ODPOWIEDZ
36 y/o
CHRISTMASSY
183 cm
ratuję życie nie tylko w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
He has been burned before.
Now he keeps his hands just far enough away to feel the warmth without the pain.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

# 014
W mieszkaniu w Greektown bywał wielokrotnie, przez pewien czas nawet nazywał go własnym. Wszystko zmieniło się, kiedy wrócił na stałe do Toronto i pomieszkiwanie u Danielle przestało stanowić wygodne, tymczasowe rozwiązanie. Przez moment rozważał nawet, czy nie wprowadzić się gdzieś w okolicy, gdzie miałby bliżej do pracy w Downtown, ale niechęć do ponownej przeprowadzki okazała się silniejsza. W ten oto sposób utknął w zdecydowanie za dużym dla siebie domu, za to w malowniczej dzielnicy, dającej wiele możliwości pod kątem spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu. Wieczorne bieganie było o wiele przyjemniejsze wzdłuż linii jeziora Ontario, niż skąpanymi w spalinach uliczkami.
Tymi zaś krążył przez moment w poszukiwaniu miejsca do parkowania. Wyskoczył z brudnozielonego subaru i wyjął z bagażnika torbę z zakupami. Skinął głową sąsiadce, która ewidentnie znała go bardziej, niż on ją, mając przeciętną pamięć do twarzy oraz imion. Wymigał się od pogaduszek, zasłaniając pośpiechem i wdrapał po schodach odpowiedniej klatki. Zatrzymał się przed drzwiami, odruchowo sięgając do kieszeni po klucz. Westchnął cicho i pokręcił krótko głową, orientując się, że przecież oddał go Danielle, kiedy z żony oficjalnie stała się byłą. Choć obrączki nie nosił już od dłuższego czasu — przez pewien moment już tylko z dziwacznego przyzwyczajenia — a sama fotografka nie stanowiła jego partnerki w romantycznym tego słowa znaczeniu, stale przyłapywał się na tym, by nie mianować jej w ten przestarzały sposób. Mało kto go o to pytał. W pracy nie poruszał prywatnych tematów, rodzina została już dawno doinformowana przez szanowną rodzicielkę, a nowi znajomi… No właśnie, czyli kto? Płytkie, pozbawione emocjonalnej głębi relacje nie wymagały zwierzania się. Nawet z Jamie, która w ciągu dwóch miesięcy stała się dlań kimś zdecydowanie bliższym, niż baristką ulubionej kawiarni, nie rozmawiał o tym, co go prawdziwie poruszało. Z Marą dopiero odgrzebywali swoją znajomość, przy Iris bał się kolejnego palenia mostu, więc Danielle pozostawała jedyną osobą, przy której otwierał się bez skrępowania. Na przestrzeni lat wtajemniczył ją w wiele z aspektów swego życia, bez poczucia winy, czy oceny opowiadając o tym, co go trapi i uszczęśliwia, czyniąc zeń prawdziwą powierniczkę. Czy i dziś znajdzie się moment na zwierzenia?
Zapomniałem, jak trudno w okolicy o parkowanie. Trzeba było wziąć ubera — przywitał ją uściskiem i wręczył torbę z zakupami. — Mam wszystko, czego chciałaś. Nie wiem, czy sos sojowy jasny i ciemny się czymkolwiek różnią, więc wziąłem oba — wyznał szczerze, rozbierając się z ciężkich butów oraz płaszcza. — Dobrze cię widzieć — uśmiechnął się, a radość sięgnęła jasnych oczu.

Danielle Graham
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
space cadet
35 y/o
For good luck!
175 cm
fotograf Elle Magazine Canada
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mieszkanie Danielle było jej małym azylem odkąd tylko dostała do niego klucze. I chociaż nie była projektantką wnętrz to jednak każdy możliwy kąt ustawiła jak tylko jej się podobało sprawiając, że mieszkanie na Greektown było małym odzwierciedleniem ukochanej Tajlandii. Wszędzie gdzie tylko się dało były poustawianie zdjęcia widoków które sama robiła będąc jeszcze w rodzinnym kraju. A to biała świątynia w Chang Rai, zachody słońca na plażach w prowincji Phuket czy sam Bangkok o każdej porze dnia i nocy.
Jej małżeństwo może i było ustawiane by zarówno ona jak i Michael mogli sobie spokojnie żyć. Ona nie musiała się martwić, że ją z kraju wywalą. On miał z głowy upierdliwą rodzinę. Jednak Danielle nie spodziewała się tego, że Mike stał się jej najbliższym przyjacielem. Osobą, z która po prostu po ludzku mogła pogadać o tym co jej leży na serduchu. Przez jakiś czas dziwnie było jej z faktem, ze nie musiała już udawać i nosić obrączki, a on nie wparowywał jej do mieszkania z buta oznajmiając, że wrócił na chwilę. Jasne mógł tak czy siak wpadać z wizytą, bo przecież to nie tak, ze spalili wszelkie mosty i teraz się do siebie nie odzywają. Dani nadal uważa go za ważną osobę w swoim życiu i to się chyba nigdy nie zmieni, więc wręcz wyczekiwała aż jej były małżonek zaszczyci ją swoją obecnością. Nawet wysłała mu krótką listę zakupów bo gotowała dla nich Pad Kra Pao Moo czyli mielona wieprzowina z chili, bazylią, cebulą i czosnkiem no i oczywiście ryż do tego, którego o dziwo jej zabrakło w domu. Po przyjeździe z krótkiego urlopu rzuciła się w wir pracy. Za dużo się działo w jej głowie by myślała jeszcze dodatkowo o zakupach. Jak nigdy zamiast sobie gotować zamawiała coś na wynos zagrzebując się w pracy, bo to sprawiało, że trochę zapominała o świecie.
-Mam Ci następnym razem przypomnieć? - zrobiłaby to jeśli miałby wpaść kolejny raz z wizytą. -Różnią, ale mi to akurat bez różnicy który byś wziął. Teraz to nie będę musiała go kupować przez dłuższy czas- zaśmiała się krótko odbierając torbę i czekając grzecznie aż się chociaż rozbierze zanim sama zniknie w kuchni. -Ciebie również. Mam wrażenie, że minęło w cholerę czasu - uśmiechnęła się szeroko i nawet nie kazała mu się rozgościć. Wiedział gdzie co jest i wiedział, że jest tu zawsze mile widziany. -Kawę masz na stoliku w salonie jak coś. Dopiero niedawno zrobiłam - rzuciła informacyjnie znikając w kuchni. Lubiła gotować, a jeszcze jeśli miała gości to tym bardziej. Dodała resztę składników, zmniejszyła moc palinka, wstawiła ten nieszczęsny ryż (płucząc go wcześniej oczywiście!) i wróciła do salonu ze swoim kubkiem kawy. -Czyżbyś aż tak się za mną stęsknił, że postanowiłeś wpaść z wizytą? - zamachała śmiesznie brwiami.

Michael Graham
ODPOWIEDZ

Wróć do „#17”