
Mniej-więcej połowa tego globu stanowi dla niego problem i miał naprawdę wiele czasu na przemyślenie tego i dojście do takich wniosków. Wszystkie po kolei - począwszy od matki, przez siostrę, macochę czy babkę stanowią dla niego źródło problemu. Chociaż ta ostatnia stała się problemem chyba tylko i wyłącznie dla zasady.
Matka, jakaś zakochana gówniara, której brzuch urósł szybciej niż mózg. Przynajmniej tak lubi o niej myśleć, chociaż wiele wskazuje na to, że nie była jednak gówniarą, a dorosłą kobietą, która postanowiła spakować swoje życie w torbę podróżną i zostawić niezbyt ogarniętego mężczyznę z ich jedynym dzieckiem. Do tego momentu wszystko wydawało układać się fajnie - były klocki, zabawkowe samochodziki i mata podłogowa z nadrukowaną na niej drogą. Było dobrze, nawet jeśli samochody często lądowały w ścianie, a ulubionym scenariuszem zabawy była katastrofa lądowa.
Później katastrofa zdarzyła się naprawdę. Miała długie nogi, ciemne, opadające kaskadami na ramiona włosy i jakąś zasmarkaną gówniarę z dwoma kitkami na ręku. Mogły przyjść tylko na obiad, a one, jakby na złość całemu światu i samemu Princetonowi postanowiły zostać nie tylko na obiad i kolację, ale na wszystkie kolejne obiady i kolacje, które jadano w tej rodzinie. Gdyby jeszcze te obiady składały się z czegoś innego, niż ryż i warzywa. Chyba trochę łatwiej byłoby dzielić się mięsem, niż tą podłą miską ryżu właśnie.
Prince nigdy nie mógł odmówić kobiecie starań, podobnie jak nie mógł być pewien, że będzie w stanie odnaleźć jakikolwiek rozsądek w jej głowie. Nie lubił jej. Tak jak tej zasmarkanej gówniary z pucołowatymi policzkami. Radził sobie sam. Tak, jak kilkulatek może sobie poradzić - wpadając w złe towarzystwo (które dość szybko zdominował, mimo młodego wieku) i próbując podporządkować sobie świat, którego normy i zasady wcale nie były takie chętne do naginania się wobec tak młodego chłopaka.
A później okazało się, że mimo jego starań i prób ta zasmarkana gówniara, która kitki zmienila na warkocze, zniszczyła mu życie. Albo próbowała je zniszczyć. West nigdy nie był pesymistą, jednak nie mógł myśleć o włóczącej się w nocy pod jakimś mostem gówniarze jako o czymś innym, niż próbie zniszczenia jego życia. Podobno była jego siostrą i podobno miał o nią dbać. Właśnie dlatego życie leżącego na ziemi w kałuży krwi bezdomnego wyceniono na pięć lat pozbawienia wolności, skrócone do minimalnych trzech w wyniku dobrego sprawowania. Tyle zapłacił za głupi odruch i desperacką próbę ratowania dziewczyny. Przynajmniej mógł zostać w tej historii, choć raz w życiu, bohaterem, który stanął w obronie młodszej siostry przed antagonistą, jakim miał być nieznany nikomu mężczyzna, wobec którego przekroczył obronę konieczną.
Nie czuł się bohaterem.
Ukończona śpiewająco szkoła średnia i wizja studiów poszły się je- Wiecie co się stało. Zamiast tego odpowiedział za drastyczne przekroczenie obrony koniecznej. Jako osadzony nie miał łatwo. To było zderzenie z betonową ścianą innej rzeczywistości. Takiej, na którą jako osiemnastoletni chłopak, obiecujący wcześniej obywatel, nie mógł być gotowy.
Odsiadka i warunki podczas jej trwania zniszczyły go. Wydrylowały z wszelkiego człowieczeństwa, które nosił w sobie. Wypruły z empatii, dobrych chęci i rozumu. Z dnia na dzień rozsypywał się, kawałek po kawałku, niedbale zastępując trwałą niegdyś konstrukcję, nową - bardzo niestabilną, agresywną.
Niedługo po jego wyjściu, gdy rodzice uzmysłowili sobie, jak ciężko będzie żyć dalej w starym miejscu, gdzie wiadomym było, jak postrzegano ich rodzinę i jak ciężko będzie chłopakowi cokolwiek zacząć (to miło, że założyli, że będzie dalej chciał należeć do zepsutego społeczeństwa). Dlatego zadecydowano o przenosinach. Na drugi koniec świata.
