałam tego. Poza tym uniknęłybyśmy tej rozmowy - dodała jakby to nie było jasne. - Ale skoro już tu jesteśmy to... Wyjaśnisz o co chodzi z tym obrazem z sypialni?
Miała jej to wytłumaczyć, ale rano jakoś nie bardzo się kwapiły do podejmowania się podobnych tematów. Prescott nie chciała tego rozgrzebywać, bo przeczuwała, że może z tego wyniknąć kłótnia, ale skoro już się ze sobą napierdalały to czemu nie?
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zbyt emocjonalna? Wkurwiasz się na to, co tak usilnie staram się w tobie wywołać? No to zajebiście. — Przeczesała włosy palcami powolnym gestem, licząc chyba, że w ten sposób wtłoczy sobie do łba trochę skupienia albo chociaż jakichś mądrych wniosków. Niestety nic w tym stylu się w jej wnętrzu nie pojawiło. Zależało jej na zobaczeniu jak największego spektrum emocji Ruelle, a ona dostawała z tego powodu kuriwcy? Fundament chwiał się bardziej niż można było przewidzieć.
— Jeżeli chcesz to tak ujmować, to niech ci będzie. — Sama użyłaby kompletnie innych słów, ale żadne z nich nie docierało do jej rozmówczyni, więc uznała, że po prostu zgodzi się na te wybrane przez Prescott. Zdawała sobie sprawę, że nie była święta i zrobiła kilka nieprzyjemnych rzeczy z całkowitą premedytacją. Przed chwilą przecież się do tego przyznała. Dodatkowo bolało ją, że krzywdy, którym była winna, nie działały na jej modelkę nawet w połowie tak, jak na artystkę działało to, co robiła ona. Niesprawiedliwości nie lubiła równie mocno, co obojętności.
— Nie chciałam, żebyś dowiedziała się o swojej roli w komiksie, bo zakładałam, że da ci to dodatkowy oręż do bawienia się moimi uczuciami, a masz go już wystarczająco. Jakbym wiedziała, że zrobię ci tym taką straszną krzywdę, że zaczniesz po latach kwestionować swoje decyzje, to postarałabym się lepiej, żeby Maeve zamknęła mordę. — W jej tonie znów przebiło dużo więcej złości niż żalu. Nikt nie lubił przegrywać, ale żeby osiągać porażkę z powodów, których się kompletnie nie spodziewała? Okropieństwo. Wolała mieć jakieś pole do walki i wiedzieć, że próbowała, zanim poniosła klęskę. Bycie zaskoczoną taką bombą atomową nie jest przyjemne. Zdecydowanie nie doszacowała umiejętności swojej przeciwniczki.
— Czemu tak usilnie nie chcesz mi napierdolić w głowie? — zapytała wreszcie o coś konkretnego, nie potrafiąc się już powstrzymywać. Nie rozumiała tak wielu aspektów sposobu działania umysłu Prescott, że to przechodziło ludzie pojęcie. Próba pojęcia chociaż jednego nie da jej pewnie zbyt wiele, ale musiała coś zrobić z rosnącą w niej desperacją. Cofnęła się o krok, gdy usłyszała pytanie o obraz. Kompletnie zapomniała, że był wcześniej tematem ich rozmów. Wzruszyła ramionami i milczała przez moment, jakby to miała być jedyna odpowiedź, jakiej chciała udzielić.
— To eksperyment myślowy. Chciałam sprawdzić, czy skoro poprzedni obraz wynikł z obsesji, to czy jestem w stanie wywołać obsesję najpierw malując obraz. Nie zadziałało. — Streszczenie tego w telegraficznym skrócie nie było proste, ale miała nadzieję, że taka odpowiedź ją zadowoli. Marnowanie czasu, by opisywać całą historię powstania dzieła było jej zdaniem naprawdę bez sensu.
— Czemu w ogóle cię to interesuje? Nie skłamałam z tym, że byłaś pierwsza. Nie namalowałam też Blair, a zgaduję, że w twojej głowie z jakiegoś kretyńskiego powodu nie zasłużyła sobie na płótno... więc w czym problem? — Rozochocona po pierwszym pytaniu zdecydowała się zadać jeszcze jedno. Wszystkie inne teorie, które miała na ten temat, zdążyły się już dawno wysypać i żadna inna nie przychodziła jej do głowy.
Ruelle I. Prescott
-
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Masz czego chciałaś. Świętuj - mruknęła, nie spuszczając z tonu.
River rozbudzała ją w niespotykany dotąd sposób. Być może była to wina wplecenia w ich relację tego artystycznego elementu, który wzbogacał wszystko o dodatkowy ładunek emocjonalny, a ten sprawiał, że wszystko było bardziej wyraziste i pogmatwane. Dlatego chyba nie mogła się od niej uwolnić. Nie była zwyczajną dziewczyną, z którą przespała się kilka razy, a kimś zupełnie innym.
Dla niej tak to wyglądało. Bawiły się sobą wzajemnie i starały się w jakiś sposób zniszczyć czy zrobić cokolwiek innego. Powinny już dawno z siebie zrezygnować, ale chyba sadomasochistyczne skłonności były w nich zbyt silne. Ból, kontrola, obsesja... Chyba za bardzo to do nich przemawiało i mogły się uwolnić od tej dziwnej relacji.
