-
I've got thick skin and an elastic heart, but your blade it might be too sharp
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowa, ograniczonaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przecież powiedziała, że nie zaprosi go na święta, bo wyjechał.
Wymieniła się więc tylko spojrzeniem z ciotką, która nic nie powiedziała, a potem przeszła do kuchni, podtrzymując poprzednią wersję, którą przyjęła do nieplanowanego wyjścia w trakcie przygotowań. Soojin coraz więcej ściemniała, kiedyś nigdy by nie skłamała, ani nie mijała się z prawdą wprost, wobec autorytetu jakim był rodzic. A teraz? Teraz zyskiwała trochę cech Huntera. Niekoniecznie tych dobrych.
Uwijała się razem z kobietami, doprowadzając proces przygotowań jedzenia na święta praktycznie do samego końca, na drugi dzień zostawiając wszystko to, czego nie dało się zrobić z wyprzedzeniem.
Powiedziała, że posprząta kuchnię, widząc jak zmęczona jest mama. Sama też była wykończona, ale ona przynajmniej miała w tym wszystkim miłą przerwę.
Odesłała jednak kobiety na górę, do sypialni, a sama zajęła się porządkowaniem pomieszczenia po ich kuchennych rewolucjach. Było to także zagranie taktyczne, bo zwalniając je z tej czynności sprawiła, że szybciej poszły się położyć. Ergo – prawdopodobnie szybciej zasną, a ona jeszcze miała trochę czasu, aby upewnić się, że nikt już nie zejdzie na dół.
Gdzieś pod koniec sprzątania, może przed godziną drugą w nocy, napisała do Huntera SMS-a z pytaniem czy śpi. Co w zasadzie samym w sobie było potwierdzeniem, że teren jest czysty. Wykorzystała czas, jaki jeszcze jej został przed jego przyjściem na dokończenie sprzątania, zabranie kilku przekąsek na górę – tak na wszelki wypadek, gdyby miał być głodny, i szybki, zimny prysznic, który miał zmyć z niej zmęczenie.
I kuchenne zapachy.
Przebrała się w czysty, domowy dres, a następnie przeszła się po korytarzu, jeszcze tylko nasłuchując, czy ciotka z kuzynami aby na pewno śpią, tak samo jak i jej mama. Nie rejestrując jednak żadnych podejrzanych dźwięków, wskazujących na jakąkolwiek niepożądaną teraz aktywność, przeszła do swojego pokoju, uchylając drzwi balkonowe, wpuszczając tym samym chłód do pomieszczenia.
Równie dobrze mogła go wpuścić drzwiami frontowymi, skoro nikogo nie było, ale tak chyba było znacznie bezpieczniej. Pomijając fakt, że to co robili w ogóle nie było bezpieczne i mowa tutaj akurat o tajnych spotkaniach ze skutkiem różnym pod nosem jej mamy. Która nawet jeszcze nie miała okazji poznać chłopaka.
Czy było to rozsądne? Nie. Czy było w jej stylu? Też nie. Ale czy robiła to, mimo że miała okazję, aby jeszcze zmienić zdanie i napisać mu, że jest padnięta i idzie spać? Tak. Była jednak, ponad rozsądek, po prostu stęskniona za jego obecnością. Za rozmowami i za wspólnym milczeniem.
Hunter Jang
-
I’m not the good guy, remember? I’m the selfish one. I take what I want, I do what I want. I lie, I fall in love with a good girl. I don’t do the right thing. But I have to do the right thing by you.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie miał większych planów na dzisiejszy dzień. Zabrał Hatiego z domu i wyszedł z nim na większy spacer połączony z treningiem, aby trochę psychicznie zmęczyć zwierzaka. Wrócił już na kolację, którą przygotowała mama Zandera wraz z pomocą swojej synowej. I chociaż atmosfera wydawała się być w porządku przy stole, to miał dziwne wrażenie, że jednak coś jest nie tak. A może tylko mu się wydawało?
Nie wydawało. Gdy reszta się już położyła, Hunter zamknął się z Zanderem w swoim pokoju, aby po prostu sobie porozmawiać. Tak, jak to często robili. Nic podejrzanego. Tylko, że wspólne rozmowy zwykle wyglądały inaczej i skupiały się na śmieszkach, a ta była jedną z rodzaju „ciężkich”. Może nie tak ciężkich jak mogłaby być, niemniej wszystko co nie kręciło się wokół debilnych tematów było sprowadzone do „to skomplikowane”.
I nawet nie wiedział kiedy rozmowa przeciągnęła się aż do godziny drugiej.
Wyciągnął telefon, aby odczytać wiadomość od dziewczyny i prędko na nią odpisał, aby wiedziała, że nie spał. I że niedługo u niej będzie.
Wymienił się z Zanderem kilkoma ostatnimi zdaniami, aby niewiele później ponownie wyjść z domu, zostawiając Hatiego w domu. Na łóżku, gdzie szybko zwinął się w kulkę.
Zaledwie kilkadziesiąt minut później, znalazł się już na pustej ulicy, przy jednym z dobrze znanych mu domów. Dookoła wiało pustką, a dom wydawał się być pogrążony w śnie. W każdym oknie światło było zgaszone, ale tylko on wiedział, że jeden z balkonów był nieznacznie odchylony, aby pozwolić mu wejść do środka niezauważony.
