40 y/o
Welkom in Canada
180 cm
najemnik na terenie obu Ameryk
Awatar użytkownika
Deep in the ocean, dead and cast away, where innocence is burned in flames. A million mile from home, I’m walking ahead. I’m frozen to the bones, I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słyszał jej słowa, ale miał wrażenie, że docierają do niego zza grubej tafli szkła, zniekształcone i niewyraźne. Jeśli żartowała, Sawyer nie był w stanie tego żartu wyłapać — nie starał się nawet. Dlatego po prostu oparł się na niej bez słowa, mrucząc tylko w odpowiedzi jakieś nieartykułowane dźwięki i powierzając jej większą część swojego ciężaru, bo nogi niebezpiecznie się pod nim uginały z każdym kolejnym krokiem. Był świadomy wystarczająco, żeby wiedzieć, gdzie są i widzieć drzwi, do których kierowali się wolno — zbyt wolno, wrzeszczał z tyłu głowy instynkt — ale nie był zdolny do czujnego obserwowania otoczenia i wyłapywania tych detali, których nigdy nie pomijał.
Czy nie śledzi ich jakaś niechciana para oczu. Czy nie jechało za nimi podejrzanie długo żadne auto. Czy teren jest czysty. Czy pokój jest bezpieczny. Czy coś się nie zmieniło w otoczeniu podłego motelu, w którym się zatrzymał; coś nieistotnego dla ludzi, którzy nie wiedzieli, gdzie należy patrzeć, ale dla niego zmieniającego cały obraz rzeczywistości.
Jego myśli rozbiegały się i uciekały bez kontroli, a cały świat zawęził się do wąskiego pasma wypełnionego ściśle cierpieniem.
Słyszał głos Darcy tuż obok siebie i drugi, męski; poczuł na sobie cudze dłonie, kiedy wpechnięto jego niemal bezwładne ciało w ramiona innego człowieka. Stracił przytomność, jeszcze zanim ciało uderzyło o materac. Szmata przyciskana dotąd kurczowo do boku odkleiła się od rany i bezwładnie opadła na ziemię gdzieś w nogach łóżka, a pocięta koszulka odkryła świeżą ranę.

Na przemian tracił i odzyskiwał przytomność. Dryfował między tymi stanami właściwie bezwiednie i bez szansy na decyzję — to ciało wybierało za niego — zanurzony w lepkim oparze środków przeciwbólowych. Skupienie się było niemożliwe, a wspomnienia były jedynie poszatkowaną, przemieloną i wyrzyganą z powrotem mieszaniną strzępków obrazów. Mgliście pamiętał wieczór, wyraźniej zaś Darcy i dziurę w boku, jaką zagwarantował mu pieprzony nóż, czuł ostry zapach krwi, natomiast zupełnie wyparł ze świadomości istnienie i smutny koniec Gibbsa. Kiedy się przebudzał, rana go nie bolała, jednak nie czuł też kończyn i nie mógł poruszyć nawet palcami. Po prostu leżał ciężko, bezwładnie, aż oczy znów uciekały w głąb czaszki, a on osuwał się w ciemną pustkę braku przytomności.
Długo było ciemno w tych przebłyskach świadomości, kiedy jednak obudził się naprawdę, pokój był nieprzyjemnie jasny, nawet mimo zaciągniętych zasłon. Musi być dzień, dotarło do niego z trudem. Nie miał pojęcia która godzina, przez chwilę nie wiedział też, gdzie się znajduje i co się stało. Informacje wracały do niego powoli, partiami, aż wreszcie ułożyły się we względnie sensowny wzór wydarzeń zeszłej nocy… Chociaż czy aby na pewno zeszłej?
Sawyer musiał się dowiedzieć. Jednak kiedy spróbował się poruszyć, ból szarpnął się gwałtownie w tkankach i wgryzł się w żebra, a nawet zacisnął stalowe szpony na krtani, z której wyrwał się jedynie stłumiony jęk. Poza najgorszą raną kłutą Sawyer odniósł też inne obrażenia i teraz czuł ich skutki; uporczywe pulsowanie w głowie być może świadczące o wstrząsie mózgu, liczne siniaki po bójce, spuchnięte lewe oko, którego nie mógł otworzyć do końca.
