Chociaż momentami go drażniła, tak towarzystwo i współpraca z Blythe okazywała się zaskakująco… przyjemną? O ile to tak można określić. Łapał się na tym, że nie musiał specjalnie silić się na tłumaczenie czegokolwiek; kobieta była doskonale obeznana w tematach i potrafiła pracować, bez tysiąca pytań. Miała też inne zalety, których jednak starał się nie analizować nadmiernie, bo gdyby zaczął, tak okazywałoby się, iż Remy ma zbyt wysokie kwalifikacje na kogoś, kto robi serwisy aut i naprawia proste silniki. Była bystra, a spojrzenia i pytania, które mu w momentach przerw posyłała, budziły jego czujność. Ufał swojej intuicji, tym prostym przeczuciom, jakie napadają człowieka w momentach, gdy przebywa z kimś na tyle długo, aby nieco go poznać, a przynajmniej od tej zawodowej strony.
Tak jak się powiedziało. Falcone nie ufał jej. On nikomu nie ufał. To był jego zasadniczy problem, ale i zaleta. Szedł przez życie samotnie starając się nie angażować zanadto w relacje towarzyskie, bo wiedział jak to się zazwyczaj w jego przypadku kończyło. Z natury swej był łagodny i sympatyczny, lecz krył w sobie coś, czego momentami nie rozumiał, albo też nie chciał w pełni zaakceptować. Jego przynależność do zorganizowanej grupy przestępczej o włoskich korzeniach sprawiała, że jego życie było naznaczone tą klątwą samotności. To była jedyna namiastka „rodziny”, jaką posiadał i jaką znał.
Nawet jeśli Bobby – jego przełożony w warsztacie, traktował go niemal po ojcowsku, tak wiedział, że i on zaciągnął dług wobec mafii z Kalabrii, dlatego przyjął go pod swoje skrzydła, mimo tego ich relacje były pozytywne, ale Nicholas nie zapominał o powodach jakie leżały u podstawy tej znajomości.
Remy potrafiła być… irytująca, ale i pozytywnie motywująca, momentami. Współpraca z nią okazywała się w dłuższej perspektywie, czymś co wyjątkowo pozytywnie odbijało się na każdym i to było dostrzegalne. Nawet wyjście do tego baru, niby nic wielkiego, ale jednak propozycja wypłynęła od ich przełożonych, aby mogli dotrzeć się bardziej skoro współpracują, była odebrana przez Nicka pozytywnie. Chociaż czuł przy tej kobiecie delikatną podejrzliwość i starał się przedstawiać swoją historię w taki sposób, by nie mogła go w pełni rozczytać, to jest – tak pospolicie zwyczajnie wspomniał o sobie, bez głębszych wywodów, że znała tylko kluczowe fakty, mimo rozmów jakie wiedli, czasem nieraz godzinami, acz te zwykle uderzały w tematy motoryzacyjne.
Nie wiedział więc za bardzo o czym mógłby z nią rozmawiać przy okazji wyjścia na piwo i bilard. I jeśli odpowiadał pełnym zdaniem, to robił to wyłącznie z grzeczności, bo zupełnie zagubiony był w tej formie spędzania z nią czasu. Choć mógł zwalić winę na sromotne wciry w bilardzie, który jak się okazywało nie miał przed Remy tajemnic.
— Mam odczucie, że i tak się powstrzymywałaś… — odparł z delikatnym westchnieniem, a na jego twarzy pojawił się grymas uśmiechu. Nie spodziewał się tego po niej, ale jak słusznie pierwotnie założył – nie on jeden, był w tutaj enigmą.
— Gdzie nauczyłaś się tak dobrze grać? — oparł się o drewniany filar, tuż obok stołu z bilardem i upił łyk piwa, te było jeszcze zimne znak, że pogrom trwał znacznie krócej, niż to przewidywał. — W następnym meczu się nie powstrzymuj, zgoda? — patrzył na nią szukając odpowiedzi na pytania, które swobodnie dryfowały pod blond czupryną rozmierzwionych włosów.
Remy Blythe