-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Obiecała ojcu, że przyjedzie nawet jeśli byłaby mocno zajęta. Matka nie planowała się pojawić. Kontakt między rodzicami Boon urwał się kompletnie kilka lat temu. Jakby nie było mieli już dorosłą córkę i nie potrzebowali być w stałym kontakcie. Kiedy wiadomość o tym, że ojciec się z kimś spotyka dotarła do Boon to ta raczej się tym nie przejęła mocno. Nie było obawy, że ktoś może ją zastąpić, bo przecież i tak Boon miała własne życie, a kontakt z ojcem miała sporadyczny. Jeśli ma mieć jakieś dzieci to dobrze dla niego. Ona nadal będzie twardo trwała przy tym, że jest jedynaczką.
Zaproszenie na ślub przyszło odpowiednio wcześnie, ale sama Sirsawat biła się z myślami praktycznie do samego końca czy wypada jej pojechać. Ostatecznie przy rozmowie telefonicznej z mężczyzną zgodziła się i nie miała już wyboru by przyjechać.
Zjawiła się miesiąc wcześniej tak naprawdę chcąc sobie po prostu sama eksplorować miasto. Matka wpoiła jej miłość do podróży i zwiedzania. Nie powiedziała ojcu, że jest wcześniej. Wolała nie zawracać mu głowy. Pewnie był zdenerwowany tymi całymi przygotowaniami i spędzał czas ze swoją nową rodziną. Nie wiedziała o niej zbyt dużo.
Na uroczystości ślubnej była. Przywitała się grzecznie z kompletnie nieznanymi jej ludźmi i kiedy tylko zaczęła się porządna zabawa ulotniła się jak najszybciej. Obiecała, że będzie na poprawinach, chociaż w momencie gdy pojawiła się na sali pożałowała tego. Nie jej vibe. Czuła się okropnie obco i zupełnie nie pasowała do wszystkich pozostałych z grona znajomych i nowej rodziny ojca. Znalazła sobie jakieś wolne miejsce nie chcąc się narzucać nikomu a już w szczególności ojcu. Zawsze była typem odludka i chociaż ciekawskie spojrzenia były kierowane w jej stronę to mało kto podchodził. Jasne to nie tak, że jej wszyscy unikali! Była zagadywana, ale rozmowy były raczej krótkie w jej wykonaniu. Zawsze miała z tym problem. Ojca chwilowo zostawiła w spokoju, bo widziała, że był zajęty mocno ze swoją nową partnerką życiową. Cieszyła się, że mu się ułożyło.
Mona Anant
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Poprawiny miały się w najlepsze, gdy po kolei spędzała dłuższe lub krótsze chwile z krewnymi od strony mamy. Chociaż szczególnie dużo czasu spędziła z tatą, z którym ostatnio na żywo widziała się dwa lata temu, gdy jej obecny narzeczony, a wówczas chłopak prosił tatę o jej rękę.
Obecnie rzeczony narzeczony gdzieś się zawieruszył, ale pewno prędzej czy później się i tak znajdzie. Po za tym zabawa była przednia i świetnie było móc się wytańczyć i pośmiać. Do tego poznać rodzinę ojczyma i nabyć nowe, chociaż chwilowe znajomości.
Mona była w swoim żywiole, lubiła ludzi, bawić się, tańczyć i korzystać z życia. Teraz tak się wybawi dopiero najprawdopodobniej na własnym ślubie oraz weselu, który miał się wstępnie odbyć za półtorej roku.
W tłumie jak zjawa mignęła jej córka męża jej matki. Była tak zajęta samą sobą oraz nadrabianiem rodzinnych plotek, że zapomniała o starszej dziewczynie. W zasadzie nic o niej nie wiedziała i pewnie nie będzie wiedzieć, bo raczej widywać się będą sporadycznie. Niemniej jednak wypadało chociaż zrobić dobre wrażenie.
Nim udało jej się do niej dotrzeć, zdarzyła porozmawiać krótko z dwiema osobami, dostać kieliszek szampana i pomachać do starszego gościa, którego nie kojarzyła z imienia.
- Cześć - zagadnęła przysiadając się. - Szampana?
Boon Sirsawat
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Tak czy siak więcej obserwowała ludzi niż cokolwiek innego. Chciano wyciągnąć ją na parkiet. nawet jej ojciec próbował tej sztuki i za to zgarnął w ramię od swojej dorosłej córki z czego niektórzy zaczęli się śmiać żartując przy tym, ze mężczyzna to jednak trochę pantoflarz. Nie była to prawda, ale córki zawsze trzeba się bać! szczególnie jeśli ta wyglądała jakby zaraz miała rozpętać jakąś małą wojnę. Oh ile to razy usłyszała od znajomych, że gdyby jej tak dobrze nie znali to stwierdziliby, że do Boon bez kij to raczej się nie podchodzi.
