ODPOWIEDZ
31 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
174 cm
project manager w toronto sun
Awatar użytkownika
You can say that we are nothing, but you know the truth
And guess I'm the fool
With her arms out like an angel through the car sunroof
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzeci
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dużo rzeczy ostatnio miała nie robić, a jednak robiła.
W tym przypadku również — zdrowy rozsądek krzyczał, żeby się w to nie angażowała emocjonalnie; żeby zostawiła tą dziwną, chorą fascynację Kirą gdzieś z tyłu, daleko w umyśle i kompletnie nie zwracała na to uwagi. Tylko co zdrowy rozsądek miał do gadana, kiedy ciało robiło coś zupełnie innego? Szczególnie pod wpływam upojenia alkoholowego, które już na dobre rozgościło się w jej ciele?
Nie potrafiła przestać na nią patrzeć.
Na wyjątkowo kobiece ciało, które wywoływało u niej dziwne emocje, których nie umiała nazwać. A przecież często widywała kobiety nago, chociażby na siłowni w szatni, czy spa. Tu było inaczej. Na to naprawdę zwracała uwagę. A to zaś było skrajnie nieprofesjonalne i nie na miejscu, biorąc pod uwagę, że Kira była jej koleżanką z pracy. Z naciskiem na słowo koleżanka, bo przecież jeszcze kilka tygodni temu nawet się nie znały, a jedynie kojarzyły z widzenia.
Co ona wyprawiała?
Powinna się odwrócić. A jednak tego nie zrobiła. Nawet kiedy Kira przyłapała ją na gorącym uczynku, Daisy to wytrzymała. Jakim cudem? Jej trzeźwa wersja z pewnością nie będzie miała zielonego pojęcia. A może nawet nie będzie tego pamiętać? Oby, bo kurwa…
Westchnęła głośno, gdy drzwi od łazienki się otworzyły. W pierwszej chwili odwróciła się tyłkiem do prysznica, jakby WCALE przed chwilą nie gapiła się na cycki Kiry i przez moment nawet udawała, że śpi. Aktorstwo pierwsza klasa. Nic dziwnego, że chciała iść w reżyserkę i jednak stać za kamerą. Podniosła spojrzenie dopiero, gdy blondynka zadała jej pytanie.
Widoki? — w pierwszej chwili udała zdziwienie, ale kiedy uświadomiła sobie, że granie głupia nic tutaj nie da, wzruszyła po prostu ramionami. — Całkiem niezłe — uśmiechnęła się zaczepnie, po tym złapała za telefon i coś tam faktycznie jeszcze potrzebała, przy okazji wciskając się pod pierzynkę po swojej stronie. — W wielkim świecie słychać to, że wszystkie nagrania trafiłī na chmurę, nawet po tym, jak poszłyśmy na karaoke, a tak poza tym, to nuda… — przescrollowała kilka storn z wiadomościami, ale nawet ich nie czytała. Z góry po prostu założyła, że było to nic wartego uwagi. — To ten, dobranoc! — wypięła się do Kiry tyłkiem, a potem schowała głowę między poduszką, a kołdrą.
Leżała tak przez kilka chwil, podczas gdy za plecami Finch jeszcze się ruszała. Światło w końcu zgasło, a w pokoju zapanowała cisza. Daisy próbowała zasnąć. Naprawdę próbowała. Już nawet liczyła owieczki i stosowała wszystkie odpowiednie techniki, ale na marne. Wierciła się i przewracała, aż jej stopa nie natrafiła na łydkę Finch. W pierwszej chwili chciała ją po prostu zabrać, ale… znowu ten cholerny alkohol sprawił, że przesunęła po całej długości miękkimi palcami. A potem uciekła.
Tylko po pięciu minutach znowu się wierciła i tym razem odwróciła na plecy. Niby między znam a jawą, ale sięgnęła po dłoń Finch, kiedy ta JAKIMŚ cudem znalazła się obok. Przesunęła palcami po jej przedramieniu, czując, że w pokoju robi się coraz cieplej. Znowu się wystraszyła, odsunęła, ale w nosy jeszcze kilka razy zupełnie nieświadomie a może świadomie szukała tego przypadkowego dotyku. Przyjemnego. Bo akurat nie można było o nim powiedzieć, że to nie było miłe. Inne. Ciekawe.
W końcu udało jej się zasnąć, a rano jak się okazało wcale nie było miejsca na jakieś rozmowy czy tłumaczenie się z tego, co się stało, bo żadna nie nastawiła budzika i obudziły ich dopiero krzyki i walenie w drzwi przez Marco i Blankę. Szybkie śniadanie, kolejne wywiady, a popołudniu rajd. Cały dzień spędzili z ludźmi z redakcji i chociaż wymieniły kilka przedłużonych spojrzeń, kilka razy stykając się dłońmi, tak to by było na tyle. A droga powrotna? Tą Daisy spędziła na telefonie z prawnikiem, bo okazał się, że znowu jakiś debil pozwał Toronto Sun za jeden z artykułów, przy którym — zero zdziwienia — brała udział Roberta. Nie miały nawet kiedy pogadać, chociaż może to i dobrze? Bo jeszcze gorsze rzeczy mogłyby wyjść z tej rozmowy.
Żegnaj Brandford, witaj Toronto!

kira finch
koniec
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”