Naprawdę myślał, że tematyka jej nie zainteresuje, bo w końcu to nie będzie nic artystycznego, nic co ona robi na co dzień. W końcu nie będzie wykonywał jakiegoś żywego obrazu a zwykły ogród, który ma sam w sobie być planem, a bardziej szkieletem czegoś, co będzie można stworzyć w każdym ośrodku dla dzieci z problemami. Gdy będzie miał już swój to na pewno stworzy więcej takich rzeczy, bo najłatwiej jest się uczyć na żywych przykładach.
—
Coś w tym stylu, dobra jesteś — rzucił z uśmiechem. Coś ogarniała w tym temacie. On też uwielbiał zapach skoszonej trawy, a jeszcze bardziej różne kolory. Niestety Wangowie nigdy nie mieli bujnego ogrodu, jedynie krzaczki, które ogrodnik przycinał na różne kształty. Jego dzieciństwo w ogóle było szare, a bardziej białe i beżowe, bo przecież
tak żyją bogaci ludzie. Nie bez powodu od zawsze jego pokój był najbardziej kolorowym miejscem jakie istniało. Matka się go wręcz wstydziła.
—
Wow, to chyba… dobrze, nie? Masz zdjęcie? — Namalowanie krajobrazu do gry było dla Aidena czymś nieosiągalnym, to musiało być duże wyróżnienie. Jednak pomimo tego Sabrina wydawała się nie chwalić tym, zupełnie jakby to był jej zwykły, szary dzień.
Zacisnął usta w kreskę, gdy przywołała temat pieniędzy. To wcale nie tak, że nagle zbiedniał, pieniędzy na koncie miał dużo, mieszkał w apartamentowcu, który matka podarowała mu i bratu. Biznes Royce’a dalej się kręcił. Problem był inny - jako jedyny z rodziny nie poszedł w kierunku artystycznym, nie szukał rozgłosu i nie interesowała go popularność, chociaż miał talent do malowania. Miał wrażenie, że to rodzina się go wstydzi za jego wybory. Widział podczas spotkań rodzinnych, że nikt nie chce z nim rozmawiać, nikt nie pyta go o studia. Jeżeli chciał spełnić swoje marzenia musiał na nie zapracować i przede wszystkim zarobić, bo jeżeli nie wyjdzie to chociaż nie będą na niego patrzeć krzywo.
—
Pieniędzy nigdy za mało, nie? — rzucił i zaśmiał się, próbując wyglądać jak najbardziej naturalnie, gdy w jego głowie działa się wojna myśli. Zrobiło mu się nagle przykro, bo przypomniał sobie, że tak naprawdę nie ma na kogo liczyć, chociaż rodzina była liczna.
Przystanął na jej propozycję. Mogła mu pomóc, a może i nawet powinna, bo podstawą był dobry wygląd. On na roślinach też się nie znał; czytał dużo książek przyrodniczych i botanicznych, ale prawdziwą wiedzę dostał od doktorki, kiedy przyszedł na konsultacje. Nie chciał o tym wspominać głośno, Sabrina była bardzo otwarta i dałby sobie rękę uciąć, że zaraz zacznie gadać coś, co go wręcz skrępuje. Pewnie przez te wszystkie lata zdążyła zauważyć, że ma znaczny problem z relacjami, szczególnie z kobietami. Jakby się dowiedziała, że siedział sam na sam, z całkiem atrakcyjną kobietą, prawie godzinę…
—
Ludzie są okropni — skwitował jej wywód schodząc po kolejnych schodach w dół. Trochę bawiło go jej zaangażowanie w tę sprawę, bo tak naprawdę nie miała na nią żadnego wpływu. On nie przejmował się czymś, czego zmienić nie może. Żyło mu się łatwiej i wygodnie, ale nie miał zamiaru pouczać. Była dorosła, fajnie, że miała w ogóle jakiekolwiek zainteresowania, nie była pusta jak inne studentki.
—
Można tak powiedzieć — wymamrotał cicho. Co to w ogóle znaczyło? Wystawowa dziewczyna? Dziewczyna, którą się gdzieś wystawia? A może dziewczyna, z którą chodzi się na wystawy? Nie! Taka, którą się poznaje na wystawie, na bank. Chciał ją o to zapytać, ale temat był zbyt niekomfortowy by go kontynuować. Ważne, że
była a nie
jest, mógł to jeszcze przełknąć.
—
No pójdę, skoro chcesz to pójdę — powtórzył i westchnął cicho widząc jej ekspresję. Była męcząca i frustrująca, czuł się przebodźcowany spoglądając na nią. —
Yyy… — wydukał słysząc jej propozycję, ale ostatecznie kiwnął głową, w myślach ganiąc się za to. Nie wiedział czemu to zrobił, może dlatego by mieć święty spokój? Może głupio wierzył, że jak się zgodzi to przestanie robić to, co robi? —
Tylko musisz mi powiedzieć kiedy i gdzie, najlepiej wyślij mi smsa, bo ja dużo zapominam. I chodź szybciej, bo burczy mi w brzuchu.
Totalnie sobie wyobrażał jak wchodzi do pomieszczenia i wszystkie kobiety wręcz padają u jego stóp. Chyba, żeby dobrze wyrywać laski to prócz wyglądu trzeba potrafić z nimi rozmawiać, a on całkowicie odpadał. Gdy tylko jakaś do niego podejdzie to zapadnie się pod ziemię. A jeszcze miał pilnować tej
wariatki wiedźmy.
Sabrina B. Larue