
Kolejna ucieczka wiązała się już z nią samą. Choć nie odcięła się od rodziny, wraz z osiągnięciem pełnoletności zadała im podobny cios. Rzuciła szkołę tuż przed jej zakończeniem, aby udać się w pogoń za miłością, która miała wówczas opuścić miasteczko. Debbie nie umiała wyobrazić sobie życia w tęsknocie, ani też w miejscu, w którym nie czekała jej żadna przyszłość. Wsiadła w jego auto - bez planu, bez pieniędzy, ale z głębokimi pokładami nadziei - aby kilka tygodni później wrócić do domu z podkulonym ogonem. Miłość bowiem wypaliła się równie szybko, jak się rozpoczęła, okazując się zaledwie pierwszym na długiej liście błędów, jakie popełniła na swojej drodze w poszukiwaniu upragnionej wielkiej miłości.
Tę odnalazła przynajmniej w aspekcie zawodowym. Kilka wakacyjnych wycieczek uświadomiło jej, iż podróże stały się jej miłością do tego stopnia, iż to właśnie z nimi zapragnęła związać swoje życie. Tyle samo szczęścia nie posiadała jednak w aspekcie związkowym. Ilekroć na jej drodze stawał nowy partner, zmieniała pod niego całą siebie. Odkrywała nowe pasje, nowe przyzwyczajenia. Dzięki temu nauczyła się wielu nowych rzeczy, ale jednocześnie nigdy nie poznała w pełni samej siebie. Z jakiegoś powodu naprawdę się tego bała.


