-
Melanie chodź silna z zewnątrz, krucha w środku. Waleczna prawniczka, cicha romantyczka, czekająca aż miłość zapuka do jej drzwi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Tak czy inaczej jeśli nie wyszło jej u szczytu „góry” to drążyła te mniejsze tunele, zostawiała całkiem przypadkiem swoje wizytówki czy szanowała ludzi, którzy tutaj pracowali. Tak trafiały jej się drobne rozwody, ktoś przejechał pod wpływem kilkanaście metrów, a ktoś jeszcze inny obawiał się ataku na siebie ze względu na zdobyte wiadomości czy bycie wścibskim reporterem. Od tak krążyła więc i miała kilka osób w tym budynku, którym to świadczyła usługi.
Dzisiaj także los poprowadził ją do budynku CBC, powitała ochroniarza który po małej dobrze klejącej się bajerce wpuścił ją na salony. To nie było jej miejsce rzecz jasna, ale ona nie zważała na to i za każdym razem miała dobrą mocną prawniczą gadkę. Szukała kogoś to chyba proste? Szukała swojego klienta, którym już jakiś czas temu został Shepherd. Poznali się całkiem przypadkiem gdy Campbell umawiała się za pewnie z którymś kamerzystą tej stacji, a to upoważniło do wzięcia udziału w bankiecie stacji czy innej uroczystości. Ten związek szybko jej minął ale znajomości, które dzięki temu uzyskała dawały jej pewne możliwości. Dzisiaj jednak nie o tym.
Pytając kogoś przelotem, w końcu dotarła do faceta, starając się przygotować go na tą dosyć trudną rozmowę. Nie chciała psuć mu humoru aferą z jego byłą, ani też nie chciała rozmawiać o tym przez telefon. Pismo, które dostała jako jego adwokat trzymała w garści, chcąc go z tym za chwilę zapoznać.
- Hej Max… – rzuciła na przywitanie, starając się delikatnie i przepraszającą uśmiechnąć. Nie chciała go odciągać od obowiązków ale sytuacja była nagła i lepiej było działać szybko zawczasu i własnego spokoju. - Niestety mam pewne pismo dla Ciebie, zgaduje że nie będziesz zachwycony. Wygląda to na przesyłkę prosto z Ameryki od Twojej byłej. Myślę, że wciąż ma do Ciebie niewyjaśniony… biznes? - nie chciała być wścibska i ingerować w życie swoich klientów jednak czasami sytuacja sama wymagała aby poznała pewne sekrety, pewne brudy. Tutaj jednak chodziło o głupotkę, o jakiś dziwny zapis który nagle ubzdurał się kobiecie, jakby mało jej było pieniędzy faceta…
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Pierwotnie najął Melanie z polecenia kogoś ze studia. Nie zamierzał narobić sobie takich kłopotów w Kanadzie, jakie miał w Stanach, ale lepiej było dmuchać na zimne. Do tej pory nie mieli zbyt wielu okazji by lepiej się poznać i to chyba dobrze o nich świadczyło. To jednak powodowało również, że nie wiedział na jak duże zaangażowanie mógł liczyć z jej strony oraz czy w ogóle jest dobra w to, co robi. Do tej pory miał do dyspozycji kilku prawników w średnim wieku z dekadami doświadczenia. Jednak to nie znaczyło, że nie był w stanie dać szansy komuś nieco mniej doświadczonemu. Mogła okazać się prawdziwym rekinem.
Gdy Campbell pojawiła się na planie szybko wyłowił ją z tłumu kiwając jedynie głową żeby zeszli lekko na bok, za jeden z wieszaków z ubraniami.
- Hej, pewnie nie przychodzisz z umową premiową od studia. - zażartował sobie od samego początku.
Jego mina szybko jednak zrzedła kiedy wspomniała dlaczego się tutaj pojawiła. Sprawy z jego byłą żoną to ostatnie, z czym chciał się teraz borykać. Tym bardziej kiedy w końcu zaczynał nowy rozdział z kimś innym. Ten temat powinien był już dawno być zamknięty, więc czego mogła się jeszcze od niego domagać? I tak zarobiła miliony na ich rozwodzie. O wiele więcej niż sama wniosła do tej relacji.
