
Szczerze - kochał to miejsce, mimo że nie należało do najbezpieczniejszych na świecie, bo miały tam miejsce brutalne przestępstwa: kradzieże, pobicia, handel narkotykami czy nawet morderstwa, ale nie było to raczej w większej ilości, niż w innych miejscach na świecie czy nawet w samym Meksyku. I mimo to, mimo że nie był jedyną osobą, która w pewnym momencie wkręciła się w handel narkotykami, to dość szybko wylądował za to w pace. Spędził w więzieniu pięć lat w latach 2015-2020. Nie wspomina zbyt dobrze tego pobytu, momentami było mu naprawdę ciężko, zwłaszcza że należał zawsze do raczej szczupłych osób, gigantem wzrostu też nie był, a w więzieniu mówili, że ma ładną buźkę (i nie tylko buźkę, nie oszukujmy się); całe szczęście, że był tam jeden strażnik, który go lubił i z którym mógł prowadzić dyskursy na temat literatury i sztuki, więc ten - gdy tylko akurat się nawinął na jakąś zagrażającą Salvadorowi sytuację - chronił go jak mógł. Nie zawsze jednak nawinął się w porę i Salva, gdy opuścił więzienie, nie był już do końca tym samym człowiekiem, co przed odsiadką. Więzienie zostawia w człowieku ślady - niewidoczne, bardziej jak wyblakłe blizny na duszy, których Menendez ma całkiem sporo.
Jeżeli wasze matki przestrzegają was przed tymi niedobrymi chłopcami, którzy tylko przylecą, narobią nadziei i zostawią z brzuchem, to mają na myśli między innymi kogoś takiego jak Salvador, a w każdym razie kogoś kto pasowałby do opisu tego jak Salva się ubiera, jak się zachowuje i jak wygląda. Patrzysz na niego i widzisz dość wysokiego, szczupłego faceta, ubranego w przylegające do ciała spodnie i ciemne koszule z guzikami rozpiętymi od góry, obwieszonego biżuterią, z okularami przeciwsłonecznymi na nosie, sarkastycznym uśmieszkiem na twarzy i w dodatku opartego nonszalancko o ścianę, z jedną nogą zgiętą w kolanie i z biodrami wypchniętymi kusząco do przodu.
Salva, gdy opuścił więzienie, nie chciał już mieszkać na terenie swojego kraju ojczystego - po części też przez uraz do swojej rodziny, która częściowo się od niego odcięła, za wyjątkiem matki i babci - i podróżował trochę po świecie, głównie przebywając w Hiszpanii, we Włoszech i w Stanach Zjednoczonych. W Toronto pojawił się około trzech lat temu. Od wyjścia Salvadora z więzienia minęło około pięciu lat, a Salvador od tego czasu może nie jest aniołkiem, bo wracał też ze dwa razy do substancji psychoaktywnych, ale koniec końców stara się trzymać tej jasnej ścieżki. Chodzi na spotkania anonimowych narkomanów, utrzymuje regularny kontakt ze swoim sponsorem i ma legalną (w sumie...) pracę.