K u r w a . m a ć .
Wymacał dłonią opatrunek na brzuchu, drugą przesunął po pościeli obok siebie. Zamarł jednak, kiedy usłyszał kobiecy głos. Blisko. W pierwszej chwili instynkt nakazał ucieczkę i mięśnie spięły się, wywołując kolejną falę bólu. Dopiero po kilku gwałtownych uderzeniach serca wreszcie zrozumiał.
— Darcy — wycharczał idiotycznie, ignorując jej słowa, które jeszcze nie nabrały sensu w jego uszach, i zdał sobie sprawę, że w gardle ma istną pustynię.
Nagle kobieta pojawiła się nad nim, sama weszła w jego ograniczone pole widzenia. Dotknęła jego twarzy, powiedziała coś o gorączce. Sawyer zamrugał i spróbował przełknąć ślinę; to byłby dobry początek, niestety nie było żadnej śliny w jego ustach.
Myślenie przychodziło mu z trudem, ale z każdą chwilą kojarzył coraz lepiej. Zatrzymał tępe spojrzenie na jej wargach, kiedy się uśmiechnęła — i nawet dotarło do niego, że go obraża, to jednak w obecnych okolicznościach nie mogłoby go urazić — przez chwilę pozwalając sobie po prostu na gapienie się na nią, wciąż leżąc na plecach.
— Chyba jednak mam — odparł na jej stwierdzenie o osobie, która mogłaby się nim zająć, z trudem wypowiadając kolejne słowa i być może trochę przy tym bełkocząc. Dawka środków przeciwbólowych musiała być potężna nawet jak na niego i Sawyer miał dla medyka wyłącznie wdzięczność w tym zakresie. Bo już czuł na horyzoncie ćmienie bólu niczym odległą, ale realną groźbę. — Nie tylko księżniczka, teraz jeszcze anioł stróż.
Sam się nawet uśmiechnął po tych słowach.
A przynajmniej — spróbował.
— Nie wiem jak się wypłacę — dodał, i choć oczywiście miał to być sarkazm, to wyszedł średnio przekonująco z uwagi na jego kiepskie samopoczucie.
Przymknął powieki tylko na moment, którego potrzebował, żeby zmusić ciało do ruchu. Potrzebował wstać. . M u s i a ł . wstać i to z więcej niż jednego powodu, a potrzeby fizjologiczne akurat były przy końcu tej listy. Wziął wdech, wypuścił powietrze nosem i spróbował.
— Ile?... — zapytał, przewalając się ciężko na bok na uwalonej potem i zakrzepłą krwią pościeli. — Ile minęło? Która godzina? — wydyszał, podnosząc się ciężko do pionu i natychmiast tego pożałował. Poczuł żółć w ustach i przez chwilę miał wrażenie, że zaraz wyrzyga się na podłogę, ostatecznie jednak odruch minął. Najwyraźniej żołądek też wiedział, że nie ma czym wymiotować. Wreszcie dotarło do niego, że być może zadał złe pytanie. Niewystarczająco precyzyjne. Dlatego podniósł wzrok i spojrzał na Darcy. — Albo dzień? — poprawił się.
Nie zamierzał pytać, co ona tu właściwie jeszcze robi i czy ktoś jej płaci za siedzenie nad na wpół trupem.

Darcy Bowman
Val
braku inicjatywy z drugiej strony, nudy i płytkich dialogów
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
I'd like to think you feel the same way
But I can't tell with you sometimes
So baby, let's get on the same page
Stop making me read between the lines
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Darcy.
Jej imię w jego ustach w tych okolicznościach brzmiało zaskakująco… dziwnie. Jednocześnie świadczyło o tym, że chociaż w jakimś stopniu zorientował się w czasie, przestrzeni i cóż… zmniejszało odrobinę szanse na to, że pod wpływem jakiegoś skoku adrenaliny sięgnie po broń i zdezorientowany odstrzeli jej głowę. Bo tak, zostając tutaj trochę się z tym liczyła, brała taką opcję pod uwagę. Mimo wszystko została. Mimo wszystko sprawdzała w nocy, czy oddychał. Mimo wszystko teraz też dotknęła jego policzka, żeby sprawdzić, czy nie rozwinęła się gorączka.
