25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Długo walczyła ze sobą, żeby w końcu ją tutaj przyprowadzić. W normalnej sytuacji, czyli gdyby Raven była żywa, na pewno już dawno zaaranżowałaby takie spotkanie. Najlepiej przypadkowe, żeby wziąć Ruelle z zaskoczenia i coś z niej wyciągnąć użytecznego. To byłoby jednak... normalne. Jak spotkanie z Casparem, bo to chyba najnormalniejsza interakcja, jaką kiedykolwiek miały z osobą trzecią. Zapraszanie kogoś na pogadanie z nagrobkiem zdecydowanie nie jest normalne, a już na pewno nie w takim rodzaju relacji, w jakim utkwiły. Na szczęście żadna z nich nie była normalna, więc sprawdzało się to zadziwiająco dobrze. Nie żałowała, że ją tu przyprowadziła przynajmniej na razie. Czuła, że jest słuchana ze szczerym zainteresowaniem. Nie miała wątpliwości, że jej dziewczyna jest tu z własnej woli, nie zakrywa się kurtuazją i po prostu chce lepiej zrozumieć sposób działania mózgu swojej artystki. Było to absolutnie przedziwne uczucie i przy okazji podejrzanie miłe.
— Oczywiście, że tak — zgodziła się i uśmiechnęła z dumą. W duecie były zdecydowanie okropne i nie do podjebania. Może trochę do wyjebania, ale kto by się tym przejmował. Na pewno nie one dwie. Nie było absolutnie niczego dziwnego w tym, że akurat taka kwestia cieszyła River.
Zdawała sobie sprawę, że jej matka na pierwszy rzut oka nie wzbudza w nikim entuzjazmu. W River też czasami wzbudzała go bardzo mało, ale po dwudziestu pięciu latach znajomości dobrze wiedziała, że w Minju było dwa razy więcej rzeczy dobrych niż paskudnych. Raven miała okazję się o tym niejednokrotnie przekonać, ale na miejscu Ruelle Cross byłaby równie zażenowana takimi matkami.
— Ale jesteś spierdolona w inny sposób niż zakładała Raven. O, to kolejny mój sukces. Miała cudowną wyobraźnię, ale nawet nią by nie objęła tego, jaka jesteś spierdolona. Nie doceniła cię — powiedziała totalnie poważnym tonem. Dobrze, że jej się to całe spierdolenie tak bardzo podobało, bo inaczej nie miałaby ochoty się do Ruelle jakkolwiek zbliżać. A tak się składało, że chciała być blisko niej zadziwiająco często. Do tego tanga również potrzeba było dwojga, ale dłoń tanatopraktorki na udzie dość jasno wskazywało, że miała w tym momencie identyczną potrzebę.
— Och, z Raven to nigdy tak do końca nie wiadomo, o chuj jej chodzi. — Spojrzała na przyjaciółkę, uśmiechając się szyderczo, jakby faktycznie starała się z nią teraz podrażnić. Nie istniał żaden głos, który mógłby się teraz Cross przeciwstawić, ale to nic. I tak miała ochotę triumfować, a mogła już zacząć, bo przecież Vanberg nie miała szans wygrać kłótni.
— Mogłaby się wściekać, że to ja cię znalazłam pierwsza, a nie ona. Może i cię trochę naobrażała, ale gust zawsze miała doskonały i dobrze rozumiała, z czego bierze się mój problem. — Obróciła się znowu w stronę swojej modelki, którą zmierzyła uważnym i wyjątkowo obłapiającym spojrzeniem. Prescott była przecież fenomenalnym trofeum, którego mogłaby jej zazdrościć nie tylko Raven.
— Albo byłaby zazdrosna o mnie. Raz na jakiś czas wychodził z niej pies ogrodnika, a ciebie na pewno uznałaby za zagrożenie w kwestii swojej pozycji — wyjaśniła, gasząc papierosa w trawie gdzieś obok. Wzruszyła ramionami, jakby takie emocje wobec przyjaciółki były totalnie normalne i często spotkyne.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To wahanie nie wzięło się znikąd. Zapewne walczyłaby ze sobą także, gdyby ich relacja wyglądała nieco lepiej niż to, co ze sobą dzieliły dotychczas. Jakby nie patrzeć to jednak chodziło o coś wyjątkowo osobistego i dotykającego wrażliwych części ludzkiej duszy. Z czymś takim lepiej było się nie dzielić z kimś, kto nie potrafiłby tego docenić lub przyjąć w odpowiedni sposób.
Jeśli tylko Raven by żyła to na pewno to spotkanie byłoby o wiele mniej przyjemne dla Prescott. Musiałaby się zmierzyć z prawdziwą przyjaciółką, która zapewne byłaby gotowa walczyć w imieniu rysowniczki jak lew. Pewnie próbowałaby zniszczyć Ruelle, gdyby tylko ta w jakiś sposób skrzywdziła artystkę, a Rue nie mogłaby w żaden sposób z tym polemizować. Często zasługiwała na to, aby ktoś jej przynajmniej ostro wygarnął.
