25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Starła się podchodzić do tej rozmowy ostrożnie. Zachowywała spokój i nie szukała na siłę słów, które mogłyby uderzyć w Ruelle szczególnie mocno. Kilka chwil wcześniej chciała uciec od niej jak najdalej, uwolnić się z sytuacji, która odbierała jej zdrowy rozsądek, a teraz chciała wyłącznie zadbać o to, by to jej rozmówczyni poczuła się bezpiecznie. Nie odmówiła jej, ignorując wszelkie logiczne przesłanki. Zapięła obrożę, choć domyślała się, że ten gest ma dla nich całkowicie inny wydźwięk. Wpatrywała się w nią z tym prezentem wokół szyi, licząc, że tym razem dziewczyna naprawdę go doceni. Zgodziła się nazwać swoje uczucia na głos, choć domyślała się, że może im to zaszkodzić. Nie chciała tracić swojej muzy przed nadmierną szczerość, a jednocześnie w głowie jej się nie mieściło, by zatajać przed nią prawdę. Każde wyjście z tej sytuacji wydawało jej się złe, a z całego serca pragnęła wybrać to, co zaszkodzi im najmniej.
Uznała, że nie powinna być tą, która odezwie się pierwsza. Wydawało jej się, że Ruelle po prostu potrzebuje czasu, by oswoić się z tą nową informacją i że zaraz wszystko wróci do normy. Milczenie jej nie zaskoczyło. Spodziewała się, że będzie musiała cierpliwie poczekać, aż dziewczyna poukłada sobie to wszystko w głowie, a potem wrócą do ich codzienności jak gdyby nigdy nic. Nieco się jednak przeliczyła. Cisza przedłużała się w nieskończoność. Stawiała kolejne linie na płótnie, bardziej z potrzeby zrobienia czegoś z rękami niż chęci dopracowania planu. Wsłuchiwała się w niespokojny oddech swojej modelki, zakładając przy każdym kolejnym wdechu, że właśnie ten będzie uspokojeniem sytuacji. Nic takiego jednak nie następowało, a Cross zaczynała się coraz bardziej martwić.
W ogóle by się nie odezwała, gdyby wiedziała, że to wpłynie na jej rozmówczynię aż tak mocno. Nie chciała jej zrobić krzywdy własnymi emocjami. Nie była nawet pewna, jak powinna ją z tego wyciągnąć, skoro sama te nerwy przywołała. Nie miała do zaoferowania niczego poza sobą samą. Odłożyła ołówek i złapała ją za przedramiona, by oderwać ręce od własnego ciała. Obróciła się przodem do swojej modelki.
— Ej, Mała, spokojnie... Spójrz na mnie — poprosiła cicho. Delikatnie ujęła jej podbródek i uniosła głowę, żeby ich spojrzenia mogły się znowu spotkać. Wiedziała, że w każdej innej sytuacji byłaby w stanie uspokoić ją samą sobą, ale czy zadziała to też tym razem, skoro to ona wywołała w niej ten stan? Cholera wie. Musiała jakoś pokazać, że mogła czuć się przy niej bezpiecznie. Chciała spojrzeć jej w oczy z obietnicą, że nie planuje zrobić jej żadnej krzywdy. Nie zawsze potrafiły ufać słowom tej drugiej, ale nie miała żadnych wątpliwości, że dziewczyna będzie potrafiła dostrzec w niej szczerość. Rozmawianie o uczuciach zawsze szło im bardzo słabo, ale artystka była gotowa postawić wszystko, że Ruelle jest w stanie ją zrozumieć. Patrząc jej w oczy czuła się zawsze widziana, a to przecież powinno teraz wystarczyć.
— To naprawdę zmienia dużo mniej niż ci się wydaje — zapewniła łagodnie. Nadal nie do końca rozumiała, czego właściwie Prescott aż tak się bała, ale była gotowa jej z tym pomóc. Musiała tylko ją jakoś przekonać, że nie warto jest teraz uciekać. To wydawało się teraz najbardziej skomplikowane.
— Nie zmieni niczego, jeżeli uznasz, że tak będzie najlepiej — dodała. Położyła dłoń na jej karku i oparła skroń o jej czoło. W normalnej relacji te wszystkie wyznania mogłyby doprowadzić do małej rewolucji, ale ich znajomość nie nosiła żadnych znamion normalności. Po wytrzeźwieniu po ich ostatniej rozmowie na ten temat zdanie Cross się nie zmieniło, ale nie wiedziała, jak ma jej to wytłumaczyć. Była gotowa przyjąć każdą wersję, jeżeli oznaczało to, że tym samym jej od siebie nie odstraszy. Nie była w stanie nawet wyobrazić sobie wściekłości, w jakiej zatraciłaby się, gdyby tylko okazało się, że tą przesadną szczerością wymazałaby Ruelle ze swojej codzienności.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdawała sobie sprawę z tego, że obecnie była niczym dzikie zwierzę, które można było spłoszyć zbyt śmiałym i nieostrożnym gestem. Nie miała pojęcia dlaczego tak reagowała. Istotne jednak było to, że River dawała jej teraz czas i przestrzeń, aby mogła się w jakiś sposób oswoić z jej wyznaniem, a to nie przychodziło jej wcale tak łatwo.
Jedno potwierdzenie sprawiło, że nagle zaczęła nadmiernie analizować wszystkie poprzednie spotkania, interakcje i momenty, które w jakiś sposób ze sobą dzieliły. Rozkładała na czynniki pierwsze wiadomości, przyglądając się wszystkiemu pod zupełnie innym kątem. Teraz miała dla wszystkiego nowy kontekst. Próbowała zrozumieć, w którym momencie ich relacja uległa tej zmianie. Kiedy dokładnie River się w niej zakochała? Nie miała jednak najmniejszego pojęcia. To wszystko wciąż nie mieściło jej się w głowie.
Wciąż tkwiły w tej gęstej ciszy, a Ruelle coraz bardziej zsuwała się w dół spirali paniki. Właśnie tak wyglądało jej godzenie się z rzeczywistością. Musiała znosić niewygodne milczenie, które jedynie pozwalało na to, aby męcząca ją gonitwa myśli rozpędzała się jeszcze bardziej.
