ODPOWIEDZ
25 y/o
Welkom in Canada
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak powszechnie wiadomo – najlepsze pomysły miewało się zwykle tak mniej więcej w okolicach trzeciej nad ranem. Najlepiej w momencie, kiedy nie zdążyło się jeszcze do końca wytrzeźwieć – albo nawet na dobre nie zaczęło się jeszcze tego procesu… – i kiedy w drodze do domu doznawało się nagłego olśnienia.
Tym razem olśnienie musiało być dość silne, by bez większego zastanowienia zawrócić w miejscu i odpuścić sobie cały ten powrót. Zdecydowanie lepiej było od razu skierować się prostu do jednej z tych wcale nie tak licznych osób, które nawet nie powinny dziwić się odwiedzinami o jakiejś nieludzkiej porze. Bo nawet jeśli podróż na przedmieścia Toronto wymagała nieco więcej zachodu i czasu, to wciąż ledwie zaczynało świtać, kiedy wreszcie znalazł się przed domem przyjaciółki. Przynajmniej jednak wciąż miał dość rozsądku, żeby nie dobijać się do drzwi wejściowych – widocznie zdążył w porę uznać, że żadne z jej rodziców raczej nie zareagowałoby zbyt entuzjastycznie, gdyby nawet wyjaśnił im powód tak wczesnych odwiedzin. Niezależnie od tego, jak bardzo miałby być przy tym przekonujący.
Niestety, rozsądku nie starczyło już na tyle, by nie podejść do okna jej sypialni, schylając się po drodze po kilka niewielkich kamyków. Pierwszy oczywiście nie trafił, odbijając się od ściany poniżej parapetu. Zdecydowanie za mało, żeby móc się jakkolwiek zniechęcić. Zamachnął się raz jeszcze, drugim kamykiem dorzucając przynajmniej w sam parapet. I chociaż przez moment chyba nawet przeszło mu przez myśl, że w zasadzie nie miał absolutnie żadnej pewności, że z jakiegoś powodu nie pomylił mimo wszystko okien i nie dobijał się właśnie do niewłaściwego… całkiem szybko udało mu się tę myśl odsunąć gdzieś na dalszy plan. A wyczerpawszy trzymaną w ręku amunicję, ponownie podniósł z ziemi kilka kolejnych kamyków, żeby powtórzyć rzucanie nimi w szybę do skutku.
Przecież nie po to fatygował się aż tutaj, żeby teraz poddać się po ledwie kilku nieudanych próbach. Zwłaszcza, że kilka z rzucanych kamyków rzeczywiście trafiło przecież w okno i na pewno kwestią czasu pozostawało, aż Cath wreszcie się obudzi i przez nie wyjrzy.
O, nie śpisz! – zauważył z szerokim uśmiechem, kiedy wreszcie jej twarz pojawiła się w tym cholernym oknie. – To super się składa. Mam zajebisty pomysł, a ty idziesz ze mną. Masz pięć minut.
Bo przecież znali się już chyba wystarczająco, by podobnie niewiele wnoszące wyjaśnienie nie powinno jej nawet w żaden sposób dziwić. A gdyby nawet… chyba i tak nie zamierzał uraczyć jej żadnym bardziej konkretnym. Niewiele wskazywało też na to, by miał jej dawać czas na ewentualne protesty i wymówki, po prostu przechodząc na przód budynku. W końcu… niby co lepszego miałaby mieć do roboty bladym świtem? I tak już przecież nie spała, a skoro tak – absolutną oczywistością było to, że wystarczyło już tylko poczekać na nią te wspomniane pięć minut. Dostatecznie wiele czasu, żeby z kieszeni wyciągnąć nieco sfatygowanego skręta i odpalić go rozsiadając się na schodkach prowadzących do drzwi frontowych.

Catherine Bennett
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
27 y/o
For good luck!
