—
Jeżeli tak uważasz to chciałbym zobaczyć, jak sobie radzisz - roześmiał się pod wpływem podsuwanych mu przez wyobraźnię obrazów Skye w białym puchu. Właściwie dawno nie bawił się w śniegu, więc zanotował w myślach, by umówić się z ciemnowłosą na wyjście, zanim nadejdzie odwilż. —
Chyba miałaś na myśli, ciągle w dół. - Kuksaniec od dziewczyny wcale go nie powstrzymał przed kolejną drobną uszczypliwością, tym razem odnoszącą się do różnicy wzrostu między nimi. Mimo obcasów wciąż pozostawało to kilkanaście centymetrów, które nieco utrudniały dostęp do jej ust. Ta myśl przychodziła mu stanowczo zbyt łatwo, ilekroć jego wzrok mimowolnie wędrował na jej wargi. Tak, jakby kiedykolwiek była na to szansa, choć to niemożliwe.
Wizja spędzenia
całego życia na wypominaniu Skye jej zabawnych niepowodzeń wydała mu się całkiem przyjemna, a jednocześnie cichy podszept w głowie podpowiadał mu, że nie mógł tak długo trwać u jej boku. Nawet przyjaźń z czasem zmieniała charakter, gdy w grę wchodziło życie i związek - w tym przypadku jej, bo on przecież nie zamierzał się ustatkować. Miał pozostać sam i przybywać z odsieczą, kiedy Josh lub Skye będą tego potrzebować. -
Odbiłaś się od ściany, próbując je złapać. Muszę poprosić o nagranie z kamer na pamiątkę - wycelował w nią palcem i wyszczerzył się. Pewnie oglądałby je od czasu do czasu, wspominając dobre czasy, zanim jego przyjaciele ułożyli sobie życie, pozostawiając go w tyle. Dlatego tym bardziej Dominic starał się doceniać to, co miał i łapać wszystkie ulotne chwile, szczególnie te w towarzystwie Skye. Nie mógł tego zjebać chwilą słabości.
Przyprowadzenie jej do palmiarni było spontaniczną decyzją. Przeczuwał, że miejsce przypadnie jej do gustu, a to efektowne posunięcie zadziała na jego korzyść, choć nie w kontekście nagłego przypływu w niej cieplejszych uczuć. Dominic zganił się za tę absurdalną myśl. Nie mogła takich do niego żywić. A to miejsce szanował zbyt bardzo, żeby wykorzystywać je jako przynętę na swoje piękne ofiary. Z tym, że ciemnowłosa zajmowała w jego sercu szczególne miejsce i ufał jej na tyle, żeby pozwolić jej zajrzeć poza postawiony wokół niego mur.
—
Wystarczyłoby ją regularnie podlewać - wzruszył nonszalancko ramionami, nawet nie starając się ukryć rozbawienia. Pamiętał jej monsterę, na szczęście nawet długo nie podlewana jakoś dawała sobie radę. Co prawda, jej liście żółkły i usychały, ale w zamian pojawiały się nowe. –
Może Twoja monstera nie jest taka, jak te tutaj, ale posiada imponująco silną wolę życia. Ma coś z właścicielki - zmrużył delikatnie oczy. Kiedy poznał Skye, cokolwiek się waliło czy paliło, nie poddawała się tak łatwo i walczyła o swoje. Ostatnio ta iskra momentami zanikała, ale był pewien, że wciąż gdzieś się tliła. Należało jej tylko o tym przypomnieć.