Wszystko rejestrowała mimowolnie. Jakby działo się gdzieś z boku i docierało do niej z opóźnieniem. Nie nadążała za tym wszystkim. Gdyby nie to, że Cross wyznała jej swoje uczucia w tak oczywisty i nonszalancki sposób to mogłaby przysiąc, że dziewczyna zdjęła z siebie swój ciężar jedynie po to, aby obciążyć Ruelle. Czuła bowiem jak coś uwierało ją w piersi i nie pozwalało zwyczajnie oddychać.
Cisza przeciągała się, a ona nie była ani odrobinę spokojniejsza. Zapętliła się w tym wszystkim i dopiero, gdy poczuła ucisk na swoich rękach, zrozumiała, że River przerwała proces nanoszenia szkicu na płótno. Wyprostowała się. Czuła jak mięśnie ponownie stają się napięte, ale rysowniczka robiła wszystko, aby ją uspokoić.
Posłusznie utkwiła spojrzenie w jej twarzy, gdy tylko Cross uniosła jej głowę. Miała ogromną ochotę uciec gdzieś wzrokiem, ale zamiast tego patrzyła tylko na nią niepewna, co powinna teraz zrobić. Stała przed nią naga. Miała jedynie jej obrożę na swojej szyi i chociaż już wielokrotnie występowała przed nią w negliżu to nigdy jeszcze nie czuła się tak... obnażona i mała.
To nie tak powinno wyglądać. W końcu nie ona miała tutaj nieodwzajemnione uczucia. Jednak to właśnie ona była uspokajana przez artystkę, która wmawiała jej, że wszystko będzie dobrze tym swoim cholernie przekonującym tonem. Chciała jej w to wierzyć. Chciała wtulić się w nią i zapomnieć o tym wszystkim, ale nie potrafiła tego zrobić. To mogło jednocześnie zarówno przynieść jej ukojenie jak i pogorszyć znacznie sprawę.
Powoli zaczęła oddychać bardziej miarowo pod jej spojrzeniem. Chociaż dalej miała wrażenie, że wszystko jest absolutnie nie tak i nie miała pojęcia jak na to wszystko zareagować.
- Tak uważasz? - zapytała i sama nie miała pojęcia czy zabrzmiało to oskarżycielsko czy może jakby wyrażała nadzieję, że faktycznie tak będzie.
Może Cross tylko tak próbowała im to wmówić? Albo była o tym przekonana akurat w tym momencie? Nie mogła mieć gwarancji, że potem to jedno uczucie nie zmieni wszystkiego... Zresztą, nawet jeśli to dlaczego się tym tak przejmowała? Mogła wzruszyć ramionami i kontynuować tę znajomość taką jaką była dopóki nie pojawi się wyraźny sygnał, że lepiej to wszystko urwać...
Chyba jednak za bardzo uzależniła się od jej dotyku, a także od tych artystycznej otoczki i uwagi samej rysowniczki. Polubiła ją. Szczerze polubiła. Chociaż sama ta sympatia była wyjątkowo skomplikowana i pokręcona. Dlatego nie chciała się od niej odrywać.
- A ty czego chcesz, River? - odparowała pytaniem, bo skąd miała wiedzieć, co dla niej byłoby najlepsze.
Na razie nie uciekała. Chociaż wcześniej ją to kusiło to powstrzymała się od naciągnięcia na siebie w pośpiechu ubrań i zniknięcia za drzwiami. Teraz jednak tkwiła przed nią i domagała się dalszych odpowiedzi.
Wciąż zachodziła w głowę jak River wyobrażała sobie teraz ich relację i co by w niej zmieniła, gdyby tylko mogła. Drżała cała w środku, oczekując jej odpowiedzi. Nie była pewna tego, co usłyszy ani jak to wpłynie na ich dwójkę.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała nadzieję, że znajdzie w jej oczach więcej zrozumienia albo chociaż nadziei, że zaraz wszystko się rozwiąże. Nic jednak nie było takie proste. Przygniatał ją stres, który gotował się w Prescott. Było go zdecydowanie za dużo jak na jej drobne ciało. Nie była w stanie cofnąć czasu i jednak zachować swoich uczuć dla siebie. Wiedziała, że próba wmówienia Ruelle, że to był tylko żart, skończy się jeszcze gorzej. Na ucieczkę było już za późno. Musiała zmierzyć się z konsekwencjami tego, co zrobiła. Po prostu nie wiedziała, jak to zrobić. Nigdy jeszcze nie spotkała się z tego typu reakcją na własne emocje i w ogóle takiej nie zakładała. Gdyby miała strzelać, uznałaby raczej, że jej modelka będzie wściekła albo kompletnie obojętna. Takie wyzwania nie powinny może opierać się na spontaniczności? Mogła przygotować sobie całą przemowę i dopiero wtedy do wszystkiego się przyznać. Ale czy to faktycznie by coś zmieniło czy to tylko myślenie życzeniowe? Rozmowy o emocjach zawsze pojawiały się między nimi kompletnie przypadkowo i bardzo często kończyły się wielką kłótnią. Nie zdarzyło jej się jeszcze sprzeczać z kimś tuż po wyznaniu mu uczuć, ale wszystko, co robiła z Prescott, było wyjątkowe.
— Taki jest plan — odparła. Nie chciała składać obietnic bez pokrycia. To wszystko przecież nie zależało wyłącznie od niej. Były w tej sytuacji we dwie i trzeba było wspólnie znaleźć metodę, dzięki której faktycznie nic się nie zmieni. Artystka bardzo nie chciała, by jej modelka faktycznie zaczęła traktować ją teraz inaczej. Sposób, w jaki funkcjonowały do tej pory, może nie był idealny, ale działał. Pozwalał im cieszyć się swoim towarzystwem, rozwijał Cross artystycznie. Czego mogła chcieć więcej? No dobra, pewnie całej masy rzeczy, ale musiała w końcu powściągnąć swoją zachłanność. Wbrew pozorom zdawała sobie sprawę, że nie jest w stanie mieć wszystkiego.