Powinna się cieszyć z tego, że omijają ją podobne konfrontacje, ale dzięki nim byłoby ciekawiej... a River byłaby szczęśliwsza z przyjaciółką przy boku. Nawet jeśli oznaczałoby to, że nie ma tematu dla swojego kolejnego komiksu.
- Okay. Czyli po prostu cieszysz się z tego, że przerosłam oczekiwania Raven? Vale... - mruknęła tonem, który sugerował, że gdyby znajdowały się teraz w środku gry komputerowej to u góry ekranu pojawiłby się właśnie biały napis o treści Ruelle to zapamięta...
Na razie było naprawdę miło. Przez moment skupiały się wyłącznie na nagrobku, który się przed nimi znajdował. Tanatopraktorka w zamyśleniu przeciągała kciukiem po powierzchni uda swojej artystki, pozwalając na to, aby cisza przychodziła i odchodziła wraz z tym, co przychodziło obecnie do głowy Cross. Może faktycznie słyszała teraz jakiś głos? Nie przypuszczała nawet jak bardzo delulu mogła być jej rysowniczka, ale czy Ruelle ciągnęłoby do kogoś normalnego?
- Chyba masz słabość do lasek, którym nie wiadomo i chuj chodzi - wytknęła jej szybko, gdy tylko Cross jej o tym wspomniała.
Przez moment wpatrywała się w jej oczy i analizowała każde słowo, które padło z jej ust. Musiała przyznać, że to wszystko brzmiało wyjątkowo interesująco.
- Myślisz, że byśmy się dogadały? - zapytała jeszcze po czym lekko wzruszyła ramionami. - Oj nie śmiałabym zagrażać jej pozycji. Powinna być u ciebie zawsze na pierwszym miejscu.
Ciekawe jak faktycznie wyglądałaby ich relacja, gdyby miały tylko okazję się spotkać. Czy polubiłyby się? Mogłyby wspólnie egzystować przy boku Cross, a może lepiej byłoby je trzymać od siebie na dystans?
Szkoda, że na podobne pytania nigdy nie uzyskają odpowiedzi. O ile nikt nie zdecyduje się napisać AU o spotkaniu tej trójki.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zasady w takich przyjaźniach bywały proste. Raven była z tych, które dawały sobie prawo do objeżdżania bliskich z góry na dół bez zająknięcia, a jednocześnie z tych, które były gotowe wydrapać każdemu, kogo nieco poniesie w ocenianiu artystki. Ruelle mogłaby nie mieć z nią łatwego życia, zdecydowanie.
— Cieszę się, że wyszło na moje. — Nie było łatwo się nie roześmiać na widok miny Ruelle, ale bardzo się starała. — I że ją poznałaś — dodała już bez złośliwości w głosie. Mogła sobie żartować ze swojej modelki do woli, ale przecież gdyby naprawdę ją miała za taką okropną, to teraz nie spędzałaby z nią czasu. Zakładając, że takie wyznania mogą nieco przerosnąć wrażliwy układ nerwowy Prescott, nachyliła się do jej strony i przypieczętowała te słowa krótkim pocałunkiem, żeby dziewczyna miała co zrobić z myślami i ustami. Strzelała, że to dla Rue nieco prostsze niż wymyślenie odpowiedzi, która przypadkiem nie wpuści artystki zbyt głęboko w samą siebie.
Pokiwała smutno głową, zgadzając się z oceną swoich słabostek. Im ktoś był bardziej pokręcony, tym bardziej był w guście River. To akurat nie ulegało wątpliwości. Zarówno martwa, jak i ta żywa były totalnymi dziwadełkami. Cross nie potrafiła przejść obok takich obojętnie i chociaż nie spróbować sprawdzić, o co jej chodzi. W przypadku Raven robiła to przez kilkanaście lat i nawet czegoś się w tym czasie dowiedziała! Może z Ruelle też nie będzie tak źle?
— Miała cię za spierdoloną wyłącznie przez to, że wydawało jej się, że nie masz prawa mi złamać serca. Ufała mojemu gustowi, bo miała podobny, więc na pewno by cię polubiła — odpowiedziała bez zbędnego zastanawiania się. Miała to już dokładnie przemyślane i obgadane z martwą przyjaciółką. Może i Vanberg skąpiła jej rad, ale ona i tak z uporem maniaka opowiadała jej o sytuacji z Rue, którą żyła już kolejny miesiąc. Fakt, że Raven nie była w stanie po prostu obrócić się na pięcie i wyjść był cudowny. Jakieś tam plusy były z tego jej nieżycia.
— Caspara uwielbiała. Nie mam pojęcia za co. Chyba po prostu nie miała za dużych wymagań wobec świata — mówiła to oczywiście z pełną sympatią. Wyśmiewanie Fernwooda miała we krwi, do czego Ruelle pewnie zdążyła się już nawet przyzwyczaić. Sama dzielnie w tym uczestniczyła! Nie zmieniało to faktu, że jego też znała od kilkunastu lat i traktowała jak bliskiego przyjaciela. To było bardziej niż oczywiste, że w pewnym momencie życia musieli się poznać i na całe szczęście okazało się, że mieli ze sobą więcej wspólnego niż przyjaźń z River.
