25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Oczywiście, że tak. Ona jest jebnięta — przyznała ze śmiechem, choć właściwie w ogóle nie żartowała. Minju zdecydowanie nie należała do tych normalnych ani standardowych. W żadnym kontekście. Nie dziwiłaby się nikomu, kto bałby się akurat tej z jej matek. Sama nie miała obaw wyłącznie dzięki temu, jak długo i dobrze ją znała. Wiedziała, jak sobie z nią radzić, choć kobieta i tak potrafiła wywołać w niej dziwny niepokój.
— Jeszcze się nad tym zastanawiam. Bez problemu zeszłabym dla niej do każdych zaświatów, ale szukanie jej w innych ludziach? Nie wiem, czy potrafiłabym być aż tak zdesperowana, bo zakładałabym, że i tak zawsze się zawiodę i nigdy nie znajdę nikogo wystarczającego. Nie wiem, czy chcę aż tak dowalać swojej postaci — wyjaśniła pokrótce swój tok rozumowania. Na tym etapie powinna mieć już gotowy schemat scenariusza, ale uznała, że będzie go dopieszczać na bieżąco. Przedzieranie się przez najciemniejsze dna piekieł w ogóle nie wydawały się przerażające w porównaniu z zawodem, który odczuwałaby, przekonując się, że kolejna osoba jednak nie jest jej przyjaciółką tylko tanią podróbką. Obsesyjne bieganie między kotłami i brzegiem Styksu wydawało się przy tym miłym popołudniem.
— No właśnie. Podobno istotne jest tutaj oko do detali. Albo fakt, że często drę mordę, sama nie wiem. — Odłożyła telefon na materac gdzieś na bok i znowu obróciła się tak, żeby móc wtulić się w dziewczynę. Na ogarnianie tych powiadomień też teraz nie miała siły. Nie wszystkie pewnie zresztą nadawały się do odczytywania w tym momencie. Jednak przede wszystkim wolała po prostu korzystać z faktu, że miała pod ręką swoją modelkę, a przecież była dużo ciekawszą rozrywką niż telefon. Musnęła wargami szyję dziewczyny, w której próbowała się ukryć przed wszystkimi obowiązkami, jakie nad nią wisiały. Trzeba było nie nawiązywać do pracy, teraz będzie o niej myśleć, zamiast odpoczywać. To może jednak ten sen nie był taką najgłupszą decyzją na świecie?
— Obudź mnie, zanim sobie pójdziesz — poprosiła cicho, gibając się na krawędzi między snem a jawą. A może nie powiedziała tego na głos, tylko jej się przyśniło? Nie no, raczej powiedziała. Naprawdę bardzo nie chciała, żeby Prescott ją zostawiała, skoro prosi o to w jakiejś formie już drugi raz. Gdzieś w tle dobiegały słowa śpiewane przez Georga Michaela, proszącego kogoś dokładnie o to samo. A może śpiący mózg płatał jej figle?

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie znała możliwości Minju. Może faktycznie powinna zacząć się spodziewać tego, że kiedyś wpadnie na nią gdzieś pod zakładem pogrzebowym czy gdziekolwiek indziej. Na pewno byłoby to niezwykle dziwne spotkanje. No, ale już sama jej znajomość z River była dziwna.
- Czyli mogę żyć w strachu, że dorwie mnie w ciemnej uliczce albo pójść w konfrontację w kontrolowanych warunkach? Miałabym przyjąć ofertę Georgii, aby w razie czego łagodziła sytuację? - zapytała, zastanawiając się czy faktycznie mogłoby to być lepsze niż taka zaczepka ze strony nadopiekuńczej matki.
Wszystko było zdecydowanie zbyt trudne. Wolała trzymać tę znajomość z dala od którejkolwiek z ich rodzin, ale może nie do końca było to możliwe? Powinna to lepiej przemyśleć? Chociaż teraz nie chciała nad tym rozmyślać...
- Nie musi być człowiekiem - odpowiedziała, bo jednak reinkarnacja działała międzygatunkowo. - The Raven. Edgar Allan Poe wykorzystał kruka, który podmiotowi lirycznemu jawi się jako łącznik z zaświatami, gdy odchodził od zmysłów po śmierci swojej ukochanej Lenore... Twoja Raven mogłaby cię obserwować w ptasiej formie i objawić się w nieoczekiwanym momencie. Zdradzić się w jakiś subtelny sposób.