- Nie wydaje mi się byśmy mieli mieć jeszcze jakiś biznes - zaakcentował to ostatnie słowo dość wyraźnie odbierając od niej przesyłkę.
Otworzył kopertę, wysunął papiery i rozpoczął szybką lekturę tego całego prawniczego bełkotu, którego już niestety zdążył się już trochę nauczyć przez swoje życiowe perypetie.
- Jeśli dobrze to rozumiem chodzi jej o jakieś zegarki, których podobno nie wpisałem do papierów rozwodowych? - przekazał Melanie papiery by sama się z tym zapoznała - Zgrabnie zupełnie zapomniała o tym, że były prezentami od sponsorów i nie wszystkie tak naprawdę były moje. Nawet ich nie pamiętam. Mogą otwierać jeszcze raz sprawy o takie pierdoły, skoro podpisaliśmy już wszystkie papiery rozwodowe i zatwierdziliśmy kto, co dostaje? - spojrzał na kobietę absolutnie zmęczonym wzrokiem na samą myśl o tym, że może przyjdzie im otwierać ponownie tę puszkę pandory.
Melanie Campbell
-
Melanie chodź silna z zewnątrz, krucha w środku. Waleczna prawniczka, cicha romantyczka, czekająca aż miłość zapuka do jej drzwi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Doceniała zachowanie faceta, to jak ułożony był i jak zamknął swoje sprawy w Stanach. To nie było pewnie dla niego łatwe, oderwać się od tamtego życia i historii. Chciała chętnie posłuchać kiedyś jego anegdot na temat pracy przy produkcjach w Hollywood, coś śmiesznego na temat aktora z którym przyszło mu pracować, najlepiej jakiegoś znanego. Tutaj jednak nie miała czasu na śmieszki, nie chciała także ingerować zbytnio w jego pracę czy całego zespołu. Prywatność i dyskrecja była dla niej równie mocno ważna co zadowolenie klienta z podejmowanych kroków. Rozsławienie swojego nazwiska i oferty to jedno, ale pomoc ludzka drugiemu? To już znacznie większa wygrana dla jej ego.
- Chciałabym! Uwierz! Może kiedyś.. - rzuciła z dosyć szerokim uśmiechem, zaraz jednak kierując się za nim na bok, na tak możliwą prywatę na jaką mogli teraz liczyć na za pewnie hali produkcji CBC i programów, które nadawali czy inne tam cuda. Ciekawiło ją to, nie ukrywajmy - znała się na kamerach za te tysiące jakich wokół było dużo po prostu. Może gdyby nie prawo, sama zostałaby aktorką albo dziennikarką od... pogody? Kto wie!
Pokiwała głową na jego słowa ale zamilkła i powstrzymała się od komentarzu. Już ona znała wszelkie zagrywki żon czy mężów, swoje przerobiła w tej branży i tutaj nic nie było nigdy zamknięte na amen.
Poczekała aż przeczyta cały dokument, ona swoje już tam trzy grosze znała, zresztą widząc znaczek kancelarii na kopercie sama zdążyła co nieco zainterweniować i dopytać jako prawny przedstawiciel Shepherda. Gdy jej oddał papier zajrzała do niego już tylko dla upewnienia się, że nie została wprowadzona w żadną gafę.
- Wiem, że to może głupota ale wolałam od razu z tym przyjść do Ciebie. Nie wiedziałam czy zastanę Cię w domu czy tuta ale czasami uwolnienie się z sądu dobrze mi robi. - skróciła i pokiwała głową, że faktycznie pora przejść do sedna, czyli do szczegółów o które mógłby się martwić niepotrzebnie.
