ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spacer z cmentarza w stronę osiedla, na którym mieszkała Prescott, był wystarczająco stresujący. River wcale nie miała ochoty dokładać sobie kolejnych nerwów. I tak czuła się jak kretynka, że w ogóle się jakkolwiek denerwowała. To było zachowanie godne durnej nastolatki, a nie poważnej artystki, za jaką Cross lubiła się uważać. Ich nastoletnie kontakty nie poszły za dobrze, więc tym bardziej nie chciała wracać do tamtego sposobu myślenia. A jednak nie była w stanie się powstrzymać, a uporczywe myśli coraz trudniej było w sobie zdusić z każdym kolejnym krokiem. Ledwo się uspokoiła w ramionach Ruelle, a już stresowała się przez nią od nowa. Ta kobieta nie wpływała zbyt zdrowo na jej układ nerwowy.
Nie wiedziała, czego się spodziewać po odpowiedzi. Nie zdziwiłaby się nawet, gdyby tanatopraktorka dojebała teraz saltem w tył, bo właściwie czemu nie? Wszystko, byle tylko bardziej namieszać w głowie biednej artystce! Wybrała jednak coś dużo prostszego. River pozwoliła przyciągnąć się bliżej i poddała się pocałunkowi, który namieszał jej w głowie jeszcze bardziej. To też mogłaby kontynuować do białego rana, ale stało to w sprzeczności ze wszystkimi ich postanowieniami. Miały się wyrażać inaczej niż przez seks, a Prescott postanowiła spuścić na nią bombę pożądania. Jakby tego było mało, po oderwaniu się od warg swojej rysowniczki, niczego jej nie zadośćuczyniła. Oczywiście, że nie tego się spodziewała, to już ustaliliśmy. Ruelle wyglądała na zadowoloną ze swojej odpowiedzi, a River nie podobała się ona ani trochę. Co to niby miało jej powiedzieć? Tanatopraktorka chyba próbowała rozjaśnić sytuację między nimi, a zaciemniła ją jeszcze bardziej. To nie było zgodne z umową. To było wypełnione taką liczbą niedopowiedzeń, że aż trudno objąć to rozumem. Pociągnęła ją za sobą dalej w stronę domu, każąc poczekać jeszcze trochę. I to nawet nie wiadomo na co! Wspomniała coś o pocałunku, ale to było zdecydowanie za mało. Przecież dopiero co się od siebie oderwały! Artystka w ogóle nie brała pod uwagę czułego pożegnania, z którego żartowała wcześniej, uznając, że to kompletnie nie jest w stylu Rue.
Zacisnęła usta w wąską linię i dała się pociągnąć dalej wzdłuż chodnika. Miała wielką ochotę jej wygarnąć, ale to byłby już szczyt wszystkiego, gdyby pękła w ostatnich minutach randki i wszystko by popsuła. Trzymały się tego braku kłótni i tak musiało być. Koniec i kropka. Po raz setny w przeciągu ich znajomości miała po prostu ochotę włamać się jej do głowy i przeczytać każdą myśl, która teraz po niej krążyła.
— To na co sobie zasłużyłam? Musimy się ograniczyć do buziaka w policzek? — Uznała, że spróbuje zażartować z tej sytuacji, by zdjąć sobie z barków ciężar. Niespecjalnie jej to pomogło. Podniosła wzrok na dom, obok którego się zatrzymały.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spacer przez Don Mills był stresujący także dla Prescott, ale zapewne z zupełnie innych powodów. Głównie dlatego, że znajdowała się w miejscu, gdzie mieszkała. Ludzie ją tu znali. Nie była anonimową dziewczyną, a konkretną osobą, o której można było dyskutować. Nie chciała potem się tłumaczyć i szukać wyjaśnień, gdyby do jej rodziny dotarły wieści o Ruelle idącej ulicą za rękę z dziewczyną w garniturze. Nie wiedziałaby, co powinna im powiedzieć. Jak wyjaśnić to, co było między nią a River? Zwłaszcza, że na pewno matka nie dałaby jej spokoju i wierciła dziurę w brzuchu o to czy w końcu kimś się zainteresowała oraz naciskała na to, że powinna rysowniczkę do nich zaprosić. Portorykanka była zaciętą przeciwniczką i na pewno nie miałaby spokoju. Pewnie w końcu musiałaby ulec o ile kobiecie by się to nie znudziło po zdecydowanie zbyt długim czasie. Lepiej było zatem nie ryzykować. Wystarczyło, że już natknęły się na rodziców Cross tego dnia.