Nie miała pojęcia czy brzmi to w miarę sensownie, ale miała nadzieję, że da to rysowniczce jeszcze kilka możliwości do przemyślenia. Symbolika, odwołania do klasyki i tym podobne z pewnością były czymś, czego dziewczyna mogłaby się chwycić. Miała jednak jeszcze czas na to, aby wszystko sobie odpowiednio przemyśleć.
- Dobrze ci w czerni i bieli. Zgadza się - potwierdziła, uśmiechając się raz jeszcze, gdy tylko spróbowała sobie wyobrazić to jak mogłaby wyglądać rysowniczka jako wyjątkowo hałaśliwa sroka.
Na pewno takie rozmyślania były lepsze niż roztrząsanie tego, co właściwie Blair miała do wysłania rysowniczce, ani też kto namalował obraz obecny w salonie. Najlepsze jednak na pewno było cieszenie się swoją wzajemną bliskością. Mruknęła z zadowoleniem i przesunęła się lekko, gdy tylko poczuła wargi przesuwające się lekko po jej szyi. Leniwy, ale naprawdę miły gest.
- Chcesz zatrzasnąć drzwi, aby mieć pewność, że tu nie wrócę? - zapytała z pewnym rozbawieniem w głosie, ale zaraz też twierdzący pomruk wydostał się z jej gardła.
Sama nie była pewna jak długo zajęło jej zaśnięcie przy boku rysowniczki, ale w końcu odpłynęła w krainę snów. Była całkowicie odprężona. Zapadła się w należącą do River pościel oraz przylgnęła do jej ciepłeg ciała. Potrzebowała przynajmniej kilku godzin snu, a po wszystkich rewelacjach minionego wieczora na pewno nie obudzi się zbyt szybko.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od razu wyobraziła sobie potencjalne starcie dwóch autystek kobiet. Taki pojedynek mógłby być wyjątkowo widowiskowy w swojej powściągliwości. Żadna z nich nie mogła pochwalić się siłą wyrazu, która byłaby w stanie zgnieść tę drugą na starcie. Żadna z nich nie odpuszczała łatwo i nie dałaby się wziąć pod włos jakimiś tanimi sztuczkami. Takie dwie uparte małpy mogłyby wytworzyć walkę ciekawszą niż pierwszy pojedynek Gaary i Rocka Lee. Problem jednak leżał w chłodzie Prescott, która w życiu nie przyznałaby się, że zależy jej na River na tyle, by jakkolwiek o nią walczyć.
— Zaczynasz myśleć strategicznie. Podoba mi się to. — Wyszczerzyła się, zachwycona, że mogła jej wytknąć coś takiego. Znów nie chciała przesadnie naciskać, by jej nie spłoszyć. Wiedziała, że wrzucenie jej teraz w sytuację rodzinną byłoby skrajnie nieodpowiedzialne i zakończyłoby się wielką ucieczką Prescott, a tego nie chciała.
— Na pewno chciałaby sceny, w której narobiłaby ci na włosy. — Uśmiechnęła się na samą myśl o satysfakcji, jaką przyjaciółka czerpałaby z takiego przebiegu wydarzeń. Umarła kompletnie nieświadoma tego, że z Ruelle da się naprawdę dobrze żyć, a taka złośliwość byłaby w jej ptasim stylu.
— A tak serio, to jest niezły pomysł. — dodała łagodniej. — Może powinna pojawiać się przez całą historię gdzieś w tle, trochę jak taki easteregg? Ukrycie kruka w kadrze nie byłoby skomplikowane, a zaangażowany odbiorca znalazłby go tak czy siak... — Myślała na głos, mówiąc chyba bardziej do siebie niż do jej muzy. Nie była jeszcze pewna, czy faktycznie wykorzysta ten pomysł, ale na pewno był warty poświęcenia mu uwagi. Kto by pomyślał, że faktycznie będzie kiedyś brać pod rozważania propozycje Prescott względem swojej sztuki?
