— Oczywiście, że tak — zgodziła się i uśmiechnęła z dumą. W duecie były zdecydowanie okropne i nie do podjebania. Może trochę do wyjebania, ale kto by się tym przejmował. Na pewno nie one dwie. Nie było absolutnie niczego dziwnego w tym, że akurat taka kwestia cieszyła River.
Zdawała sobie sprawę, że jej matka na pierwszy rzut oka nie wzbudza w nikim entuzjazmu. W River też czasami wzbudzała go bardzo mało, ale po dwudziestu pięciu latach znajomości dobrze wiedziała, że w Minju było dwa razy więcej rzeczy dobrych niż paskudnych. Raven miała okazję się o tym niejednokrotnie przekonać, ale na miejscu Ruelle Cross byłaby równie zażenowana takimi matkami.
— Ale jesteś spierdolona w inny sposób niż zakładała Raven. O, to kolejny mój sukces. Miała cudowną wyobraźnię, ale nawet nią by nie objęła tego, jaka jesteś spierdolona. Nie doceniła cię — powiedziała totalnie poważnym tonem. Dobrze, że jej się to całe spierdolenie tak bardzo podobało, bo inaczej nie miałaby ochoty się do Ruelle jakkolwiek zbliżać. A tak się składało, że chciała być blisko niej zadziwiająco często. Do tego tanga również potrzeba było dwojga, ale dłoń tanatopraktorki na udzie dość jasno wskazywało, że miała w tym momencie identyczną potrzebę.
— Och, z Raven to nigdy tak do końca nie wiadomo, o chuj jej chodzi. — Spojrzała na przyjaciółkę, uśmiechając się szyderczo, jakby faktycznie starała się z nią teraz podrażnić. Nie istniał żaden głos, który mógłby się teraz Cross przeciwstawić, ale to nic. I tak miała ochotę triumfować, a mogła już zacząć, bo przecież Vanberg nie miała szans wygrać kłótni.
— Mogłaby się wściekać, że to ja cię znalazłam pierwsza, a nie ona. Może i cię trochę naobrażała, ale gust zawsze miała doskonały i dobrze rozumiała, z czego bierze się mój problem. — Obróciła się znowu w stronę swojej modelki, którą zmierzyła uważnym i wyjątkowo obłapiającym spojrzeniem. Prescott była przecież fenomenalnym trofeum, którego mogłaby jej zazdrościć nie tylko Raven.
— Albo byłaby zazdrosna o mnie. Raz na jakiś czas wychodził z niej pies ogrodnika, a ciebie na pewno uznałaby za zagrożenie w kwestii swojej pozycji — wyjaśniła, gasząc papierosa w trawie gdzieś obok. Wzruszyła ramionami, jakby takie emocje wobec przyjaciółki były totalnie normalne i często spotkyne.
Ruelle I. Prescott