ODPOWIEDZ
29 y/o
For good luck!
186 cm
Architekt w Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

/ z biura

Podczas drogi do miejsca docelowego między Nicky’m a Skye wywiązała się osobliwa dyskusja na temat amerykańskiej sceny muzycznej. Rozmowa na błahy temat pozwoliła Dominicowi oderwać myśli od chwil spędzonych w biurze. Co więcej, zaczynał mieć wrażenie, że wszystko wracało do normy. Tak, jakby sam wyolbrzymił sobie w wyobraźni intensywność wydarzeń sprzed paru chwil, a w rzeczywistości niewiele z tego miało miejsce. Mógł się oszukiwać do woli, ale serce wiedziało lepiej, ilekroć zerkał na siedzącą obok kobietę.
I jesteśmy na miejscu - oznajmił, gdy zaparkował tuż przy oprószonym śniegiem parku. Już z tej perspektywy było widać oświetlony truck z włoskim jedzeniem. Jego ulubiony street food, na który z pewnością nie zabierał dziewczyn kręcących się wokół niego.
Wysiadł z auta i, jak nakazywało jego dobre wychowanie, otworzył drzwi Skye. - Proszę bardzo - podał jej rękę z wytwornym wyrazem twarzy, a jego oczy rozbłysły pod wpływem zawadiackich iskierek. Był dżentelmenem bez względu na długość znajomości płci pięknej, ale okazywanie manier i uwagi wobec ciemnowłosej było dla niego wyjątkowo przyjemne.
Mimo stolików umieszczonych tuż obok przyczepy z jedzeniem, mróz nie sprzyjał jedzeniu na miejscu, ale dla Dominica nie stanowiło to żadnego problemu.
Rozchmurz się, Słońce. Gdybym nie był pewien tej miejscówki, nie zabrałbym Cię tutaj. Tu jest najlepsze panzerotti, jakie jadłem w Toronto. Weźmiemy coś na wynos - powiedział z nieznacznym rozbawieniem, gdy na twarzy przyjaciółki dostrzegł sceptycyzm. Znał znacznie lepszą okolicę na posiłek, jednak jeszcze chwilę chciał utrzymać Skye w niepewności.
Dla siebie zamówił pierogi z kurczakiem i jeszcze jedną, pakowaną osobno porcję, a dziewczynie z chęcią pomógł w wyborze, na koniec płacąc za wszystko i biorąc papierową torbę ze sobą.
Idealna pogoda na ulepienie bałwana - westchnął z udawaną nostalgią, jakby właśnie to mu się marzyło. Szli chodnikiem wzdłuż ogrodzenia prowadzącego do parku, ale blondyn celowo tam nie skręcał, prowadząc ich w tylko sobie znanym kierunku. Zimowa aura rozpieszczała wszystkich wintermaniaków, którzy pewnie w centrum właśnie szaleli na lodowisku albo urządzali sobie wieczorne spacery wśród puchu śniegu. Niestety, uliczki były dość zdradliwe, więc zerknął na drepczącą przy nim Skye.
Obiecuję, że już za chwilę będziemy na miejscu. Złap mnie za ramię, tak będzie bezpieczniej - zaoferował. Pod maską uprzejmości kryła się również troska, bo nie darowałby sobie, gdyby pod jego opieką coś jej się stało.
Zgodnie z prawdą, po chwili przystanął przy niepozornej bramie wzdłuż muru i delikatnie otworzył furtkę. - Pani przodem - rzucił nonszalancko, po czym wskazał na wejście do budynku, wyraźnie na tyłach. Tam zapukał do drzwi, które po chwili otworzyły się ze skrzypieniem.
Cześć, Steve. Pomyślałem, że przyda Ci się coś dobrego. Możemy wejść? - odezwał się Dominic, unosząc torbę z jedzeniem i uśmiechając się szeroko.