- No naprawdę… miałeś niesamowite szczęście, że spotkałeś w swoim życiu kogoś tak wspaniałego. – zakpiła, bo do bycia aniołem było jej tak samo daleko jak do bycia księżniczką. Chociaż powoli chyba przyzwyczajała się, że tak do niej mówił i… nawet jej to nie przeszkadzało. Teraz dodatkowo wywołało uśmiech na jej twarzy, bo przez żarty – nawet takie nieszczególnie wysokich lotów – sprawiał wrażenie całkiem żywego. Mogła odetchnąć z ulgą. Przynajmniej do momentu, w którym mężczyzna nie zaczął próbować wstać z łóżka.
- Wright! – warknęła nerwowo, momentalnie znowu zmniejszając jakikolwiek dystans między nimi, wsuwając się pod męskie ramię, obejmując go w pasie i starając się pomóc mu złapać pion, gdy poderwał się na równe nogi, a jego twarz zmieniła kolor na zielony. Od utraty dużej ilości krwi był blady jak ściana, a ostatnie czego potrzebowali to żeby runął na ziemię, rozbił sobie głowę albo znowu otworzył ranę z poprzedniego wieczoru – Skoro już masz tego anioła stróża to chociaż skorzystaj z jego pomocy. – wycedziła przez zęby, zerkając na jego twarz i oceniając, czy minął ten pierwszy szok dla jego organizmu. Domyślała się, że to nie mogło być dla niego łatwe… korzystać z pomocy pierwszej lepszej striptizerki, ale niestety nic lepszego w zasięgu wzroku oraz ręki nie miał. Męskie ego musiało to przetrwać - I dochodzi wieczór… nie wiem dokładnie. Jakaś siedemnasta? Osiemnasta? Jeśli miałeś jakieś plany to i tak powinieneś je odłożyć. – ona natomiast postanowiła się odsunąć, ostrożnie i mocno kontrolnie, ale pozwalając mu odzyskać panowanie nad własnym ciałem i chociaż odrobinę nad sytuacją. Co za dużo to niezdrowo, prawda? Darcy była tego świadoma – Straciłeś dużo krwi i długo byłeś nieprzytomny. – rzuciła głupio, bo przecież mógł się domyślić… zresztą jego własny stan i kiepskie samopoczucie mogły mu podpowiedzieć, że nie było za dobrze. Mimo wszystko potrzebowała się odezwać… jakby bała się, że długa cisza sprawi, że zrobi się niezręcznie – Więc uważaj. proszę
A co innego miała powiedzieć? Że została się, bo bała się, że przestanie oddychać, gdy tylko go tu zostawi samego? Zacząć się tłumaczyć i przepraszać, że przywłaszczyła sobie jego koszulkę, bo jej skończyły w worku na śmieci razem z tymi jego? Pierwszy raz od dawna poczuła się nie na miejscu… bo może nie powinna była zostawać? Może to nie była jej sprawa? Może to nie był jej problem? Ale… była. I coś musiała teraz z sobą zrobić. Więc gdy Sawyer ruszył w stronę łazienki (i odprowadziła go tam wzrokiem, tak jednak… na wszelki wypadek) rozejrzała się po pokoju i jeszcze raz zajrzała do motelowej szafy i na górnej półce znalazła świeżą pościel. Specyficzne miejsca rządzą się swoimi prawami, a oni mieli po prostu sporo szczęścia. Ta, na której było zdecydowanie za dużo jego krwi musiała trafić do worka razem z ich ubraniami, a do rachunku będzie musiał dorzucić parę dolarów za problemy.