Potrzebowały resetu i szansy na odpoczynek. To spanie ze sobą – w sensie dosłownym – zaczynało im wychodzić coraz lepiej. Po raz kolejny Cross zyskała szansę, by się wyspać. Sen był głęboki i odświeżający, pozbawiony koszmarów albo nerwowego budzenia się. Był taki, jak należy. Podobnie zresztą jak poranek.

Obudziła się przyklejona do ramienia swojej modelki. Wtulała twarz w jej skórę, ciasno oplotła jej rękę, z jakiegoś powodu porzucając resztę ciała. Oderwała się od niej niechętnie. Przetarła oczy i usiadła na materacu, próbując się trochę rozbudzić. Nie miała jeszcze okazji do obserwowania śpiącej Prescott. Ostatnio to ona obudziła się jako pierwsza. River uśmiechnęła się, przyglądając się przez moment, jak dziewczyna spokojnie oddycha. Nie miałaby nic przeciwko witania dnia w ten sposób częściej. Wciąż bardzo niechętnie wyszła z łóżka, żeby jakkolwiek się odświeżyć.
— Dzień dobry. Biorąc pod uwagę, jak głośno chrapałaś, zakładam, że się wyspałaś? — Spojrzała na nią, gdy zauważyła, że się wybudziła. Wcale nie chrapała, po prostu chciała się z niej pośmiać. River zdążyła się ogarnąć i wrócić do łóżka. Leżała obok swojej modelki w świeżych ubraniach, wciąż miała na szyi łańcuch z kłódką. W rękach miała szkicownik, w którym dokańczała rozpoczęty wczoraj rysunek. Wyjątkowo wulgarna i wyuzdana ołówkowa Ruelle była uroczym kontrastem do tej spokojnej i zaspanej obok niej.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia jak właściwie mogłoby wyglądać starcie z Minju. Wolałaby go raczej uniknąć, ale jeśli miało być nieuniknione to powinna być odpowiednio przygotowana, aby nie dać się kobiecie zaskoczyć i móc się obronić przed jej atakami, a może nawet samej wyprowadzić kontatak. Tutaj na pewno trzrba było pomyśleć.
- Do tej pory myślałam, że jestem od nich bezpieczna, ale ty mi teraz mówisz, że jednak nie - wyjaśniła swój dotychczasowy brak myślenia strategicznego.
Nie miała pojęcia czy w ten sposób dziewczyna chciała ją wmanewrować w tę kolację ze swoimi matkami czy może lojalnie ostrzegała ją przed tym, że pewnego dnia może zostać postawiona twarzą w twarz z Koreanką. Obie opcje były prawdopodobne. W końcu Georgia pewnie nie dawała jej spokoju, a zaciągnięcie Ruelle na wspólne spotkanie mogło przerwać nagabywania blondynki. To wszystko mogło być dokładnie wykalkulowane.
- W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku popularne były kapelusze z wypchanym ptactwem... Gdyby tego spróbowała to jak spróbowałabym przywrócić ten trend - zagroziła jakby była to faktyczna groźba, a nie taka wysunięta wyłącznie wobec hipotetycznej fikcyjnej postaci z komiksu River, która jedynie wzorowana była na jej zmarłej przyjaciółce.
Naprawdę skomplikowana była ta ich relacja. Przynajmniej wyglądało na to, że była w stanie podsunąć dziewczynie jakieś satysfakcjonujące pomysły odnośnie jej komiksu. Najwyraźniej wiedza w zakresie gotyckiej literatury była przydatna w momencie, gdy Cross się zamarzyła opowieść o zejściu do zaświatów.
- Też o tym myślałam. Byłaby cały czas przy tobie i przyglądała się twojej wędrówce - potwierdziła jeszcze. - Możesz się jeszcze zastanowić.
Ten dzień miał być dla Cross źródłem inspiracji. Liczyła na to, że ten cel udało jej się zrealizować. Właśnie z taką myślą powoli zapadała w sen, aby zregenerować siły po tym intensywnym wieczorze.

Nie była w ogóle świadoma tego, co się wokół niej działo. River wymęczyła ją wyjątkowo mocno poprzedniej nocy, więc tym bardziej potrzebowała zdrowej dawki snu, aby się zregenerować i wypocząć.
Nawet nie zorientowała się, w którym momencie rysowniczka uciekła z łóżka. Przespała to całkowicie. Jedynie mruknęła coś cicho i zwinęła się wygodniej pod kołdrą, wtulając w pościel. Dopiero po dłuższym czasie zaczęła do niej wrać świadomość. Być może pod wpływem promieni słonecznych wpadających przez okno.
