ODPOWIEDZ
22 y/o
LOT NA 240 METRÓW
166 cm
IT girl in progress
Awatar użytkownika
Baltas sniegas lovoj ir šalta nakčia
Žodžiai vėl skamba tarsi sapne
Saule glostyk mane visada
Kur tu žinau aš matau aš jei
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

8.


Obchodzenie urodzin w jakikolwiek sposób nie było zajęciem typowym dla Tyli. Dopiero od kilku lat mogła sobie pozwolić na jakieś lepsze prezenty, choć i tak daleko im było do ideału. Była jednak wdzięczna za samą pamięć, której brakowało jej we wcześniejszych latach życia. A imprezy? O nich mogła zapomnieć. Ostatnie urodzinowe spotkanie z koleżankami zaliczyła w dzieciństwie, gdzie jeszcze nie była aż takim wyrzutkiem społecznym. Od tamtej pory urodziny były dniem jak każdy inny. Nawet osiemnastkę spędziła siedząc z mamą w jakimś tanim barze sushi, bo nie stać ich było na nic lepszego. Samo to, że miała to w pamięci i tak pokazywało, jak bardzo doceniała nawet tak drobne gesty.
Zdziwiła się zatem, gdy Eric zaproponował jej w tym dniu wypad do miejskiego oceanarium, w którym jeszcze nie miała przyjemności spędzać czasu. Nie była pewna, czy to z okazji urodzin, ale nie nastawiała się też na zbyt wiele po zgodzie udzielonej na spotkanie. Wystarczały jej tak szczerze życzenia od mamy i jej dziewczyny, Mizzy. Tak będąc już przy jej temacie, powinna była zacząć myśleć nad tym, jak powiedzieć o niej swojemu kuzynowi. Najgorsze, że nie była świadoma jego poglądów w tej kwestii, co też znacznie opóźniało jej spowiedź. Mimo wszystko ceniła sobie jego towarzystwo i mogłaby powiedzieć, że jeśli miałaby wybrać kogoś ważnego w jej życiu oprócz matki i dziewczyny, mogłaby wybrać jego. Postanowiła jednak zostawić ten temat na inny dzień, nie chcąc psuć sobie i tak pozbawionych fanfar urodzin.
Zgadali się, że spotkają się na miejscu, zatem Andrulyte przybyła do akwarium samotnie. Wyjątkowo trafnie wykalkulowała dziś swoją podróż, zjawiając się parę minut przed czasem, co pozwoliło jej na rozejrzenie się po nietypowym dla siebie miejscu. Nie bywała w takich miejscach, ale ona to praktycznie nie bywała nigdzie poza swoim domem, uczelnią i ulubioną kawiarnią. Ostatnio miała sporo odskoków od normy, bo na koniec wakacji wybrała się jeszcze z Mizzy nad jezioro. Czyżby był to znak, że jej życie w końcu ulega poprawie? Taką miała nadzieję. To też dawało jej większą pewność w odwiedzaniu miejsc, do których zwiedzania nie kwapiłaby się w żadnym innym wypadku.

