Instytut Chłopskiego Rozumu to było jego ulubione miejsce, na które tak bardzo lubił się powoływać w trakcie swoich pseudo-inteligenckich monologów.
—
Idealnie dobrany z nas duet — odpowiedział podobnym uśmiechem, którego używał tylko i wyłącznie w sytuacjach prywatnych. Miał kilka przerysowanych min przeznaczonych na transmisje, które z biegiem lat wydawały się całkowicie naturalne. —
Problem tkwi w tym, że ja naprawdę lubię spędzać czas w domu. Po co mam z niego wychodzić skoro z jakiegoś powodu go kupiłem? Nie lepiej siedzieć w nim jak najdłużej, skoro i tak musiałem za nie sporo zapłacić? — spytał, pokazując tym samym swoją logikę, jak i usprawiedliwienie co do prowadzonego przez niego stylu życia. Średnio przepadał za tłocznymi miejscami, cenił sobie spokój życia, który udało mu się osiągnąć. Wystarczyło mu kilku przyjaciół, więcej mu do szczęścia nie było potrzebne. Drugiej połówki póki co również nie szukał.
Czasami zapominał, że nie każdy był takim nerdem, jak on. Tłumaczenie komuś gier, który nie ogarniał tego świata wcale nie należało do najprostszych. Jednocześnie nie chciało mu się tego tłumaczyć, jak czuł zobowiązanie wobec wyjaśnienia wszystkiego przyjaciółce. Podejmowanie decyzji było takie skomplikowane.
—
Bez zbędnych szczegółów: To wyzwanie polega na braku jakiejkolwiek śmierci w czasie trwania meczu. Jak ktoś mnie zabije to cały challenge idzie do kosza i zaczynam od początku. — Nic go tak nie wkurzało, jak spieprzone wyzwanie, którego nie mógł już kontynuować. Dlatego tak bardzo lubił grać poza transmisjami, przynajmniej mógł bez świadków drzeć ryja, gdy coś mu nie wyszło. Przynajmniej przestał już rzucać rzeczami stojącymi na biurku, gdy coś koncertowo spieprzył. Jakiś plus.
—
Parcie na szkło nie zawsze oznacza coś negatywnego. — Wzruszył ramionami, bo nie patrzył na to, jako coś negatywnego. Lepiej wykorzystywać każdą nadarzającą się sytuację niż później czegokolwiek żałować. —
Musisz zapamiętać, że najważniejsze są crossy pomiędzy twórcami, najlepiej gdy znajdziesz kogoś popularniejszego od siebie i poprosisz go o zdjęcie lub nagranie wspólnego TikToka. To przynosi wiele korzyści — doradził dziewczynie po krótkiej chwili zastanowienia. Na początku swojej kariery sam tak właśnie robił, ba w tym momencie pozwalał mniejszym twórcom robić to samo. Zawsze lepiej się klikało, gdy w tytule ktoś wpisywał jego nick, że grali wspólnie w gierkę. Nie przeszkadzało mu to ani trochę, ba lubił wspierać innych streamerów. —
Myślisz, że ktokolwiek uwierzy w to, że taki przegryw jak ja mógł wyrwać taką dziewczynę jak ty? Przecież moja łatka piwniczaka trzyma się mnie mocno. — Pokręcił głową po czym zaczął się śmiać. Co jak co, ale streamerzy dość krytycznie byli oceniani przez środowisko plotkarskie. Raczej każdy wolał traktować go jak przegrywa i ostatniego frajera. Czy przeszkadzało mu to? Ani trochę, przynajmniej miał nieco więcej luzu niż inni influencerzy.
Zapowiadało się oglądanie poradników związanych z campingiem na kilku najbliższych streamach. Może widzowie coś mu podpowiedzą, dzięki temu pojawił się nowy temat do rozmów w czasie luźnych pogawędek.
—
W takim razie daj znać, kiedy będziesz wolna i zgramy wspólny termin na wyjazd — stwierdził, po chwili wydymając usta. Będzie musiał zmienić swój harmonogram, gdy już ustalą datę; Pięć dni w tygodniu to czas święty i nie miał zamiaru go zmieniać. —
Szum jeziora, drzew i zachód słońca brzmią naprawdę zachęcająco. Zrobimy sobie super zdjątka z tego czasu? — podpytał, nie chcąc marnować takiej okazji do publikacji fajnych zdjęć na socialach. Co prawda zrobi to po chwili, bo zwykle w taki sposób dozował swój kontent. —
Powinienem coś wiedzieć więcej o przygotowaniu na kemping? — Lepiej zrobić sobie mentalną notatkę wcześniej niż na ostatnią chwilę.
—
Europejski szampan jest naprawdę smaczny — zażartował, nie chcąc przyznawać się do ilości wypitego przez niego tego rodzaju alkoholu. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego myślenie nie było poprawnym, alkohol nie powinien rekompensować słabych eventów. Czasami nie umiał postawić sobie wyraźnej granicy ile mógł wypić tego dnia. A powinien. —
He? Dlaczego jak do psa? — spytał, nie bardzo rozumiejąc słowa dziewczyny. Nie znał żadnego psa, który mógł mieć na imię Niunia. —
Zabiorę cię na super randkę, gdzieś na środku jeziora. Mam tylko nadzieję, że nie masz choroby morskiej inaczej może być ciężko. — Odwzajemnił uśmiech, bo tego typu wypada należały dla niego do najprzyjemniejszych. Nie musiał się ani trochę przemęczać, a towarzysze byli zadowoleni. Same plusy.
—
W sumie nigdy bym nie porównał jego nazwiska do fontanny, jesteś całkiem kreatywna — odpowiedział, kręcąc lekko głową, bo Claire zaskakiwała go na każdym kroku. —
Póki nie zrobiłaś tego specjalnie, nie powinnaś do tego przykładać większej wagi. — Chyba ten jeden drink podziałał na niego aż za mocno, bo nie do końca zrozumiał wypowiedź dziewczyny do końca. —
He? Dlaczego, jakby mnie walną piorun? Nie rozumiem… — powiedział, marszcząc przy tym brwi. —
Typ zyskuje jak się go pozna, gwarantuję ci to.
Claire Price