Podszedł do jednego z drzew, które znajdowały się najbliżej i bez najmniejszego problemu wdrapał się po gałęziach na odpowiednią wysokość, a kolejno na fakturę budynku, dzięki czemu jedynie szelest liści zdradzał, że się zbliżał.
Odchylił drzwi balkonowe i wszedł bez słowa, rozglądając się po ciemnym pokoju. Gdy odnalazł spojrzeniem sylwetkę dziewczyny, uśmiechnął się pod nosem. Ściągnął kaptur z głowy, aby nie wyglądać jak typowy włamywacz i przeszedł do niej od tyłu, by schwycić ją w pasie. Swoje dłonie przeciągnął powoli od boków do jej brzucha. Przysunął w tym czasie swoją mordę do jej szyi, aby złożyć na niej delikatny pocałunek na przywitanie.
— I jak, Księżniczko? Przeżyłaś wspólne lepienie pierogów? — wymruczał jej we włosy z wyraźnym uśmiechem.
Odwrócił ją frontem do siebie, aby zlustrować jej twarz spojrzeniem. Sięgnął palcami do jej czarnych włosów, aby zagubione kosmki zagarnąć z jej policzków tuż za jej ucho.
— Gotowa na jutrzejsze starcie? — spytał, wciąż nie wypuszczając jej z objęć, swoje dłonie mając ulokowane na jej lędźwiach. Może nieco niżej niż powinien mieć, ale najwyżej dostanie po łapach, nie?
Jutro jednak to ona miała najważniejszy dzień z pełną rodziną, która zapewne będzie zadawać mnóstwo pytań chcąc ją lepiej poznać, bo… nie znali jej w ogóle. Jeśli będzie bardzo źle, a ona napisze, że sobie nie radzi, najwyżej wyrwie się od siebie, aby dzielić to przeżycie z nią. On problemu z ludźmi nie miał, zwłaszcza jeśli ich nie znał.
Jakby to miała być jego rodzina, to nawet by się nie pojawił.
Raina Bouchard
-
I've got thick skin and an elastic heart, but your blade it might be too sharp
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowa, ograniczonaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Poczuła że przyszedł – przez podmuch chłodnego powietrza, którego wpuścił więcej, uchylając drzwi dla siebie. Nim się jednak zdołała odwrócić – poczuła jego obecność za sobą i nawet wzdrygnęła się nieco. Chyba szybciej z ekscytacji, niż z przestrachu czy zaskoczenia. Jego bliskość wywoływała elektryzujące napięcie, które zbiegało po jej nerwach. Im częściej miała z tym impulsem do czynienia, tym bardziej się z nim oswajała. I tym chętniej go wyczekiwała.
W ślad za tym pierwszym impulsem, po jej ciele zbiegł dreszcz, zostawiając za sobą wyczuwalną gęsią skórkę. Wszystko to za sprawą tych cholernych warg przyciśniętym do jej szyi. Ciekawe czy Hunter w ogóle zdawał sobie sprawę, jak na nią działa. Może wciąż była nieśmiałą, młodą dziewczyną, bez wielkiego życiowego doświadczenia, ale dygotała pod nim niezmiennie, tak samo, za każdym razem gdy był blisko, gdy jej dotykał i całował.
— Tak — odpowiedziała słabo, czując jak głos wciąż więźnie jej w zaciśniętym gardle.
Przełknęła ślinę, chcąc odzyskać zdolność do mówienia, ale to wtedy Hunter odwrócił ją w swoją stronę.
Utkwiła spojrzenie w jego twarzy, widząc na jego ustach pogłos wcześniejszego, charakterystycznego dla niego uśmiechu. W tym samym czasie poczuła jego dłonie na
Oparła dłonie na jego klatce piersiowej, jakby bez tego, nie była w stanie zachować równowagi, pomimo jego chwytu. Zacisnęła delikatnie palce, memłając materiał jego ubrania między nimi.
Westchnęła jednak cicho, bardziej z zafrasowania, niż jakiejkolwiek ekscytacji, słysząc jego pytanie.
— Raczej nie będę gotowa — powiedziała cicho.
Wypowiadała się głosem przyciszonym nawet nie z nieprzekonania względem całej tej sytuacji, a warunków, w jakich się znajdowali. Obawiała się, że głośniejszy szmer mógłby wybudzić jej mamę. I chociaż nigdy nie było z tym problemów i Soojin zachowywała się normalnie, to przecież z drugiej strony – z nikim po nocach nie rozmawiała.
— Ale teraz przynajmniej będzie mi trochę lepiej — dodała po chwili, podnosząc kącik ust w delikatnym, dość oszczędnym uśmiechu.
Teraz, czyli kiedy pojawił się on. Zwykle wtedy zmartwienia odchodziły na bardzo odległy plan. Czasami te zmartwienia zastępowały nowe i to za jego sprawą, ale nie było to zasadą, którą miała na uwadze. Każdy przecież mógł popełnić błąd, a najważniejsze było to, co się potem z tym robiło. I czy wyciągano jakąś naukę.
— A wyściskałeś i wycałowałeś Hatiego za mnie, tak jak prosiłam? — spytała, przechylając delikatnie głowę. Znów uśmiechnęła się, tym razem z mniejszą rezerwą, znacznie cieplej. To w końcu nie tak, że pies był dla niej najważniejszy, ale faktycznie zdołała się już za nim stęstknić.
Ale to nawet lepiej, że nie wpadł na pomysł, aby zabrać go ze sobą. Faktycznie mógłby ich sprzedać pierwszym, podekscytowanym szczeknięciem, którego nawet nie można byłoby mieć mu za złe.