Znów trudno było jej odczytać czego właściwie chciała od niej rysowniczka. Jakie były jej oczekiwania? Któż to mógł wiedzieć. Na pewno nie upośledzona emocjonalnie tanatopraktorka. Zdążyła już udowodnić, że nie jest najlepsza, gdy chodziło o odczytywanie intencji River. Zbyt wiele razy już wyciągała nieprawidłowe wnioski z tego, co mówiła i robiła Cross. To chyba już była część ich relacji.
Zdecydowanie zostawiła ją ze zbyt małą ilością pocałunków, ale nie mogła przedobrzać. Zwłaszcza, gdy w każdym momencie jakaś wścibska sąsiadka mogła pojawić się w oknie. Poza tym, wciąż pamiętała o tym, że miały trzymać się zasady, która wyraźnie miała ograniczyć ich wybuchy namiętności. W końcu miały nie kończyć randki w łóżku, a i nie chciała, aby rozeszły się z uczuciem swoistej frustracji.
W końcu jednak zbliżyły się do celu swojej wędrówki. Ruelle zatrzymała się blisko furtki, która prowadziła do jej domu. Przez moment jakby zastanwiała się nad czymś, niepewna tego jak powinno wyglądać ich pożegnanie. Pytanie Cross sprawiło, że przygryzła dolną wargę. Analizowała. Zastanawiała się, co byłoby w tej chwili najlepsze. W końcu jednak popchnęła ją na fragment ogrodzenia, który o ile pamiętała był kiepsko widoczny z domu i ujęła jej twarz w dłonie. Nie było mowy, aby ograniczyła się do jakiegoś dziecinnego cmoknięcia w policzek. Mogła po raz ostatni nacieszyć się miękkością jej ust oraz ciepłym językiem wsuwającym się pomiędzy wargi. O niewinności nie mogło być mowy. Chciała poczuć jak z jej winy traci oddech. O to jednak akurat nie było zbyt trudno.
- Pasuje ci takie pożegnanie? - zapytała jeszcze pomiędzy kolejnymi pocałunkami, wciąż trzymając ją blisko przy sobie
Jeszcze chwila. Musiała się nią nacieszyć, a potem będzie mogła odejść. Taki był plan.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niespecjalnie skupiała się na analizowaniu sąsiedztwa. Na pewno zapamięta okolicę i sam adres, bo miała dobrą pamięć do szczegółów tego typu, a cała reszta jej nie obchodziła. Póki nie okazałaby się, że Ruelle miesza na Jowiszu, to jej otoczenie nie miało żadnego znaczenia. Żartowała sobie z niej wcześniej, że powinna wiedzieć, gdzie znajduje się jej okno, żeby mogła się przez nie kiedyś wspiąć, a teraz przez myśl przemknęło jej, że to nie jest aż tak durny pomysł. Chociaż czy nie lepiej byłoby jakoś zagrać Prescott na nosie? Tylko jak to zrobić z zachowaniem minimum klasy? W przypadku Cross było z tym trudno, a jakiś durny, prowokacyjny żart mógłby bardzo szybko przemienić się w kosmiczną kłótnię. Nietrudno było się domyślić, że tanatopraktorka wolała trzymać rodziców od własnego życia seksualnego jak najdalej. Pewnie nie zareagowaliby na obraz River podobnie jak jej matki, ale to te dwie były potencjalnie pierdolnięte, a nie rodzice Prescott.