Wcale nie miała ochoty na jej kolejne pytanie. Było wyjątkowo niewygodne. Drażniło i swędziało pod skórą, sprawiając, że cała ta rozmowa robiła się dużo bardziej skomplikowana niż powinna. Nie była pewna, jak sobie z nim poradzić, jednocześnie nadal trzymając się postanowienia, że nie będzie jej okłamywać. Może powinna ją teraz zbyć? Zmienić temat albo oderwać myśli tanatopraktorka od emocji, przenieść całkowicie na fizyczność? Ale to byłoby oszustwo. W ten sposób pewnie sprawiłaby, że już nigdy nie wróciłyby do tego tematu i nawet nie zauważyłaby momentu, w którym Prescott wymiksowałaby się z tej relacji. Pociągnęła ją delikatnie za rękę, usadawiając na szerokim parapecie, obok którego stały. Zatrzymała się przed dziewczyną, blokując jej tym samym drogę ucieczki. Teraz mogła spierdalać co najwyżej przez okno. No dobra, wystarczyłoby wyminąć rysowniczkę i wyjść, nie dramatyzujmy. Chodziło wyłącznie o symbolikę.
— Chcę ciebie — odpowiedziała wyjątkowo nieprecyzyjnie, ale też do bólu szczerze. Obawiała się, że to jej modelce nie wystarczy. Zaczesała czarne kosmyki włosów za jej ucho, dając sobie chwilę na pozbieranie myśli. Cały czas chciała być blisko niej. Ta paniczna ucieczka po seksie była błędem. Dużo spokojniejsza czuła się, gdy miała ją tuż obok. Przy niej robiła się aż do przesady dotykalska, uporczywie cały czas szukając okazji do kontaktu fizycznego. Wierzchem dłoni przesunęła po nagim przedramieniu dziewczyny, uspakajając tym głaskaniem albo ją albo siebie sama – trudno stwierdzić.
— Chcę ciebie w takiej formie, w jakiej mi to dasz. Nie mam zamiaru stawiać ci warunków, których nie jesteś w stanie spełnić. Zależy mi na tobie, a nie jakiejś udawanej wersji — mówiła cały czas bardzo spokojnie, choć w środku się w niej gotowało. Od nadmiaru emocji zrobiło się dużo cieplej. Czuła się jak durna nastolatka, która musi rozkładać emocje na czynniki pierwsze, próbując zaprosić swoje fatalne zauroczenie na randkę. Ten etap miały jednak za sobą. Dla przypomnienia – poszedł okropnie. Ostatnio, kiedy czuła się przy niej jakkolwiek podobnie niż teraz, dostała po łbie. Niczego jej wtedy nie wyznała, a Ruelle i tak wycofała się rakiem, zostawiając ją sam na sam z własnymi myślami. Teraz sytuacja była nieporównywalnie bardziej skomplikowana. Cross czuła się dużo bardziej emocjonalna niż w czasach nastoletnich, co było pewnie dość absurdalne. Co najgorsze, wiedziała, że tym razem nie będzie miała okazji schować się w kojących objęciach najlepszej przyjaciółki, jeżeli Prescott złamie jej serce po raz drugi.
Już teraz średnio radziła sobie z emocjami. Kilka chwil temu nie potrafiła znaleźć dla nich ujścia, a gdyby nie załamanie nerwowe Ruelle, nad którym chciała zapanować, pewnie nadal miotałaby się w niezrozumieniu samej siebie. Czuła się cholernie głupio, musząc się przed nią tak obnażać. Wszystkie uczucia do tej pory przekazywała jej w sztuce, ale może nie robiła tego aż tak umiejętnie, jak podejrzewała, skoro do jej muzy dopiero teraz dotarło, co do niej czuła? To nie było przecież pierwsze zakochanie w jej życiu. Wiedziała, jak to działa i wiedziała, jak o tym mówić. Szkoda, że cała wiedza wyparowała z jej czaszki, gdy tylko popatrzyła Ruelle w oczy. Emocje, które od dłuższej chwili spychała na bok, licząc, że pozbędzie się ich na dobre, zaczynały ją zalewać ze zdwojoną siłą. Jakim cudem miała to wszystko Prescott wytłumaczyć i nie narazić się na okropne konsekwencje? Jak miała ją przekonać, że w całym swoim okropieństwie naprawdę jest czymś, czym będzie mogła się cieszyć? Znowu chciała wejść jej do głowy i sprawdzić, jakie odpowiedzi będą tymi dobrymi. Granie na cheatach zazwyczaj było poniżej jej godności, ale tym razem chciała się skusić.
— Nie zostawiaj mnie — powiedziała dużo ciszej niż planowała. Ścisnęło ją w gardle i nie potrafiła odezwać się z typową dla siebie dawką pewności siebie. Była smutna i szczerze zmartwiona. Nie użyła słowa proszę, choć zazwyczaj takie zwroty nie były przecież dla niej problematyczne. Tym razem jednak czuła, że przekroczyłaby w ten sposób barierę, której nie powinna nigdy tknąć. Nie chciała się przed nią rozsypać. Równie dobrze mogłaby paść na kolana i zacząć ją błagać, żeby tylko się nie odsuwała, ale to wszystko by zepsuło. Nie chciała jej litości, a tym bardziej nie chciała jej pogardy. Jeżeli miała jej posłuchać, to mogła to zrobić wyłącznie dla River, a takie skamlenie nie byłoby... River. Nawet bez tego czuła się teraz całkowicie bezbronna i roznegliżowana. Fakt, że zdążyła się wcześniej ubrać, w niczym nie pomagał. Wpuściła ją za dużo dalej postawioną granicę niż tworzył każdy rysunek czy obraz. Pokazała jej coś, zza czego nie ma już odwrotu.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Próby odszukania zrozumienia w oczach Ruelle były bezcelowe. Nie rozumiała z tego kompletnie nic. Ani własnych emocji, ani tych River, a cała sytuacja pozbawiona była jakiejkolwiek logiki. Przynajmniej pozornie, bo chyba nawet w uczuciach jakaś logika występowała. Przynajmniej ona chciała w to wierzyć.
Próby kolejnych uników i drwienia z sytuacji były bezcelowe. Obie doskonale zdawały sobie sprawę, że Cross nie żartowałaby w ten sposób. Jej głos był zbyt szczery i nic nie wskazywało na to, aby miała w sobie ukryte głęboko skłonności do aktorstwa, które popchnęłyby ją do zainscenizowania podobnego wyznania. To było do bólu prawdziwe.