Hunter Jang
-
I’m not the good guy, remember? I’m the selfish one. I take what I want, I do what I want. I lie, I fall in love with a good girl. I don’t do the right thing. But I have to do the right thing by you.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
On nie miał większego problemu z tym, aby działać na krawędzi przyzwoitości. Nie uważał, że kłopotem była jej matka oraz reszta rodziny za ścianą… przynajmniej tak długo, jak Soojin mogłaby zachować się w miarę cicho. Zawsze mógł być też jej kneblem, a z jakiegoś powodu też taki seks na granicy przyłapania był bardzo podniecający. Przynajmniej dla niego.
Nie wiedział czy jego dziewczyna mogła mieć podobne zdanie.
Nie dowie się, póki nie spróbuje, prawda? O ile w ogóle dojdzie do czegokolwiek, bo zamierzał uszanować zdanie Soojin jeśli nagle powie, że to nie dla niej i za bardzo się stresuje ewentualnym nalotem matki czy kogokolwiek z rodziny. W końcu tyle razy szanował jej granice oraz zdanie, że nie zamierzał robić wyjątków. A nawet jeśli był debilem, to umiał się nagle zatrzymać, niezależnie od tego jak silne podniecenie czuł.
Był frajerem, nie gwałcicielem.
— Dasz radę — kącik ust mu drgnął wyżej. W końcu to miało być tylko spotkanie z rodziną. Jakieś planszówki, słuchanie rodzinnych historii, których jeszcze nie znała, bo spędziła życie z dala od nich wszystkich i zapoznawanie się z resztą ludzi. Jak złe mogło to być?
Chyba lepiej, że sam tego nie doświadczy. On zapewne nie byłby taki wyrozumiały.
Przycisnął ją mocniej do siebie i złożył krótki pocałunek na jej czole, gdy przyznała, że teraz będzie jej trochę lepiej. Spotkaniem będzie się martwić później, najpewniej rano, kiedy będzie musiała wstać i pomóc mamie w przygotowaniach do nadchodzącego armagedonu świątecznego. Nie mógł jej w tym jakoś pomóc, bo go tam nie będzie, ale z drugiej strony… może to lepiej?
Przynajmniej ominie go niezręczne pytanie o rodzinę. Ale z drugiej strony, nie będą mieć problemów z tym, gdzie spędzać święta, bo nie będą musieli się rozdzielać na dwie wigilie.
Morda mu się wyszczerzyła w momencie jak zapytała o Hatiego, a raczej to czy przekazał psu całe te pieszczoty. Od początku wiedział, że przegrywał z własnym psem, ale na dobrą sprawę, nie mógł się na niego o to złościć, bo naprawdę był kochanym gnojem.
— Oczywiście. Też kazał cię wyściskać i wycałować… — powiedział, zerkając na nią z góry, a jego spojrzenie mimowolnie powędrowało od jej oczu, aż do ust na których zatrzymał się odrobinę dłużej. Możliwe, że z dwie sekundy za długo. — Więc obiecałem mu, że zrobię to jak najlepiej — dodał już ciszej, podnosząc spojrzenie na jej oczy, aby ledwie chwilę później, nie dając jej szansy na odpowiedź, połączyć się z nią w powolnym, ale głębokim pocałunku.
Nie był to tylko przywitalny całus, ale coś silniejszego. Coś, co przeciągał do granic przyzwoitości, a później jeszcze pogłębił, wślizgując się językiem między wargi, aby odnaleźć jej własny i się z nim połączyć. Jego dłonie w tym czasie skorzystały na tym odwróceniu uwagi i zjechały z jej lędźwi, na jej pośladki. Zacisnął na nich swoje palce i podźwignął ją tak, jak gdyby nic nie ważyła, co by mogła opleść się nogami o jego biodra.
Przeszedł z nią niespiesznie do przeciwległej ściany i przycisnął ją do niej plecami. Naparł na jej ciało i nie wypuszczając jej ze swoich rąk, opuścił jej usta. Przeniósł swoje wilgotne od śliny wargi na jej żuchwę, a potem szyję, kierując się po jej skrawkach, aż do ucha, które odnalazł na ślepo poprzez ścieżkę z pocałunków.
— Nie martw się, tylko ciebie tak całuję — wymruczał, zaraz scałowując jej płatek. Powitał go też z własnym językiem, który pojawił się wraz z gorącym oddechem. — Hati dostał głaska, ale nie wiem czy przy tobie będzie to satysfakcjonujące. — No chyba, że wolała, aby ją pogłaskał po plecach… wtedy to sam będzie musiał wyciszyć swoje podniecenie i dostosować się do swojej dziewczyny oraz jej potrzeb.
Ledwo to jednak powiedział, a przejechał koniuszkiem języka po jej płatku ucha, kierując się niżej. Angażował język w każdy pocałunek, zostawiając wilgotne ślady aż do łączenia na jej szyi, gdzie zabawił na dłużej.
Raina Bouchard
-
I've got thick skin and an elastic heart, but your blade it might be too sharp
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowa, ograniczonaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tak samo, jak zrobił to w minione wakacje. Przyszedł po nią, chociaż wcale nie musiał, bo przecież nie była już żadną jego odpowiedzialnością. Przyszedł po nią, chociaż wcale wyraźnie o to nie prosiła. Obronił ją i zabrał z miejsca, które było dla niej piekłem.