Starszy mężczyzna o siwych włosach przez moment przyjrzał się Reyesowi, a później jego towarzyszce, ale na wspomnienie o posiłku, pokiwał ochoczo głową. Wyglądało na to, że nie był szczególnie zaskoczony widokiem Dominica, a jedynie bardziej zainteresował się Skye.
Cześć, Dominicu, wchodźcie prędko, bo zimno. - Kiedy znaleźli się już w niedużym korytarzu, za pierwszymi drzwiami można było dostrzec typową kanciapę z monitorami. - Wstrzeliłeś się dzisiaj idealnie, Cindy znów zrobiła mi kanapki z pasztetem, a ileż można go jeść, hm? - Steve cmoknął rozżalony, po raz kolejny nieznacznie zerkając na Murray. - A kim jest ta młoda dama?
Na słowa starszego mężczyzny blondyn zaśmiał się rozbawiony.
Tym razem są to panzerotti. - Przekazał mu jedną porcję, a gdy padło pytanie o Skye, podniósł na nią spojrzenie. Kim była? Kimś wyjątkowym. Kimś, kogo nie da się opisać jednym słowem, by wyrazić wszystko, co przechodziło mu właśnie przez myśl. - To moja przyjaciółka, Skye - odparł zgodnie z prawdą, w duchu modląc się, by nie zauważyła jego chwilowego wahania.
Ach, oczywiście. Dziękuję, że o mnie pomyślałeś, Dominicu. Idźcie już, macie czas do dziesiątej, zanim przyjdzie mój zmiennik. Tylko bądźcie grzeczni - mrugnął do nich porozumiewawczo na odchodne.
Zawsze - przytaknął blondyn, rozszerzając usta w uśmiechu. - Chodź za mną. - Wziął ciemnowłosą za rękę i poprowadził zakrętami wzdłuż korytarza i pomieszczeń gospodarczych, aż trafił na odpowiednie drzwi i otworzył je przed nią. Przed nimi ukazało się wysokie pomieszczenie z zielonym ogrodem i wąskimi alejkami. Wieczorną porą, oświetlona wzdłuż fasad palmiarnia robiła zupełnie inne wrażenie, niż w dzień. Temperatura na miejscu była jak w lato, toteż Dominic zsunął z siebie szalik i rozpiął płaszcz. - I jak podoba Ci się niespodzianka? - powiódł wzrokiem za Skye ale poznał już odpowiedź po jej minie i uśmiechnął się dumny z siebie. Na szczęście, udało mu się osiągnąć swój cel i nie potrzebował już dziś niczego więcej.


Skye Murray
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
For good luck!
164 cm
Asystent Forward Interiors
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W duchu dziękowała im obojgu za muzyczną dyskusję, która była dosyć neutralnym tematem po wyjściu z biura. Potrzebowała trochę się wyłączyć po sytuacji w biurze. Nic takiego szczególnego między nimi się nie zadziało. Przynajmniej z pozoru, ponieważ w środku Skye wariowała. Analizowała gesty i słowa Dominica. Jego dłonie ogrzewające jej, a następnie zaciskające się na podłokietniku. Jego pytanie o Joshu, aby następnie zaprosić ją na spędzenie wspólnego wieczoru. Nawet, gdy wspomniał, że kąpieli jej NIE przygotuje, to jej wyobraźnia i tak uciekła w te niebezpieczne rejony. Zaczęła sobie wyobrażać kąpiel w jego apartamencie. Wspólną. Momentalnie zrobiło jej się gorąco na samą myśl, ale jednocześnie zbeształa się za takie wyobrażenia. Były one nie na miejscu. Bardzo, bardzo nie na miejscu. Dlatego dyskusja o sztuce była bezpieczna. Skye nawet puszczała mu niektóre piosenki, co akurat nie było niczym nowym, bo nie raz jak Dominic ją podrzucał do domu po pracy, to ona zarządzała playlistą. Tłumaczyła mu wtedy, że to jest jej forma odwdzięczenia się za podwózkę.