Dla niej również był to pierwszy raz w podobnym położeniu. Cross nie była dla niej jakąś przypadkową osobą, której mogłaby powiedzieć sorry, ale nie i zwyczajnie odrzucić wyznanie. Nie chciała tego. Czuła jednak, że nie może go odwzajemnić ani po prostu przyjąć, bo jak niby miałaby to zrobić? Coś, co pewnie normalnie rozjaśniłoby sytuację i poprawiło relację dwójki ludzi u nich akurat musiało jeszcze bardziej namieszać.
Taki był plan. Skinęła jedynie krótko głową. Nie dodawała nic na temat tego, że zwykle plany nie wychodziły tak jak powinny. Nie będzie dobijała ani siebie ani jej. Wciąż była rozdygotana od środka i nie miała pojęcia czy obecność Cross jej pomagała czy zwyczajnie zakłócała zwyczajowy sposób radzenia sobie z problemami: po ciszy i w samotności, aby mogła sobie wszystko ułożyć odpowiednio w głowie i przeanalizować.
Mogły trwać przy tym, co dotychczas. Tylko czy to jeszcze bardziej ich nie zniszczy? Już musiały się uporać z tą dziwną obsesją, które je oblepiała. Ten twórczy chaos był ożywczy dla sztuki River, ale dla nich osobiście... Było to ogromne obciążenie: zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Jeśli do tego wszystkiego ktoś jeszcze miałby dodać te skomplikowane romantyczne emocje to mogło zwiastować tym większą katastrofę.
Wiedziała, że zadaje niewygodne pytania, ale te wydawały się teraz istotne. Chociaż były niczym zabawa z ładunkiem wybuchowym, który mógł w każdej chwili je rozerwać na strzępy. Musiały ostrożnie nawigować w tej rozmowie, aby nie wyrządzić sobie krzywdy.
Cross znalazła jednak sposób na to, aby oderwać jej myśli od całej reszty. Nie była w stanie się jej sprzeciwić. Podążyła za jej pociągnięciem i znalazła się tuż obok parapetu, na którym dziewczyna postanowiła ją posadzić. Ruelle od razu rozchyliła uda, aby pozwolić artystce stanąć między nimi. Wciąż nie miała na sobie kompletnie nic poza obrożą, ale nie było nic wyuzdanego w tej pozie.
Odpowiedź jaką otrzymała była prosta. Może nie do końca precyzyjna, ale miała w sobie coś, co sprawiało, że rozumiała ją całkowicie. Nie musiała mieć dodatkowych wyjaśnień.
- River... - zaczęła, ale nawet nie wiedziała, co właściwie chciała lub mogła jej powiedzieć.
Nim jednak zdążyła ułożyć sobie w głowie dodatkowe słowa, rysowniczka uprzedziła ją i sprecyzowała, co miała na myśli.
Chciała jej na warunkach stawianych przez Prescott. Tylko czy na pewno to miało rację bytu? Powinno to tak wyglądać? Zawsze wymykały się wszystkim zasadom, ale chyba były jakieś granice?
Potem uderzyła ją ta prośba, którą wycisnęła z siebie rysowniczka. Nie wiedziała jak powinna na to odpowiedzieć. Nic nie wydawało się właściwe. Dlatego właśnie po prostu ujęła jej twarz w swoje dłonie i przyciągnęła do gorącego pocałunku.
Chyba nie musiała niczego mówić. Wystarczyło to, że nie odrzuciła jej. Nie próbowała uciekać, a zamiast tego pocałowała ją z niespotykaną dotychczas czułością. To był chyba najlepszy sposób w jaki mogła jej pokazać swoje emocje i to, że River naprawdę nie była jej obojętna. Nie potrafiła być.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaczynała podejrzewać, że wszyscy ci ludzie, którzy powtarzali jej przez całe życie, że powinna wreszcie nauczyć się zamykać mordę i odpuszczać, mieli rację. Gdyby nie była tak paskudnie uparta, nie musiałyby teraz trwać w tej rozmowie. Na dobrą sprawę w ogóle nie miałyby teraz ze sobą kontaktu, bo pieprznęłaby w kąt te znajomość dawno temu. Okej, to w takim razie nie było dobre rozwiązanie. To może jednak to zamykanie mordy? Gdyby siedziała cicho albo przynajmniej nie uzewnętrzniała się aż tak ze swoimi nerwami, to pewnie dawno wróciłyby już do łóżka Nie musiałyby się nawet w nim pieprzyć. Miały przecież nieskończony maraton filmowy. Równie dobrze mogłyby po prostu iść spać i wyszłyby na tym tak czy siak lepiej. Dała się jednak wkręcić w rozmowę, otworzyła się i wszystko wewnątrz jej podpowiadało, że tym samym rozpieprzyła ich relację na miliard kawałeczków.
Miała ochotę po prostu się do niej przytulić i udawać, że tego tematu w ogóle nie było, ale tak niestety nie działało dorosłe życie. Musiała zmierzyć się z konsekwencjami własnych decyzji i nikogo nie obchodziło, że bardzo nie chciała tego robić i że to w ogóle nie było przyjemne. Była tak cholernie przerażona tym, co może z tego wyniknąć. Wizja Prescott wyskakującej przez okno (bez wcześniejszego otwierania go) wydawała jej się coraz bardziej prawdopodobna. Wszystko było bardziej możliwe niż to, że dziewczyna tak po prostu przyjmie wszystko, co usłyszała i jeszcze spróbuje się z tym zgodzić.
Co by o niej nie mówić, zawsze potrafiła zaskoczyć swoją artystkę. Nie odepchnęła jej. Przeciwnie. Nagle znalazły się dużo bliżej, odbierając sobie możliwość mówienia głupot pocałunkiem. W pierwszym odruchu Cross przylgnęła do niej jeszcze bardziej. Desperacko pragnęła kontynuować ten pocałunek, dzięki któremu wreszcie poczuła się zrozumiana. Miała nadzieję, że będą w stanie przeciągnąć ten moment w nieskończoność. Równie dobrze mogłaby nie czuć nigdy już niczego poza smakiem jej ust. Nie śmiałaby nawet narzekać na taką sytuację. Wiedziała, że jej modelka stara się przekazać jej w ten sposób swoje uczucia, ale... to wszystko było tak cholernie wieloznaczne.