Bo miało być łatwiej.
✦ Nie "chłopak, którego zniszczyło życie i którego trzeba poojojać" a zwyczajny psychopata, zdiagnozowany. Osobowość dyssocjalna.
✦ Jego kruczoczarne włosy zwykle skrywają się pod czarną, mocno wysłużoną i miejscami wystrzępioną czapką z daszkiem, którą ściąga również tylko wtedy, gdy jest to konieczne. W przeciwieństwie do Asha Ketchuma odwraca ją daszkiem do tyłu na co dzień, a w przeciwną stronę, gdy ma robotę lub ma zrobić się "nieciekawie".
✦ Kiedyś, za dzieciaka, jeszcze zanim wszystko się posypało, uczęszczał na przeróżne sztuki walki. Pobyt w więzieniu udowodnił mu, że żadna z powyższych nie oddaje tego, jak wygląda prawdziwa, uliczna potyczka. Przez pięć lat, dzięki własnym, narastającym zapędom do wszczynania bójek, nauczył się jak faktycznie walczyć. I jak wmanipulowywać klawisza, że to nie on rozpoczął burdę. Nauczył się zakładać maski, być tą osobą, która w danej sytuacji najwięcej osiągnie. Potrafi być słodkim chłopcem, kiedy czegoś chce lub próbuje się wyłgać z problemów.
✦ Często można go przyłapać, tym bardziej gdy jest poddenerwowany, na obracaniu składanego noża taktycznego między palcami. Jest w tym na tyle sprawny, że gdyby była z tego dyscyplina olimpijska, zdecydowanie byłby złotym medalistą. Liczne blizny i świeższe zacięcia na jego dłoniach dowodzą, że nie zawsze układ idzie gładko. Potrafi bez patrzenia podrzucić ostrze i schwycić je. Równie dobrze radzi sobie z rzucaniem nożem do celu, co praktykuje w wolnej chwili.
✦ Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie człowieka bardzo spokojnego, który raczej nie angażuje się niepytany. Prawdą jest jednak, że Westa najprostsza rzecz potrafi wyprowadzić z równowagi i pchnąć do rękoczynów. Nie da się zliczyć bójek, które wszczął tylko i wyłącznie z powodu krzywego spojrzenia czy komentarza, który mu się nie spodobał. Bardzo trudno jest mu zapanować nad intensywnymi emocjami i większość z nich, poza gniewem, tłamsi właśnie pod wściekłością.
✦ Napoje energetyczne są jego słabością. Jest też zdania, że nie działają na niego, jak powinny, bo nie pobudzają go. Pije je dla samego smaku.
✦ Fan ostrych perfum, zarówno u siebie, jak i u innych. Delikatne, słodkie zapachy go odstręczają. Od mocnych, cukierkowych aromatów robi mu się niedobrze.
✦ Zna się na motocyklach i samochodach również jeśli chodzi o ich naprawę, podrasowywanie. Zarabia za robotę po znajomości. Jest w posiadaniu nie tak nowego, ale zdecydowanie podciągniętego w osiągach, czarnego motocykla z nadwoziem typu sportowego. To, co dla poprzedniego właściciela nadawało się już tylko na szrot, on doprowadził do wcześniejszej świetności.
✦ Łyżwy, narty, rolki, wrotki, snowboard i wszystko inne, co oddziela w nienaturalny sposób jego stopę od podłoża go zabije. Ze zwykłą podeszwą w butach sobie radzi, ale wszystko to, na czym jest uprawiany sport wszelkiego typu to... nie jest jego konik. Raz w życiu, i to na randce, zgodził się by dać dziewczynie możliwość nauczenia go jazdy na łyżwach. Skończyło się to złamaną szczęką po tym, jak rozpędzony postanowił przytulić się twarzą z bandą ochronną. Od tego czasu wszystkiego, co nie pozwala mu się stabilnie poruszać po podłożu, po prostu unika.
✦ Gryzmoli przebrzydle, nie mówiąc już o tym, że talentu do rysunku nie ma żadnego. Jego zdolności plastyczne kończą się na narysowaniu patyczaka, którego potem przedstawia, jakoby miałby to być pies. Tak, pies a nie ludzik.
✦ Student z niego żaden. Nauki podjął się tylko dlatego, że jednego dnia poczuł się winien coś rodzinie za próbę pomocy i wywiezienie na drugi koniec świata. Szybko to poczucie zniknęło, a na zajęciach jest mało widoczny.