Czekała na rodzaj pożegnania, na który zdecyduje się wreszcie Ruelle. Całus w policzek byłby perfekcyjnym pokazem jej złośliwości, ale wychodziło na to, że tłumione przez większość dnia emocje wzięły nad nią górę. Westchnęła zaskoczona, gdy jej modelka pchnęła ją na ogrodzenie, ale kolejny pocałunek przyjęła bez żadnego wahania. Oparła się plecami o ogrodzenie i osunęła się na nim nieznacznie, chcąc znaleźć się jeszcze bliżej swojej randki. Marynarka nieco zsunęła jej się z ramion, zostając wyżej niż reszta ciała River, ale to nic. Złapała tanatopraktorkę za biodra i przyciągnęła bliżej swoich. Nie odpowiedziała na jej pytanie od razu. Nie chciała tracić nawet sekundy na gadanie. Pozwoliła sobie dzisiaj na więcej wyłącznie w fotobudce, ale przecież to było jakąś wieczność temu. Jej głowa od tamtej pory przemknęła przez tyle rozmaitych stadiów, że właściwie można byłoby uznać, że tamto wyładowanie emocji się nie liczyło. Odsunęła na bok przysięgę niewinności, zapominając się w kolejnych zachłannych pocałunkach. Podsunęła ręce wyżej, a jej dłonie bezceremonialnie wsunęły się pod materiał topu. Coś wewnątrz szarpnęło się z ekscytacji wywołanej dotykiem jej ciepłej skóry. Wbiła w nią paznokcie w kompletnej frustracji i zniecierpliwieniu. Aż trudno było nadążać za tymi wszystkimi jej oszustwami, ktoś dawno powinien zdjąć ją z boiska.
— Mało — oceniła, zachrypniętym z pożądania głosem. Odsunęła się od niej dla włąsnego świętego spokoju. Zabrała ręce z jej ciała i popatrzyła jej w oczy, szukając odpowiedzi na pytania, których właściwie nawet jej nie zdała.
— Miałaś powiedzieć, że mnie chcesz albo nie chcesz, a wykręcasz się w ten sposób? — Nie miała pojęcia, skąd wzięła siłę, by zapytać o to bez żadnej złości i podnoszenia głosu. Może była już za bardzo wydrenowana z emocji i energii. Westchnęła krótko i wyprostowała się, odklejając plecy od ogrodzenia. Skinęła głową na znak, że to zdecydowanie doskonały moment, by się pożegnać.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Become a hockey expert
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Cantas canciones de amor
Pero eso no me place
Busco algo más profundo
Quiero un buen viaje
Olvida las flores
Rompe mi vestido
Hazme sentir el placer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była bardziej świadoma swojego otoczenia ze względu na to, że tak dobrze je znała. Wiedziała, za którym płotem znajdował się wyjątkowo hałaśliwy pies lub gdzie znajdowała się uporczywa gałąź, pod którą należało się pochylić, bo rosła zbyt blisko chodnika. Nie sądziła jednak, aby dla River miało to szczególne znaczenie. Nie przypuszczałaby też, żeby ta miała w jakiś sposób wykorzystać wiedzę na temat jej dokładnego adresu. To jednak... Było całkiem prawdopodobne o ile rysowniczce wpadnie jakiś ambitny plan do łba.
Nie była w humorze, aby robić jej na złość. Zwłaszcza, że drażniłaby również siebie. Jedyne na co miała ochotę to zatopić się w kolejnych pocałunkach, sprawiających, że wszystko inne traciło kompletnie na znaczeniu.
Czuła jej dłonie na biodrach. Znów znalazła się zdecydowanie zbyt blisko niej. Naparła na nią zupełnie jakby dzięki temu miała się wtłoczyć w jej skórę. Chciała odcisnąć na niej swoje piętno. Najlepiej nigdy by się od niej nie odrywała, ale brakowało jej oddechu, a krótką chwilę później River sama wyślizgnęła się z jej objęć.
Spodziewała się czegoś więcej. Zwłaszcza w momencie, gdy dłonie rysowniczki wsunęły się pod materiał jej ubrań, a zduszony szept przyznał, że było jej mało. Najwyraźniej jednak nie na tyle, by kontynuować i rozkoszować się wzdychającą z przyjemności tanatopraktorką.
- Myślałam, że ta odpowiedź jest wystarczająco jasna - odpowiedziała, wprost patrząc w te ciemne oczy, które teraz błyszczały cudnie w świetle latarni.
Pewnie mogłaby trwać tak jeszcze przez chwilę, gdyby nie to kiwnięcie głową. To był dostateczny sygnał.
- W takim razie dobranoc, River - powiedziała jeszcze i rzuciła jej ostatnie spojrzenie, gdy zakończyła oficjalnie ich randkę, przechodząc przez furtkę przed swoim domem.

River Cross
koniec
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”