Uśmiechnęła się. W pierwszym, delikatnym odruchu, na samo jego wspomnienie o tym, że przekazał zwierzęciu to, o co prosiła. Szybko jednak całość nabrała większego ciężaru, a jego słowa, a przede wszystkim sposób w jaki na nią patrzył, sprawiły że jej trzewia zwinęły się i zacisnęły w ciasny precel. Zdołała tylko złapać w ostatniej chwili oddech, o którym wcześniej zdawała się zapomnieć, kiedy Hunter przycisnął swoje usta do jej.
Odruchowo zacisnęła mocniej palce na jego ubraniu, na materiale bluzy pod połami rozpiętej kurtki. Z bijącym żywo sercem odwzajemniała jego pocałunki, czując jak to on domyka jej wargi swoimi. Poddała mu się całkowicie, rozpływając wewnątrz siebie. Tak intensywny gest uświadomił jej, jak mocno była za nim stęskniona. I jak bardzo przerażała ją wizja jego straty. Absurdalna, dość abstrakcyjna, bo przecież cały czas pokazywał jej, na swój, czytelny dla niej sposób, że jest dla niego ważna. A jednocześnie nie potrafiła się pozbyć obawy, że kiedyś, w tej relacji, coś przerośnie go na tyle, że całkowicie się zamknie.
Nie potrafiła o tym tak po prostu nigdy nie pomyśleć.
Nawet teraz, choć teraz może tym bardziej.
Nie chodziło o to, że straciła do niego zaufanie; że nie potrafiła wierzyć, że końca nie będzie, a oni już zawsze będą razem. Chodziło o coś zupełnie innego, ponad ten wymiar obawy. O świadomość kruchości tego, co mieli z winy absolutnie niczyjej.
Serce, które skurczyło się pod naciskiem palców Huntera na jej pośladkach, ściągnęło ją z powrotem do rzeczywistości. Instynktownie otoczyła go nogami w pasie, gdy ją uniósł. Wyrzuciła mocniej, niekontrolowanie powietrze z płuc gdy docisnął ją do muru swoją sylwetką, jeszcze na moment chwytając go mocniej za materiał ubrania.
Zadrżała, czując jak jego gorący oddech owiewa jej płatek ucha; jego głos zawibrował w jej czaszce tak dosadnie, że nie sposób było tego zignorować. Nawet nie liczyło się to, co mówił. Jego tembr był wystarczająco hipnotyzujący, by tak po prostu rozpadła się pod jego brzmieniem.
Nieważne ile razy już byli w tej sytuacji, dla niej to wciąż była trema. Nie tak intensywna, ani dewastująca. Onieśmielająca. On był onieśmielający. Mogła go widzieć i mieć dziesiątki razy, a i tak cała się przy nim rozsypywała.
— Oppa — zaczęła szeptem, jednak słowa więzły jej w gardle, które zaciskało się coraz mocniej z każdym jego pocałunkiem pozostawionym na jej skórze. Po kilku następnych, nawet nie pamiętała, o co chciała go poprosić. O wszystko, które i tak zamierzał jej dać? Niepotrzebne.
Przesunęła dłonie z jego torsu na ramiona, zsuwając z nich jego kurtkę. Źle by się stało, gdyby się przegrzał; zbyt duża ilość warstw na jego ciele była w tym układzie niezwykle irytująca. I niepotrzebna. Choć kurtka wydawała się ledwie pomniejszym problemem, znacznie gorszym była bluza. Palce jednej ręki pozostały na jego ramieniu; drugiej ześlizgnęły się po jego korpusie. Dotarła nimi do krawędzi materiału i wślizgnęła pod jeden, jak i drugi, wciskając pomiędzy ich ciała.
Opuszki jej palców od razu wyczuły rozgrzaną, napiętą skórę jego brzucha. Pod nią, każdy napięty mięsień, których konfigurację znała na pamięć, a które zawsze zachwycały równie mocno. Cofnęła się dłonią, by schwycić dół, zarówno bluzy, jak i koszulki pod nią, chwilę później łapiąc tkaniny również drugą ręką. Znacząco, choć bez pośpiechu, podciągnęła ubranie, w niemej sugestii, czekając aż jej to ułatwi.
Hunter Jang
-
I’m not the good guy, remember? I’m the selfish one. I take what I want, I do what I want. I lie, I fall in love with a good girl. I don’t do the right thing. But I have to do the right thing by you.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z mamą porozmawia sobie kiedy indziej, przy lepszej okazji.
Nie umiał tak po prostu trzymać łap przy sobie. Odkąd tylko przekroczyli tą cienką granicę intymności, to stał się pewniejszy w tym co z nią robił. Wydawało się, że dzięki tym regularnym lekcjom, które razem odbywali, nauczył się lepiej czytać jej ciało w nowych warunkach. Poznawał jej reakcje oraz odruchy już nie tylko przy pocałunkach, ale też rozpoznawał kiedy mógł sięgać po więcej bo sama tego chciała. I chociaż Soojin nie stała się nagle rozpustnicą, to teraz już zauważał sygnały, które informowały go, że mógł posuwać się dalej.
Nie myślał też o niczym innym, był prostym człowiekiem. Skupiał się teraz na tym, co się działo teraz, a nie na przeszłości w której zjebał wiele razy, ani na tym, co mogłoby być. Jak to się mówi, nie myśl o przyszłości, bo zjebiesz teraźniejszość.