Eric Stones
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

#15

Eric miał wrażenie, że sto lat minęło od ostatniego spotkania z kuzynką ale dobrze się złożyło, że nie miała większych planów w dniu swoich urodzin, to przynajmniej mogli się spotkać. On oczywiście nie byłby sobą, gdyby wcześniej - mimo, iż nie wiedział, czy da radę wręczyć go osobiście - zaczął jeździć za prezentem. Koniec końców, kupił jej pendrive'a (bo dodatkowa pamięć zawsze się przyda), słuchawki na bluetooth douszne, czapkę (bo robiło się zimno) oraz babeczkę czekoladową. Nie miał pojęcia, czy cokolwiek z tego wszystkiego będzie używać, ale nie jego sprawa.
Do miejsca docelowego przybył spóźniony o kilka minut i uwaga, ponieważ prowadził auto, był trzeźwy - a w ostatnich dniach można było powiedzieć, że zaliczył alkoholowy strike, ponieważ pił dzień po dniu przed pójściem spać (cały czas uważał, że to pomoże mu zapomnieć o tym co było).
Przed wejściem do budynku, zapalił szluga, którego szybko wypalił, a następnie zrobił kilka kroków, by przekroczyć próg i zacząć wzrokiem szukać Tyli. Dostrzegłszy ją, wykonał kilka większych kroków a gdy już był wystarczająco blisko, zaczął śpiewać:
- Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam! Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam! W szczęściu, zdrowiu, niech żyje, żyje nam! Niech! Żyje! Naaam! - wyciągnął z kieszeni urodzinowy gwizdek (trąbkę - jak zwał tak zwał) i dmuchnął tak, by ten wydał dźwięk podczas rozwijania. Oczywiście to nie był koniec występu, ponieważ zza pleców wyciągnął prezent.
- Wszystkiego najlepszego! Obyś była szczęśliwa, marzenia się spełniły i dużo zdrowia. - powiedział, przypominając sobie o czymś. Czym prędzej sięgnął do torby by wyciągnąć z niego babeczkę a z drugiej kieszeni kurtki, wyciągnął świeczkę po to, żeby wsadzić ją w sam środek babeczki.
- Może zaraz nie uruchomią alarmu. - odparł zapalając babeczkę. - Pomyśl życzenie. - bo inaczej zdmuchiwanie świeczki nie miało by sensu.
Gdy świeczka już się przestała palić, wręczył Tyli prezent z szerokim bananem na twarzy. Miał gdzieś, że ludzie patrzyli. Miał też gdzieś, jeśli zaraz obok nich stanąłby ochroniarz krzycząc o regulaminie i zakazie ognia. Na wszystko Eric był przygotowany tj. na rozmowę z każdym, o! Jasne, ze świeczką mógł poczekać aż wyjdą, ale przecież, potem mogli skoczyć do cukierni i tam ponownie wykorzystać tę świeczkę. Poza tym, w jego planie zdmuchnięcie znajdowało się na początku spotkania, nie na końcu.

Tyla Andrulyte
Ostatnio zmieniony czw gru 11, 2025 10:52 pm przez Eric Stones, łącznie zmieniany 2 razy.
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
22 y/o
LOT NA 240 METRÓW
166 cm
IT girl in progress
Awatar użytkownika
Baltas sniegas lovoj ir šalta nakčia
Žodžiai vėl skamba tarsi sapne
Saule glostyk mane visada
Kur tu žinau aš matau aš jei
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Właściwie to Tyla nigdy nie miała planów na swoje urodziny. Choć wcześniej było jeszcze gorzej, bo za każdym razem mierzyła się z negatywnymi myślami i zawodem, gdy ten dzień nie spełniał w żadnym stopniu jej oczekiwań, tak powoli obniżała swoje standardy do tych zerowych. Nie liczyła już na prezenty, ale gdy ktoś nie powiedział tych głupich dwóch słów czy ich zwyczajnie do niej nie napisał to dalej robiło jej się nieco przykro. Przynajmniej w kwestii osób najbliższych – już dawno straciła nadzieję na to, że jakaś cząstka świata postanowi życzyć jej czegoś dobrego. Tak trochę żyła w przeświadczeniu, że lepiej być zaskoczonym absolutnym minimum niż za każdym razem czuć to gorzkie ukłucie zawodu.
Dlatego też nie nastawiała się na jakieś fanfary, a raczej na zwyczajny wypad, trochę inny niż jej klasyczna rzeczywistość. Andrulyte i tak było miło, że Eric postanowił ją wyciągnąć właśnie w ten dzień. Nie miała nic przeciwko temu, że spóźniał się już kilka minut – miejsce było na tyle ciekawe i nieznane, że za każdym razem rozglądała się z ciekawością, którą próbowała ukrywać za swoją stałą, pokerową maską.
Ta jednak spłynęła z jej twarzy wraz z momentem, gdy do jej uszu dotarły słowa urodzinowej piosenki. Aż skręciło ją w środku – nie od głosu Erica, który był całkiem przyjemny, ale od samej pieśni, uważanej przez nią za nieco żenującą. Może dlatego, że nie słyszała jej aż tak często w życiu. Ewidentnie nie wiedziała jak zareagować, dlatego też patrzyła na niego z niedowierzaniem, nawet wzdrygając się przy gwizdku.
O matko. — wyrwało jej się, na tyle cicho, że być może Eric jej nawet nie słyszał. Niby niczego nie chciała się spodziewać, ale nawet jeśli, to czegoś takiego nie oczekiwałaby chyba od dawien dawna. Potrzebowała długiej chwili, żeby do niej dotarło co właśnie się wydarzyło, a w międzyczasie gapiła się na kuzyna z lekko rozdziawionymi ustami, mrugając zawzięcie. — Dziękuję ci za pamięć, Eric. — dopiero wtedy odzyskała mowę. Jednocześnie walczyła z przemożną ochotą rozejrzenia się po pomieszczeniu, chcąc wybadać, jak wiele osób zwróciło na to uwagę. W końcu się jednak poddała – ludzie zawsze mieli na nią wywalone, więc teraz ona mogła odpłacić się im tym samym.
Eeee… — zaczęła, ale w jednej chwili urwała, faktycznie mając przed oczami prawdopodobieństwo uruchomienia się alarmu. Skupiła się zatem na życzeniu (które pewnie i tak się nie spełni) i szybko zdmuchnęła płomień.
Prezent również przyjęła, czując jednocześnie, jak drżą jej ręce, a serce wali jej niczym młot. Szok jednak powoli ustępował, robiąc miejsce na całkiem przyjemne uczucie, które wiązało się z faktem, że Eric nie tylko o niej pamiętał, ale zadbał również i o prezent. Dawno nie było jej aż tak miło.

