-
🎄There's frost on every window, oh, I can't believe my eyes
And in my bones I feel the warmth that's coming from inside🧿
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKtyp narracji3osczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Zaśmiał się cicho, poruszony tym wszystkim.
- To żadne faux pas. I wcale nie chcę się ukrywać przed znajomymi. - Głupio byłoby udawać, że nie chce jej trzymać za rękę albo przytulać, jak przebywają w większej grupie. I z pewnością nie byłby w stanie powstrzymywać sposobu, w jaki by na nią patrzył. - Moim rodzicom też chcę powiedzieć, ale... może nie tak od razu. Wiem, że będę nalegać, żebyś przychodziła na obiady i obawiam się, że mogą chcieć porozmawiać z twoim wujostwem. Muszę ich jakoś na to przygotować. - Domyślał się, że rodzice już coś podejrzewali, bo nerwowość Emira przed przylotem Mavi była bardzo widoczna. Tak jak i radość, podekscytowanie.
Przechylił się, wciąż trzymając ją w objęciach, aż oparli się wygodnie i bez przerywania czułego przytulenia. Odruchowo, ale też świadomie i bardzo chętnie, gładził jej ramię i plecy powoli, chłonąc tę bliskość, której brakowało mu przez cały miniony rok.
- Myślisz, że twoje wujostwo się nie zorientuje? I tak zawsze często u was bywałem, ale jak teraz Cem mieszka na swoim, nie będą podejrzliwi? - Wcześniej miał tę wymówkę odwiedzin przyjaciela, a nawet jej nie potrzebował. Teraz, jeśli miałby faktycznie odwiedzać Mavi, z pewnością byliby pod bezustanną obserwacją.
Mavi Ayers

-
„Now I have a machine gun. Ho-ho-ho.” — Die Hard
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjityp narracjiczas narracjiprzeczytaj posty to się dowieszpostaćautor
– Nie, nie zorientują się – mruknęła pewnie, choć od razu ugryzła się w język, bo… no, może trochę się jednak zorientują – Tzn. na początku nie. Mam nadzieję. Może po prostu pomyślą, że się dalej się tylko przyjaźnimy? Albo że pomagasz mi w czymś albo że… – urwała i zaśmiała się cicho, bo sama wiedziała, że brzmi to jak marne wymówki – Dobra, jest ryzyko, że szybko się zorientują, jeśli zobaczą jak na mnie patrzysz... – widziała to w oczach Emira, uczucie i pragnienia, które podzielała. To było całkiem jasne, że każdy kto na nich spojrzy zorientuje się co w trawie piszczy. Zaczerpnęła powietrza, cichutko wzdychając.
– Naprawdę twoi rodzice chcieliby rozmawiać z wujostwem? Nie powinni z Cemem, albo moim tatą? Mogą przecież porozmawiać ze mną – trochę się tego bała, ale jeszcze w pełni nie zdawała sobie z tego sprawy. Znała państwa Saylan i kategoryzowała znajomość w pozytywach. Była grzeczna i bardzo kulturalna, zakładała czyste i skromne ubranie w pełnym poszanowaniu muzułmańskiej kultury. Czy to, że będzie dziewczyną Emira wpłynie na odbiór jej osoby?
– Może namówię Cema, aby powiedział wujostwu, że mój przylot się opóźni? - wpadła na nieoczekiwane kłamstwo, które było nie fair, ale Mavi była teraz przeokropną egoistką. Liczyli się tylko oni.