- ... dobry... - mruknęła niezrozumiale, witając się z siedzącą obok dziewczyną.
Wciąż była zaspana i zaraz przymknęła oczy, które drażniło zdecydowanie zbyt intensywne światło. Potrzebowała jeszcze tego krótkiego momentu, aby przywyknąć do otaczającej ją rzeczywistości oraz panującej w niej jasności. Dopiero wtedy uchyliła powieki i spojrzała na Cross.
- Mam wrażenie, że spałam jak zabita, a martwi nie wydają z siebie dźwięków - zarzuciła jej jeszcze, a następnie przysunęła się bliżej do swojej rysowniczki. - Od dawna nie śpisz?
Ciekawiło ją, co znajdowało się w szkicowniku. Wciąż nie mogła znaleźć w sobie siły ani chęci, aby się podnieść spod przykrywającej ją kołdry. Wystarczyło jednak przylgnąć do ramienia artystki i przekręcić lekko głowę, aby spojrzeć na jej wyuzdany szkic.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po dniu pełnym emocji potrzebowała takiego leniwego poranka. Jak dobrze, że nigdy nie pracowała na etacie i nie znała koszmaru budzenia się dzień w dzień o konkretnej porze oraz dostosowywania rytmu doby do czyichś durnych wymagań. Oszalałaby w takiej formie po miesiącu. Zdecydowanie była typem człowieka, który musiał być swoim własnym szefem. Mogłaby być wobec siebie nieco bardziej wymagająca i rozpocząć poranek od faktycznej pracy, a nie hobby, ale co tam. Nikt nie bronił jej też spędzenia kolejnych dwudziestu godzin przy komputerze bez żadnych większych przerw poza zaspokajaniem potrzeb fizjologicznych. Nie miała też żadnych powodów, żeby popędzać swoją randkę. Mogła obudzić się we własnym tempie i wrócić do własnej codzienności, kiedy poczuje taką potrzebę.
— Tak sobie wmawiaj — zgodziła się, zasiewając jeszcze ostatnie ziarno niepewności w kwestii chrapania. Jeżeli tylko będzie jej to powtarzać odpowiednio długo i z odpowiednią intensywnością, to Prescott w końcu jej uwierzy! Do tego potrzebowałyby jednak całej masy wspólnych nocy, a czy coś takiego będzie im jeszcze dane? Trudno stwierdzić. Same chęci River tu nie wystarczą. Nie przywiąże jej przecież na siłę do łóżka i... okej. Zły przykład.
— Nie. Ledwo zdążyłam odprawić wszystkie swoje pozostałe suki i wróciłam do łóżka do ciebie — odparła, obracając szkicownik w jej stronę, by mogła lepiej przyjrzeć się rysunkowi. Tym razem artystka porzuciła wszelkie subtelności. Wszystkie pozostałe dzieła były bardzo zmysłowe, ale pozostawiały jakieś miejsce wyobraźni. Nie tym razem. Rysunkowa wersja Prescott obnażała się w taki sam sposób, w jaki zrobił to wczoraj oryginał. Siedziała nago przywiązana do ramy łóżka. Szeroko rozsunięte nogi zapraszały do zatracenia się w przyjemności. Między piersiami dziewczyny spływała pojedyncza strużka potu. Na pierwszy rzut oka było też widać, że dziewczyna jest niesamowicie spragniona i gotowa na przyjęcie w sobie wszystkiego, co artystka tylko miała do zaoferowania.
