18 y/o
Welkom in Canada
163 cm
uczennica w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
I said I was smart.
I never said I had my shit together.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Można się było spodziewać tego, że jak chodziło o zabawę i alkohol, to wszyscy jako pierwsi pojawią się w czyimś domu, ale gdy już należało posprzątać po całym zgromadzeniu, to raczej nikt nie będzie chciał brać w tym udziału. I tak miło ze strony Krossa, że w ogóle się zaoferował, a nie jak cała reszta, uznał to za nie jego problem. To był kolejny gest, którego by się wcześniej po nim nie spodziewała, ale im dłużej z nim prywatnie rozmawiała i znajdowała się w jego towarzystwie, tym więcej rzeczy się dowiadywała. Na przykład tego, że miał dwie różne twarze.
Bo wrażenie w szkole sprawiał zupełnie inne od tego, kim wydawał się być na co dzień.
Nie powie jednak o tym Marvinowi, bo to niewiele zmieni w jego nastawieniu. Tutaj sympatii nie będzie, zwłaszcza, że jej przyjaciel go nie znosił za gnębienie, a Kross… cóż, raczej nie zamierzał przestać dokuczać i nękać nerda numer jeden w szkole.
Gdy dojechali do domu w którym byli przecież nie tak dawno temu, miała nadzieję, że cokolwiek sobie przypomni, ale… to niczego nie zmieniło. W dalszym ciągu niczego nie pamiętała, poza tymi pojedynczymi urywkami sprzed kłótni z Marvinem. To było nieprzyjemne uczucie, nie mieć pojęcia co się faktycznie wydarzyło, ale musiała zaufać Krossowi, że się w większy sposób nie ośmieszyła.
Gdy napotkała lekko zdezorientowane spojrzenie gospodarza, uśmiechnęła się pod nosem.
Cześć Justin — przywitała się, bo chociaż nie byli najbliższymi przyjaciółmi, to jednak doskonale wiedziała jak poszczególne osoby z którymi chodzi na zajęcia się nazywają. Prędzej czy później takie rzeczy się utrwalały, a ona akurat przykładała uwagę do zajęć. I do osób, które brały w nich udział, bo czasami musiały tworzyć jej grupę.
Gdy Benson wyjaśnił skąd się znają, Zoe jedynie wzruszyła ramionami w potwierdzeniu. Może nie trzymali się niesamowicie blisko, ale jakby nie patrzeć, zaproszenie na imprezę też dostała, tylko wcześniej raczej nie brała pod uwagę tego, że faktycznie przyjdzie.
Weszła do środka i zaczęła rozglądać się po… no tym śmietniku, który znajdował się w środku. Generalnie wszędzie były czerwone kubki, resztki po jedzeniu, alkoholu czy zabawach w których brano udział. Nie mówiąc o syfie z butów czy innych rzeczy. Zgadywała jednak, że nic jeszcze nie było posprzątane, bo było raczej wcześnie, a Benson wyglądał jakby niedawno sam wstał z łóżka.
Zerknęła na kolegę z uniesioną brwią, gdy zasugerował, że oni mogli cokolwiek robić nocą, gdy Evander zabrał ją do siebie. Jej spojrzenie stało się jeszcze wymowniejsze, gdy gospodarz szturchnął ją ramieniem, jakby rozumiał co tu się działo.
Sęk w tym, że nic się nie działo.
Daj spokój — rzuciła od niechcenia, wchodząc głębiej do domu.
Spojrzała w kierunku Krossa, gdy się odezwał, teraz jego gromiąc spojrzeniem.
Śmieszne. — Wcale nie. — Po prostu mnie przenocował. Do niczego nie doszło, nie wariuj — wyjaśniła, wywracając oczami na tą całą insynuację z której Benson był tak bardzo dumny. Ale nawet jeśli nie mieli żadnego mejkałtu, to i tak lepiej, aby jej nocowanie nigdzie nie wyszło, bo jeśli Maldita się o nim dowie, to zrobi z jej życia jesień średniowiecza, a Zoe wolała, jak dla niej zwyczajnie nie istniała.
To było dopiero wygodne.
Zostawiłam tu może kurtkę? — spytała, przechodząc do wieszaka, gdzie było zaskakująco wiele kurtek. Chyba nie tylko ona miała problem z pozostawianiem wierzchniej odzieży u kogoś i paradowanie w zimę bez okrycia. Na szczęście znalazła swoje ubranie i odetchnęła z ulgą, bo nawet jeśli nie miała tu nic cennego, to lubiła swoją kurtkę.
I kiepsko byłoby się tłumaczyć z tego, że ją zgubiła. U koleżanki.
Obejrzała się na środek domu, spojrzeniem owiewając cały ten burdel na kółkach, który pozostawili po sobie goście.
Ale tu syf… Pomogę wam z tym, bo tego jest cała masa — powiedziała, podnosząc z ziemi jakieś szklanki i papierowe talerzyki po przekąskach. Ich była tylko dwójka i rzeczy ogarnąć to wszystko, to zgadywała, że potrzebowaliby minimum połowy dnia.

Evander Kross
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”