— A ty byś na bank na nią leciała. Może i nie rysowała, ale była jedną z tych osób, na które nie da się nie spojrzeć, jak wchodzi do pokoju. — Trudno było oceniać, czy wszystko, co mówiła na jej temat River było obiektywną prawdą. Pewnie niekoniecznie. Jak wiele faktów naciągała ze względu na sympatię, a jak wiele przez żałobę? Pewnie zero. To był jej sposób patrzenia na ludzi, którzy potrafili urastać w jej oczach do niesamowitych figur, co Prescott miała okazję niejednokrotnie już zauważyć w sztuce na swój temat.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Biorąc pod uwagę jak burzliwa była jej relacja z rysowniczką to pewnie naraziłaby się Raven bez większego problemu. Tak przynajmniej cała trójka mogła sobie zaoszczędzić dram oraz głośnych konfrontacji. Faktycznie były jakieś plusy z tego całego nieżycia. Chociaż wydawały się marne w porównaniu z korzyściami na jakie żadna z nich nie miała już szansy.
Mogłaby coś odpowiedzieć na to krótkie wyznanie, ale River chyba nie chciała ryzykować tym, że tanatopraktorka zniszczyłaby niepotrzebnymi słowami ten moment. Zamknęła jej usta krótkim pocałunkiem, który Prescott przyjęła z zadowoleniem, przysuwając się odrobinę bliżej do swojej artystki. Zrezygnowała z prób powiedzenia czegokolwiek, bo może faktycznie lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby milczała.
Udało jej się dokonać całkiem celnej i słusznej analizy jeśli chodziło o upodobania River, co do osób, do których Cross z jakiegoś powodu ciągnęło. Gdzieś w idealnym świecie to może Raven skończyłaby jako żona artystki, a Ruelle byłaby wyłącznie ich dziwną sąsiadką z mieszkania obok, która pracuje z trupami. Tylko, że znajdowały się w znacznie odmiennej rzeczywistości.
- Na moją obronę to nie zrobiłam tego celowo - zastrzegła tak jakby w tej chwili miała się bronić przed zarzutami nieżyjącej dziewczyny.
Nie przypuszczała, że ten pocałunek coś dla River znaczył. Była też ślepa na wszelkie oznaki zainteresowania jakie dziewczyna mogła jej okazać. Zresztą w tej kwestii chyba naprawdę niewiele się zmieniło od czasów liceum. Potrzebowała bezpośredniości i oczywistości tak wielkiej, że nawet ona nie byłaby w stanie jej zignorować lub źle odczytać.
- Myślę, że po prostu Caspar już taki jest. Trudno go nie lubić. Nawet z tym jak wkurzający potrafi być - oceniła, bo może i nie znała Fernwooda zbyt długo, ale po wspólnym konwencie i wymianie wiadomości na insta mogła dojść już do pewnych wniosków.
Zaskakujące było jak wiele udało się jej dowiedzieć na temat rysowniczki. To było aż niebezpieczne. Sama z kolei jeszcze się przed nią nie otworzyła w ten sposób i nie zaoferowała nic od siebie. To pewnie jednak mogło wkrótce ulec pewnej zmianie.
- Nie lecę wyłącznie na ludzi, którzy rysują. Jesteś jedyna w tym względzie - sprostowała, bo kiedyś już wspominała dziewczynie, że nie zna innych osób o podobnym talencie. - Może bym na nią poleciała... O ile nie próbowałaby mnie zamordować z twojego powodu. Z drugiej strony jest jakieś dziwne seksualne napięcie, gdy się z kimś walczy na śmierć i życie.
Nie miała najmniejszego pojęcia jak mogłaby wyglądać jej relacja z Raven. Pewnie byłaby ciekawa. Może też, gdyby nie River to mogłyby trafić do łóżka. Nie było jednak sensu zastanawiać się nad czymkolwiek podobnym. Były tylko one dwie. Siedziały przed nagrobkiem z wyrytym imieniem trzeciej dziewczyny, a Ruelle powoli objęła swoją randkę w pasie, aby znaleźć się bliżej niej i oprzeć głowę na jej ramieniu. Cmentarze naprawdę potrafiły rozbudzić w człowieku emocjonalność.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znając upodobania tej trójki, nawet jeśli bogowie połączyliby River i Raven węzłem małżeńskim, sprawiając, że ich personalia obok siebie zaczęłyby wyglądać jeszcze durniej niż już wyglądały, to pewnie dokooptowaliby im Ruelle, zsyłając ją na jakiejś imprezie albo na Tinderze, gdzie szukałyby dodatkowej osoby do trójkąta. A reszta byłaby historią.