— Jeszcze trochę i będziemy musiały zamienić się rolami. Jesteś wyjątkowo zdolna. — Chwyciła za kołnierz koszulki, którą miała na sobie i odchyliła nieco materiał, by pozwolić swojej modelce dokładnie przyjrzeć się licznym śladom, jakie pozostawiła w nocy na jej skórze. Ugryzienia i malinki przybrały czerwonego odcienia, które nie wyróżniało się na ciele aż tak jak późniejsze, fioletowe wersje, ale na to muszą chwilę poczekać.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z ich dwójki to Prescott była bardziej zmuszona do posiadania mniej więcej typowego rytmu dobowego. Wszelkie odchyły od normy przypłacała zdecydowanym deficytem snu, co na dłuższą metę pewnie się na niej zemści. Na razie jednak cieszyła się przerwą przed nowym rokiem akademickim, praktyki w szpitalu miała zaliczone, a z zakładu nie przychodziło żadne wezwanie do pracy. Słowem: mogła swobodnie wylegiwać się w łóżku rysowniczki póki matka się nią nie zainteresuje. Wiedziała bowiem, że w pewnym momencie będzie musiała do niej zadzwonić albo napisać z pytaniem kiedy tanatopraktorka zamierza wrócić do domu i czy powinna dla niej szykować obiad... Dobrze wiedziały, że i tak przyszykuje, więc Ruelle będzie miała ją do odgrzania w ramach kolacji, jeśli się nie zjawi. Na razie jednak wcale o tym nie myślała.
- Myślę, że wiedziałabym, gdybym chrapała - odparowała, nie zamierzając tym razem dopuścić do siebie innej wersji.
Obie były nadzwyczaj uparte, ale chyba Rue zdołała jej udowodnić, że pewnych przekazów zwyczajnie nie przyswajała. Wmówienie jej czegoś na pewno mogłoby być niemal syzyfową pracą, gdy ona miała już jakieś zdanie na pewien temat.
- Jedna z tych suk namalowała ten obraz? - zapytała niemal od niechcenia, kierując spojrzenie na płótno przedstawiające Cross w oplocie shibari.
Trochę ją to wszystko intrygowało, ale nie zamierzała tak po prostu pytać rysowniczki o to dzieło, które zostało ewidentnie stworzone ręką kogoś, kto nie był samą modelką. Okoliczności powstania obrazu mogła sobie jedynie dopowiadać. Chociaż usilnie starała się tego nie robić. Z tym, że wizja River związanej liną w tak artystyczny sposób była dla niej zbyt kusząca. Zazdrościła każdemu, kto mógłby zrealizować taki plan. One dwie pewnie prędzej udusiłyby się sznurem niż były w stanie cierpliwie przejść przez cały proces wiązania.
Przyjrzała się uważnie prezentowanemu rysunkowi. Był wykonany w znanym jej już stylu Cross. Realistyczny, ale jednak mający w sobie coś z komiksowej estetyki. Tym razem zrezygnowała z subtelności. A może to była wina tej pozy? Prowokowała, rozpalała zmysły i przedstawiała pożądanie w najczystszej postaci. Obezwładniające...
- Matka wychowywała mnie w duchu feminizmu. Podobno równość to jest w nim najważniejsza - odpowiedziała przenosząc spojrzenie na odsłonięty fragment szyi rysowniczki. - Możemy zatem się wymieniać.
Odpowiadało jej bycie uległą artystki, ale nie lubiła być całkowicie bierną. Co jakiś czas odzywały się w niej instynkty każące przejąć kontrolę. Jak dotąd to River nie miała powodów do tego, aby na ten stan rzeczy narzekać. Jej jęki świadczyły jedynie o tym, że to położenie również jej odpowiada.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wydała z siebie tylko długi pomruk pełen bardzo wątpliwej zgody. Niech sobie żyje w przekonaniu, że nie chrapie! Przekonanie było oczywiście prawdziwe, ale to nie miało znaczenia. Musiała trzymać się jednej wersji, żeby mieć jakiekolwiek szanse, żeby ją kiedykolwiek przekonać. Proces będzie długi i bolesny, ale skoro udało jej się przekonać ją do tego, żeby zaczęła spędzać z nią noce i do tego, że zakochanie się nie jest najgorszą plagą egipską, która mogła ją spotkać, to przecież jakoś to będzie.
— Nie, to akurat Raphael — wypowiedziała imię z miękkim, francuskim akcentem i nie dodała niczego więcej. Czemu by miała? Nie otrzymała żadnych pytań uzupełniających, a Ruelle brzmiała na niespecjalnie zainteresowaną dalszymi wyjaśnieniami, więc po co ma jej zasypywać myśli niepotrzebnymi informacjami? Kątem oka spojrzała nawet w stronę obrazu, jakby musiała się upewnić, że mówią o tym samym. Żadne inne nowe dzieło nie pojawiło się w jej mieszkaniu od momentu, gdy jej randka była tu ostatnim razem. A przynajmniej żadne nie leżało na wierzchu w przeciwieństwie do portretu River.