To nie tak, że myślał tylko o jednym, ale kiedy zaczął, a ona zaczęła mu odpowiadać, to ciągnął to tak daleko jak tylko mógł, wciągając się w nią z każdym kolejnym pocałunkiem. Często tak przy niej miał, że jak już zaczynał, to ciężko mu się było oderwać, a jednak zawsze był na nią wyczulony. Na jej reakcje, na jej odruchy i słowa, które uciekały spomiędzy warg.
W końcu wystarczyło, aby powiedziała, że nie chce, to od razu umiał się wycofać.
Teraz jednak się na to nie zanosiło.
Czuł jak drży pod jego dotykiem. Jak odpowiada na pocałunki, a nogi zacieśniają się w pasie. Docisnął ją biodrami do ściany, wargami skubiąc płatek jej ucha, który naprzemiennie traktował językiem oraz zębami. Powoli przesuwał się z muśnięciami po jej szyi, znacząc ją na każdym możliwym milimetrze, który miał na swojej drodze.
Wyczuwał doskonale jej ruchy. Wiedział gdzie dokładnie znajdowały się jej drobne palce, kiedy sunęły po jego napiętej klatce piersiowej. Gdy zaczepiły o tkaninę, mocniej docisnął ją w pasie do ściany, aby móc na chwilę uwolnić ręce. Pomógł jej ściągnąć z siebie zarówno szarą bluzę jak i czarny t-shirt, które odrzucił na bok. I skoro już sam pozbawił się górnej części ubrania, z rozpędu sięgnął do jej koszulki, którą na sobie miała. Jednym sprawnym ruchem podwinął ją do góry i dorzucił do jego ciuchów, które walały się obok.
Połączył się z nią na nowo w namiętnym, głębokim pocałunku, dociskając się z powrotem do niej na pełnej długości, stykając się z nią rozgrzaną klatką piersiową. Wślizgnął się językiem pomiędzy jej wargi, aby połączyć się z nią w gorącym pocałunku. W tym samym czasie jego dłonie przesunęły się po jej drobnym ciele. Po wypukłościach na wysokości żeber, bo wyciętej talii i zjechały ponownie na pośladki, na których zacisnął swoje palce. Nie zabawił tam jednak zbyt długo. Przesunął je na jej plecy, gdzie sprawnym ruchem palców odpiął jej stanik. Zapięcie puściło, a jego biodra mocniej na nią naparły.
Sięgnął dłońmi do ramiączek, które zsunął i dorzucił do kopca ubrań na ziemi nieopodal. Przyciskał do niej swoją klatkę piersiową, ale zostawił między nimi na tyle luzu, aby jedna z jego rąk mogła wsunąć się pomiędzy ich ciała. Kciukiem zahaczył o jej twardy sutek i nie odrywając się od jej ust, zaczął drażnić jej pierś palcami. Zakręcał powolne kółka dookoła, aby zaraz krótkimi i szybkimi ruchami bawić się jej wrażliwą na dotyk partią. Naprzemiennie ją nękał, aby zaraz zamknąć w mocniejszym uścisku dłoni całą pierś i potem wrócić do drażnienia.
W ustach gasił jej wszelkie westchnięcia i oddechy, nie pozwalając jej się wyrwać bardziej niż by tego chciał. Zwłaszcza w momencie, gdy jego druga dłoń dołączyła do pierwszej, by to samo robić na pozostawionej piersi. W końcu nie chciał, aby któraś pozostała niedopieszczona. W pewnym momencie wziął jej sutek między kciuk i palec wskazujący, nadając szybsze i mocniejsze tempo drażnienia. Oddech w tej chwili nie był mu potrzebny. Mógł oddychać jej westchnięciami.
Raina Bouchard
-
I've got thick skin and an elastic heart, but your blade it might be too sharp
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowa, ograniczonaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Podziwiała i, przede wszystkim, kochała każdy jego aspekt. Zarówno niecielesny, ściśle związany z jego osobowością i tym, jaki był i kim był dla niej, ale również fizyczny – nie była aż tak głupia i chowana pod kloszem, aby nie zauważyć, że był zbudowany wyjątkowo dobrze. W taki sposób, który u kobiet wywoływał zachwyt, gdy miały okazję zobaczyć adekwatną do jego rzeźbę na filmie czy plaży.
Ciało miał niesamowite, twarz miał przystojną, można powiedzieć, że wygrała na loterii. Gdyby kiedykolwiek w takiej brała udział – wszak Soojin nie na to zwróciła przy nim uwagę; walory wizualne były jednak miłym dodatkiem.
Posłusznie, w ramach sprawiedliwej wymiany, pozwoliła by ściągnął jej bluzkę; najpierw poczuła na skórze chłód panujący w pomieszczeniu, a chwilę później zastąpił go gorąc skóry Huntera, który przylgnął do niej. Zatraciła się w pocałunku, gdy poczuła jego wargi na swoich, odpowiadając z podobną namiętnością, dając mu się prowadzić. Ramieniem jednej ręki otoczyła jego kark, przyciągając go do siebie mocniej, drugą dłonią sięgając do policzka partnera.
Odruchowo, instynktownie zamarła na milisekundę, czując jego palce zaciskające się na jej pośladkach. Nie przestraszyła się tego gestu – jedynie jej ciało i nerwy zarejestrowały go, a ona niekontrolowanie zareagowała. Przycisnęła, w kolejnym odruchu, go bliżej, ramieniem otaczając ciaśniej jego kark.