Eric Stones
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Jeżeli chodziło o podejście Erica do swoich urodzin, to nie uważał tego dnia za jakiś wielce szczególny. Za dzieciaka owszem, bardzo lubił obchodzić urodziny, ponieważ spędzał je z najbliższymi I rodzice nawet potrafili ze sobą normalnie rozmawiać. Oczywiście był bardzo wdzięczny każdemu, kto składał mu życzenia i on sam miał pozapisywane w kalendarzu ważne daty, łącznie z urodzinami tych, którzy byli dla niego ważni. A ponieważ Tyla była kuzynką z którą miał odkąd pamiętał dobry kontakt, to również do takiego grona należała, więc jej urodzinki także były w jego kalendarzu. Także zapewne nie tylko na prezencie i wizycie w akwarium się skończy. Bo to był dzień Tyli i chciał, by była szczęśliwa. I tego nie mógł zaprzepaścić nawet Pan ochroniarz, który na pewno widział palącą się świeczkę. Aż mu się przypomniało, jak gdy byli młodsi, obchodzili jej urodziny w McDonald's i każdy dostał po zestawie happy meal. To były czasy.
- Nie ma za co. Pewnie pomyślałaś, że zapomniałem. - powiedział, choć nie musiała odpowiadać. Posłał kuzynce lekki uśmiech i obserwował jak zdmuchiwana jest świeczka. Oczywiście nie omieszkał wykonać krótkich braw, bo to była jakby tradycja. I naprawdę miał gdzieś gapiów, bo czy robili coś złego? Czy coś demolowali? Absolutnie nie.
Gdy Tyla wzięła od niego prezent, ciekawiło go, czy zacznie patrzeć co otrzymała już teraz, czy dopiero za jakiś czas. Schował urodzinową trąbkę/gwizdek do kieszeni, bo jasne, mógłby z nim chodzić, tylko utrudniałoby mu mówienie.
- To co, zaczynamy podwodną podróż? - spytał, będąc gotowym na zwiedzanie akwarium. Sam miał bojownika, a w sezonie wiosenno-letnim jeździł sobie łowić ryby.
- Wiesz, że dalej mówię na błazenki Nemo? - parsknął, bo odkąd obejrzał jako dzieciak Gdzie jest Nemo? Każdy błazenek był dla niego Nemo albo Merlinem, a niebieska rybka z żółtym ogonkiem, Dory. Bojownika tak nie nazwał, bo bojownik to nie błazenek - aczkolwiek zaczynały się na tą samą literę.
- Właśnie... może po świętach zorganizowalibyśmy seans bajkowy z karaoke, co Ty na to? - spytał, bo uważał, że mogłoby być fajnie oglądać np. Mulan i śpiewać Brać się do roboty, wroga bić, już czas. wraz z innymi piosenkami. No, chyba że Tyla miała już zajęty cały miesiąc, to najwyżej Eric ogarnie inny termin.