-
🎄There's frost on every window, oh, I can't believe my eyes
And in my bones I feel the warmth that's coming from inside🧿
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKtyp narracji3osczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- To trochę jak pozostałość tradycji. - Podniósł głowę, żeby znowu popatrzeć jej w oczy. - Kiedyś to rodzice wybierali partnerów i partnerki, w mniejszych miastach i wsiach, oraz w radykalnie tradycyjnych rodzinach nadal się to robi. Moi rodzice są postępowo, ale to ma też duży związek z mieszkaniem tutaj, w Stambule. - Rodzina Emira może i nie była fanatycznie religijna, ale pielęgnowali wiele tradycji mniej lub bardziej restrykcyjnie. Nie byli przesadnie wymagający i narzucający synowi swoją wolę, ale mimo wszystko cenili sobie poszanowanie dla ważnych dla nich zagadnień. - Rozmowy z rodziną wybranki albo wybranka to taka bardziej lajtowa wersja. Żeby poznać zdanie drugiej strony i tym podobne. A że moi rodzice nie mówią po angielsku, to rozmowa z twoim tatą byłaby skomplikowana. Teoretycznie to Cem jest tutaj za ciebie odpowiedzialny, jako starszy brat, ale myślę że jednak dużo spokojniej by się czuli rozmawiając z twoim wujostwem. Bo też znają nasze tradycje, wychowali się na nich, rozumieliby w pełni powagę całego procesu. Cem jest po prostu... za mało turecki. - Uniósł jedną rękę i poruszył dwoma palcami, rysując w powietrzu cudzysłów. - Z tobą na pewno też chcieliby porozmawiać, ale z zupełnie innej perspektywy. No i nadal pozostaje bariera językowa. - Może byłby w stanie odwieść rodziców od tego pomysłu, na który na pewno wpadną i ograniczyć to jednak do rozmowy z Mavi i nim w formie tłumacza, ale i tak wolał poczekać z oznajmianiem im wszystkiego... chyba możliwie najdłużej.
Uniósł brwi na propozycję, że może namówiłaby Cema na małe kłamstewko.
- Opóźni... w jakim sensie? - Teoretycznie miała i tak przylecieć koło południa dnia następnego, chciała przeciągnąć to do wieczora? Nie odważył się brać pod uwagę opcji opóźnienia kilkudniowego, chociaż gdzieś głęboko w sercu tliła się małą iskierka egoistycznej nadziei, że może mogliby mieć kilka dni tylko dla siebie.
Mieszkanie razem - nawet na jedną noc - to już i tak był bardzo duży krok, czy wręcz siedmiomilowy skok w ich dopiero co raczkującej relacji.
Mavi Ayers

-
„Now I have a machine gun. Ho-ho-ho.” — Die Hard
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjityp narracjiczas narracjiprzeczytaj posty to się dowieszpostaćautor
- Cem za mało turecki - parsknęła śmiechem, bo to wyrażenie choć prawdziwe, brzmiało kuriozalnie - Wujostwo nie zna mnie tak dobrze jak Cem, albo tata. Ciocia bywa bardzo uparta, nie wiem jak twoja mama... - nigdy (no dobrze, prawie nigdy) nie zastanawiała się nad tym, jakby to było, gdyby jej matka żyła i w tej chwili była tą osobą, która zawita u Saylanów i będzie prowadziła rozmowę na temat swojej córki. Nie pamiętała jej za życia, więc nawet nie mogła tęsknić. Opierała się wyłącznie na czyichś wyobrażeniach, opowiastkach i zdjęciach oraz starych filmikach z występów. Mavi o niej nie rozmawiała, a przynajmniej nie tak jak robił to jej starszy brat.
Poruszyła się i oparła bokiem o poduszki, gładząc palce Emira, jakby coś rozważała w głowie i starała się to ładnie sprzedać. To co zaraz zaproponuje nie będzie mega złe, ale i też nie będzie krystalicznie dobre.
- Powiedziałby im, że przylatuję jednak za tydzień, albo dwa, bo coś tam, a ten czas spędziłabym tutaj. Pełna swoboda, żadnych zakazów i nikt nie pilnowałby czasu, który razem spędzamy... Będziemy spacerować po mieście, urządzać wieczorki filmowe, robić sobie śniadanie do łóżka - roztaczała przed nim kuszącą sielankę. Jej zielone oczy błyszczały z podekscytowania tym pomysłem. Nie miała żadnych wyrzutów sumienia z powodu kłamstwa.
-
🎄There's frost on every window, oh, I can't believe my eyes
And in my bones I feel the warmth that's coming from inside🧿
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKtyp narracji3osczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Ale to nie jego perspektywa była tu istotna, kiedy rodzice spojrzą na zagadnienie przez pryzmat tradycji.