Znowu próbowała zbyć ją w ten sam sposób. Dokładnie to samo zrobiła po ich poprzedniej randce, a Cross pokornie to zaakceptowała. Może tym razem powinna jednak zaprotestować? Chciała dostać jakiś komunikat wprost. Czułaby się pewniej, wiedząc, czego ma się spodziewać. Oderwała się od niej bardzo niechętnie. Przesunęła kciukiem po ciepłej skórze nad paskiem obroży na karku. Wpatrywała się w jej oczy, szukając tam odpowiedzi na każde z miliarda pytań, które chciałaby teraz jej zadać. Ale czy na pewno chciała znać odpowiedzi? Czy nie będzie jej lepiej po prostu topić się w tym cholernym brązie, który powinien ją wyłącznie irytować?
Przysunęła się z powrotem. Jej usta natychmiast odnalazły szyję dziewczyny. Składała pocałunki ponad linią obroży, wodząc powoli palcami po jej plecach. W pieszczotach nie było już żadnej agresji ani złości, którą próbowała wyżyć na niej w łóżku. Kipiąca w niej wówczas brutalność gdzieś wyparowała. Dziwaczny chłód, z którym traktowała wtedy swoją muzę, zamienił się w ciepło rozżarzonych węgli. Nie było to jednak standardowe dla nich gorąco powiązane wyłącznie z namiętnością. Z całych sił starała się dopasować do języka, w którym próbowała mówić do niej Ruelle, skoro dziewczyna tak usilnie nie chciała spróbować komunikować się w tym narzuconym przez artystkę. Nie miała pojęcia, jak jej muza zinterpretuje pocałunki rozchodzące się na ramiona i obojczyki. Nie chciała zgadywać, jak odbierze dłonie, krążące po jej nagiej skórze. Chciała po prostu badać dalej jej miękkie ciało i krążyć długimi palcami po plecach, talii i udach z czułością i skrupulatnością, na jaką zasłużyły sobie tylko najcenniejsze dzieła sztuki.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wydawałoby się, że powinny już dawno sobie odpuścić całą tę znajomość, bo to byłoby dla nich najlepsze. Tylko czy na pewno? Z pewnością wiodłyby wtedy o wiele spokojniejsze życie. W zasadzie to nudniejsze. Nie powstałaby też cała kolekcja szkiców oraz obraz wiszący teraz w kuchni River. Były to przecież wyjątkowe dzieła. Wybitne na swój sposób. Kto by natchnął ją do czegoś podobnego i popchnął w odpowiednim kierunku?
Nie miała pojęcia jak miałby się dalej potoczyć ten wieczór, ale nie chciała wracać do domu. Chciała spędzić z nią noc. Niezależnie od tego czy miałyby zamówić coś do jedzenia i obejrzeć jakiś film lub po prostu posiedzieć wspólnie w mieszkaniu, gdy ta będzie pracowała przy nowym obrazie. A potem? Potem mogły zwyczajnie zasnąć obok siebie lub kochać się całą noc.
Nie miała dla niej żadnej odpowiedzi. Nie mogła jej powiedzieć nic konkretnego i dlatego właśnie liczyła na to, że ten pocałunek wyrazi wszystko, czego nie potrafiła wyrazić słowami. Miał być przeprosinami i zapewnić ją o tym, że nigdzie się nie wybiera. Również jej chciała. Chociaż może odrobinę inaczej niż pragnęła jej artystka. To jednak nie miało tak wielkiego znaczenia. Chyba. Najważniejsze, że chciała być obok niej.
Tak było jej łatwiej. Wiedziała, że Cross zasługiwała na konkretną odpowiedź, ale na razie nie mogła jej udzielić. Mogła jej zwyczajnie zaoferować siebie. Tak jak zwykle.
River przylgnęła do niej zachłannie, a Prescott przyjęła ją w swoje objęcia. Otoczyła ją ramionami i przycisnęła do siebie. Ścisnęła udami jej biodra i westchnęła z niejaką ulgą wprost w jej wargi. Ulżyło jej. To było coś, co rozumiała i była w stanie przyjąć w pełni. Rozumiała doskonale to, co chciały przekazać jej wargi artystki w momencie, gdy całowały ją w ten, a nie inny sposób. Przelewała na nią uczucia w zrozumiały sposób. Taki, który nie wymagał tłumaczenia. Nie śmiała zatem burzyć tej ciszy. Przez moment wyłącznie wpatrywała się w jej oczy. Głęboki odcień brązu, który w tym oświetleniu zdawał się zlewać w jedno z czernią źrenic.
Być może próbowała przekazać jej coś samym spojrzeniem, gdy tak spoglądała na nią w ciszy. Może też zastanawiała się jak bardzo chcieć kogoś mogło po hiszpańsku w swoim brzmieniu być tożsame z kochaniem go.
Wystarczyła chwila, aby mogła poczuć jej usta na swojej szyi. Palce muskały obrożę, którą obramować starały się kolejne pocałunki rysowniczki. Z jakiegoś powodu zdawały się mieć naprawdę wymowne znaczenie.
- Pamiętasz jak... mówiłaś o kłódkach w czasie naszej randki? - zapytała w końcu, przerywając swoje milczenie.
Pozwalała na to, aby dłonie River krążyły po jej nagiej skórze, ale było to bardziej zmysłowe doświadczenie niż związane z czystym pożądaniem. Z drugiej strony czy faktycznie było ono w ich przypadku takie czyste? Zdawało się jakby zawsze była w nim domieszka czegoś jeszcze.
- Mam coś dla ciebie... - dodała jeszcze, wahając się przez chwilę czy na pewno chciała to robić.
Miniona rozmowa mogła zdecydowanie zmienić w pewien sposób wymowę tego prezentu, ale... Ale nie dbała o to. Mimo wszystko chciała w to brnąć. Może właśnie tego River potrzebowała, aby przekonać się o intencjach swojej randki.