Rozluźniła swój splot, czując jego dotyk na swoich plecach, sunący w oczywistym wręcz kierunku. Gdy tylko poczuła, że zapięcie od jej stanika ustąpiła, poluzowała chwyt, opierając obie dłonie na jego ramionach, na moment tylko całkowicie ustępując, tylko po to, by mógł zsunąć część garderoby całkowicie. Dłońmi otoczyła z delikatnością jego szyję, czując jak przywarł na nowo do jej sylwetki swoim ciałem.
Drgnęła, w pierwszej reakcji, gdy poczuła jego opuszkę na swoim biuście, na swoim sutku. Elektryczny impuls zsunął się po jej nerwach, zostawiając za sobą mrowiące uczucie. Kolejny, jeszcze intensywniejszy, niemal nieprzerwany, kiedy jej partner zaczął obsypywać jej pierś pieszczotami. W odruchu naparła mocniej na niego w biodrach.
Wciąż w pełni zaangażowana w wymianę pocałunków, czuła że jest w potrzasku. Zabierał jej oddech, a teraz wyjątkowo go potrzebowała. Jej stał się cięższy, z chwilą nawet drżący. Jedną dłoń z jego szyi, przesunęła na kark, a później wsunęła w jego ciemne pukle, zaciskając na nich swoje palce. Niezbyt mocno, bo wszystko co robiła, co było nawet odruchem w reakcji na budujące się napięcie, wciąż niosło jej delikatność. Nie potrafiłaby tak po prostu szarpnąć go za włosy – choć może by chciał – a jednak szukała czegoś, co dałoby możliwość rozładowania tego, co z nią robił.
Gdy dołączył do pieszczoty swoją drugą rękę, zsunęła dłoń z boku jego szyi na ramię, wczepiając w jego skórę swoje palce – znów: nie nachalnie mocno, ale wyczuwalnie. Jej uda przycisnęły go do siebie jeszcze mocniej, w momencie, w którym sama wypchnęła swoje biodra w jego stronę, ocierając się o niego instynktownie. Skoro zabierał jej oddech, szukała innych kontrapunktów, które dałyby jej ujście w tej sytuacji.
Była nim wystarczająco już oczarowana i zahipnotyzowana, na tyle mocno, że nawet ona, ze swoją anielską cierpliwością, zaczęła jednak się niecierpliwić. Wytęskniona, wciąż w pełni za nim, nie potrzebowała wiele, aby przepaść i chcieć znacznie więcej; zachłannie wyczekując jego w całości.
Hunter Jang
-
I’m not the good guy, remember? I’m the selfish one. I take what I want, I do what I want. I lie, I fall in love with a good girl. I don’t do the right thing. But I have to do the right thing by you.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
No ale jak już wiadomo, Soojin, chociaż nieświadomie, mocno wpływała na jego osobę. Zmienił się dla niej już pod wieloma względami, nawet jeśli nie musiał. Zwyczajnie chciał. To przyszło naturalnie i możliwe, że sam o tym też nie wiedział. Jakby kiedyś wrócił do swoich starych znajomych z Korei, wszyscy zapewne przeżyliby szok.
Strasznie go pociągała. Paskudnie go do niej ciągnęło i odkąd przekroczyli granicę cielesności, zwyczajnie, egoistycznie często sam dążył do dotyku. Nigdy bez jej zgody, nigdy też na siłę. Nie zamierzał jej do niczego zmuszać i taką zasadę miał od początku ich znajomości. Dlatego kiedy mu odpowiadała tak ochoczo, nie zatrzymywał się, a rozpędzał wraz z kolejnymi oznakami zadowolenia z jej strony.
Nie zaprzestawał więc ruchów swoich palców na jej stwardniałych sutkach, tylko dokładnie dbał o to, aby dostała jak najwięcej. Drażnił ją bezlitośnie, odbierając tym samym oddech, który tłamsił własnym językiem. Czuł dzięki temu doskonale jak niecierpliwa się stawała. Jak jej ciało samo reagowało, a ledwie zaczęli. Był na nią bardzo wyczulony, a jego ciało nastawione na nią, dlatego czuł dokładnie każde minimalne przesunięcie jej rąk.
I każdy ruch bioder.
Gdy się do niego przyciskała, mogła wyczuć jak gotowy na nią był. Jak bardzo go podniecała, chociaż jeszcze się nie rozkręcili.
W końcu oderwał od niej swoje usta, pozwalając jej na zaczerpnięcie oddechu. Samemu też to zrobił, ale nie pozwolił sobie na długą przerwę. Niemalże od razu przycisnął usta po jej szyi, przyspieszając ruch kciuków na jej obu sutkach. Bardzo lubił, jak mu odpowiadała. Jak chciała więcej. Jak niecierpliwa się stawała, gdy ją odpowiednio podsycał. To było zbyt ekscytujące i podniecające, aby nie chcieć przeciągać tego najdłużej jak mógł.
I gdy uznał, że była już dostatecznie rozgrzana, przeciągnął dłonie z jej piersi, kierując się w dół. Przesunął się po jej udach i rozplótł jej nogi, aby postawić jej drobną osobę na ziemi. Gdy upewnił się, że stoi stabilnie, skierował się do tego wrażliwego miejsca na jej szyi, które zaczął skubać zębami i drażnić językiem. Słynne odwrócenie uwagi, gdy jego ręce z jej nóg, przesunęły się na skraj jej spodni. Wsunął palce między jej skórę, a gumkę dresów i zaczął schodzić z pocałunkami niżej, na jej obojczyk, a potem piersi, aby jego język mógł przywitać się z jedną oraz drugą.