- Moja mama potrafi być bardzo uparta. Całe życie pracowała z dziećmi, więc ciężko zmienić jej zdanie, jak coś musi być według jej wizji. - On do tego przywykł, bo tak go wychowano i wiedział na ile i kiedy mógł próbować od czegoś rodzicielkę odwodzić. A w tej kwestii obawiał się, że mama pozostanie niezłomna.
Nie mniej, nie musieli się martwić o to teraz, bo zanim cokolwiek komukolwiek powiedzą, to Emir chciał nacieszyć się obecnością Mavi i przebywaniem tylko we dwoje. Cały rok na to czekali!
Jej pomysł, żeby może przekonać Cema, do krycia ich przez cały tydzień, wzbudził podekscytowanie. Poczuł, jak coś pod skórą zaczyna drżeć i przyjemnie łaskotać, a na wysokości mostka pojawia się ciepło pulsujące w rytm szybkich uderzeń serca. Oczy zabłyszczały mu z jeszcze troszkę powstrzymywanej radości, która miała duży potencjał na przekształcenie się w euforię.
-Chciałabyś pomieszkać ze mną cały tydzień? - Nie zdołał zapanować nad drżeniem głosu i poszerzającym się uśmiechem. Ale wyraźnie nie pozwalał sobie jeszcze na pełnię podekscytowania jej propozycją, mimo że cholernie mu się podobała. - Muszę chodzić do pracy na rano, na pewno chcesz zostawać przez ten czas sama? I musielibyśmy bardzo uważać, żeby przypadkiem nie wpaść gdzieś na twoją ciocię albo wujka, niby Stambuł jest wielki, ale ryzyko nadal istnieje. - Szczerze powiedziawszy, to nie miałby nic przeciwko zamykaniu się z Mavi w mieszkaniu i nie wychodzeniu nigdzie, co najwyżej na spacery po okolicy żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Egoistycznie zachować ją tylko dla siebie na te kilka dni. Ale to byłoby nie fair wobec niej, skoro on tak, czy tak musiał jeździć do biura.
Mavi Ayers

-
„Now I have a machine gun. Ho-ho-ho.” — Die Hard
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjityp narracjiczas narracjiprzeczytaj posty to się dowieszpostaćautor
- Hmm... Będę po prostu długo spała - uśmiechnęła się, wynajdując zalety niedogodności, jaką była praca. Nie widziała w tym problemu, choć wolałaby, aby nie musiał jej zostawiać samej. Znała Stambuł tyle co nic, może i nawet trafiłaby w niektóre miejsca, ale bez Emira spacerowanie nie miałoby sensu. Zgubiłaby się lub co gorsza trafiła na niewłaściwych ludzi, którzy wykorzystaliby jej nieznajomość tureckiego - Jestem tu dla ciebie, więc się nie martw. Znajdę sobie zajęcie pod twoją nieobecność i myślę, że jednak Stambuł jest na tyle spory, aby nie wpaść w nim na moją ciotkę.... - poszerzyła uśmiech i zaraz westchnęła, ujmując jego twarz w dłonie, które zaraz przesunęła w górę, mierzwiąc mu włosy - Teraz lepiej zróbmy coś, póki jeszcze nie złapał mnie jet lag. Może zakupy? I spacer... Daleko stąd nad Bosfor? Ale najpierw się odświeżę i będziemy mogli iść, okej?
Po szybkim prysznicu i przebraniu się w kolorową sukienkę, mogli wyjść z powrotem na głośne ulice Stambułu. Zaszli na bazarek, gdzie obkupili się w owoce i warzywa. Umysł Mavi pracował nad pomysłem-niespodzianką, którą miała być kolacja albo obiad. To drugie miało większą szansę na efekt zaskoczenia. Nie wiedziała jednak, czy próbować czegoś z tureckiej kuchni, czy może zaserwować coś kanadyjskiego. Po bazarku poszli do marketu, a stamtąd spacerkiem do pobliskiego niewielkiego skweru, bo nad Bosfor było za daleko. I za gorąco. Wrócili do mieszkania popołudniu. Po chłodnym prysznicu mogli siąść do stołu jak ludzie. Mavi uparła się, aby ich obiadem były słodkie bułeczki, które jej podarował. Będą mieli wówczas więcej czasu na zastanowienie się, co zjedzą na kolację. Oglądali film, gdy w pewnym momencie Emir mógł wyczuć, jak obejmowane przez niego ciało staje się bezwładne, a oddech Mavi równomierny. Przysnęła.