Tyla Andrulyte
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
22 y/o
LOT NA 240 METRÓW
166 cm
IT girl in progress
Awatar użytkownika
Baltas sniegas lovoj ir šalta nakčia
Žodžiai vėl skamba tarsi sapne
Saule glostyk mane visada
Kur tu žinau aš matau aš jei
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W przypadku Tyli dzieciństwo również było okresem chyba najbliżej szczęścia. Problem w tym, że nie pamiętała dużo poza wyszczególnionymi momentami. Efekty traumy, depresji, takich tam. Do niedawna nawet myślała, że każdy po czasie ma ogromne luki w pamięci albo nie pamięta praktycznie nic, ale to akurat nie było normalne. Cóż. Pamiętała jednak to, że wtedy faktycznie miała i więcej koleżanek, i jakoś z urodzinami sytuacja również wyglądała inaczej. Nie bez powodu tęskniła za tamtymi momentami, mierząc się z obecną rzeczywistością, która praktycznie była pozbawiona takich przyjemnych momentów. Powoli jednak ulegało to zmianie, a ją cieszyło to, że być może do niej los też mógł jeszcze się uśmiechnąć. Może nie w kwestiach koleżankowych, ale chociaż jej urodziny były teraz nieco bardziej dostrzegalne i ktoś o nich pamiętał. Bardzo doceniała zatem to, że Eric traktował ją na tyle poważnie, by zapisać sobie jej dzień urodzin w swoim kalendarzu.
Tak. Ale spoko, byłam przyzwyczajona do tego, że nikt nie pamiętał, więc nic by się nie stało. — wzruszyła ramionami, jakby chcąc udać, że wcale jej to nie ruszało. Jednak każdy, kto ją znał, był chyba świadom prawdy. To była jednak trochę nowość. Zwykle była smutna jeden lub dwa dni, a potem wracała do normalności. Bo musiała.
Podróż? To gdzie lecimy? Do Rowu Mariańskiego? — spytała nieco szyderczo, śmiejąc się cicho na sam koniec. Jeszcze gdyby w takie miejsce dało się „wyruszyć” ot tak beztrosko, jak ona to ujęła. Chyba łatwiej było polecieć teraz w kosmos niż osiągnąć takie głębokości bez przykrych konsekwencji, które spotkały na przykład Titana.
I spoko, Nemo brzmi lepiej niż błazenek. Kto w ogóle tak nazwał te ryby? Współczuję im. — nie wiedziała, czemu akurat teraz zebrało jej się na szczerość w tym temacie, ale prędzej czy później musiała wyznać frustrację związaną z tą kwestią. Bojownik był jeszcze git, ale błazenek? To trochę tak, jakby sama nazwała siebie frajerem zamiast Tylą. Zaraz, wróć – przecież zwykła tak siebie nazywać. Ale błazenki raczej same się tak nie nazwały.
Bajkowy? — dopytała, marszcząc delikatnie brwi. Ona akurat nie była ogromną fanką bajek, bo ją zwyczajnie irytowały. Może dlatego, że tam magia mogła zrobić wszystko, a w rzeczywistości było to zwyczajnie nierealne. — Czasu mam pod dostatkiem, więc jak chcesz to spoko. Tylko my dwoje? — dopytała, bo… W sumie pomyślała o swojej dziewczynie. O której powinna kiedyś Ericowi powiedzieć. Może to był idealny moment…? Nie była pewna.