— No i właśnie tu uważała za spierdolone. Nie była w stanie pojąć, jakim cudem nie widzisz, że mi się podobasz, bo przecież jakbyś tylko zauważyła, to od razu byś się na mnie rzuciła, bo jestem taka świetna. — Wywróciła oczami, uznając, że akurat w tej kwestii Vanberg trochę przesadzała. River przecież nie była aż tak idealna. Była świetna, mądra, zdolna, wyjątkowo urodziwa, zabawna, bystra, uprzejma, miała złote serce i... chwila, o czym to ja... A tak. River nie była doskonała pod każdym względem, żeby tak każdy z miejsca się nią koniecznie zauraczał. Zdawała sobie sprawę, że da się jej jakimś cudem nie polubić. Co ciekawe, czas pokazał, że Raven miała sporo racji.
— Ale sztuka to chyba pierwsze, co ci się we mnie naprawdę spodobało — zwróciła jej uwagę. Całowanie na cmentarzu to jedno, ale dopiero po tym, jak River pokazała jej pierwszy raz rysunek, Prescott pozwoliła sobie na moment zapomnienia. Podobało jej się bycie potraktowaną jak dzieło sztuki. Rozkręciło ją to na tyle, że zgodziła się na bezpośrednie pozowanie, które przy okazji eskalowało w niesamowitym tempie, zaskakując samą artystkę. Rysowanie na pewno pomogło Cross oczarować swoją muzę. Gdyby była zwykłą programistką i całkowicie zwyczajnie zauroczyłaby się w Prescott, pewnie nie zwróciłaby na niej znowu uwagi, zupełnie jak w liceum.
— Po pierwsze, wydaje mi się, że jednak na bank byłaby zazdrosna właśnie o mnie. Mogłybyście się równie dobrze o mnie bić — sprostowała, nagle zmieniając front. Jeszcze przed momentem nie była przecież pewna, który rodzaj zazdrości wypłynąłby z przyjaciółki, a tu proszę bardzo. Wystarczyło wyobrażenie takiego konfliktu, by River została mu sprzedana.
— Po drugie, nawet się nie wysilaj i nie mów, że skończyłabym jak Geralt po uwodzeniu i Triss, i Yennefer — pociągnęła, zanim jeszcze jej modelka zdążyła się odezwać. Tym razem jednak zwróciła się do nagrobka, wycelowując w niego palcem. — Na to akurat popatrzyłabym z przyjemnością — dokończyła.
— A po trzecie, skąd wiesz, jakie jest napięcie seksualne między ludźmi walczącymi na śmierć i życie? Jak dużo trupów masz na koncie, Mała? — zapytała ciszej, a gdy dziewczyna oparła się na jej ramieniu, obróciła nieznacznie głowę, pozwalając połaskotać się po twarzy jej włosom. Do nozdrzy od razu dotarł zapach jej szamponu, który z zadziwiającą lekkością uspokajał ją, totalnie nieprzejmujące się faktem, jak skrajnie dziwaczny i uroczy był to moment.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W alternatywnej rzeczywistości wszystko było możliwe. Może nawet zamieszkałyby razem w jakimś dziwnym trójkącie. Lub znienawidziłyby się do tego stopnia, że w końcu ich konflikt przyniósłby ofiary śmiertelne oraz pobyt w więzieniu dla kobiet. Każda opcja mogła się rozegrać w jednym z milionie multiwersów.
- Dlatego, że jestem upośledzona emocjonalnie, a według diagnozy doktor Cross cierpię na autyzm - przypomniała jej, bo przecież nie dalej niż parę godzin temu rysowniczka chciała wiedzieć czy kiedykolwiek Ruelle otrzymała jakąś profesjonalną diagnozę.
Nie umiała odczytywać podobnych sygnałów. Interpretacja zamiarów oraz emocji innych ludzi przychodziła jej z trudem. Ba, swoich nie potrafiła pojąć, a co dopiero cudzych. Nikogo pewnie nie powinno zatem dziwić to, że udało jej się jakiś cudem przeoczyć to, że mogła się podobać pewnej dziewczynie, z którą chodziła do klasy, a którą pocałowała dla zabawy na jednej imprezie.
- Na pewno zainteresowało. Nikt wcześniej mnie nie rysował. Byłam tego ciekawa... i pijana na tyle by pójść w to bez zastanowienia - przyznała, bo zdecydowanie tamtego wieczoru była bardziej niż wstawiona i okazała dziewczynie swoją bardziej przylepną stronę.
Żadna z nich nie spodziewała się tego, że sprawy przybiorą taki obrót, gdy umawiały się na to, aby River pokazała jej swoje rysunki. To było dla niej coś nowego. Chciała to eksplorować, a alkohol płynący w żyłach sprawiał, że było to wyjątkowo łatwe, bo poddawała się dziewczynie bez jakichkolwiek oporów. Nie żałowała nic z tego, co się wtedy zadziało. Właśnie wtedy udało im się opracować tę jakże dziwną relację pełną seksu, artyzmu i sprzeczności.