-
🎄There's frost on every window, oh, I can't believe my eyes
And in my bones I feel the warmth that's coming from inside🧿
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKtyp narracji3osczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Okej. W porządku, cały tydzień tylko we dwoje. - Nie potrafił opisać tego, co właśnie eksplodowało gdzieś pod mostkiem i jednocześnie w tej części umysłu odpowiedzialnej za odczuwanie emocji. To było jak jakieś fajerwerki uczuciowe, buchające ognie, lekkość i tak przytłaczająca ilość energii, że czuł w mięśniach chęć wyściskania Mavi, podniesienia jej w ramionach, podrzucania, skakania, kręcenia się, biegania, COKOLWIEK co pozwoliłoby w jakiś fizyczny sposób zademonstrować euforię.
Pocałował ją raz jeszcze, zanim wstał z kanapy z nową energią do działania, chętny na wszystko, co proponowała. Rozpierało go takie szczęście, że w tej chwili nawet nie myślał o tym, że będą musieli porozmawiać z Cemem i poprosić go o krycie, będzie musiał też uprzedzić rodziców, że w tym tygodniu ma dużo pracy i zajęć, wiec nie będzie mógł wpadać na kolacje. W tej chwili to wszystko traciło na znaczeniu.
Zrobili rundkę po okolicy nie tylko w celu zakupów. Emir też zadbał o to, żeby Mavi wiedziała co ma w pobliżu, w razie jakby potrzebowała wyjść z domu pod jego nieobecność. Rundka po sklepach i spacer przypominały trochę ich wszystkie wcześniejsze spotkania tego typu, kiedy byli jeszcze po prostu przyjaciółmi, bliskimi osobami spędzającymi razem czas. Teraz była w tym jakaś większa harmonia, wybierali wszystko z rozmysłem razem, mimo że i tak Emir negocjował ceny w bardzo tureckim stylu.
Popołudnie minęło im na żartobliwych rozmowach, potencjalnych planach na ten tydzień i drobnych czułościach, do których obydwoje stopniowo się przyzwyczajali - subtelny dotyk, przytulanie, pocałunki, trzymanie się za ręce. A oglądanie filmu we wzajemnych objęciach przyszło naturalnie i było bardzo przyjemnym wyciszeniem po emocjonującym dniu. Na tyle komfortowym, że Emir prawie od razu poczuł, jak Mavi zasypia.
Spojrzał na nią, ostrożnie odwracając głowę w jej kierunku. Nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu pełnego uczucia. Pogładził ją po obejmowanym ramieniu, pocałował delikatnie i powolnie w to miejsce, gdzie akurat usta sięgnęły, tuż przy linii włosów nad czołem. Nie chciał jej budzić, ale też nie chciał, żeby przez niewygodną pozycję do spania, obudziła się z bólem szyi. Poruszył się powoli, w ramach możliwości nie odsuwając za bardzo. I jak wstał, wziął ją na ręce w księżniczkowym stylu i tuląc zaniósł do sypialni, mając nadzieję nie obudzić w tym procesie. Przykrył ją cienkim kocem, żeby nie było jej za gorąco, pocałował w czoło i wrócił do kuchni, żeby posprzątać po "obiedzie" i zacząć powolne przygotowania kolacji, bo słodkie bułeczki raczej na długo nie będą wystarczyły.
Mavi Ayers

-
„Now I have a machine gun. Ho-ho-ho.” — Die Hard
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjityp narracjiczas narracjiprzeczytaj posty to się dowieszpostaćautor
Stanęła w drzwiach kuchni obserwując przez chwilę jak Emir się krząta. Nie mogła się powstrzymać przed podejściem i wtuleniem i to z takim uczuciem, jakby wróciła z dalekiej podróży, a nie krótkiej drzemki. Dopadły ją wyrzuty sumienia, że tak szybko odpadła podczas oglądania.