River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciało, które oferowała jej tak chętnie, było doskonałym odwróceniem uwagi i nagrodą za cierpliwość. Znowu mogła rozkoszować się nim tak, jak lubiła. Miała przecież sporo do nadrobienia. Potraktowała je dziś bardzo przedmiotowo. Chyba bardziej niż kiedykolwiek. Nawet na początku ich znajomości nie podchodziła do niej wyłącznie jak do obiektu. To w ogóle nie było w jej stylu w kontaktach z kimkolwiek, a już na pewno nie z Prescott. W pewnym sensie nie było dziwnym, że akurat ją otoczyła takim chłodem. Wszystko, co związane z tą dziewczyną, musiało być przecież absolutnie wyjątkowe.
Będzie miała jeszcze mnóstwo czasu na rozkładanie tej sytuacji na czynniki pierwsze i na pewno znajdzie też moment na jakieś załamanie nerwowe. Ich relacja nie byłaby przecież bez tego pełna! Ale teraz było jej szkoda czasu. Chciała okazywać jej swoje uczucia w jak najbardziej dosadny sposób i cieszyć się faktem, że Prescott od nich nie ucieka. Patrzyła na nią w sposób, który rozmiękczał każdą z myśli artystki. Owijała ją sobie wokół palca mniej lub bardziej świadomie. River wspominała, że kompletnie nie kręci jej aktorstwo, a jednak oferowała swojej modelce niesamowity spektakl całkowitego zapominana się.
Mruknęła tylko cicho na znak, że pamięta o kłódkach. W sumie teraz mogłaby zgodzić się na wszystko, o co dziewczyna by ją zapytała. Nie odrywała się od jej ciała, a chwila namysłu wystarczyła, żeby faktycznie zaczęła kojarzyć fakty. Nie utkwiło jej to specjalnie w pamięci, było rzucone w sumie mimochodem i bardzo szybko zamieniło się w coś skrajnie rozpraszającego. Cud, że w ogóle pamiętała cokolwiek z chwili przed i po spędzenia z nią czasu w fotobudce. Nie spodziewała się kompletnie kierunku, w którym zmierzały myśli jej modelki. Zastygła z ustami nad jej skórą tuż przed kolejnym pocałunkiem. Potrzebowała sekundy, by upewnić się, że jednak się nie przesłyszała. Oderwała się od niej na tyle, by móc na nią spojrzeć.
— Masz dla mnie prezent? — zapytała zaskoczona. Tego też przecież od niej chciała, ale raczej nie zakładała, że Prescott się do tego przychyli. Może powinna zrobić się nieco śmielsza w swoich wymaganiach, skoro nagle okazywało się, że tanatopraktorka ma wyjątkowo miękkie i pojemne serce?
— Co to takiego? — zamruczała, znowu się do niej przysuwając, co raczej uniemożliwiało sięgnięcie po cokolwiek. Na pewno nie miała go przecież przy sobie. Cross sprawdziła dokładnie każdy zakamarek jej ciała. Znów rozpoczęła powolną wędrówkę drobnych ugryzień po jej szyi. Nastrój przy tej dziewczynie zmieniał się jej jak w kalejdoskopie.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chwilowo nie była w stanie zaoferować jej zbyt wiele poza własnym ciałem, co też tak chętnie robiła. To było najlepsze, co mogła zrobić. Nie chciała niszczyć tego momentu żadnymi słowami, które mogła wypowiedzieć, a które nie byłyby wystarczające. Nie mogła bowiem powiedzieć River, że ją kocha. Nie w momencie, gdy czuła, że to byłaby nieprawda. Lubiła ją. Czuła do niej sympatię, ale na pewno nie była tak silna, aby mówić teraz o miłości. Zwłaszcza, że w tej sytuacji można było mówić tylko o romantycznych konotacjach. Tego na pewno nie czuła. To było coś innego. Może to uwielbienie, o którym tyle mówiły lub swoista obsesja... To chyba było najwłaściwsze określenie, gdy chodziło o ich dwójkę. Romans wydawał jej się być... Za płytki, prosty, idylliczny i nieco naiwny. To było coś więcej, ale nie do końca wiedziała co.
Na razie jednak wolała o tym nie myśleć. Zamiast tego wolała się skupić na czerpaniu przyjemności z jej bliskości. Jej ciało było tak ciepłe, a pocałunki zbyt czułe i rozpalające skórę w najrozkoszniejszy sposób. Było to skrajnie odmienne od tego jak jeszcze w zasadzie przed chwilą traktowała ją w łóżku. Zasłużyła sobie jednak na to. Nie powinna jej tak traktować, ale wciąż trudno było jej się pozbyć ochoty na to, aby dopierdolić swojej rysowniczce najbardziej jak mogła, gdy tylko nadarzała się ku temu okazja. Uwielbiała jej dogryzać i odgryzać się, gdy tylko ta rzuciła jakimś mało przyjemnym komentarzem. Pewnie niektóre z tych rzeczy zostaną z nimi już na zawsze.
Czuła w tym pomruku i następujących po nich pocałunkach, że River jednak nie słuchała jej zbyt uważnie. Nie szkodzi. Mogła dać jej jeszcze chwilę na to, aby wodziła ustami po jej szyi, bo w końcu dla niej również było to nadzwyczaj przyjemne. Pragnęła jej bliskości oraz tej dziwnej czułości, z którą coraz bardziej się oswajała. Czy nie była ona już od jakiegoś czasu obecna w ich relacji?
- Mam dla ciebie prezent - powtórzyła na wypadek, gdyby jednak dziewczyna potrzebowała jeszcze jednego zapewnienia o tym, że chciała jej coś wręczyć.
Nieco inaczej wyobrażała sobie ten moment. Chciała po prostu dać jej to na koniec randki czy też, gdy będą miały się rozejść lub w jakimś innym spokojniejszym momencie. Na pewno nie zakładała odrywania się od pieszczot po zbyt emocjonalnych wyznaniach jako okoliczności wręczenia swojego prezentu.
- Nie dowiesz się, jak mnie nie puścisz - mruknęła, gdy tylko dziewczyna przysunęła się do niej jeszcze bliżej.
