outfit
Naturalnie, trochę się denerwowała.
Trochę bardziej niż przed innymi randkami, bo o swoim towarzyszu na ten wieczór nie wiedziała właściwie nic. To chyba pierwszy raz, gdy zdecydowała się spotkać z kimś zupełnie „w ciemno”, bez przeprowadzenia wcześniej choćby jednej, krótkiej rozmowy. Totalny nieznajomy. Było to na swój sposób ekscytujące, ale sprawiało też, że czuła się nieco niepewnie. Umówił ich ze sobą wspólny kolega, któremu June ufała na tyle, by dać zielone światło w kwestii wyboru - zarówno odpowiedniego kandydata, jak i miejsca spotkania. Może sprzykrzyło mu się już słuchanie wiecznych narzekań Harrison na to, że w Toronto nie ma już fajnych facetów, którzy nie byliby już dawno zajęci, a przy tym byli emocjonalnie dostępni.
Theo - bo tak właśnie miał mieć na imię mężczyzna - podobno dopiero co pojawił się w mieście i szukał nowych znajomości. Tyle informacji jej wystarczyło. Albo raczej musiało wystarczyć, bo kumpel nie chciał za bardzo wdawać się w szczegóły, próbując wmówić June, że może im mniej będzie na tym etapie wiedziała, tym lepiej, a o wszystko co ją będzie interesowało, będzie mogła zapytać już bezpośrednio u źródła.
Nie spodziewała się fajerwerków ani nawet tego, że po tym wieczorze zapoznawczym, zdecydują spotkać się ponownie. Liczyła jedynie na to, że spędzi miło czas w czyimś towarzystwie, bo szczerze mówiąc, miała już serdecznie dość typowych dla siebie, samotnych, piątkowych wieczorów.
To tylko kolacja.
Próbowała uspokajać się w myślach, gdy przed wyjściem nakładała biżuterię, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. W drodze do restauracji natomiast, uświadomiła sobie, że zupełnie zapomniała zapytać chociażby o to ile Theo miał lat, a wydawało jej się to dość istotną kwestią. Pozostało jej tylko mieć nadzieję, że nie okaże się sfrustrowanym starszym panem ani też totalnym gówniarzem.
Na miejsce dotarła jako pierwsza, co w sumie ani trochę jej nie zdziwiło, bo była do bólu punktualna, a w dodatku tego dnia, w obawie, że stanie się coś niespodziewanego, w efekcie czego się spóźni, opuściła mieszkanie dużo wcześniej niż początkowo planowała. Siedząc już przy stoliku, starała się rozluźnić, choć z minuty na minutę stresowała się coraz bardziej, co ciężko było już utrzymać pod kontrolą.
Restauracja miała ładne wnętrze - eleganckie, ale bez przesady i zadęcia. Czekając, June rozglądała się uważnie, zapamiętując co zamawiali ludzie wokół niej i zastanawiając się jakie tematy mogłaby poruszyć, a jakie ma omijać szerokim łukiem oraz o co powinna zapytać swojego towarzysza.
O ile w ogóle się zjawi.
Drzwi restauracji nagle się otworzyły, a wzrok policjantki natychmiast skupił się na młodym mężczyźnie stojącym w wejściu. Przyciągał uwagę, zapewne nie tylko jej, ale i reszty przedstawicielek płci pięknej w lokalu. Był atrakcyjny - na tyle, że June obserwowała go z nutką nadziei w oczach na to, że to właśnie na niego czekała.
Gdy podszedł do stolika, grzecznie wstała, by się przywitać.
—
June, miło mi — odpowiedziała z promiennym uśmiechem, podając mu dłoń. Przez ten krótki moment, patrzyli na siebie bez słowa, tak jakby oboje
oceniali sytuację. Theo był atrakcyjnym mężczyzną i na pierwszy rzut oka, zrobił na Harrison dobre wrażenie. Wysoki, dobrze zbudowany, ubrany odpowiednio do okazji. Miał piękny uśmiech - serdeczny, ale też lekko łobuzerski, a przy tym elektryzujące spojrzenie. Włosy, delikatnie kręcone i potargane wiatrem, tylko dodawały mu uroku.
Co jest, do cholery?
Stała w osłupieniu, nie do końca pewna tego co się właściwie stało. Theo ulotnił się jeszcze szybciej niż się tam pojawił, ale na szczęście tylko na chwilę, zanim jeszcze zdążyła wymyślić setki czarnych scenariuszy i powodów jego nagłego zniknięcia. Kwiaty. Zapomniał o kwiatach. To lekkie roztargnienie wydało się jej słodkie, ujmujące i w jakiś sposób dodało jej otuchy, bo mogło być dowodem na to, że nie tylko ona stresowała się tym spotkaniem.
—
Tylko chwilkę — małe kłamstwo, ale po pierwsze, nie chciała, by miał przez to wyrzuty sumienia, a po drugie - sama się na to czekanie skazała, przychodząc do restauracji o wiele za wcześnie, czego też wstydziła mu się wyznać.
—
Dziękuję za kwiaty, są śliczne — powiedziała, odkładając bukiecik na stół. Pomyślała, że to miłe i szczerze mówiąc - w dobie tindera i szybkich numerków - rzadko już niestety spotykane.
Zaczęli od typowej gadki o pogodzie, po czym przeszli na temat jedzenia, gdy przeglądali już kartę dań. June poleciła mu kilka naprawdę dobrych knajp w Toronto, nim kelner zdążył do nich podejść.
Nie było niezręcznie, czego tak bardzo się obawiała. Nie czuła się też już spięta.
Przez chwilę nawet pomyślała, że może jednak to nie będzie totalna katastrofa.
theo norris