- Jaką krzywdę? Nie rób ze mnie jebanej ofiary, Cross. To ty przeżywasz to bardziej ode mnie - wytknęła jej, bo przecież wszystko wynikało z tego, że podeptała swoim zachowaniem uczucia River. Jakiekolwiek by one były.
Wszystko było zdecydowanie bardziej pogmatwane niż powinno. Czemu się tym przejmowała? Powinna zyskać do tego dużo większy dystans i uznać, że przecież nic się nie stało. Dlaczego w sumie dalej się o to kłóciły. Wszystko traciło sens z każdym kolejnym wypowiadanym przez nie zdaniem i Ruelle doskonale to czuła. Logika przelewała jej się przez palce, gdy tylko starała się odpowiedzieć na pytania dziewczyny, a to w ogóle jej się nie podobało.
- Bo wbrew temu, co o mnie myślisz nie jestem złem wcielonym - to była najprostsza odpowiedź jaka jej przyszła na myśl.
Bywało, że znajdowały się momenty, w których zwyczajnie chciała zniszczyć River i doprowadzić do szaleństwa, ale... czy na pewno? W końcu po pewnym czasie emocje opadały i nie zostawały z nią tak silne przeświadczenia o tym, że musi dokonać anihilacji swojej rysowniczki. To był jedynie krótkotrwały szał jaki wywoływała w niej bliskość Cross.
- Czyli co? Wzięłaś randomową laskę i próbowałaś zobaczyć czy jej zapragniesz, gdy już ją namalujesz? - zapytała, nie bardzo wiedząc jak powinna interpretować te słowa, bo niejednokrotnie już przekonała się o tym, że jednak nie umiała pojać, co chodziło po głowie River, nawet jeśli zdawało jej się, że ją rozumie.
Kolejne pytania River były niczym wymierzony policzek. Nie miała pojęcia jak miałaby na coś takiego odpowiedzieć. Odetchnęła głęboko i przeczesała nerwowo włosy palcami. Wpierw musiałaby to sobie ułożyć w głowie i zrozumieć te emocje...
- Poczułam się oszukana... - rzuciła, bo zdradzona było chyba zbyt mocnym słowem i dlatego zdecydowała się na to, którego użyła wcześniej Cross. - Jakbym nie była tak wyjątkowa...
Dlaczego w ogóle to mówiła? Powinna milczeć. Jednak chyba chciała być już z nią uczciwa. O ile tak można było to nazwać.
River Cross
-
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Tak? Serio? Co ty, kurwa, nie powiesz? Może spróbuj powtórzyć to jeszcze kilka razy, żeby mieć pewność, że dotarło do mnie, jak bardzo masz wyjebane? — Tym razem to jej puściły nerwy. Błyskawicznie pokonała dzielącą je odległość i popchnęła ją. Zacisnęła dłoń w pięść, będąc świadomą tego, że zaskoczonemu przeciwnikowi trzeba spróbować zadać jak najwięcej ciosów, zanim się zdąży zorientować, co się dzieje, ale zamiast naprzeć na Prescott jeszcze raz, odwróciła się gwałtownie. Odsunęła się od dziewczyny na kilka kroków, próbując doliczyć się w myślach do czegokolwiek, co nie kończyło się na kurwa mać, ale o dziwo słowa zdawały się by doklejone do każdej cyfry. Na moment udało jej się stonować, ale Prescott bardzo szybko sprawiła, że znowu się w niej zagotowało.
— To ty cały czas mówisz, że to coś złego, nie ja. — Machnęła rękami w jej stronę, żeby jeszcze mocniej podkreślić, kto tworzył tę sytuację. Tanatopraktorka wkładała jej w usta słowa, które nigdy nie padły, a to coś, czego nie mogła zignorować. Rozmawianie o emocjach opierając się na faktach było trudnym procesem, ale Cross była obsesyjnie przywiązana do obu tych kwestii – podobnie zresztą jak do Prescott – więc niebyło opcji, żeby nagle zaczęła się wycofywać.
— Nie nazwałabym jej randomową, ale niech ci będzie. Pragnęłam jej, ale a tyle... zwyczajnie, że nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby ją namalować. Pomyślałam, że może jednak sztuka jest tu ważniejsza i zawsze jest pierwsza, więc ją namalowałam, licząc, że inspiracja przyjdzie jakoś w międzyczasie. — Ostrożnie dobierała słowa, starając się wyjaśnić własny punkt widzenia bez żadnego ściemniania. Rozkładanie własnego sposobu myślenia na czynniki pierwsze nigdy nie było dla niej proste, bo miała wrażenie, że jej mózg skręca w zupełnie inną stronę niż umysły większości ludzi. To trochę jak z tłumaczeniem kolorów niewidomemu. Ruelle niestety nie należała do wyjątków, które były w stanie nadążać za River nawet bez słów.
— Nie oszukałam cię — odparła i wreszcie udało jej się zabrzmieć normalnie. Bez podnoszenia głosu, warczenia albo niepotrzebnego ironizowania. Chłodny spokój to coś, czego brakowało jej od dłuższej chwili. Sytuacja tego wymagała, byłaby na siebie wściekła, gdyby zareagowała inaczej. I tak była zła. Mogła to ująć zdecydowanie lepiej, ale nazwanie jej wyjątkową po tym, jak się naorażały, jakoś nie chciało ułożyć się Cross na języku.
Ruelle I. Prescott