Przez chwilę pozwalała jej na to. Jęknęła nawet słabo, gdy jedno z ugryzień uszczypnęło nieco zbyt mocno wrażliwą skórę, na której pewnie w ciągu kilku godzin pojawią się barwne ślady. Jak zwykle po ich spotkaniach. Przesunęła jeszcze paznokciami jednej z dłoni po jej karku, a drugą delikatnie ją od siebie odsunęła.
- Un minuto - poprosiła i nie sądziła, aby musiała to tłumaczyć.
Zsunęła się z parapetu, gdy tylko otrzymała odpowiednią przestrzeń i podeszła do porzuconego w progu sypialni plecaka, aby wyciągnąć z niej swój drobny prezent. Przez moment klęczała jeszcze przy torbie, aby upewnić się, że dłonie na pewno jej nie drżą nim wróciła do swojej rysowniczki.
- Pomyślałam, że może być w twoim stylu... - mruknęła, pokazując jej niewielką kłódkę, która była zahaczona o jeden koniec łańcucha.
Ten był na tyle szeroki, aby dać się spiąć klamrą, ale zdecydowanie mniej masywny niż typowy ciężki łańcuch. Czarna kłódka dodatkowo miała na sobie wygrawerowane trzy litery. Inicjały: R.I.P. Chyba nie trzeba było tłumaczyć rysowniczce skąd się wzięły.
- Trochę jak Sid Vicious... - rzuciła z drobnym uśmiechem, zarzucając łańcuch artystce na szyję.
Wciąż jednak nie zatrzasnęła kłódki, która miałaby spiąć razem oba jego końce. Decyzję o tym pozostawiła Cross, bo dla niej taka symbolika miała o wiele większe znaczenie niż dla Ruelle, która pod wpływem jednego komentarza na ich poprzedniej randce, pomyślała o tym, żeby sprawić swojej rysowniczce jakieś akcesorium w iście punkowym stylu. W końcu Prescott miała swoją obrożę, o którą zamierzała się już wcześniej upomnieć. Dlaczego zatem River miałaby nie nosić na swojej szyi kłódki z jej inicjałami?
Tylko, że teraz ten gest wydawał się mieć o wiele większe znaczenie niż wtedy...

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie nie skupiała się na jej słowach tak, jakby mogła. Rozpraszała samą siebie kolejnymi pieszczotami, przez które myśli wreszcie zaczęły się rozmiękczać i krążyły po jej głowie w dużo spokojniejszym tempie niż do tej pory. Oczywiście to też nie było tak, że kompletnie ją ignorowała! Tego raczej nie potrafiła zrobić. Nie istniało tyle rozproszeń, żeby była w stanie przesunąć swoją modelkę na totalnie odległy plan, z czego zresztą ta modelka zaczynała zbyt dosadnie zdawać sobie sprawę. Cross powinna się z tym dużo mniej obnosić, ale okazywanie jej tych wszystkich oznak obsesji sprawiało jej mnóstwo przyjemności.
Znów mruknęła cicho, zgadzając się, że powinna ją puścić, żeby się dowiedzieć. Ale wcale nie miała zamiaru się odsuwać. Prezent przecież nie ucieknie. Chyba? W sumie cholera wie. Po Ruelle spodziewałaby się prędzej czegoś martwego niż takiego, co ma nogi albo chociaż zdolność sprawnego spierdalania, ale dziewczyna była przecież skrajnie nieprzewidywalna. Artystka zakładała jednak, że skoro prezent już wytrzymał tyle czekania od początku randki, to może poczekać jeszcze moment. Gdyby jej modelka protestowała nieco intensywniej przeciwko dalszym pieszczotom, to może nawet by posłuchała, ale ona też się bardzo rozleniwiła.
Westchnęła smutno, gdy tanatopraktorka w końcu zebrała się w sobie i ją od siebie odsunęła. Obróciła się, początkowo po prostu podążając za nią wzrokiem. Perfekcyjnie wkomponowywała się w kadr mieszkania, szczególnie taka roznegliżowana. Obroża, która okalała jej szyję, w żaden sposób nie psuła tego widoku. Mimo że była fragmentem materiału, który nieznacznie zasłaniał jej ciało, to artystka i tak miała wrażenie, że w niej Prescott stawała się jeszcze bardziej obnażona.
Cross w końcu odsunęła się od płótna, tracąc chwilowo zainteresowaniem kontynuowania obrazu. Była zbyt ciekawa tego, co przygotowała dla niej Ruelle. Zatrzymała się grzecznie obok łóżka, cierpliwie czekając bez zaglądania jej przez ramię, co mogłoby ją tylko niepotrzebnie zirytować. Kiedy tylko dziewczyna znowu znalazła się obok niej, wzrok rysowniczki natychmiast powędrował na trzymany przez nią prezent. Przekaz był wyjątkowo prosty, nie wymagał żadnych dodatkowych wyjaśnień. Podniosła wzrok z powrotem na twarz dziewczyny, czekając, aż zatrzaśnie kłódkę. Dostrzegła w jej oczach jakiś rodzaj wahania, który uznała za kompletnie niepotrzebny. Sięgnęła do metalowego pałąka i nacisnęła go, zatrzaskując tym samym kłódkę.
— Mówiłam ci już, że jesteś urocza? — wymruczała takim tonem, jakim zazwyczaj opiewała jej ciało i to, co z nią robiło. Jej wargi od razu rozciągnęły się w tym triumfalnym uśmiechu, którym obdarowywała ją zawsze, gdy wyczuwała, że zyskiwała jakiś rodzaj przewagi. Odrobinę się z nią drażniła, tak dla zasady. Prezent jednak bardzo jej się podobał. Ujęła jej twarz w dłonie i przyciągnęła do kolejnego pocałunku, który był dużo dosadniejszym wyrazem wdzięczności niż żarty. Popchnęła ją na łóżko, od razu się na nią wpakowując, żeby do głowy jej nie przyszło uciekanie.