- Dziwne te twoje fantazje, Cross. Nie pobiłabym się o ciebie z kimkolwiek - zaprzeczyła od razu, bo to zdecydowanie nie było w jej stylu.
Jak to właściwie miałoby wyglądać? Nie potrafiła sobie tego zwizualizować. Zapewne, gdyby do takiej potyczki doszło to tylko dlatego, że Raven by się na nią rzuciła, a Prescott przeszłaby do samoobronny. Pewnie River dopisałaby do tego swoją własną interpretację wydarzeń i takim cudemm wyszłoby, że tanatopraktorka także się o nią biła.
- Nie chciałam powiedzieć nic podobnego. Byłybyśmy kurewsko gorącym trójkątem - rzuciła nieco żartobliwym tonem, ale pobrzmiewała w nim również swoista pewność, gdy chodziło o wypowiedziane stwierdzenie.
Nie znała upodobań ani charakteru Raven, ale jeśli faktycznie był on zbliżony do tego River to... mogłyby stworzyć iście wybuchową mieszankę i moze jednak stworzyć coś pięknego. Szkoda, że nigdy się o tym nie przekonają.
- Już to pomiędzy nami jest intensywne, a pomyśl sobie, co jakby jeszcze ktoś próbował to wszystko podkręcić - powiedziała, nie zamierzając zdradzać swoich sekretów, ani też tłumaczyć się z tego, co powiedziała.
Zamiast tego pozwoliła sobie na ten jeden, zapewne o wiele zbyt czuły, gest. Wdychała ostrożnie zapach jej perfum i na chwilę zagłębiła się w świecie fantazji, który był o wiele bardziej barwny i przyjemny od tego, co gwarantowała im rzeczywistość. Mogły sobie na to pozwolić. Był to naprawdę przedziwny moment bliskości. Nie tyle tej fizycznej, ale także tej emocjonalnej.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No właśnie! Więc to nie twoja wina, taka się po prostu urodziłaś — pocieszyła ją, wciąż lawirując na granicy żartów, którymi mogłaby bardzo łatwo przegiąć pałę. Miała nadzieję, że mimo tego całego upośledzenia emocjonalnego Ruelle zdawała sobie sprawę, że tylko się zgrywała.
— Ale teraz już wiesz, że mi się podobasz czy nadal nie ogarniasz? — Wolała się upewnić, bo z tą babą to naprawdę nigdy nie wiadomo. Czy byłaby zaskoczona, gdyby Prescott przyznała, że jakoś wcześniej tego nie ogarnęła? Chyba nie. Po ich ostatniej kłótni na boisku zdała sobie sprawę, że ta dziewczyna naprawdę jest odklejona od rzeczywistości i jeżeli nie będzie do niej mówić drukowanymi literami i to najlepiej w kilku językach jednocześnie, to nic do niej nie dotrze.
Zaśmiała się głośno, słysząc wyjaśnienie odnośnie do słabości jej modelki do sztuki. Cross nie znosiła nudy, a przy niej naprawdę nigdy jej to nie groziło. Potrafiła ją zaskoczyć nawet w tak banalnych momentach. Zawsze, kiedy już jej się wydawało, że rozumiała, jak działał umysł Ruelle, ona ją zaskakiwała czymś nowym. Jak miałaby nie stracić głowy dla kogoś, kto był w stanie ją zagiąć z taką łatwością? I to zazwyczaj niecelowo.
— Te twoje pragmatyczne i chłodne sprostowania, które chyba mają być komplementami, są niesamowite, wiesz? — pochwaliła ją, wciąż rozbawiona. Prescott nie myślała jak typowa artystka, czyli jak osoby z którymi River ma najczęściej do czynienia. Bez trudu mogłaby przewiedzieć dziesiątki odpowiedzi, którymi Rue mogłaby spróbować ją teraz oczarować i rozpieścić. Pewnie byłby bardzo miłe, bo Cross doceniała niemal każde łechtanie własnego ego, ale byłyby... przewidywalne. Z tą typiarą nie dało się za wiele przewidzieć.
— Och, daj mi sobie trochę powymyślać. Nie mogłabyś być o mnie zazdrosna chociaż w sferze fantazji? — Nie zakładała na poważnie, że mogłoby dojść do jakiegokolwiek starcia, a już na pewno nie fizycznego. Raven nie była tak agresywna jak River, więc z dwójki, która mogłaby być potencjalnie zainteresowana artystką, żadna nie nadawała się do boju. Niewiele wynikłoby też z prób sprzeczek albo zagarniania rysowniczki dla siebie przez Vanbeg, jeżeli jedyną reakcją Prescott byłoby wycofanie się i pójście w swoją stronę. Zero zabawy.