—
Litości - zawołał z udawaną urazą i ściągnął brwi. -
Jeśli przyjdzie co do czego, mam w zanadrzu znacznie bardziej kreatywny plan. - Uniósł wysoko kącik ust w szelmowskim uśmiechu. Względem niej miałby wiele niecnych planów, które nigdy nie zostaną spełnione. Musiał się więc ograniczyć jedynie do własnych fantazji, skrzętnie ukrytych za ścianą lojalności. Za bezpiecznym pozostaniem w sferze snów przemawiał również fakt, że nawet gdyby dziewczyna nie spotykała się z Joshem to nie szukała przygód, których hojnie dostarczał Dominic. Wychodził z przekonania, że nie miał jej nic więcej do zaoferowania. No, może poza porcją swojego jedzenia. -
Bo ktoś mi wyżarł połowę poprzedniej - odparł z wyrzutem, ale jego oczy się śmiały. Akurat dzielenie się z nią posiłkiem zupełnie mu nie przeszkadzało. Wydawało mu się to całkiem naturalne, z resztą, jak wiele rzeczy, które robili razem i dziwił się, że Josh miał z tym problem. Dlatego zawsze, widząc tę smutną minkę, ze śmiechem podsuwał jej swój talerz, czując na sobie niezrozumiałe spojrzenie przyjaciela. Trudności w kwestii dzielenia się widział z kolei w całkowicie czym innym, ale na ten temat już bezwzględnie milczał. -
Ależ dziękuję za łaskę. - Zawahał się tylko na ułamek sekundy, zanim ugryzł wyciągniętego w jego stronę pierożka. a że ciepły ser zaczął się ciągnąć, mruknął z uznaniem i bezwiednie złapał Skye za rękę trzymającą przysmak, by sobie pomóc. -
Mhm, to jest coś, za co warto byłoby umrzeć - przyznał z pełnymi ustami, spoglądając najpierw na smakołyk, a następnie na ciemnowłosą. -
Przyznaj, że to znacznie lepsze niż chińszczyzna z tej knajpy po drugiej stronie ulicy od Twojego mieszkania - rzucił triumfalnie, bo najpewniej gdyby nie on, właśnie to teraz jadłaby w domowym zaciszu. Nadal trzymał jej rękę, kręcąc przy tym głową z łobuzerskim błyskiem w oku, że w razie gdyby chciała, nie zamierzał oddawać jej pieroga. Dopiero, gdy przeżuł wcześniejszy kęs, szybko złapał jeszcze jeden kawałek i wtedy ostatecznie ją puścił.
Nie sądził, że jego następne słowa poruszą ją aż tak. Biorąc pod uwagę jego otwartość na kontakty z płcią piękną, całe to przemówienie rzeczywiście mogłoby być świetnym wstępem do flirtu, ale bynajmniej nigdy nie wykorzystywał ani nie zamierzał wykorzystywać w tym celu intymnych szczegółów z przeszłości. Skye nie była w typie kobiet, z którymi się spotykał i świadomie używał wobec nich swojego naturalnego czaru, by uzyskać konkretne efekty. Była kimś szczególnym, wymagała więc szczególnego traktowania, a jednocześnie nie mógł pozwolić sobie stale to podkreślać sposobami, do jakich był przyzwyczajony. Obowiązywały go niepisane zasady, które znacznie go ograniczały. A może do tej pory sam siebie ograniczał, żeby nie pokazywać przed nią tej części siebie, którą tak twardo przed wszystkimi ukrywał? -
Widzisz? Jedna przyjaźń z kobietą i od razu włosów jakoś mniej. Przed Tobą nie miałem takich problemów - zaśmiał się w odpowiedzi. Nie bez powodu starał się modulować swój głos tak, by brzmieć swobodnie, a mimo to poczuł się niepewnie, widząc odbijające się w oczach ciemnowłosej współczucie. Nienawidził tego uczucia, doznał go już w życiu wystarczająco wiele i nie chciał, żeby ludzie patrzyli na niego przez pryzmat bolesnych przeżyć. A już na pewno nie Skye, której zdanie o nim miało dla niego znaczną wartość. Ujęcie przez nią jego dłoni stało się jednak kojącym gestem, który sprawił, że mimowolnie rozlało się po nim przyjemne ciepło. Delikatnie zacisnął swoje palce w jej uścisku, tym razem nie potrafiąc się wycofać.
—
Dziękuję, chociaż z tym ostatnim trochę mijasz się z prawdą. Raczej starała się wychować, a wyszło co wyszło. Daleko mi do ideału - skrzywił się, jakby pogodził się z faktem, że nic nie mógł na to poradzić. Potrafił być niezłym palantem. Potwierdziłoby to parę kobiet, którym, świadomie lub nie, narobił nadziei i poczuły się zawiedzione. Co prawda, Dominic nigdy nie dopuścił do tego, by Skye kiedykolwiek dowiedziała się o szczegółach jego przelotnych znajomości, ale była bystra - musiała się domyślać.