- Dziękuję- powiedziała podając mu rękę, gdy wysiadała z samochodu. Zawsze jej się podobało to zachowanie mężczyzny. Milo było poczuć się wyjątkowo nawet w tak drobnym aspekcie. Tym bardziej, gdy uśmiechał się do niej z tymi iskierkami w oczach, które wytwarzały wokół niego niesamowitą aurę - mieszaninę tajemniczości, zadziorności, nonszalancji, ale i szacunku. Czasami miała wrażenie, że potrafi go rozszyfrować, a czasami był dla niej ogromną zagadką. Dlatego odwróciła wzrok i zaczęła się rozglądać owijając się szalikiem i zakładając rękawiczki. - Nie wątpię, że jedzenie jest przepyszne, ale obawiam się, że tyłek może mi zamarznąć, jeżeli postanowimy zjeść na jednej z ławek- zaśmiała się idąc z nim, by zamówić jedzenie. Skoro tutaj są najlepsze panzerotti, to zdecydowała się na nie, ale na wersję z pomidorami i mozarellą. Oczywiście chciała zapłacić za siebie, bo przecież nie byli na randce, a ona była uparta i chciała być niezależna nawet w tej kwestii.
Zaśmiała się słysząc Dominica i od razu pokręciła głową. Może i pogoda była idealna, ale jej długie kozaki na długim obcasie oraz spódnica kończąca się tuż nad nimi, nie były już idealna na zabawy w śniegu. - Następnym razem jak będziesz chciał ulepić bałwana, to daj mi wcześniej znać i ubiorę się bardziej adekwatnie. Ale uważaj, bo śnieżką mogę w Ciebie rzucić- akurat pochylić się, by wziąć garść śniegu mogła bez problemu. Tak jakby wszechświat czytał jej w myślach, bo właśnie lekko się zakołysała na śliskiej powierzchni, więc skorzystała z jego propozycji mocno go łapiąc za ramię.- Wiesz, że jak teraz się przewrócę, to siłą rzeczy pociągnę Cię za sobą?- spojrzała na niego z ukosa z uśmiechem. Musiała przyznać, że nawet pomimo niskich temperatur, miło było wyrwać się z nim z biura i spacerować nawet chwilę. Obiema dłońmi się go trzymała, aby nie wywinąć orła i rozglądała się wokół z nieukrywanym zainteresowaniem, gdzie ją zabiera. Nie kojarzyła tego budynku, przynajmniej nie z tej strony. Przez jakiś czas milczała obserwując Dominica, a następnie nieznajomego. Przysłuchiwała się ich rozmowie z konsternacją, bo nie miała zielonego pojęcia co się dzieje. Spojrzała na przyjaciela, gdy przyszło mu ją przedstawić. Wyłapała jego zawahanie, które nie potrafiła rozszyfrować. Nie pasowało jej to ani trochę. Jednak zaraz na jej twarzy pojawił się przyjacielski uśmiech w kierunku do Steve’a. - Dzień dobry. Miło pana poznać- zdjęła rękawiczki, by podać mu dłoń na przywitanie.- I Dominic możesz powiedzieć wprost, kim jestem- spojrzała na niego z zadziornym uśmiechem, lecz zanim zdążył coś powiedzieć, ona już kontynuowała.- Jestem dziewczyną, która wygryzie go ze stanowiska i będę lepszym architektem niż on- powiedziała dumnie i pewnie, chociaż w jej oczach błyszczały iskierki rozbawienia. Nie uważała w rzeczywistości, że kiedykolwiek by go dogoniła zawodowo, ale była ambitna i tak.- Dziękujemy bardzo- kiwnęła lekko głową zanim ruszyli z Dominicem dalej. Zdziwiła się, gdy złapał ją za rękę, ale było w tym coś naturalnego. Poczuła ciepło rozchodzące się po jej ciele, gdy jego rozgrzana dłoń trzymała jej zimną dla kontrastu. Zamiast się rozglądać po korytarzu skupiła się właśnie na tym geście. Na tym, że nie chciała już puszczać jego dłoni. Czuła to za każdym razem, gdy tak robił. Chłód przeszył jej ciało, gdy natrafili na drzwi, więc siłą rzeczy musiała go puścić. Lecz gdy jej oczom ukazał się niesamowity widok, skupiła się teraz na tym.