Eric Stones
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Eric westchnął i automatycznie wyciągnął ręce, by objąć kuzynkę, bo zrobiło mu się jej... szkoda? Co jak co, ale o urodzinach należało pamiętać - tak przynajmniej uważał Eric - ponieważ więcej w ciągu roku się nie powtarzały. Ten przytulas miał być czymś w rodzaju pieczęci, że on nigdy nie zapomni o jej urodzinach. Co jak co, ale rodzina była dla niego ważna. To ona potrafiła przy nim być - poza ojcem - kiedy musiał mierzyć się z trudnościami.
- Nie wierzę, że nikt nie pamiętał Ty. - odparł, puszczając Tylę, bo jak tak dalej pójdzie, to w ogóle nie zwiedzą tego akwarium, tylko będą stać a ludzie będą słuchać i się gapić.
Parsknął śmiechem, kiedy usłyszał o zwiedzaniu Rowu Mariańskiego.
- Do podmorskiego świata zwanego Atlandydą. Może żaden rekin nas nie pożre. - dodał od siebie, wykonując szczękę rekina poprzez uderzanie o siebie palcami obu dłoni. Oczywiście nie mówił poważnie, aczkolwiek użył poważnego tonu, lecz zaraz parsknął śmiechem.
- Ej... w sumie nigdy się nad tym nie zastanawiałem. - odrzekł zgodnie z prawdą. Jeśli chodziło o ryby, to po prostu zapamiętał kilka nazw bo znajdowały się na tabliczkach w sklepach zoologicznych lub czytał o nich w necie - jego dziadek, miał książkę o rybach, gdzie także były wymienione ich nazwy. Jako dzieciak, bardzo lubił przeglądać tę książkę, dlatego któregoś razu, dziadek postanowił mu ją dać i teraz stała na jednej z półek w jego mieszkaniu. Praktycznie do niej nie zaglądał, bo nie czuł takiej potrzeby. Zresztą, poza książki o rybach, miał też m.in. o grzybach oraz ptakach.
Skinął głową.
- Tak, bajkowy. Oglądalibyśmy nasze ulubione animacje i śpiewali w trakcie lub między seansami. - wyjaśnił, bo jemu było obojętne, czy najpierw zorganizowaliby karaoke, a potem seans, lub odwrotnie. Po prostu uważał, że taka forma spędzenia czasu sprawiłaby, że poczuliby się tak, jak za czasów kiedy byli jeszcze dziećmi. Słyszą pytanie kuzynki, Stones nie zastanawiał się zbyt długo.
- Jak chcesz jeszcze kogoś zaprosić to śmiało. - powiedział, wzruszając ramionami. Nie miał żadnego problemu z tym, jeśli Tyla chciała zaprosić gości - on raczej nie planował nikogo zapraszać, aczkolwiek kto wie, może coś się zmieni? Spotkanie miało się odbyć po świętach, a kto wie, może podczas bitwy o karpia, ktoś mu wpadnie w oko?

Tyla Andrulyte
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
22 y/o
LOT NA 240 METRÓW
166 cm
IT girl in progress
Awatar użytkownika
Baltas sniegas lovoj ir šalta nakčia
Žodžiai vėl skamba tarsi sapne
Saule glostyk mane visada
Kur tu žinau aš matau aš jei
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tyla nie do końca była przyzwyczajona do kontaktu fizycznego, przez co na sam początek zareagowała nieco sztywno, dopiero po kilkunastu sekundach odwzajemniając uścisk. Jej związek z Mizzy uczył ją stale w tej kwestii, ale gdy przez całe dotychczasowe życie ktoś okazywał jej mało uwagi w ten sposób to logiczne, że potrzebowała czasu na zmianę wyuczonych nawyków.
Nie zmieniało to faktu, że doceniała ten gest. Naprawdę.
No cóż, tak było. Nawet mamie zdarzało się zapomnieć. — odpowiedziała, wzruszając ramionami tak, jakby nie miało to żadnego znaczenia. Ale miało, w dodatku duże. Rozumiała, że problemy i te sprawy, ale to i tak nie niwelowało bólu w jej sercu, który w finale trawił całe jej wnętrze. Zwłaszcza umysł.
Z tego co słyszałam rekiny wcale nie są takie groźne i nie zabijają tylu ludzi ile im się przypisuje. A nawet jeśli to wystarczy im przywalić w nochala i sobie popłyną gdzieś indziej. — najpierw parsknęła w odpowiedzi, widząc szczęki w jego wykonaniu, a potem zdecydowała się przekazać mu swoją opinię w tym temacie. Sama natomiast nie miała żadnej styczności z rekinami, więc nie miała bladego pojęcia co tak naprawdę było prawdą. I czy ten punch faktycznie działał, czy też nie.
Ten, co wymyślał im nazwę chyba też się nie zastanowił lepiej. — stwierdziła, uśmiechając się głupio pod nosem. Z ptakami w sumie było podobnie, tylko że tutaj głównie chodziło o angielskie nazwy. Te polskie też bywały dziwaczne, ale nie aż tak. Chociaż, jakby nie patrzeć to „Satanic Nightjar" brzmiał całkiem epicko. Natomiast jakikolwiek inny ptaszek, nazwany jakże uroczo „Tit” już nie miał tak fajnie – to na pewno.
Moje ulubione animacje nie są raczej w klimacie bajkowym, zwłaszcza disneyowskim. Ale dostosuję się najwyżej. — jej to zawsze było do tych klimatów pełnych marzeń, śpiewania o tym jak życie mogło być piękne i bla bla bla. Może dlatego, że jej rzeczywistość zawsze była trudna i brutalna.
Na pewno? Możemy być sami. Ale jeśli nie, to… chciałabym zaprosić kogoś, z kim się obecnie spotykam. — gdy zaczęła ten temat, nagle zrobiło jej się duszno. Do tego również nie była przyzwyczajona, bo zazwyczaj nie spotykała się z nikim. Była praktycznie zawsze sama, poza naprawdę wąskim gronem bliskich i nielicznych znajomych. Nawet nie przyjaciół, więc no mówiło to samo za siebie.