O Monie wiedziała tyle, że ta istniała i że była młodsza od niej. Plus ojciec wysłał jej kilka ich wspólnych zdjęć, więc jak ją gdzieś tam wypatrzyła to wiedziała kim jest. Trochę głupio gdyby kompletnie nie wiedziała o istnieniu Mony.
Chwilowo wzrok miała utkwiony w ojcu, który szalał na parkiecie z obecną już żoną pokazując, że zdecydowanie ma dwie lewe nogi i potyka się o własne szkity. Zresztą Boon też pod tym względem była beztalenciem. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
-Cześć - spojrzała na dziewczynę obok i lekko się uśmiechnęła -Myślisz, że jak wypije więcej to przestanę się wstydzić braku talentu ojca do tańca? - spytała wracając wzrokiem na rodziciela i przewróciła teatralnie oczami. Ostatecznie powróciła wzrokiem do swojej rozmówczyni, żeby nie było, że wychodzi na jakiegoś gbura.
Mona Anant
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Na moje oko nie jest tak źle, zwłaszcza, że pewne da się to paroma albo i więcej lekcjami poprawć - zapewniła, ponieważ faktycznie pan już nie taki młody, nie był królem parkietu. - Chyba jednak najważniejsze jest to, że dobrze się bawią?
Wszelkie imprezy z muzyką raczej miały na celu zaproszeni gości czy imprezowiczów na parkiet, a nie żeby podtrzymywali ściany. A wesela to już w ogóle były raczej imprezami do integrowania się zaproszonych gości. A to robienie pociągu, a to nie kręcę się w w kółko czy odbijany. Wiadomo, że nie każdy aż tak bardzo chętnie uczestniczył w weselnych integracjach. Jednak powinen się liczyć, że prędzej czy później siłą raczej zostanie na parkiet zaciągnięty.
- Moi rodzice podobno za studenckich czasów dużo chodzili na tańce, a przynajmniej taki mi kit wciskali - podjęła po chwili. - Nie wiem ile w tym prawdy, chociaż w rodzinie od strony mamy, mamy dryg do tańca - przeniosła wzrok z podrygujących na parcie par, na swoją rozmówczynie. - A jak jest z tym u ciebie? Wdałaś się w mamę czy tatę?
Była trochę ciekawa swojej jakby nie patrzeć przyrodniej siostry. Pewnie nadążyła się jedna z nielicznych okazji, żeby tak sobie po prostu pogadać i się lepiej nieco poznać. Z tego co wiedziała, chociaż informacje mogą być nie prawdziwe już, to Boon przebywała wcześniej w Japonii.
Boon Sirsawat
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
-Oj u niego to przydałoby się ze dwadzieścia takich lekcji, ale aż szkoda wydawać pieniądze, bo to wcale może nie pomóc - zaśmiała się -Tak jak mówisz. Najważniejsze, że się dobrze bawią- bo taka była prawda. Przynajmniej będą mieli cudowne wspomnienia z tego wesela i poprawin. Będą mogli ze z tych wspomnień śmiać później, a po rodzinie pewnie pójdzie historia jak to stary Sirsawat wywijał pajaca na parkiecie.
Oj, Boon zdecydowanie nie lubią uczestniczyć w jakichkolwiek integracjach, a już szczególnie jeśli chodziło o parkiet. Jednak też nie była osobą, która będzie się zapierała przed tym nogami i rękami. Nie zamierzała ojcu popsuć dnia i robić głupich scen. Takie historie to tylko na reddit się czyta.
-To może jeszcze z mojego ojca wyjdzie dobry tancerz! - wątpiła w to, ale kto wie! Cuda też się zdarzają. -Pod względem tańca? - uniosła brew -Zdecydowanie w ojca. Już chyba lepiej bym podtrzymywała ściany - roześmiała się zwracając uwagę kilku osób siedzących obok, których to kompletnie nie znała. Pomijam fakt, że w ogóle się tym nie przejęła. Trochę dramatyzowała, ale dzisiaj jakoś nie czuła się na siłach by iść wywijać na parkiecie, a przynajmniej nie miała jeszcze w sobie tyle alkoholu. -Chwilowo nie masz szans by mnie namówić na wyjście na parkiet - pogroziła dziewczynie paluchem, ale nadal głupio się uśmiechała, więc zdecydowanie nie można było tego odczytać jako jakąkolwiek groźbę.
Mona Anant
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ona nie brała do siebie faktu, że teraz poniekąd ma przyrodnia siostrę. Polubiła swojego nowego ojczyma, chociaż jeszcze zbyt dobrze. Sądziła, że będą mieli raczej przyjacielskie relacje, ponieważ tatę już miała nikt go nie mógł zastąpić.
