
No dobra, urodził się w Alesund, portowym mieście z ładnymi widokami i podobno był największym szczęściem dla swoich rodziców. Szczerze w to wątpił, uważając, że sam sobie ze sobą nie radzi czasami w dorosłym życiu, więc jako małe dziecko musiał być urwaniem głowy. Może był? Nigdy nie zdecydowali się dać mu rodzeństwa, chociaż sam wierzył w to, że zwyczajnie nie mieli na to czasu. Jego ojciec, Robert Bachmann, niemiecki imigrant, był zbyt zajęty skakaniem po całej europie, załatwiając biznesowe sprawy dla swojej farmakologicznej firmy, a mama.. W sumie nie miał pojęcia czym jego matka, Viktoria, była tak bardzo zajęta. Wiedział, że byłą wykształcona, mówiła, że kiedyś chciała być nauczycielką i że jej dyplom miał coś wspólnego z byciem inżynierem i biologią.. A potem spotkała jego ojca i przypadkiem stworzyli nowego człowieka. Ups. Przynajmniej nie próbowali tego faktu przed nim ukryć jak już trochę podrósł i nigdy nie czuł, jakby z tego powodu był kochany mniej czy traktowany inaczej reszta dzieciaków w jego otoczeniu. Nie uważał, żeby byli jakoś specjalnie zamożni, ale definitywnie wiedział, że mogą sobie pozwolić na cokolwiek. Wychowali swojego syna z naciskiem na publiczne, nie prywatne szkoły, naciskając na to, by rozwijał się socjalnie i nie uważał za lepszego w żadnym stopniu, tylko dlatego, że jego ojciec miał pieniądze. Może i dobrze? Nigdy nie był jakoś specjalnie towarzyski, wolał bawić się sam w kącie i ten fakt nie zmienił się ani trochę z wiekiem, co pomogło ogromnie w szybkim odnalezieniu się w nowym otoczeniu po przeprowadzce. Nie pamiętał zbyt wiele z przeprowadzki samej w sobie; tylko tyle, że rodzice byli zestresowani pakowaniem całego dobytku, pamiętał że spędzili długie godziny w samolotach i że przez jakiś czas ich dom już w Kanadzie był prawie całkiem pusty, czekając aż ich rzeczy przypłyną do nowego kraju. Jako nastolatek niewiele się zmieniło w jego naturze, może niezręczność i unikanie płci pięknej jak piekielnego ognia; co okazało się całkiem łatwe, kiedy tylko znalazł sobie pierwszą pracę. Wymówka "nie mam czasu, pracuję" stała się jego ulubioną i tak pozostało do dziś dzień, nawet jeśli w dorosłym życiu to już nie jest takie cool, a zarobek z dorywczej roboty ani trochę nie mógł go już utrzymać.
Patrząc w przeszłość na swoje życie, wszystko wydawało mu się jednym wielkim, rozmazanym obrazem, z którego nie potrafił wyciągnąć żadnych szczegółów. Może mógł sobie przypomnieć twarz jakiegoś bliższego znajomego? Może zmarszczone brwi nauczyciela w szkole średniej, niezadowolonego z jakiegoś powodu? Pamiętał, że ładował się ciągle w kłopoty na każdym stopniu nauczania, nie dlatego, że miał problem z autorytetem, buntowniczym nastawieniem czy czymś w tym stylu.. Nie potrafił trzymać języka za zębami, niektórzy dorośli uważali go za aroganta, a jeśli ktoś nastąpił mu na odcisk, prawdopodobnie oberwał w głupi czerep bez większego zastanowienia. Lądował na dywaniku u pedagoga co chwila i możliwe że była to jedyna osoba, którą zapamiętał, co w jego głowie świadczyło tylko o idiotycznie wysokiej częstotliwości. Anty-socjalny, małomówny, wiecznie zdezorientowany dzieciak, który nie chciał być niczym specjalnym i nie dało się w żaden sposób go namówić do tego, żeby trochę się postarał. Nienawidził szkoły, poza szkołą nie miał życia poza dorywczą pracą, sprzedając hot-dogi w parku w weekendy, a bezmózgim przeglądaniem wczesnego internetu. On to tak przynajmniej pamiętał, ale jego otoczenie najwyraźniej nie widziało żadnych oznak borykania się ze sobą, bo tak się to jego życie toczyło dopóki nie skończył szkoły. Puff, magicznie stał się dorosłą osobą, która nie miała bladego pojęcia co ze sobą zrobić w tym nowym życiu. Nie pamiętał czy w ogóle były takie zajęcia w szkole "jak być dorosłym", a szkoda, bo by mu się przydały.
Byłby szczęśliwy skacząc z jednej dorywczej pracy do następnej, ale niestety rodzice mieli wiele do powiedzenia na ten temat i, z racji tego, że nadal mieszkał w domu i nie miał pieniędzy na przeprowadzkę, nakazali mu wybrać coś. Cokolwiek co lubił robić, chciał robić i co mógł znaleźć w szkole wyższej, by mieć jakiekolwiek wykształcenie. Nadal uważał, że wyższa edukacja to jeden wielki scam, ale na tamten moment zgodził się przebrnąć przez szkołę kulinarną. Lubił gotować, był w tym dobry, a w zorganizowanym chaosie myślało mu się znacznie łatwiej. Okazało się również, że wymagania fizyczne tej pracy, bycie cały dzień na nogach, podnoszenie ciężkich pudeł i tysiące kroków dziennie pasowały mu jeszcze bardziej. W trakcie zdobywania swojej edukacji jego ciało domagało się więcej ruchu, więcej spacerów, biegania, podnoszenia ciężarów; pomyślałby kto, że jako dzieciak unikał wychowania fizycznego, a jako dorosły, każdy powód był dobry, żeby nie siedzieć na dupie. Znalazł sobie coś, co działało bardzo dobrze na jego system nerwowy, pamiętał o oddychaniu i, może bez laurów, ale przebrnął przez wyższą szkołę, mógł powiedzieć, że posiadał dyplom..
Tyle że dalej nie wiedział co ze sobą zrobić. Praca, którą sobie znalazł, nie pozwalała za bardzo na stawianie granic; kucharz pracuje na okrągło i rzadko bierze jakiekolwiek wolne, ale z jakiegoś powodu naprawdę mu to pasowało. Zarobek był niezły, ludzie z brygady w większości skupiali się na swojej robocie i jedyna komunikacja w trakcie zmiany, dotyczyła zamówień. Miał wrażenie, że po części na pewno to chaos serwisu skutecznie zajmował mu głowę. Ani się oglądnął, a minęło kolejne kilka lat jego życia, spędzone tym razem w jednym miejscu, pracując dla tej samej restauracji i raz po raz odmawiając awansu. Bo po co? W gruncie rzeczy nie chciał być szefem kuchni ani niczym w tym stylu.. Jasne, lubił wyłączyć mózg oglądając Kitchen Nightmares jak każdy inny człowiek, ale nie chciał być kolejnym mistrzem kuchni, czy posiadać własnych lokalów. Lubił gotować, ale bez przesady, to na pewno nie była jego "wymarzona kariera" i nie sądził, żeby kiedykolwiek miał znaleźć coś, co by go zadowoliło i popchnęło do bycia ambitnym.
Może kiedyś odnajdzie tą jedną jedyną drogę, która była mu pisana? Może już zawsze będzie w tej samej kuchni, z dnia na dzień, bez większych ekscytacji, zadowolony z bycia po prostu kucharzem?