Obserwowała uważnie jej reakcję na rysunek, która – jak zwykle – nie była przesadnie ekspresyjna. Nie sprawiała jednak wrażenia, że coś jej się ewidentnie nie spodobało, a to już sporo. River odruchowo założyła, że w takim razie musi być bardzo zadowolona. Takie dopowiadanie sobie cudzych emocji do własnych dzieł to dla niej akurat nic nowego. Zawsze lepiej wychodzić z założenia, że wszyscy są zachwyceni.
— Patrzcie ją, jeszcze jest feministką. Może w końcu pokażesz mi jakiś fragment siebie, który nie będzie mnie kręcił? — zamruczała zadowolona, nachylając się do swojej modelki. Nie podejrzewała jej o inne poglądy, ale i tak miło było usłyszeć, że się pod tym względem zgadzają. Pocałowała ją, rozkoszując się smakiem jej ust, którego przez durny sen nie miała okazji kosztować wyjątkowo długo. Sięgnęła też do skraju kołdry i podniosła ją, żeby spojrzeć na efekty własnej pracy. Na ciele jej muzy też pojawiły się nowe ślady. Nie była może oznakowana jak kartka dziecka, które pierwszy raz w życiu dostało pieczątkę w kształcie zwierzątek, ale w porównaniu z tym, jak traktowała jej ciało od pewnego czasu, sukces był tak czy siak. Uśmiechnęła się zadowolona z własnych poczynań. Była naprawdę wszechstronnie utalentowana.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zamierzała wchodzić z nią w żadną dyskusję na temat swojego rzekomego chrapania. Ono po prostu nie miało miejsca i to nie było coś, do czeto mogłaby ją przekonać River. To nie było to samo, co przekonanie Ruelle, że jej artystka wcale nie jest taka zła. To był zupełnie inny rodzaj przekonywania! Po prostu sama doświadczyła tych przyjemniejszych stron rysowniczki. Na słowo nikomu by pewnie nie uwierzyła... Przynajmniej tak łatwo.
- Ach, czyli on nie zalicza się do zaprzęgu suk - skwitowała jeszcze, licząc na to, że Cross powie jej coś jeszcze.
Tylko, że ona milczała. Tanatopraktorka nie chciała jej nadmiernie ciągnąć za język, bo tym samym jedynie dałaby River nadmierną satysfakcję z powodu wzbudzonego zainteresowaniaz a tak chyba nie powinno być. Przynajmniej tak jej się zdawało.
Po prostu obserwowała w milczeniu linie zdobiące kartkę szkicownika. Starała się kontemplować poszczególne kształty i ożywić scenę w swojej wyobraźni. Przynajmniej dzięki temu wiedziała w jaki sposób widziała ją River. Na razie nie wyrażała w żaden sposób swojego zachwytu. Głównie dlatego, że praca była jeszcze nieskończona, a sama modelka wyjątkowo zaspana. Potrzebowała przynajmniej jeszcze dłuższej chwili, aby na dobre się rozbudzić. Chociaż w teorii była przytomna.
- Masz wyjątkowo pokręcony gust, więc nie wiem - odpowiedziała od razu, gdy tylko Cross wyraziła się entuzjastycznie na temat jej poglądów.
Była biseksualną kobietą o mieszanym pochodzeniu: to było jasne, że ideologia związana z równością była jej bliska. Po lekturze Butelek znała też nieco lepiej wartości, które przyświecały jej artystce. Nie było to szczególnie zaskakujące odkrycie, bo wszystko tak dobrze pasowało do punkowego wizerunku wyzwolonej rysowniczki.
- Ledwie się obudziłam, a już się do mnie dobierasz? - zapytała z pewnym rozbawieniem, gdy tylko River zerwała z niej kołdrę.
Zimny dreszcz natychmiast przeszył jej ciało pod wpływem wystawienia nagiej skóry poza ciepłe okowy materiału. Odwzajemniła jednak z pełnym zapałem jej pocałunek, układając dłoń na jej karku i zahaczając palcami o rozgrzany metal łańcucha z kłódką. Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że cały czas miała na sobie obrożę, którą zapomniała zdjąć przed snem. Nic dziwnego, że jej szyja była obolała. Najwyraźniej przyczynił się do tego wbijające się w skórę zapięcie i sztywny materiał.