— Ostatnio kumpel zaproponował mi, że podszkoli mnie w kwestii bicia się po tym, jak wdałam się w malutką bójkę w jego klubie. W zamian mam namalować akt z jego narzeczoną. Lojalnie ostrzegam, że niedługo nie będziesz miała ze mną szans. — Nie myślała nigdy, by faktycznie wyładowywać na Ruelle swoją agresję, ale zdążyła się już nauczyć, że może ślepo podążać za każdym pomysłem swojej modelki, bo ostatecznie na bank będzie bardzo zadowolona. Nie doszło wprawdzie jeszcze do tego treningu z Madoxem, więc wszystkie jej umiejętności opierały się na doświadczeniu ulicznym, ale może nawet to by wystarczyło? Wygrała z wielkim chłopem w klubie, więc poradzi sobie też z malutką tanatopraktorką! Może przynajmniej tym razem nie będzie krwawić jak zarzynany prosiak.
Mogłaby siedzieć w tym doborowym towarzystwie do rana. Bliskość Raven i Ruelle przynosiła jej ukojenie. Nie była w stanie odrzucić od siebie palącego smutku wywołanego tęsknotą za przyjaciółką, ale zaczynało też do niej docierać, że akurat to nie zniknie nigdy. W tym momencie nie było to jednak najważniejsze uczucie. Wreszcie całkowicie wierzyła w to, że Prescott jest z nią całkowicie szczera w swoim milczeniu. Nie wyciągnęła z niej tego seksem, więc siłą rzeczy liczyło się podwójnie. Wciąż nie była pewna, jak z nią obcować, by po tym wszystkim jej nie spłoszyć, ale przynajmniej teraz zyskała pewność, że bardzo, bardzo chce tego spłoszenia uniknąć.
— To jak, zasłużyłam żeby cię odprowadzić do domu? — odezwała się po dłuższej chwili. Jakkolwiek seks sen na cmentarzu był kuszący, szczególnie w ciepłych objęciach jej modelki, to jednak zdrowy rozsądek musiał wziąć górę. Nie mogą przeciągać dnia o tematyce River w nieskończoność i oczywiście nikt nie żałuje tego bardziej niż sama Cross.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła skwitować inaczej tego podsumowania Cross inaczej niż twierdzącym pomrukiem. Taka już była. Mogła próbować być bardziej uważna i starać się lepiej odczytywać intencje oraz emocje innych, ale nie wychodziło jej to zanadto. Tak jak kiedyś wspominała już River: istniało wiele rodzajów inteligencji, a tą emocjonalną nie została obdarzona.
- Podobam ci się? - zapytała wielce zdziwiona, przykładając dłoń do serca. - Więc to dlatego wykonałaś ze mną dziesiątki szkiców, obraz i nie możesz ode mnie oderwać rąk, gdy tylko się spotykamy? No zobacz... Nigdy bym nie powiedziała.
Może i brzmiało to drwiąco, ale z pewnością Prescott nie chciała być w tym momencie złośliwa. Zamiast tego chciała jedynie podkreślić jak ślepa musiałaby być, aby nie zdawać sobie sprawy z tego, że podoba się artystce. Nie miała tylko pojęcia jak bardzo i co ta właściwie czuje względem niej, ale może faktycznie nie miało to wszystko tak wielkiego znaczenia skoro podobno Cross nie przeszkadzał aromantyzm jej modelki.
Nigdy nie sądziła, że będzie w stanie tak łatwo rozśmieszyć River. Równie zaskakujące wydawało się to, że nawet jej nie przeszkadzało, kiedy rysowniczka śmiała się z tego, co tanatopraktorka mówiła jak najbardziej poważnie.
- Nie wiem, co w tym takiego niesamowitego skoro mówię jedynie same fakty - odpowiedziała całkowicie niezrażona.
Może i posiadała pewną wrażliwość, która pomagała jej zrozumieć sztukę, ale na co dzień posługiwała się raczej logiką i rozumem niż uczuciami. Tylko, że to pewnie nie było aż tak widoczne w momencie, gdy znajdowała się obok swojej artystki.
- Dobra. W takim razie snuj swoje fantazje do woli. Co jeszcze chciałabyś sobie wyobrażać? - zapytała zaczepnie, ciekawa jakie to jeszcze dziwactwa mogły się kryć w głowie rysowniczki.
Nie miała pojęcia na ile skora do bitki mogłaby być sama Raven. Nie znała jej na tyle, aby móc sobie wyobrażać z nią różne scenariusze, ale Cross zapewne teraz mocno pracowała nad wizjami, które się kołatały w jej głowie. Na pewno zatem miała garść cudownych pomysłów.
- Czyli teraz chcesz malować jakąś randomową laskę w zamian za przysługi? Ciekawe jak ci to wyjdzie - mruknęła, ale tym razem zdecydowanie nie zamierzała reagować tak ostro na informację związaną o umieszczaniu kogoś innego na obrazie.
No, może trochę miała wrażenie, że to umniejsza jej własnej wyjątkowości, ale z drugiej strony nie kryło się za tym nic więcej poza swoistym zleceniem, więc nie miała jakiegokolwiek powodu do zbyt ostrej reakcji. W przeciwieństwie do tego momentu, gdy zauważyła eksperyment Cross w jej sypialni. O tym na pewno nie zapomniała.