- W świetle prawa gówno Ci może zrobić skoro są to prezenty, a sama nie ma podłoża ani rachunków aby Ci udowodnić zakup. Sama wchodzi na mieliznę takim zagraniem próbując zgrywać biedną żonę. System u nas delikatnie różni się od tego w Stanach. Postaram się jednak zrobić tak abyś nie musiał tam lecieć cokolwiek wyjaśniać. Siłą rzeczy możemy też zarzucić ją tym samym pismem jeśli masz informacje o na przykład jej biżuterii. Oko za oko może sprawić, że się sama z tego wycofa. Tak czy inaczej uważam, że załatwię to bez problemu. - pewność siebie w głosie miała dobitnie wskazywać na to jakim prawnikiem jest Mel, jak mocna się czuje w tym co robi i jakie ma zdanie w tym konkretnym przypadku. U niej szansa na porażkę nigdy nie przekraczała chociażby 1%.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Co nie znaczyło, że pozostawał całkowicie ślepy na to jak wyglądała jego obecna pani prawnik. Jest naprawdę atrakcyjną kobietą, jednak po prostu nie dla niego. Z powodów wymienionych powyżej, jak i tego, że Shepherd teraz interesował się tylko jedną dziewczyną w swoim otoczeniu i zamierzał być temu kompletnie wierny. Bronte jest jego numerem jeden i dopóki ta sprawa definitywnie się nie zamknie nie chciał popełniać błędów przeszłości. Dlatego tak bardzo jak atrakcyjna była Melanie, tak musieli pozostać na stopie czysto służbowej. Co nie znaczyło, że czasami się z nią nie podroczy. Taki już miał charakter.
- Chyba nie będziesz zła, jeśli nie będę wstrzymywał oddechu. - uśmiechnął się do niej rozbawiony odciągając ją na bok.
To nie była bynajmniej żadna uszczypliwość w jej stronę. Nie wierzył w to, że w najbliższym czasie ktoś ze studia postanowi mu dać podwyżkę. Nie dlatego, że nie miał wyników, a raczej dlatego, że trudno byłoby by zarabiał jeszcze więcej. Mogli ewentualnie przerzucić go na coś procentowego od obrotu stacji, jednak na tym jakoś specjalnie mu nie zależało. W swoim życiu zarobił już cholernie dużo pieniędzy i wiedział, że te szczęściu pomagają, ale do niego nie prowadzą.
- Dobrze, dobrze zrobiłaś. Ale następnym razem możesz zadzwonić zanim wpadniesz co byś nie musiała gdzieś na mnie czekać. Nie mamy tutaj zbyt dobrego jedzenia. - spojrzał na nią porozumiewawczo, chociaż wcale nie musiała mieć świadomości jak słabe są tutaj przekąski.
Jednak może to tylko on skoro kulinariami interesuje się już poza swoimi godzinami pracy.
- No co Ty, nie mów, że nie żyjesz tą całą korporacyjną wojną i kruczkami prawnymi. A te togi... Mmmm... Mmmm... Takie seksowne! - uśmiechnął się do niej zaczepnie pozwalając sobie przesunąć wzrokiem po jej sylwetce, którą szkoda było chować pod tym całym materiałem.
Gdy rozmowa zeszła jednak na to co powinni zrobić w jego sprawie wyraźnie spochmurniał. Gdzieś tam starał się nadążyć za tym co mówiła. Doceniał to, że nie zarzucała go prawniczym żargonem i po prostu mówiła prosto z mostu co mogą zrobić. Pokiwał kilka razy głową na znak, że rozumie. Założył ręce na piersi i wziął głęboki oddech.
- Nie, dzięki... Nie zamierzam iść z nią na kolejną wojnę. - pokręcił głową wracając do niej wzrokiem - Postaraj się to załatwić tak by nie dostała nic. Jeśli będzie szansa na to, że to może trafić do sądu to zaproponuj jej jakąś ugodę. Pięćdziesiąt, sto tysięcy... Nie. Bez przesady. Nie dam jej więcej niż pięćdziesiąt. - zadecydował prostując się rezolutnie.
- Zakończmy to na tyle polubownie, na ile damy radę. Za dużo już życia na to straciłem. - westchnął spuszczając trochę pary.