Widział to w jej oczach - wdzięczność przeplatała się z łagodnością, ciepłem i czymś nowym, czego wcześniej w nich nie dostrzegał. To był iście osobliwy widok, toteż wpatrywał się w nią nieco dłużej, niż powinien.
Boże, jest taka piękna, wyrwało mu się ciche westchnienie w myślach. -
Cieszę się, że mogłem to zrobić - zamiast tego przyznał na głos miękko, nagle nieco zachrypniętym głosem. Próbował skupić myśli na tym, co powiedziała, ale przychodziło mu to z większym trudem, niż przypuszczał. Z wolna przeniósł spojrzenie na jej wargi, pełne, ponętne i zakazane i złapał się na tym, że myślami zaczynał odbiegać w niebezpieczne rejony.
Odchrząknął więc i uśmiechnął się niesfornie, na moment odrywając wzrok. Gdy spojrzał na ciemnowłosą ponownie, jego żartobliwy humor powrócił na miejsce. Wykorzystał również okazję, żeby łagodnie, tym razem bez gwałtownych ruchów, wyswobodzić się z jej rąk i na szybko zgarnąć do torby pozostałości po jedzeniu. Wciąż był jej przyjacielem, postarał się więc znów wejść w tę rolę. -
Naprawdę nigdy wcześniej tu nie byłaś? - Uniósł wysoko brew z niedowierzaniem. -
Musisz to koniecznie nadrobić. Chodź, oprowadzę Cię. - Wstał i szarmanckim ruchem wskazał dziewczynie kierunek. Idąc alejkami, opowiadał jej pokrótce historię obiektu i o niektórych ciekawych roślinach, w węższych przejściach, gdzie nie mieścili się oboje, subtelnie dotykając dłonią jej pleców. Usiłował za wszelką cenę nie złapać jej przypadkiem za rękę, co w miejscu takim, jak to, było gestem typowo przeznaczonym dla par. I niemiłosiernie, w zupełnie naturalnym odruchu, go kusiło.
—
A teraz przed nami, moim zdaniem, najbardziej spektakularna część architektoniczna w całym obiekcie - uprzedził i otworzył kolejne drzwi, za którymi ukazało się im znacznie wyższe, niemal całkiem przeszklone pomieszczenie ze spektakularną, szesnastokątną kopułą, przez którą przebijało się światło nocy, podświetlającą posadzkę od góry. Przestrzeń ta posiadała jedynie kilka donic z roślinnością ustawionych w okręgu, będąc miłą odmianą dla po brzegi wypełnionych bujną roślinnością pozostałych szklarni. -
Przedstawiam Ci Palm House. Miejsce, w którym zaczęła się moja kariera. I nowe życie dla par, które czasem biorą tu śluby - dodał zawadiacko, ogarniając wzrokiem tę niezwykłą przestrzeń, zanim jego wzrok powrócił do przechadzającej się po sali Skye. Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo lubił przypatrywać się, z jakim zafascynowaniem chłonęła widoki. Sam pozostał w półcieniu, więc w tym świetle nie mogła dostrzec jego przygryzionej wargi, gdy absorbował go jeden, najważniejszy obiekt. Kiedy przystanęła na środku sali i obdarzyła go roziskrzonym spojrzeniem, z ustami nieustannie rozszerzonymi pod wpływem zachwytu, przepadł.
Masochista, w rzeczy samej, zdążyło przemknąć mu przez myśl, co kompletnie zignorował. -
W ciągu dnia, albo przy pełni zapalonych światłach wygląda to jeszcze lepiej, ale mi podoba się ten półmrok. Głównie z jednego, konkretnego powodu. - Mówiąc to, podszedł do niej i przystanął, spoglądając na nią tajemniczo. Znalazłszy się tak blisko niej, stanowczo zbyt blisko, niemal dotykał opuszkami palców jej ramienia. Z tej perspektywy już doskonale wyłapywał niemal każdą iskrę w jej oczach. Uśmiechnął się i mruknął cicho: -
Stąd wprost fantastycznie ogląda się gwiazdy. - Następnie zrobił coś, czego kompletnie się nie spodziewała - położył się na posadzce. -
Myślę, że znajdzie się tu miejsce i dla Ciebie - zaśmiał się cicho, wygodniej się umiejscawiając, o ile to było możliwe na płytkach.
Skye Murray