
Życie nie obeszło się z Nancy łagodnie, ale i tak szukała pozytywów. Z dzieciństwa pamięta tylko dobre chwile, które spędzali całą rodziną. Święta, urodziny, specjalne okazje. W szkole nie myślała o śmiejących się z niej dzieciakach, a o tych, którym mogła jakoś pomóc. Albo o innych prześladowanych. Nawet ojcu leżącemu w wannie po kolejnym upiciu się przynosiła poduszkę i odchylała głowę, żeby się nie zarzygał i nie udusił na śmierć.
Po szkole średniej chodziła do miejskiego college'u, a w międzyczasie pracowała, gdzie się dało. Musiała jak najszybciej się usamodzielnić, żeby być niezależną i przestać być ciężarem dla rodziny. Szczególnie sióstr.
Jej życiowe wybory nie zawsze były szczególnie mądre, ale kierowała się sercem i empatią. Popełniała wiele błędów, jednym z nich był Mark, student filologii hiszpańskiej. Drugim zaangażowanie się w organizację, która potrzebowała jej pieniędzy, a nie obecności. Do dziś przekonuje bliskich, że to nie była żadna sekta, tylko potrzebujący ludzie. Trzecim zrobienie prawa jazdy i rozbicie samochodu kupionego za ostatnie oszczędności w pierwszym dniu samodzielnej jazdy ulicami Toronto.
Nie żałuje natomiast studiów pielęgniarskich, dzięki którym spełnia się zawodowo. Nie żałuje też przygarnięcia z ulicy rudego kota, który okazał się być kotką w ciąży. Nie żałuje niczego, co wydarzyło się w jej życiu, bo każde z wydarzeń ukształtowało Nancy w osobę, jaką jest dzisiaj.
Żałuje tylko, że nie zdecydowała się wcześniej na dziecko, bo teraz czas ją goni, a ona jeszcze nie zdążyła spełnić swojego największego marzenia, jakim jest stworzenie rodziny, której sama nigdy nie miała.