Dlaczego do cholery się tym przejmowała… i dlaczego do cholery zmieniała pościel pieprzonego Sawyera Wrighta, którego widziała dwa razy w życiu i który powinien być ostatnią osobą, którą się przejmuje. Przeklęła pod nosem. I zamarła w połowie ruchu, gdy ciszę w pokoju przerwał dźwięk telefonu. Jej telefonu. Daniel – Kurwa


Sawyer Wright
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
40 y/o
Welkom in Canada
180 cm
najemnik na terenie obu Ameryk
Awatar użytkownika
Deep in the ocean, dead and cast away, where innocence is burned in flames. A million mile from home, I’m walking ahead. I’m frozen to the bones, I am
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciałby móc wyśmiać jej niepokój i odrzucić pomoc, którą dziewczyna natychmiast mu zaoferowała, ale szybko zdał sobie sprawę, że bez niej nie utrzymałby się na nogach w tych pierwszych chwilach, kiedy znów na nich stanął. Bo kolana miał dziwnie miękkie i natychmiast się pod nim ugięły, mięśnie natomiast słabe i bezużyteczne w miejsce tych stalowych, na których zwykł polegać i do których się przyzwyczaił. Przypuszczał, że stracił bardzo dużo krwi, a nafaszerowanie środkami przeciwbólowymi też pewnie nie pomogło.
Spojrzał z ukosa na Darcy, kiedy powiedziała, że jest wieczór, opierając na niej nieprzyzwoicie dużą część ciężaru swojego ciała. Myślenie przychodziło z trudem i oporem, jakby najpierw musiało przedrzeć się przez otępienie i mgłę spowijającą mózg oraz tłumiącą instynkty. Zrozumiał jednak, że nie minęło więcej niż dwadzieścia cztery godziny od akcji. Dobrze. I niedobrze jednocześnie, bo w ciągu całej doby mogło zmienić się bardzo wiele, podczas gdy on wylegiwał się na łóżku jak księżniczka.
Pomyślał z przekąsem, że z biegania nici i będzie musiał odpuścić swoją codzienną rutynę na kilka następnych dni, a może nawet tygodni. Chociaż ciężko byłoby zaliczyć osiemnastą za poranek.
— Dziwię się tylko, że ty nie miałaś lepszych planów — odpowiedział i zdobył się na słaby uśmiech, kiedy Darcy się odsunęła. Oczywiście przemknęło mu przez myśl, że dziewczyna nie jest tu z własnej woli, że Daniel się z nią w tym czasie kontaktował, być może kazał jej mieć na niego oko. Że mógł wydać jej jakieś polecenia, które bardzo by mu się nie spodobały, że może już podjął jakieś kroki w sprawie, z której on sam rozumiał bardzo niewiele. Sawyer jak zwykle brał pod uwagę wszystkie możliwości, tylko nie tą, że pomogła mu . z . s y m p a t i i . . — Nie chciałbym stanąć między tobą a karierą, sama rozumiesz. A jeszcze mniej — między tobą a facetem — dodał pozornie w żartach, przy tym odwracając od niej spojrzenie i przenosząc je na firanki zaciągnięte na jedynym oknie w motelowym pokoju.
Ulubiona dziewczyna.
To nie dawało mu spokoju.
Nie mógł jednak zrobić nic więcej, nie zamierzał też wprost sugerować, że jej nie ufa. Utykając, podszedł najpierw do okna, odchylił delikatnie zasłonę i przez chwilę patrzył przez okno, na dziedzińcu jednak nie działo się nic nietypowego. Dlatego odwrócił się wreszcie i ruszył w stronę drzwi łazienki. Czuł na sobie jej wzrok.
— Zatrzymaj ją. Dobrze na tobie leży — rzucił przez ramię, z uśmiechem, nie odwracając się jednak w jej stronę. I nie precyzując, że chodzi o koszulkę, choć to było raczej oczywiste. — Chociaż . m u s i s z . uwierzyć mi na słowo: zwykle kobiety noszą moje koszulki po innego rodzaju nocy.
Drzwi zamknął za sobą cicho i odetchnął ciężko, dopiero kiedy wreszcie został sam. Ból palił go w boku, chociaż Sawyer wiedział, że to jedynie przedsmak prawdziwego cierpienia, które go czeka jeśli zaraz nie weźmie tabletek od medyka. Teraz jednak zrzucił z siebie pocięte resztki zakrwawionej koszulki i rzucił ją w kąt na podłodze, a później przemył twarz z potu oraz zakrzepłej krwi na skroniach i oku, po czym zabrał się za czyszczenie z krwi nad umywalką w żmudny, nieefektywny sposób, żeby nie zamoczyć świeżych bandaży. Ruchy miał powolne, a całe ciało obolałe.