Melanie Campbell
-
Melanie chodź silna z zewnątrz, krucha w środku. Waleczna prawniczka, cicha romantyczka, czekająca aż miłość zapuka do jej drzwi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Melanie potrafiła oddzielić życie osobiste od pracy, czego czasami nie potrafili robić jej klienci, szczególnie Ci którzy szukali chyba wrażeń zaraz po rozwodzie. To czasami jej schlebiało, fakt iż była atrakcyjna i wpływała w ten sposób na męską stronę był dla niej oczywisty, dodawał jej pewności siebie. Tutaj jednak wolała nie przekraczać granicy, nawet jeśli Max pewnie miał w sobie jakiś pierwiastek, plus te historie z Ameryki, pewnie było co odkrywać ale nie jej. Jasno nakreślone granice i ograniczony kontakt do sytuacji jak te był najlepszym wyjściem, bezpiecznym. Jej na konto wpływała delikatna suma, a on nie musiał poszukiwać prawnika na siłę, a przy okazji to wciąż było coś dla niej - a więc wizyty w CBC, które mogły jej przynieść jeszcze inne korzyści. Każde z nich wygrywało i było happy. Układ idealny.
Uśmiechnęła się i delikatnie stłumiła śmiech, który cisnął się jej na usta. Musiała jednak zgrywać poważną panią prawnik, nawet jeśli czasami klienci potrafili wymierzać jej kuksańce dla rozrywki. Tutaj pewnie było podobnie i doceniała nieco rozluźnienia z jego strony, choćby i dla niego to zawsze jakaś odskocznia od pracy czy chwila oddechu. Z tego co mogła wywnioskować był tutaj i koegzystował, ale zgadywała iż brakuje mu adrenaliny i ciekawych wątków, które mógłby rozegrać stojąc po drugiej stronie kamery.
- Spokojnie, o mnie się nie martw. Wbijając tutaj zawsze mogę znaleźć jakiś interes czy biznes do kogoś. Ewentualnie dziewczyny mi przypudrują nosek i takie tam... babskie sprawy. - stwierdziła chichocząc. Ona już pewnie i tak zaznajomiła się z tutejszym bufetem i w sumie chyba już nawet miała wyrobione o nim zdanie. Kawa była okej, a cała reszta była nieco pośmiewiskiem dla jej podniebienia, bo w sumie Campbell miała pewne standardy i nie jadała byle czego.
- Widać, że jesteś związany z kinem i telewizją. Na sali togi są już nie modne i w sumie najwięcej używa ich sędzia co najwyżej. Teraz dress code zmienił się. - no tutaj chyba rozumiał nieco aluzje, a raczej fakt który stwierdziła. Miała wrażenie, że sama togi nie miała na sobie od czasu ukończenia studiów i pamiątkowej sesji plus wszystko dalej, no czasy się zmieniały i pewnie zwykli śmiertelnicy nie mieli pojęcia co z czym i jak, dopóki sami nie zajrzeli na salę sądową.
- Jasne, rozumiem. Postaram się załatwić aby nic z Twojego portfelu nie wędrowało do niej, ale.. zawsze jest jakiś haczyk czy procent szans. Nie stresuj się tylko niepotrzebnie, załatwię to. - cóż dla mocy swoich słów ułożyła na jego ramieniu dłoń, prawie jak jakiś trener, co motywował swojego rozgrywającego. Po prostu widziała to co ludzkie, te emocje które wywoływała w nim ta kobieta i cała sprawa wokół, chciał już mieć z nią święty spokój. To proste i zrozumiałe.