W tym samym czasie zsuwał jej spodnie wraz z bielizną.
Niżej. Coraz niżej.
Gdy jego usta zsunęły się na jej podbrzusze, dresy wraz z bielizną znajdowały się już przy jej kostkach. Wrócił powolnym, leniwym wręcz ruchem dłoni do jej ud, przenosząc się na ich wewnętrzną część, by delikatnie je rozchylić. Przyklęknął przy niej na jedno kolano i rzucił jej krótkie, wymowne spojrzenie. Ostatnie, chcąc się upewnić, że może iść dalej.
I gdy nie widział słowa sprzeciwu, kącik ust mu drgnął złowróżbnie.
Przejechał językiem po wilgotnej łechtaczce, spijając jej soki podniecenia. Spokojnie, bez pośpiechu. Całą szerokością języka, przypominając sobie jej smak oraz pozwalając jej na przywyknięcie do jego obecności. Nie przestawał, wsłuchując się w jej oddech i reakcje ciała, które instruowały go jak dalej działać.
Rozsunął sobie szerzej jej nogi, aby zrobić sobie miejsce, końcówką języka zahaczając wymownie o jej wejście. Dalej niczego nie przyspieszał. Był wręcz irytująco powolny, specjalnie się z nią drażniąc. Zlizywał jej podniecenie, jednocześnie powodując go coraz więcej. Głębiej też wchodził własnym językiem do jej wnętrza, aby zaraz się wyślizgnąć i posmakować jej lepiej. Bo smakowała wybornie.
Raina Bouchard
-
I've got thick skin and an elastic heart, but your blade it might be too sharp
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowa, ograniczonaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Trzewia zacisnęły się, splątując ciasno w jej ciele, kiedy wsunął ręce między jej nogi. Gardło także zacisnęło się w reakcji na jego ruch. Ale nie oporowała. Miała wrażenie, że i tak jej kolana dostatecznie miękły, przez samą jego obecność.
Ta pierwsza styczność jego języka z jej kobiecością, uderzyła w nią bardzo ciężko. Mocno, dosadnie i niczym wewnętrzna implozja. Wypuściła ciężej oddech, który rozedrgał jej tchnienie wyraźnie i słyszalnie. Zacisnęła dłonie w odruchu w pięści, mocniej wciskając swój korpus w chłodną ścianę. Choć był ledwie w jednym miejscu, miała wrażenie, jakby już zajmował każdy kolejny centymetr jej ciała. Przejmował na własność każdą jedną komórkę jej ciała. I absolutnie się na to zgadzała, w pełni mu poddając.
Rozpływając się z każdym kolejnym smagnięciem jego języka na sobie. Pozwalając mu, by kradł więcej tlenu z jej płuc, niż było to naturalne. A to było przecież ledwie preludium. Ledwie początek. Musiałaby go nie znać, aby uwierzyć, że koniec jest bliżej, niż można byłoby przypuszczać.
Chociaż, gdyby mówić o jej końcu, to pewnie wcale nie był tak odległy.
Zagryzła dolną wargę, w odruchowej reakcji. Chcąc jednocześnie udławić każdy ze swoich pogłębionych oddechów, bo nawet ten wydawał się być zbyt głośny jak na te warunki. Jednocześnie też to była desperacka próba rozładowania z wolna budującego się napięcia.
Nie mówiła nic. Zazwyczaj, w trakcie ich zbliżeń, nie mówiła zbyt wiele. W głównej mierze dlatego, że nie wiedziałaby nawet, co powinna powiedzieć, a nie chciała się zmuszać, by nie wyszło zbyt sztucznie. Milczała także z tego powodu, że jej głos wiązł w jej gardle pod wpływem działań partnera, więc zwykle zostawała tylko z jego imieniem na języku, niczym więcej. Zawsze z niedokończoną prośbą, bo zanim w ogóle zdążyła paść, on zdawał się czytać ją o wiele szybciej i dawać to, o czym jeszcze nawet nie zdołała pomyśleć, a co było jej potrzebne. Potrafił też szeptać wszystko to, co chciała, a nawet nie wiedziała, że potrzebuje usłyszeć.
Nie potrzebowała szybkiego tempa, by się absolutnie rozkoszować. By czuć, jak głęboko w jej podbrzuszu, rośnie coś, co było niepohamowane i z każdą chwilą coraz cięższe do zignorowania. Ba, nawet lubiła, kiedy nigdzie się nie spieszyli. Rozkoszowała się każdym jednym ruchem, w tym momencie, każdym pokonanym przez jego język milimetrem.
Instynktownym odruchem, jej ciało napięło mięśnie jednej z nóg i pchnęło do ruchu. Wrzuciła udo na ramię partnera, otwierając się na niego jeszcze bardziej. Bez słów prosząc, aby dał jej więcej i aby nie przestawał.
Palce wplotła między jego ciemne włosy, zaciskając je na jego ciemnych puklach, jak gdyby to miało dać jej więcej stabilności. Powietrze wyślizgiwało się z jej płuc, forsując jej własny knebel, wymykając się spod kontroli. Nigdy nie była przesadnie głośna, ale w pełni naturalna. Nie potrafiłaby się przełamać, aby podkręcić do ostentacyjnych, reakcji własnego ciała. Teraz było to jeszcze bardziej niewskazane.