Zamarł, kiedy usłyszał dzwonek obcego telefonu za cienkimi drzwiami łazienki. Nie wyłączył wody, za to wytężył słuch.

Darcy Bowman
Val
braku inicjatywy z drugiej strony, nudy i płytkich dialogów
0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Z przypadkowym ciałem było trochę nieprzewidzianych problemów, to prawda.
Nie było jednak takiej rzeczy w tym mieście, której nie załatwiłyby kontakty i odpowiednia ilość gotówki, a żadnej z tych rzeczy akurat mu nie brakowało — więc po pracowitej nocy kilku fachowców od specyficznych porządków szatnia była znów sterylna, dziewczyny spokojne, a klub wrócił do swojej zwykłej sprawności niczym dobrze naoliwiona maszyna. Po nocnych zajściach nie pozostał nawet przelotny ślad. Nie fizyczny. Wiedział jednak, że dziewczyny mają oczy i uszy, nawet jeśli przed klientami często udawały, że z nich nie korzystają; że sarnie oczy mają tylko po to, żeby podziwiać mężczyzn pojawiających się w klubie, że są tylko kawałkiem odsłoniętego ciała, który nie rozumie prawdziwego sensu słów. Daniela nie dało się w ten sposób oszukać.
To był jednak osobny problem.
Jeszcze gorzej sprawa się miała z policjantami; ich nie dało się tak po prostu kupić. Dlatego Daniel musiał poczynić pewne kroki i poruszyć za kilka sznurków, żeby i tę sprawę załatwić bez konieczności oprowadzania ich po klubie, przerywania pracy i straszenia klientów. Mundurowi pojawili się pod drzwiami klubu kilka minut po tym, jak zobaczył na monitoringu Darcy i Wolfa wsiadajacych do samochodu zaparkowanego przy tylnym wyjściu dla personelu, a następnie odjeżdżających. Facet wyglądał, jakby miał nie przeżyć tej nocy i Daniel stwierdził, że właśnie to byłoby dla niego najlepszym wyjściem; wtedy problem rozwiązałby się sam. Wtedy szatni pragnął się go pozbyć tak samo, jak tego drugiego pionka, który śmiał położyć swoje brudne łapy na jego dziewczynie. Nie zrobił tego tylko dlatego, że Darcy go o to poprosiła; zignorował logikę, zignorował swoje zyski i poddał się jej prośbie.
O n a . coś z nim robiła. Zmieniła go.
Sprawiła, że zazdrość przestała być tylko obcym pojęciem dla śmiertelników.
Myślał o niej — o jej ciele, o hipnotyzującym spojrzeniu, o ustach układających się w uśmiech, który tylko on rozumiał — przez całą dobę. Właściwie rzadko kiedy zdarzały się momenty, w których o niej zapominał, ale miał do załatwienia kilka naglących spraw, które odciągnęły go od kontaktu z nią. Aż wreszcie się z nimi uporał i dopiero wtedy, siedząc za biurkiem w zaciszu swojego biura, sięgnął po telefon i wybrał pierwszy numer na liście kontaktów.
D a r c y .
Milczał przez trzy mocne uderzenia serca, kiedy odebrała, a później rzucił sucho do słuchawki:
— Gdzie jesteś?
Zazdrość kipiała mu pod skórą, nie pozwalała logicznie myśleć. A Daniel potrzebował teraz spokoju. Taktyki. Musiał rozegrać to mądrze i wyciągnąć dla siebie jak najwięcej z tej kiepskiej sytuacji.
— Dalej z nim? — zapytał jeszcze po krótkiej pauzie.
Sama myśl smakowała żółcią na języku. Miał jednak nadzieję, że została z Wolfem. I trochę więcej nadziei, że najemnik już nie żyje.

Darcy Bowman
prowadzący: Sawyer Wright
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”