- Pomijając już tą sprawę to... ciekawi mnie przy czym pracujesz. Nigdy nie zagłębiałam się w to wszystko ale nie ukrywam. Miałam kiedyś myśl aby zostać pogodynką. Myślisz, że bym się nadawała? - dla rozluźnienia rozmowy i odbicia od ciężkich tematów, zaczepiła go o pracę i całe tutaj przedsięwzięcie, chaos wokół nich. Skoro już tutaj była i widziała cały team pracujący, ludzi ze słuchawkami i drogimi kamerami to... sama czuła się chociaż trochę jak jakaś gwiazda.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Nie był tego typu osobą, która wszystkim patrzyła na ręce. Miał naprawdę wiele lepszych rzeczy do roboty niż micro management. W swoją pracę zawsze wkładał całe serce oraz zaangażowanie, aczkolwiek nie wymagał tego również od innych. Jeśli chcieli robić coś na pół gwizdka, takie było ich prawo. Tak długo jak nie wpływało to na jego własne zobowiązania dawał wszystkim naprawdę wolną rękę do wykonywania swoich obowiązków. Jeśli Melanie potrafiła znaleźć w swoim grafiku chwilę na odwiedziny klienta, a przy okazji załatwi sobie jeszcze makijaż za darmo? Max to doceniał. Lubił osoby, u których dużo się działo i potrafiły sobie poradzić. Znaleźć coś dobrego w średniej sytuacji. W jego oczach to zdecydowana zaleta.
- Co mogę Ci powiedzieć... Nie produkuję seriali, a moje filmy związane były raczej z bójkami, pościgami i wybuchami. - wzruszył jedynie ramionami rozkładając ręce - W Stanach jeszcze czasami się je nosiło, ale to też było już kilka lat temu. Lepiej dla was. Po co chować takie ciało pod togą. - puścił jej oczko oszczędzając sobie już oblecenie wzrokiem jej sylwetki, ufał, że doskonale wiedziała o co mu chodziło.
Wyglądała raczej na świadomą swojej urody kobietę, więc nie było co wokół tego faktu chodzić na palcach udając, że tak nie jest. Wygląd bardzo często był przydatny. Nie tylko w telewizji. Atrakcyjni ludzie mając najczęściej po prostu łatwiej. Jeśli dostało się już tak dobre geny trzeba było je wykorzystać. Max zdawał sobie sprawę, że nie tylko geny utrzymywały ją w takiej formie, więc nie zaszkodziło dać jej znać, że wszystko, co robi zostało zauważone.
- W porządku, mam jakieś tam wolne fundusze na takie wypadki. Wiesz, co robisz. Ufam Ci. - machnął jedynie dłonią zbywając już trochę temat ze swoją byłą żoną.
W końcu właśnie za to jej płacił. By nie musieć się denerwować kolejnymi roszczeniami, czy spotkaniami. Ustalili budżet, jaki jest w stanie przeznaczyć na zamknięcie tej sprawy. Im mniej go użyje, tym lepiej. W jego przypadku ludzie dostawali zazwyczaj dość dużą dozę zaufania i musieli sobie zapracować by to zaufanie stracić. Więc nie skreślał jej w żaden sposób. Rzeczywiście wierzył w jej umiejętności i oddawał to całkowicie w jej ręce.
- Pogodynką..? - zastanowił się chwilę tym razem już przyglądając się jej sylwetce robiąc krok do tyłu i dość oceniająco obcinając ją wzrokiem - Nikomu nie uwłaczając, ale nie jest to bardzo rozwojowa praca, więc tak, nadawałabyś się. To kwestia odpowiedniej dykcji, nauczenia się działania na green screenie i tak... Dobrego wyglądu. - uśmiechnął się wzruszając ramionami.
- Jeśli chodzi o to, co ja robię jako producent to tak w skrócie ogarniam to przedszkole. Dopilnowuję by na wszystko był budżet, wszyscy dostali wypłatę, sprzęt działał, ludzie byli na swoich miejscach. Czytam scenariusze na nowe programy. Telewizja nie jest zła, ale szczerze wolałem pracę na planie filmów. Zwłaszcza jako aktor. Wtedy było znacznie mniej do ogarniania. - zaśmiał się cicho nieco nostalgicznie zerkając na plan - A Ty? Prawnik to twój pierwszy wybór? - wrócił do niej wzrokiem otrząsając się z tego nostalgicznego nastroju.
Melanie Campbell