Eric Stones
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
24 y/o
CHRISTMASSY
178 cm
junior software engineer at AG Industries
Awatar użytkownika
PC freezes? Oh well... let's go outside and throw snow balls at each other
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Westchnął słysząc, że nawet jego ciotka zapominała o urodzinach własnej córki - nie wyobrażał sobie czegoś takiego. W odpowiedzi tylko poklepał Tylę po plecach, jakby tym gestem chciał przekazać, że jest mu przykro.
- Dla pocieszenia Ci powiem, że mój ojciec też nie zawsze składał życzenia. Zazwyczaj moja mama rzucała coś w stylu razem z tatą życzymy Ci... - powiedział zgodnie z prawdą, przypominając sobie dwudzieste pierwsze urodziny, podczas których to Pan Stones był w delegacji w Nowym Jorku. Bo tak ciężko było zadzwonić albo napisać głupią wiadomość. pomyślał, zaciskając pięść.
Stones parsknął śmiechem.
- Wyobraziłem sobie taką walkę z rekinem. - odparł, wyciągając do przodu rękę tak, jakby właśnie pokazywał uderzenie w nos rekina.
- Hipopotamy podobno są groźne o ile nawet nie groźniejsze od rekinów przez to, że są ciężkie i żyją zarówno w jeziorach jak i rzekach. - taką ciekawostką się podzielił - czytał o hipopotamach jakiś czas temu i zapamiętał, ponieważ nie spodziewał się, że hipopotamy mogą być groźne.
- Prawda. Może był naćpany lub wypił za dużo, bo przecież procenty mogą nieco wspomóc kreatywność. - odparł, przypominając sobie, jak w internecie natknął się na stwierdzenie, że większość poetów to tworzyła swoje dzieła pod wpływem różnych środków, najczęściej procentowych trunków.
- No to będziemy oglądać naprzemiennie. Rac coś co Ty zaproponujesz a raz coś co ja. Co Ty na to? - spytał, bo taki kompromis wydawał mu się być całkiem okej.
Słysząc, że Tyla chciałaby kogoś zaprosić, Eric stanął w miejscu, bo właśnie do niego dotarło co padło z ust kuzynki. Z kim się obecnie spotykam... i ja o tym nic nie wiem.... Znaczy żeby nie było, bardzo go to cieszyło bo bardzo chciał, by jego kuzynka była szczęśliwa - zasługiwała na to - tylko po prostu był zaskoczony. Z drugiej strony też doceniał, że dowiedział się podczas spotkania a nie np. przez przypadek, wpadając na Tylę i jej drugą połówkę gdzieś na mieście. Gdyby całkiem to przed nim zataiła, to uznałby, że mu nie ufa.
- Tylo Andrulyte... po pierwsze, jasne, że możesz zaprosić tę osobę. - powiedział z entuzjazmem, posyłając Tyli szeroki uśmiech. - Po drugie - wyciągnął palec wskazujący, bo wcześniej miał uniesionego jedynie kciuka.- proszę mi powiedzieć, od kiedy się spotykacie? Gdzie się poznałyście? - ciekawski Eric mode on i nawet złapał się pod boki, choć zbyt długo nie wytrzymał w takiej pozie. Zaraz więc kontynuował chód, bo tak właściwie, to nic jeszcze nie zobaczyli.