- Można uznać, że w tej jego nieporadności tanecznej jest swego rodzaju urok - uznała rozbawiona. - Być może dopiero przednim wielki taneczne talenty?
Taniec był raczej takim talentem, który dało się w wyuczyć. Zatem nic nie stawało na przeszkodzie, by każdy, kto chciał mógł się go nauczyć jeśli miał ochotę. A mama Mony dużo tańczyła na wszystkich imprezach rodzinnych, przyjacielskich czy firmowych.
- Mama lubi tańczyć, więc możliwe, że podszkoli twojego tatę w tej kwestii - dodała po dłuższej chwili. - Ja to w sumie po obojgu z nich mam dryg do tańca, więc mogę ci udzielić wsparcia jakbyś kiedyś chciała - zapewniła szczerze.
Zaśmiała się na groźby Boom niczym ze szkoły podstawowej. Wodząc wzrokiem po parkiecie dostrzegła narzeczonego obracającego w wokół własnej jedną z ciotek, która też była dobrą tancerką. Chyba miała to rodzinnie po stornie mamy.
- Na partnera do tańca, gdybyś jednaj chciała to polecam mojego tatę albo narzeczonego - wspomniała pokazując na dwóch mężczyzn. Jeden bez już bez marynarki, narzeczony, a z rozpiętą marynarką jej tata.
Boon Sirsawat
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
-To ciekawe czy ja też mam taki urok jak nieporadnie tańczę - rzuciła bardziej do siebie niż do Mony, ale na tyle głośno by ta jednak te słowa usłyszała. -W takim razie życzę mu by był zdecydowanie lepszy w tych swoich podrygach. a Twojej mamie życzę cierpliwości do tego człowieka - zaśmiała się krótko. Jej ojciec był naprawdę super facetem. Szkoda, że nie przejęła po nim zbyt wielu cech i w porównaniu do tego wiecznie uśmiechniętego mężczyzny była kompletnym gburem z niechęcią do życia. Chociaż nie do końca przecież tak było. Dla bliskich znajomych była kompletnie innym człowiekiem.
-Masz na tyle cierpliwości by być wsparciem? - uniosła brew i spojrzała na swoją towarzyszkę. Nie odwróciła głowy tylko po prostu się przyglądała przyrodniej siostrze. Raczej do tej myśli to się nigdy nie przyzwyczai. Była jedynaczką i tak już pozostanie do końca życia, nawet jeśli ojciec miałby dorobić się na stare lata małego potworka.
-Narzeczonego? - spojrzała w kierunku, w którym patrzyła Mona. Nie miała pojęcia który to typ, ale mało ją to obchodziło tak naprawdę -To mam liczyć na zaproszenie na kolejny ślub? - dobra. Nie podejrzewała, że Anant w ogóle miała kogoś. Nie to by nawet zapytała. To pierwszy raz gdzie faktycznie usiadły i zaczęły ze sobą rozmawiać. Wcześniej to była kwestia poznania się po przylocie Boon do Toronto.
Mona Anant
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W sumie mógłby to być ciekawy test na ile wystarczy cierpliwości w stosunku do ukochanej osoby. Mona cieszyła się, że jej narzeczony był całkiem niezłym tancerzem. Tak się jakoś złożyło, że obydwoje byli nie wywieźli w te Klocki.
- Mogę zakładać że faktycznie mam. Ale czas dopiero by zweryfikował ile w tym byłoby prawdy - Zauważyła przyjaźnie przyglądając się swojej jakby nie patrzeć przyrodniej siostrze. - Więc jakbyś była zainteresowano czy przelotem w Toronto to możemy się umówić na jakieś pierwsze próbę.
Nie wiedziała co ma sądzić ofertę twojego ojczyma. Na pierwszy rzut oka wydawała się miła oraz Przyjazna, ale też okazja nie byłam z tych, gdzie powinna się być niezadowolonym. W drugiej strony nie każdy musiał przejmować się zasadami i robić po swojemu. Mimo wszystko miała nadzieję, że będą miały chociaż relacja na przyzwoitym poziomie.
- Tak jakoś wyszło, że mam - Podniosłam a z Kolan rękę na którym znajdowały się pierścionek zaręczynowy niebieskim kamieniem. - Wstępną datę ślubu planujemy gdzieś za dwa lata, żeby jakoś udało się z synchronizować całą rodzinę. Szczególnie jeśli chodzi o tą taty, bo ona znajduje się w Bangkoku – wyjaśniła jak się sprawy mają w jej rodzinie. - Oczywiście, że cię zaprosimy skoro należy do rodziny - To w sumie daj mi swój numer telefonu jak już przy tym temacie jesteśmy. Może jestem trochę Staroświecka, ale zdecydowanie wolę kontaktować się telefonicznie lub smsowy niż przez komunikator internetowe - wyciągnęła niewielkiej torebki którą miała przy sobie telefon.
Boon Sirsawat