ODPOWIEDZ
29 y/o
Welkom in Canada
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak zwykle musiała wszystko zepsuć. Musiała popełnić b ł ą d, za sprawą którego znów rozpadło się coś, na czym tak mocno jej zależało. Coś, co miało stać się jej przyszłością. A popsuła to tylko dlatego, że nie potrafiła trzymać nóg złączonych.
Już po nocy spędzonej z Tracy’m wiedziała, że nie powinna była tego robić. Nie mogła tak po prostu wpadać na niego i za każdym razem dopuszczać go do siebie, bo nie była to jedna z tych relacji, które w jakikolwiek sposób mogłyby się rozwinąć. Łączyły ich wyłącznie kwestie zawodowe, a także to, że naprawdę dobrze się ze sobą dogadywali, ale to tyle. On nie szukał niczego na poważnie, a ona też nie uważała, że cokolwiek mogłaby z nim stworzyć.
Dlaczego więc okazała się aż tak g ł u p i a?
Zastanawiała się nad tym już w momencie, w którym wracała do Toronto do mężczyzny, któremu naprawdę na niej zależało. Do kogoś, kto akceptował całe to jej szaleństwo i najwyraźniej był też skłonny porwać się na to razem z nią, w ten sposób psując jej plany przyznania się do winy. Bo owszem, początkowo Debbie przystąpiła do rachunku sumienia i miała też zdecydować się na spowiedź, ale stchórzyła. Nie powiedziała mu prawdy, zamiast tego udając, że podczas tamtego wyjazdu do niczego złego nie doszło, a ona wcale nie czuła się ź l e.
Zresztą zapomniała o tym, kiedy zasugerował, że powinna się do niego wprowadzić.
Zrobiła to w okamgnieniu, bez cienia zawahania porzucając jedyne pewne mieszkanie, które od niedawna miała. Nie uważała tego jednak za złe posunięcie, bo w końcu miała przy swoim boku kogoś, z kim miała realną szansę na doczekanie swojego szczęśliwego zakończenia. Oczyma wyobraźni widziała ich wspólną przyszłość i przez kilka dni wszystko było i d e a l n e. Tyle tylko, że Debbie i to w końcu zdołała zrujnować.
Nim się obejrzała, usłyszała od swojego chłopaka byłego, że powinna się wynosić. Nie zdołała jeszcze rozpakować wszystkich rzeczy, a on już postawił na niej kreskę, a ona… No, tym razem nawet wcale się temu nie dziwiła. Posłusznie wrzuciła nieco najważniejszych rzeczy do niewielkiej torby, po całą resztę mając zamiar wrócić w nieco dogodniejszych okolicznościach, a później pozwoliła, by zatrzasnął za nią drzwi.
Kiedy te zamknęły się z hukiem, na szybko przekalkulowała, że nie ma gdzie pójść. Doszła więc do wniosku, że rozwiązania powinna poszukać tam, gdzie zaczął się jej problem, dlatego zdecydowała się pokierować taksówkę pod dom Tracy’ego. Nie mając pojęcia czy w ogóle go zastanie, pomaszerowała prosto pod jego drzwi, a tam kilka razy, może trochę natarczywie, nacisnęła dzwonek. — Musisz przez kilka dni mnie przenocować — oznajmiła bez ceregieli, gdy znalazł się naprzeciw niej. To, w jakiej znalazła się sytuacji, było częściowo jego winą.

Tracy Raynott
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
ODPOWIEDZ

Wróć do „#24”