- O racja. Pamiętam, jak razem łaziliśmy i zbieraliśmy cukierki, a potem liczyliśmy ile uzbieraliśmy i albo jeszcze tego samego wieczoru zaczynaliśmy je zjadać, ale zjadaliśmy je następnego dnia. Może w tym roku wyskoczymy gdzieś razem? - zaproponował nieśmiało, mając na myśli imprezę halloweenową bo co roku gdzieś coś było organizowane, choć oczywiście nie miał nic przeciwko, jeżeli mieliby zbierać cuksy
Ciekawe, czy ktokolwiek by nam dał... chociaż przecież zbieranie cuksów nie miało ograniczenia wiekowego, a przynajmniej Connor niczego takiego nie kojarzył. Poza tym, drugą kwestią było, czy nie będzie miał na nocną zmianę na karetkę... no, ale miał nadzieję, że dostanie poranną, by szybko po powrocie wskoczyć w strój i
spotkać się z Camellią pobiec na imprezę.
- To prawda. Ja czasami... po prostu chciałem dłużej pojeździć karetką, a czasami musiałem wspomóc kolejną zmianę, bo ratownik który miał być, zachorował. - Trzecią rzeczą dlaczego brałem nadgodziny, były problemy ze snem. dokończył w myślach, nie chcąc wyjawiać Melci tego powodu, ponieważ nie chciał, żeby się martwiła.
Na pewno miała wiele swoich zmartwień. Po co mam jej dokładać jeszcze swoich...
- Asystentka reżysera, no proszę... Planujesz kiedyś sama zostać reżyserką? - zapytał zaciekawiony. Szczerze? Wolałby, aby sama nią była, bo domyślał się, że jako asystentka, spełniała prośby gości, którzy mieli wizję na daną reklamę. Korciło go aby zapytać, czy zdarzyło jej się z którymś reżyserem przekroczyć granicę znajomości, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język.
Słysząc o tym, o kim pomyślała Stones, Walker parsknął śmiechem ale cóż no... miała rację, dlatego skinął głową.
- Strzał w dziesiątkę. - odpowiedział, gdy już przestał się śmiać.
-Doceniam, że się martwi ale no... na niektóre rzeczy nie mam wpływu. - stwierdził, wzruszając lekko ramionami.
Ponownie parsknął śmiechem, gdy usłyszał obietnicę Camellii.
- Dziękuję. Bardzo doceniam tę decyzję. Lepiej jej nie denerwować, bo potem musielibyśmy obmyślić plan, żeby nam wybaczyła. - z tego co kojarzył, jego mama na szczęście nie potrafiła się długo gniewać
No chyba, że na ojca... raz nawet tydzień się do siebie nie odzywali, a nawet spali oddzielnie - ojciec na kanapie w salonie, a mama w sypialni na łóżku. Connor wtedy zastanawiał się, czy może jakoś pomóc, ale raczej nie było jak. Poczuł ulgę, gdy wreszcie zaczęli znowu rozmawiać. Miał też nadzieję, że więcej w jego rodzinie nie będzie aż takiej kłótni.
- Mhm, prawda. - skinął głową, zgadzając się. Nie zamierzał zapomnieć wspomnień z tego miejsca, szczególnie, że dzielił je z osobą, na której mu wbrew pozorom zależało. Cóż, on też nawet nie chciał myśleć, że za jakiś czas, Camellia przyjedzie tu z kimś totalnie obcym i gromadką dzieci. Zacisnął pięść i pomyślał o czymś innym, bo inaczej.. nie no, nie krzyknąłby tu, bo jeszcze wzięto by go za wariata. W dodatku nie potrafiłby się usprawiedliwić.
- To bardzo... miłe, że tak uważasz. Serio. Dziękuję. - powiedział, unosząc kąciki ust, by posłać Camelii ciepły uśmiech. Po takich słowach, wysłałby swoje CV do nasa już w tamtej chwili, lecz niczego takiego nie zrobił bo nie miał go gotowego w swoim telefonie.
W sumie faktycznie prezka nie był takim złym pomysłem. pomyślał Connor, w głowie układając sobie slajdy, bazując na wspomnieniach, po tym, jak został zablokowany, do ich ponownego (przypadkowego) spotkania.