- Wow…- wyrwało się jej z ust, gdy zaczęła się rozglądać wokół. Nie miała jeszcze okazji pójść do palmiarni, a już tym bardziej po godzinach otwarcia, gdy panował taki spokój. - Tu jest przepięknie Dominic- jej wzrok powędrował w kierunku przyjaciela. Na twarzy miała szeroki uśmiech- pełen zaskoczenia, ale przede wszystkim wdzięczności. Pełen wdzięczności. Jej oczy aż świeciły z wrażenia i podziwu. Nie tylko w stosunku do miejsca, ale głównie wobec niego. Tego co dla niej zrobił.- Dziękuję, że mnie tu zabrałeś- powiedziała z lekkim wzruszeniem w głosie. Nie była sobie w stanie przypomnieć, kiedy ostatni raz Josh zrobił dla niej coś takiego. Był cudownym mężczyzną, ale fatalnym romantykiem. W ostatnim czasie nawet fatalnym partnerem.- Tutaj zdecydowanie ciężko o odmrożenie tyłka- zażartowała śmiejąc się głośno i wykorzystując ten moment, by wytrzeć łzy, które zakręciły się jej w kącikach oczu. Było jej trochę głupio za swoją reakcję, więc przeszła do żartów, zanim powie coś, w co prawi ich oboje w zakłopotanie.
- Dobra, umieram z głodu, a jedzenie pachnie obłędnie- zdjęła szalik, czapkę , a na koniec płaszcz. Było ciepło, bardzo ciepło. Idealna temperatura na taką pogodę za oknem. Usiadła na ławce, a gdy do niej dołączył, od razu chwyciła pierwszy pierożek, aby spróbować dania. Przymknęła oczy pod wpływem rozpuszczającego się gorącego sera w jej ustach. - Muszę przyznać Ci rację, że są obłędne- powiedziała bez skrępowania z pełną szczerością w głosie, gdy zjadła pierwszego. - Daj spróbować swojego- nie czekając na jego reakcję po prostu pochyliła się do niego, by ugryźć kawałek panzerotti, które akurat trzymał w dłoni. Zawsze lubiła ten moment, gdy szli razem na lunch w pracy i próbowali swojego jedzenia. Jego było równie przepyszne co jej. Jak ona mogła siedzieć w biurze, zamiast jeść coś tak dobrego?! Gdy pochłonęła na pierwszy ogień trzy pierożki zabijając pierwotny głód, spojrzała na Dominica. - To teraz pochwal się jaki masz wynik - na dziesięć dziewczyn, ile średnio udaje Ci się poderwać po zabraniu je tutaj?- spytała z szerokim uśmiechem i wyraźnym rozbawieniem. Chociaż… jej oczy mogły zdradzać pewien niepokój. Czy to było w ogóle pytanie na miejscu? Przecież on nie chciał jej poderwać. Czy ona z kolei chciała, żeby to zrobił? Czy coś mu insynuowała? A przede wszystkim nie była pewna czy chciałaby poznać, ile kobiet zabrał tutaj wcześniej. Oczywiście w innym celu niż ją. On przecież na pewno nie uciekał myślami w te niebezpieczne rejony, co ona. Bywał czuły w stosunku do niej i tak jak dzisiaj - nawet romantyczny, ale wiedział, że nawet gdyby była singielką, to ją nie interesują przygody na jedną noc tak jak jego. Byli tutaj tylko jako przyjaciele bez żadnych oczekiwań na więcej - to sobie Skye cały czas powtarzała w głowie, gdy wpatrywała się w oczy Dominica z tą wdzięcznością i ciekawością.


Dominic Reyes
ODPOWIEDZ

Wróć do „Allan Gardens”