— Jesteś obezwładniająca. Jesteś cudownym zjawiskiem, o którym nie da się zapomnieć choćby na moment... — szeptała kolejne komplementy między pocałunkami i ugryzieniami składanymi na jej nagiej skórze. Miała przecież tyle do nadrobienia. Wcześniej uparcie milczała i nawet przez myśl nie przeszło jej oznakowanie ciała tanatopraktorki, a teraz nie chciała pozwolić jej uciec przed kolejną malinką pozostawioną przy obojczyku.
— Uwielbiam twoje ciało. Uwielbiam każdą twoją myśl. Chcę się w tobie zapominać. Chcę znowu cię rysować. Robisz ze mną wszystko, co nadaje sztuce sens. Jesteś totalnie nie do uchwycenia. Jesteś cała moja... — Kolejne słowa spływały leniwie wraz z nowymi pieszczotami. Dłonie artystki krążyły po jej ciele zachłannie, jakby próbowały nauczyć się go od nowa. Zamarła dopiero, gdy usłyszała sens ostatniego ze zdań. Nawet nie zauważyła, kiedy aż tak zapędziła się w tym uwielbieniu. Nie po to tak uporczywie starała się ostatnio unikać takich stwierdzeń, żeby nagle nimi szastać. Dopiero co wściekła się na Prescott za nierozważne traktowanie takich słów. Kolejna ucieczka nie wchodziła jednak w grę. Wsunęła rękę pod jej plecy, obejmując ją mocno w talii. Uniosła nieco jej tors ponad materac, przyklejając jej ciało do własnego, po czym zatopiła zęby w jej szyi. To miało być rozproszenie uwagi. Przeniesienie myśli w zupełnie innym kierunku, w którym obie będą mogły udawać, że niczego nie słyszały.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że na dobrą sprawę miała dla siebie całą uwagę Cross. Może i skupiała się na nieco innych aspektach niż tanatopraktorka by tego chciała, ale przez cały czas jej myśli i ciało krążyły wyłącznie wokół Ruelle, która korzystała z tego jak tylko mogła. Chciała jakoś przedłużyć ten moment, ale zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli jeszcze będzie zwlekała ze swoim prezentem to w końcu całkowicie o nim zapomni.
Nie chciała tego, ale musiała w końcu ją od siebie odsunąć. O wiele chętniej jednak zostałaby w jej ramionach i kontynuowała te wszystkie pieszczoty, które oddalały je coraz bardziej od minionej rozmowy. Nie było potrzeby tego wszystkiego rozpamiętywać. Nie w momencie, gdy mogły zwyczajnie zatracić się w sobie, decydując się na to, aby kontynuować to wszystko tak samo jak wcześniej.
Czuła się w jej mieszkaniu niczym u siebie. Nie krępowała się też wcale nagością, świadoma tego, że przecież River cały czas śledziła wzrokiem ruchy jej obnażonego ciała. Nie zamierzała jej dodatkowo kusić. Po prostu nie miała kiedy założyć na siebie ubrań. Jakoś nie pomyślała o tym wcześniej, gdy podchodziła do artystki, aby zobaczyć, co jej dolegało.
Nie miała pojęcia jak ten prezent zostanie przez nią odebrany. Wcześniej wydawał jej się być świetnym pomysłem, ale w obliczu Cross zaczynała wątpić we wszystko, co tylko mogło jej przyjść do głowy.
Nie było to coś, co wykonałaby sama. Nie miała takich zdolności, aby stworzyć podobną rzecz od podstaw dla swojej artystki, ale chyba liczyła się myśl. Ta z kolei była wyjątkowo prosta. Miał to być przekaz mówiący o tym, że ktoś już ją zabezpieczył jako swoją własność. Pełnił zatem taką samą funkcję, co obroża, którą aktualnie Ruelle miała na sobie.Obserwowała uważnie jej reakcję. Przez moment chciała sięgnąć i zapiąć samodzielnie kłódkę, gdy widziała ten wyraz oczekiwania w oczach Cross, ale finalnie nie zdążyła, bo została wyręczona.
- Mówiłaś, bo wspominałam ci, że nie chcę być tak nazywana - przypomniała jej, gdy tylko zauważyła ten pełen zadowolenia uśmiech na twarzy rysowniczki.
Zdecydowanie wolała inne określenia, ale Cross ujęła jej twarz w dłonie i uciszyła skutecznie namiętnym pocałunkiem. Jak miała się przed tym wzbraniać? Odwzajemniła go bez jakiegokolwiek zastanawienia, otaczając dziewczynę ramionami w talii.
Padła na łóżko, gdy tylko została popchnięta przez artystkę. River szybko znalazła się tuż nad nią, a zwieszająca się z jej szyi kłódka zaczęła drażnić chłodem metalu nagą skórę tanatopraktorki.
- Rozgadałaś się - zauważyła, wzdychając z przyjemnością, gdy tylko poczuła kolejne pocałunki i ugryzienia na swojej skórze.
Pozwalała jej na swobodne znaczenie swojego ciała, a jednocześnie pociągnęła palcami za materiał jej koszulki, która była tu kompletnie niepotrzebna.
Była gotowa oddać się jej po raz koleiny. Tym razem nieco inaczej niż poprzednio. Każdy pocałunek wydawał się być bardziej gorączkowy i czuły niż poprzedni. Podobnie jak jej słowa, które płynęły swobodnie z jej ust.
Wyczuła ten moment, gdy Cross zamarła na chwilę, uświadamiając sobie jak daleko zapędziła się w swoim werbalnym uwielbieniu dla swojej muzy. Tym razem jednak Ruelle kompletnie to nie przeszkadzało. Chwyciła jedynie za łańcuch przy kłódce i przyciągnęła do siebie bliżej dziewczynę.
- Solamente tuya - zapewniła ją po hiszpańsku, bo w tym języku podobne wyznania przychodziły jej łatwiej. Może wydawały się bezpieczną opcją przez to, że rysowniczka w pełni ich nie rozumiała. - Y tú... Eres mía. Nadie más puede tenerte.
To musiało jej wystarczyć. Przynajmniej na razie, bo Prescott przyciągnęła ją do kolejnego żarliwego pocałunku.
Należała do niej. Od tego nie było już chyba odwrotu. Niezależnie od tego czy połączyła je miłość, obsesja czy cokolwiek innego to w takich momentach jak ten bez wątpienia należały do siebie wzajemnie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#16”