Szczerze? Gdy poczuł, jak Stones wtula się w jego ramię, Connor uśmiechnął się sam do siebie i poczuł jakby taki ciepły prąd, przepływał w tamtej chwili przez jego całe ciało.
- Fakt, czasu nie cofniemy ale wiesz co? Zrobię tę prezkę. tylko nie wiem kiedy. zgodził się, bo po chwili namysłu uznał to za lepszą formę niż opowiadanie.
Gdybym zaczął opowiadać, to pewnie zasnęłaby całkiem szybko. nawet sobie wyobraził, jak to się prezentuje niczym nauczyciel, a ona śpi, mając głowę opartą na rękach. Czy by ją skrzyczał? Absolutnie nie. Pozwoliłby jej spać dalej.
- A na koniec odpytam z tego, ile zapamiętałaś. - dodał, rzecz jasna żartując.
Zaraz jednak czas jakby stanął w miejscu, ponieważ Camellia odwzajemniła uścisk, a to dla niego naprawdę wiele znaczyło. Nie musiała nic mówić. Uniósł lekko kąciki ust, a serce zaczęło bić szybciej. Przy okazji też, zaciągał się jej zapachem
a miała bardzo ładne perfumy. No ale to co dobre, szybko się kończy i zaraz powrócili do poprzedniej odległości - choć Connora bardzo kusiło, żeby to powtórzyć.
- Noo, masakra. Ciekawe kiedy przyjdą chłodne dni. - odpowiedział, zastanawiając się, czy będzie jakieś przejście, czy od razu zaatakują ich mrozy.
- Coś kosztem czegoś. Albo jak Ty to powiedziałaś, klimat, albo perseidy. - niestety taka prawda. Gdyby miało padać, niebo nie byłoby tak gwieździste, tylko zachmurzone, a przez chmury raczej niczego by nie zauważyli.
Connor parsknął śmiechem, ale posłusznie zamknął oczy i pomyślał życzenie. Gdy skończył, spojrzał na dziewczynę i skinął głową, gdy ona także pomyślała swoje. Bardzo był ciekaw, czego sobie życzyła, ale nie zamierzał wypytywać, szczególnie, że sobie uświadomił jedną rzecz, a mianowicie, iż wciąż są w wodzie.
- Lepiej chodźmy już z wody, bo jeszcze mi się przeziębisz i będzie słabo. - powiedział, jakby nagle sobie uświadomił, że przecież nadal są w wodzie. Nie chcąc słuchać sprzeciwów, wziął Camellię na ręce (jedną rękę mając pod jej nogami, a drugą pod plecami) i postawił ją, gdy ponownie znaleźli się na molo. Wziąwszy swój ręcznik, opatulił nim Melcię.
- Jeśli Ci zimno, możemy wrócić do środka. - dla niego to nie był żaden problem. Zobaczyli co mieli zobaczyć, popływali, więc wszystko mógł odhaczyć na swojej liście. Nawet punkt dodatkowy w postaci przytulasa mógł odhaczyć.
Parsknął znowu śmiechem, gdy usłyszał pytanie.
- Znam tylko kilka. Wielki Wóz, Mały Wóz, Oriona i Gwiazdę Polarną. - odpowiedział zgodnie z prawdą.
- Nie umiem na przykład gotować. No i z historii Ci raczej zbyt wiele nie poopowiadam. - powiedział zgodnie z prawdą. Jedyną epoką, która go interesowała, było średniowiecze a tak, musiał naprawdę dużo czasu poświęcić, by zapamiętać różne wydarzenia.
Nie tak piękne jak Ty... powiedział w myślach, odnosząc się do piękna nieba. Uważał za urocze fakt, że dziewczyna uczyła się konstelacji. Chyba Connor wiedział, co jej kupi na urodziny albo święta.
- Może jeśli się uda... wybierzemy się na wschód słońca? A jak nie jutro, to pojutrze. - zaproponował, bo wątpił, by udało im się nazajutrz wstać odpowiednio rano.
Słysząc pytanie, uniósł głowę.
- Tam jest Mały Wóz. Więcej... chyba nic nie widzę. A i tam jest Gwiazda Polarna. - wskazał na gwiazdę zlokalizowaną na tyle wspomnianego Małego Wozu.
Camellia Stones