Tyla Andrulyte
OIIA OIIA
do ustalenia/dogadania
22 y/o
LOT NA 240 METRÓW
166 cm
IT girl in progress
Awatar użytkownika
Baltas sniegas lovoj ir šalta nakčia
Žodžiai vėl skamba tarsi sapne
Saule glostyk mane visada
Kur tu žinau aš matau aš jei
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Reakcją Tyli było jedynie wzruszenie ramionami, tak jakby nie bardzo ją to ruszało. Od długiego czasu myślała, że powinna po prostu się do tego przyzwyczaić, a nie wymagać nie wiadomo czego. To był właśnie efekt traktowania urodzin jak każdy zwykły dzień.
Przykro mi. Widać że ojcowskie upośledzenie jest u nas rodzinne. — parsknęła, chcąc trochę polepszyć sytuację żartem, ale chyba nie do końca jej to wyszło. Może dlatego, że na myśl o jej własnym ojcu sprawiła, że zrzedła jej mina, przybierając przy tym dość kwaśny wyraz. Nie lubiła o nim rozmawiać. Nic dziwnego – zniszczył jej i mamie życie. Nie bez powodu uciekły do Kanady.
Jak w takim... podwodnym ringu bokserskim. — skomentowała, kiwając głową. Cieszyła się w duchu nieco innym tematem, takim faktycznie śmiesznym. Pokaz Erica zdołał ją rozbawić, przywołując na jej twarz niewielki, ale doskonale widoczny uśmieszek.
Chyba nie tylko chodzi o wagę. One mają te szczęki takie potężne. I generalnie są roślinożerne, ale potrafią zaatakować zwierzęta. — pokiwała głową. Hipopotam zawsze kojarzył jej się z Glorią z Madagascaru, a jej nigdy nie widziała jako coś przesadnie groźnego. Ale bajki zwykle różniły się trochę od rzeczywistości.
Na kolejne stwierdzenie pokiwała jedynie głową, krzywiąc się delikatnie na wspomnienie o procentach. Nie lubiła alkoholu i nie zamierzała tego ukrywać. Zwłaszcza, że jedyną kreatywnością jej ojca było to, jak za każdym inaczej dobić jej mamę.
Niech będzie, mamy deal. — brzmiało to jak sensowny kompromis, więc nie wahała się na niego przystać.
Co do kwestii przyznawania się do czegoś tak… nie w jej stylu, Andrulyte zwyczajnie potrzebowała czasu. Zwłaszcza, że była osobą nieufną i niepewną. Do niedawna jeszcze miała w głowie wątpliwości, że Mizzy może nie będzie chciała zostać z nią dłużej. Gdy jednak rozmawiały na dużo głębsze tematy zdała sobie sprawę, że jej obawy były bezpodstawne. I to też przemawiało za tym, by wreszcie przyznać się do cudu. Że znalazła kogoś, z kim chciałaby spędzić resztę życia.
Super. Dzięki. — ucieszyła się, choć dość szybko zaczęła się zastanawiać, co Eric chciał jej powiedzieć w następnej kolejności. Tylko przewróciła oczami na wieść, że chciał się dowiedzieć nieco więcej. Mogła to przewidzieć. — Poznałyśmy się przez mojego znajomego ze studiów. Już jakieś kilka miesięcy temu. — odpowiedziała, dreptając tuż obok niego. Tyle mogła mu powiedzieć, bo niestety nie wszystko mogła mu wyjawić. Ale tyle chyba powinno wystarczyć.

Eric Stones
Lin (shad0wlin_)
kierowanie moją postacią bez mojej zgody
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ripley's Aquarium of Canada”