- Przepraszam, powinnam ci pomóc - pocałowała Emira w ramię i zerknęła na szykowane jedzenie - Co pysznego gotujesz? Jutro ja mogę gotować. Mam w głowie kilka przepisów, które możemy trochę zturkizować.
Nauczyła się gotować w naturalnym procesie dorastania, niż faktycznej potrzebie. Ojciec zatrudniał gosposię, która miała dbać o dom, ale Mavi nie lubiła być we wszystkim wyręczona. Trochę podpatrzyła od Manueli, trochę z internetowych blogów. Dla Emira chciała przyrządzić coś wyjątkowo i cieszyła się, że będzie miała ku temu okazję. Cmoknęła go ponownie i zamarkowała ziewnięcie w jego ramię, za co przeprosiła.
- Przeklęty jet-lag. Chyba dzisiaj pójdziemy szybciej spać - mówiła to z całkowitym przekonaniem, wiedząc, że Emir nie będzie raczej chciał spędzać wieczoru samotnie przed telewizorem. A tak położą się szybciej to i szybciej wstaną i będą mogli planować dzień.
-
🎄There's frost on every window, oh, I can't believe my eyes
And in my bones I feel the warmth that's coming from inside🧿
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiKtyp narracji3osczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Sprawdził przepis, żeby upewnić się, że nie pominie żadnego podstawowego składnika i wszystko przygotował zanim zaczął przygotowywać. Najpierw pokroił pierś z kurczaka w kostkę, doprawił solą, pieprzem i odrobiną papryki, po czym podsmażył na rozgrzanym maśle. Odłożył na talerz i na tej samej patelni zaczął przygotowywać pilav.
Usłyszał kroki Mavi, jak już weszła do kuchni, na moment zanim objęła go od tyłu. Odwrócił odrobinę głowę, jakby chciał zerknąć na nią przez ramię. Uśmiechnął się pod nosem szeroko, serce zabiło mocniej, raźniej i atmosfera jakoś tak nagle po prostu zrobiła się... cieplejsza. Bardziej domowa. Pogłaskał ją po jednej z rąk czule, ale chwilowo krótko, poświęcając wciąż większość uwagi gotowaniu.
- Miałaś długą podróż i dzień, zdziwiłbym się, jakbyś się nie zdrzemnęła. Nic się nie stało, Mavi. Pomożesz mi zjeść. - Mówił i kontynuował przygotowania. -Doszedłem do wniosku, że może dzisiaj jednak zjemy coś trochę bardziej wyjątkowego, pilav z kurczakiem, orzechami i sosem jogurtowym z miętą. - Dorzucił do ryżu posiekane migdały, zalał ryż gorącym bulionem. Dorzucił kurczaka, zakrył patelnię pokrywką i odwrócił się dopiero w jej stronę, obejmując ją najprędzej jak było to możliwe, żeby się nie odsunęła i nie puszczała go z ramion. Przyjrzał się jej wciąż lekko rozespanej twarzy z rozczuleniem. Wyglądała tak... na uroczo rozleniwioną, rozluźnioną. Odgarnął jej troszkę potargane snem włosy z twarzy i założył za uszy niespiesznie, z pieczołowitością dbając, żeby żaden włosek nie łaskotał jej po nosie i czole.
Nie zastanowił się nad tym, co robi, wyszło od niego naturalnie, jakby było gestem, którym zawsze powinien ją obdarowywać: wychylił się w jej kierunku i pocałował w czoło. Przeciągle, z uczuciem i troską. Może dla niej nie było to gestem nadzwyczajnym, ale w tureckiej kulturze miało to dużo głębsze znaczenie.
- Nie musimy dzisiaj siedzieć na siłę. Jutro mamy cały dzień, a przyda nam się odpoczynek. - Dla niego też był to długi i pełen wrażeń dzień, był więcej niż pewien, że zaśnie równie szybko, co Mavi.
Mavi Ayers