Na chwilę po prostu zastygły w tym momencie. Ruelle nie myślała o niczym szczególnym. Miała przed sobą nagrobek z wyrytym imieniem oraz datami dziewczyny, która była wyjątkowa dla siedzącej obok niej rysowniczki, a jej bliskość wydawała się wyjątkowo kojąca. Nawet nie wpadła na to, że wypadałoby się ruszyć z miejsca dopóki nie usłyszała głosu River, który rezonował tuż przy jej ciele.
- Tak sądzę... - odpowiedziała z pewnym wahaniem, unosząc głowę z jej ramienia.
Teraz nadeszła pora na to, aby ona się zawahała. Przez moment jej spojrzenie pozostawało utkwione w klonie rosnącym nieco dalej na terenie cmentarza nim zawędrowało z powrotem na twarz rysowniczki.
- Ale jeśli ci to odpowiada to zrobiłabym tu jeszcze jeden przystanek - powiedziała w końcu, uznając, że za to wszystko powinna się na pewno odwdzięczyć czymś swojej artystce.
W końcu nie mogła być wiecznie tą jedyną, która się odsłaniała w tej dziwnej i niezwykle pokręconej relacji zbudowanej na nietypowych fundamentach.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Fakt, że Ruelle nie rozumiała, dlaczego River się z niej śmieje, był jeszcze zabawniejszy. Również nie spodziewała się, że może mieć przy tej dziewczynie tyle radochy i że będzie umiała ją tak bardzo rozbawiać. Nie zawsze robiła to z premedytacją, ale to nie było aż tak istotne. Ważne, że na koniec człowiek się faktycznie śmiał.
— No właśnie. Większość osób, kiedy mówi komplementy, koloryzuje rzeczywistość albo mówi o swoich emocjach, a nie faktach — wyjaśniła cierpliwie. To nie był żaden zarzut, a raczej – o ironio – stwierdzenie faktu. Prescott powinna być więc zadowolona. Artystka nie miała do niej żalu, że nie wyrażała swoich myśli w podobny sposób, co ona. No dobra, nie miała o to żalu akurat w tym konkretnym momencie.
— Zazdrość wydaje mi się na ten moment najbardziej absurdalna do osiągnięcia w rzeczywistości, więc jest na pierwszym miejscu. Na całą resztę, na którą miałabym ochotę, pewnie dałabym radę cię namówić. No może jeszcze w tej fantazji napisałabyś do mnie randomowo w środku dnia tylko po to, żeby powiedzieć, że się stęskniłaś. — Fantazje były wyjątkowo proste, żeby nie powiedzieć banalne. Nie miały też wiele wspólnego z seksem, bo tego faktycznie nie musiała sobie wyobrażać. Wiedziała, jak uwieść Ruelle i namówić ją do wyprawiania z nią wszystkiego, co tylko przyjdzie artystce do głowy. Ale żeby robiła takie rzeczy, które większości przychodzą luźno jako pierwsze? No nie ma szans.
— Laskę w towarzystwie jej faceta — sprostowała. — Ale spoko, jeżeli sobie nie życzysz, to mogę się z tego wycofać. Najwyżej innym razem, jak mnie będzie obłapiać jakiś zbok i się postawię, to napiszę do ciebie ostatnią moją wiadomość wprost z ostrego dyżuru. — Dramatyzowała tylko po to, żeby się z nią podroczyć. Odsunęła nawet na moment włosy ze skroni i przesunęła palcem po skórze, na której znajdował się jeszcze słabo widoczny, zaczerwieniony ślad. Nic wielkiego jej się w tej ostatniej bójce nie wydarzyło. Wyglądało to kiepsko, ale to wyłącznie wina miejsca, w które oberwała. Niech jednak Ruelle poczuje choć trochę trwogi o swoją rysowniczkę! A przy okazji Cross miała nadzieję, że po tym tłumaczeniu zrozumie, że potencjalny obraz w formie wymiany za przysługę nie znaczył dla niej nawet ułamka tego, co znaczył ten z Prescott w roli głównej.
Fakt, że tanatopraktorka siedziała przy niej, rozkoszując się po prostu bliskością, był totalnie absurdalny. Raven byłaby w totalnym szoku, gdyby była w stanie to zobaczyć – co do tego Cross nie miała wątpliwości. Bardzo się cieszyła, że choć raz przyjaciółka nie miała racji. River też zresztą ostatnio błędnie oceniła swoją modelkę. Nie była przecież taka najgorsza na świecie.
— Tutaj? Jasne, prowadź. — Podniosła się z trawy i otrzepała tyłek, by następnie zrobić to samo z pośladkami Ruelle. Nie było na nim ani śladu brudu, ale przynajmniej znalazła sobie pretekst, żeby ją podotykać. Nie miała pojęcia, czego ma się spodziewać. Nie oczekiwała od dziewczyny, że też się otworzy, nie chciała na nią w żaden sposób naciskać i była w stanie zaakceptować tempo, jakie chciała zachować Prescott... przynajmniej na razie. Ale na samą myśl, że dziewczyna chciała się z nią czymś podzielić, czuła rosnącą ekscytację. To jeszcze lepsza nagroda niż te wszystkie komplementy. Posłusznie dała się więc poprowadzić w stronę narzuconą przez tanatopraktorkę.