Wypchnęła biodra nieco mocniej w jego stronę, zapraszając go jeszcze bardziej otwarcie do siebie. W jej myślach, niemal jak mantra, krążyło tylko jego imię. I tylko jego obecność, a to uderzało w nią jeszcze bardziej.
Hunter Jang
-
I’m not the good guy, remember? I’m the selfish one. I take what I want, I do what I want. I lie, I fall in love with a good girl. I don’t do the right thing. But I have to do the right thing by you.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Odkąd tylko przeszli na inny poziom cielesności, musiał przyznać przed samym sobą, że słuchanie tego jak zadowolona była, było jego ulubioną czynnością. Mógłby oglądać jak się pod nim wije i umrzeć z pieprzonej satysfakcji. To byłaby wspaniała śmierć.
Dlatego też gdy tylko do jego uszu dotarł jej cięższy oddech, zaczął działać tak, aby go podtrzymać, albo jeszcze bardziej zmaksymalizować. Działał swoim językiem na granicy przyjemności, dokładnie smakując jej słodkiego podniecenia. Początek był tylko lekką zapowiedzią. Przywitaniem, jakże eleganckim. Przygotowaniem na kolejne etapy tego spotkania. W końcu nie chciał być zbyt natarczywy, kiedy za ścianą byli ludzie, których nie chcieli obudzić.
Chociaż i tak planował być jej prywatnym kneblem.
Przyspieszył. Jego ruchy języka zaczęły być krótsze i szybsze, nacierając przede wszystkim na płatki łechtaczki, którą zaczął stymulować. Jednak gdy słyszał, że jej oddech się przyspiesza, specjalnie zwalniał, traktując ją kolejnymi powolnymi liźnięciami, jak gdyby chcąc uspokoić jej rosnące napięcie. Bawił się z nią trochę, niemniej robił to specjalnie, chcąc jak najbardziej podjudzić jej osobę.
Gdy poczuł jej nogę, automatycznie ją schwycił i przysunął się bliżej jej krocza, aby ponownie zacząć działać intensywniej własnym językiem. Zacisnął mocniej palce na jej udzie, drugą ręką przesuwając po jej ciele w górę, po brzuchu, docierając aż do piersi, którą ujął. Kciukiem zaczął drażnić jej sutek, gdy w międzyczasie zlizywał intensywnie podniecenie spomiędzy jej nóg.
Teraz już nie zwalniał. Stymulował ją odpowiednio z dwóch stron, dążąc do tylko jednego. Jej spełnienia. Tej przyjemnej ekstazy, która rozbijała się po jej ciele i powodowała spazmy. Nie przestawał, tylko wciąż na nią nacierał. I jeśli próbowała uciec, to on mocno przytrzymywał ją przy sobie za nogę, przyciskając do jej łechtaczki swoją mordę. Nie pozwalał jej się wyrwać, bo jeśli tylko próbowała, to on atakował ją dwa razy bardziej, aż jej ciało się nie spięło.
I gdy szczytowała, nie oderwał swojej mordy. Wciąż jeszcze zlizywał jej nawarstwiające się podniecenie, przedłużając jej orgazm najdłużej jak mógł.
Zwolnił po chwili, ale wciąż mordy nie odrywał. Zerknął na nią z dołu, pomiędzy kolejnymi liźnięciami, zabierając przy tym dłoń z jej piersi. Przesunął ją w dół po jej ciele, przez podbrzusze, a kolejno wewnętrzną stronę drugiego uda. Powolnie, leniwie wręcz przejechał językiem po jej nabrzmiałej od orgazmu kobiecości. Raz, drugi…
I wtedy wcisnął w nią swoje dwa palce. Czuł na nich jeszcze ciasnotę spowodowaną poprzednim spięciem, a także cudowną wilgoć, która oplotła jego skórę. Zacisnął mocniej palce drugiej dłoni na jej udzie, wciąż ją przy sobie twardo przytrzymując, po czym wrócił do dalszego działania. W końcu na tym się nie kończyło. To był zaledwie początek tego wieczoru, a on zamierzał wynagrodzić jej ostatnie tygodnie, gdzie znowu zachowywał się jak dupek.
Teraz też mógł być dupkiem, tylko innego kalibru.
Delikatnie zagiął palce, które penetrowały jej wnętrze, aby znaleźć to jedno, charakterystyczne miejsce. Z początku działał spokojnie, metodycznie, łącząc palcowanie jej, wraz z ciągłym lizaniem jej obrzmiałej łechtaczki. Bawił się jej wargami, lizał i ssał naprzemiennie, gdy druga dłoń ciągle pracowała, stymulując ją od środka.
Nie minęło jednak sporo czasu, aby jego ruchy stały się szybsze, a przez to też intensywniejsze. Nie tylko przy uderzaniu ją palcami, a także dolną częścią dłoni, gdy się o nią obijał, ale też własnym językiem, który nieustannie pracował, aby dać jej jak najwięcej przyjemności.
Jego druga ręka z jej uda przesunęła się bliżej łączenia z pośladkiem i mocno się tam zacisnęła, przytrzymując ją przy sobie jak najmocniej. W końcu nie chciał, aby przypadkiem mu uciekła. Nie, dopóki nie da jej kolejnego, spazmatycznego szczytowania.
Raina Bouchard