- Myślałam, że wpierw będę mogła zaliczyć prysznic - mruknęła, przygryzłwszy jej dolną wargę.
Zaraz też zsunęła swoje usta na jej szczękę, kierując się pocałunkami i drobnymi ugryzieniami w kierunku jej szyi. Najwyraźniej stwierdziła, że mimo wszystko ozdobiła ją nieco zbyt słabo podczas minionej nocy. Miała jednak czas na to, aby wprowadzić w swoje dzieło jeszcze kilka drobnych poprawek.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zamyśliła się, gdy usłyszała jej pytanie. Nie chciała skłamać ani rzucać słów na wiatr, żeby to potem nie obróciło się przeciwko niej. Czasem nawet ona wiedziała, że trzeba ostrożnie dobierać słowa, żeby nie dawać przeciwnikowi broni prosto do ręki. Nie żeby Prescott była jej przeciwniczką. Może trochę?
— Myślę, że już nie — powiedziała ostrożnie, analizując jeszcze brzmienie własnych słów. — On na pewno stwierdziłby, że nie — doprecyzowała i skinęła głową. To było najlepsze określenie z tego wszystkiego, co przyszło jej do głowy i wokół czego krążyła. Tego drugiego stwierdzenia była właściwie pewna. Zakładała, że Rephael byłby wręcz bardzo niezadowolony, gdyby został do tych suk zaprzęgnięty. Cross nie lubiła robić ludziom na złość... aż tak. Mogła mu to po prostu darować dla świętego spokoju.
— Wnioskujesz to po sobie samej? — rzuciła pytaniem ewidentnie retorycznym. Prescott była doskonałym dowodem na to, że gust Cross był wyjątkowo dziwaczny. Nie żeby jej czegoś brakowało. Ustaliły już przecież dawno, że wyglądała świetnie. Problem w tym, że podobała się artystce coraz bardziej wraz z tym, jak ją lepiej poznawała, a charakter to ona miała... specyficzny. Daleko jej było do klasycznego wizerunku dziewczyny z sąsiedztwa, czyli świetnego materiału na żonę. Z kimś takim z kolei Cross pewnie strzeliłaby sobie w łeb, byle tylko zakończyć tę relację.
Jej modelka nie potrzebowała kofeiny, żeby się rozbudzić. Jak widać, wystarczała po prostu River. Jeszcze przed momentem sprawiała wrażenie kompletnie zaspanej i wyjątkowo przywiązanej do miękkości kołdry, a tu proszę. Wystarczyło na nią odpowiednio spojrzeć, a już odnalazła w sobie tyle energii, by przyciągnąć do siebie rysowniczkę. Nie miała zamiaru protestować. Przysunęła się bliżej, gdy tylko wargi dziewczyny zsunęły się na jej szyję. Artystka też od razu poczuła się totalnie rozbudzona. Przyjemne dreszcze przemknęły po całym jej ciele, a rysunek kompletnie stracił na znaczeniu. Odłożyła szkicownik gdzieś na bok. Oparła dłoń o materac obok tanatopraktorka, obejmując ją ramieniem. Natychmiast odnalazła jej usta, spragniona pocałunków. Podniosła tyłek bez przerywania pocałunków i przerzuciła nogę przez biodro Prescott. W ogóle nie chciała się od niej odrywać. Drugą dłonią czule objęła szyję dziewczyny. Uśmiechnęła się wprost w jej usta, kiedy tylko poczuła szorstką skórę obroży.
— Przepraszam, nie słuchałam, co mówiłaś? Coś o tym, że mam cię zaliczyć pod prysznicem? — mruknęła cicho. Rue chyba wspominała o czymś innym, ale kto by tam dokładnie słuchał tego, co miała do powiedzenia.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była ciekawa jej odpowiedzi. Wiedziała, że River uważnie waży swoje słowa nim zdobędzie się na to, aby wypowiedzieć jakikolwiek z nich na głos. Im więcej czasu nad tą kwestią spędzała tym większe było prawdopodobieństwo, że trafi jej się zmodyfikowana oraz nieco upiększona odpowiedź, a tego na pewno nie chciała. Musiała też samodzielnie się wysilić, aby przeanalizować to, co Cross postanowiła jej wyjawić.