Ruelle I. Prescott
Werka
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie starała się być zabawna, ale chyba miała jakiś talent do tego, aby bawić swoją rozmówczynię niezależnie od swoich intencji. Na ten moment nie wydawało jej się to być czymś wyjątkowo irytującym czy niepożądanym. Gorzej na pewno byłoby, gdyby chciała z nią o czymś poważnie porozmawiać, a River byłaby w stanie na to reagować wyłącznie śmiechem.
- Chyba właśnie na takich komplementach ci zależało najbardziej... Głównie jeśli chodzi o twoją twórczość - przypomniała jej, bo miały ustalone, że Ruelle dokonywała szczerej krytyki jej dzieł.
Na ten moment mogła odnosić wrażenie, że jednak to wszystko im odpowiada. Prescott mogła zaryzykować stwierdzeniem, że nie była taka jak inne, co chyba się nawet zgadzało w ten czy inny sposób.
- Czyli twoje fantazje ograniczają się do zazdrości i czułych gestów? Dosyć wyjątkowe zestawienie - rzuciła jeszcze, aby się z nią nieco podrażnić.
Z drugiej strony to jednak faktycznie wszelkie fantazje seksualne w ich wykonaniu całkiem szybko zamieniały się w rzeczywistość. Obie były bardziej niż chętne do tego, aby wprowadzać w życie wszelkie pomysły, które mogły im wpaść do głowy, gdy chodziło o fizyczność. Jeszcze nie zdarzyło się, aby którakolwiek z nich narzekała na wyobraźnię tej drugiej i raczej coś takiego nie nastąpi zbyt szybko.
- Czemu miałabyś z tego rezygnować? Namaluj ich... I daj znać jak poszło - odpowiedziała, nie zamierzając dać się porwać temu dramatyzmowi.
Oczywiście, że aktualnie River wyraźnie przesadzała, więc nawet nie wiedziała czy poważnie mówiła o tym, że może się wycofać na jej prośbę. Dlaczego nagle to miało dla niej takie znaczenie? Nie zamierzała jednak o to dopytywać, bo znowu pewnie wyszłaby na skrajnie niedomyślną i tak dalej.
Takiego obrotu wydarzeń nie tylko Raven mogła nie przewidzieć. Ta dwójka tak długo na siebie naskakiwała i psioczyła, że takie zwyczajne cieszenie się swoją obecnością wydawało się być czymś nadzwyczajnym i trudnym do wyobrażenia. Jednak mimo wszystko tu były i wydawało się, że nic nie mogło zakłócić tego momentu.
Przytaknęła na jej pytanie. Owszem, miała jej do pokazania coś tutaj. River nie była jedyną, która miała pochowaną bliską sobie osobę na tym cmentarzu. Powinno to być do przewidzenia skoro położony był on blisko domu Prescottów.
- Serio nie umiesz trzymać rąk przy sobie, co? - zapytała, gdy tylko się podniosły, a rysowniczka postanowiła szlachetnie otrzepać jej pośladki z niewidzialnego brudu.
Nie przeszkadzało jej to. W końcu uwielbiała jej dotyk. Chwyciła jedną z jej dłoni i pociągnęła pomiędzy grobami w kierunku starego klona, na który spoglądała jeszcze chwilę temu.
Zdawała sobie sprawę z tego, że nie musiała się odwdzięczać jej za to wszystko, ale chciała. Zresztą skoro już się tu znajdowały to mogły z tego skorzystać. Mimowolnie zacisnęła nieco mocniej niż zwykle palce na ręce Cross i puściła ją dopiero w momencie, gdy zatrzymała się przed jednym z nagrobków.
Był prosty i elegancki. Nie wyróżniał się tak szczególnie na tle innych. Ruelle wcisnęła dłonie do kieszeni jeansów i wbiła spojrzenie w płytę, na której widniało imię Eleanor Prescott i data śmierci sięgająca na cztery lata wstecz. Druga z dat, która oznaczała dzień narodzin denatki sugerował, że była ona w wieku, który pozwalał na to, aby była babką młodej tanatopraktorki.
- To przez nią pracuję w zakładzie pogrzebowym - powiedziała w końcu, nie odwracając ani na chwilę spojrzenia w kierunku rysowniczki. - Była pierwszą, którą przygotowywałam do pogrzebu...
Było coś dziwnego w jej głosie. Jakieś napięcie, którego wcześniej w nim nie było. Być może dlatego, że tym razem naprawdę starała się trzymać emocje na wodzy i mówiła o czymś, co było wyjątkowo osobistym przeżyciem. W dodatku takim, które w jakiś sposób ją ukształtowało.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”