- Myślisz, że już nie? Zwolniłaś go ze smyczy czy jeszcze nie? - zapytała, bo akurat w tym przypadku Cross odpowiedziała jej wyjątkowo niejednoznacznie.
Nie miała pewności czy był to jej dawny kochanek, który wciąż utrzymywał z nią kontakt i wyświadczał przysługi czy może ktoś z kim poza obrazami łączył ją bardziej casualowy seks. To nie powinno mieć znaczenia dla tanatopraktorki, ale z jakiegoś powodu chciała to wiedzieć. Być może dlatego, że wtedy wiedziałaby lepiej jak powinna traktować swoją artystkę, która przyznała jej się poprzedniej nocy do swoich uczuć. Albo... Zwyczajnie za bardzo zaczęła myśleć o niej niczym o swojej własności. pod wpływem niedawnej namiętności.
- Być może - odparła lakonicznie.
Z pewnością ktoś taki jak Ruelle wpisywał się w specyficzny gust River, ale na pewno nie była na niego jedynym przykładem. Z drugiej strony Prescott też nie była normalna, więc chyba można byłoby się pokusić o stwierdzenie, że obie dobrały się świetnie pod tym kątem. Szkoda tylko, że w rzeczywistości przede wszystkim pojawiały się wynikające z ich charakterów czy różnicy zdań. Tylko w łóżku były naprawdę do siebie dopasowane. Nawet, gdy udawały, że było zupełnie inaczej.
Nie lubiła kawy. Nie pijała jej w ogóle poza kilkoma naprawdę nielicznymi sytuacjami, gdy uznawała, że spróbuje jej, aby się rozbudzić. Tylko, że teraz potrzebowała do tego wyłącznie swojej artystki. Pocałunki, które mogły ją wcześniej równie dobrze rozleniwić, teraz wtłaczały pod jej skórę nową energię i sprawiały, że odpowiadała na jej dotyk jeszcze śmielej.
Szkic, który River rozpoczęła poprzedniego wieczora na pewno mógł jeszcze poczekać jeszcze chwilę lub dwie. Zwłaszcza, że wszystko zmierzało w kierunku, który mógł okazać się kolejnym źródłem natchnienia. Nie, żeby River brakowało inspiracji, ale pewna dodatkowa porcja na pewno jej nie zaszkodzi.
Zamruczała z zadowoleniem, gdy tylko Cross przerzuciła nogę przez jej biodro i objęła ją w pasie. Dłoń tanatopraktorki niemal bezwiednie wsunęła się pod materiał koszulki rysowniczki, drapiąc przy okazji jej lędźwie. Na ten jeden moment, gdy oderwała się od jej gorączkowych pocałunków, spojrzenie Prescott stało się bardziej mętne i zamglone przez gromadzące się w jej oczach pożądanie. Z pewnością poczuła swoisty skok ciśnienia w momencie, gdy palce rysowniczki natrafiły na dobrze im znany materiał obroży.
- Tak. Coś w tym guście - potwierdziła jeszcze, gdy tylko River zapytała ją o to, co zamierzała zrobić.
Poczuła niemal od razu znajomy ucisk podniecenia ściskający jej podbrzusze. Brzmiało to o wiele lepiej niż jej pierwotna wersja. Musiała też przyznać, że chociaż na ogół nie cierpiała poranków to pewnie mogłaby je polubić jeśli tylko rozpoczynałaby je w podobny sposób.
Raz jeszcze przylgnęła wargami do jej skóry. Zagryzła zaczepnie punkt na jej lewym ramieniu tuż nad obojczykiem, gdy panującą w mieszkaniu ciszę rozdarł głośny dzwonek telefonu tantaopraktorki.
Ruelle wydała z siebie pełne frustracji warknięcie, że ktoś w ogóle śmiał przerwać im ten wyjątkowo przyjemny moment. Wbiła jeszcze mocniej paznokcie w talię rysowniczki, zadrapując przy tym jej biodro, a następnie powiodła zdenerwowanym spojrzeniem w okolicach łóżka, aby szybko zlokalizować miejsce, w którym znajdował się jej przeklęty smartfon.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#16”