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Robiła to co większość normalnych ludzi robi tuż przed świtem. Spała. I musiała sama przyznać : było to spanie spokojne. Bez trosk, koszmarów czy zmartwień. I pewnie dalej by to robiła, gdyby nie pewne irytujące odgłosy dobiegające z zewnątrz. Z początku je ignorowała, jednak po przebudzeniu było już ciężej. Chwytając się ostatniej deski nadziei uznała, że to wyjątkowo upierdliwy ptak. Albo wiewiórka. Szop. Cokolwiek co mogła zignorować. Przykryła poduszką głowę w ostatnim rozpaczliwym odruchu. To jednak nic nie dało.
Chcąc nie chcąc zwlokła się z łóżka (chociaż bardziej pasowało określenie, że spłynęła z niego) i podreptała ociężale do okna, pocierając zwiniętą pięścią oczy.
- Nie śpię - powiedziała marzenie, powstrzymując chęć porannego mordu. Potrzebowała czegokolwiek co postawiłoby ją na nogi. Była ciekawa co sprowadza jej przyjaciela o takiej nieludzkiej godzinie, ale nie była jakoś wybitnie zaskoczona. Wiedziała już, że po Dante mogła spodziewać się niespodziewanego. I uważała to za piękne. - Dziesięć. Poczekaj na tarasie - obiecała. Skoro już i tak nie miała wrócić do spania to po prostu postanowiła zobaczyć co chłopak wymyślił. I właściwie to nie mogła się doczekać. Z drugiej strony: nie zamierzała się mocno śpieszyć tylko przez zachcianki Dana. Zdecydowanie. Mógł poczekać kilka minut dłużej. Szybko się ogarnęła i wcisnęła w pierwsze lepsze spodnie i bluzkę. Cicho, aby nie obudzić domowników, wymknęła się przez drzwi. Brakowało jej jeszcze wykładu z samego rana o tym, że wypada uprzedzić o swoim wyjściu.
- To co to za genialny pomysł i czemu mam dziwne przeczucie, że mogę tego żałować? I czemu tak rano? Nie mogło to zaczekać do jakiejś ludzkiej godziny? - zapytała podchodząc do chłopaka. Gumkę do włosów wcisnęła między zęby i złapała obiema dłońmi włosy, zbierając je w prowizoryczny i bardzo niestaranny koński ogon - nie żeby się tym przejmowała. - Wcześnie zaczynasz - dodała wskazując głową na skręt w jego dłoni.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
25 y/o
Welkom in Canada
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Absolutnie nie dostrzegał jakiejkolwiek chęci mordu, która mogłaby wybrzmieć w głosie wciąż niezbyt rozbudzonej przyjaciółki. Albo po prostu całkiem umiejętnie tę ukrytą pomiędzy głoskami groźbę ignorował – to też było całkiem możliwe. Choć przynajmniej wspaniałomyślnie nie zamierzał ani negocjować czasu, jaki Cath miałaby dostać na ogarnięcie się, ani też narzekać na nieco dłuższe oczekiwanie na nią. Tym bardziej, że aktualny, nadal dość odległy od zupełnie trzeźwego, stan całkiem skutecznie zaburzał jakiekolwiek postrzeganie upływu czasu.
Co zresztą mogłoby wyjaśniać odwiedziny o tak nieludzkiej porze…
Zobaczysz. No i że niby kiedykolwiek żałowałaś, że mnie posłuchałaś? – zapytał, momentalnie podrywając się na nogi, kiedy już dziewczyna ubrała się i wyszła z domu. Stosunkowo szybko musiał jednak zreflektować się, jak mogłaby brzmieć najbardziej oczywista odpowiedź na tak postawione pytanie, skoro niemal od razu machnął na nie ręką. – Dobra, nieważne, nie odpowiadaj. I tak wiem lepiej.
Zaciągając się skrętem ostatni raz, wyrzucił niedopałek na ziemię i zgniótł go butem. Po chwili namysłu usunął go z widoku, przekopując bardziej w stronę rabatki z kwiatami. Tyle musiało wystarczyć, nie było bowiem czasu na lepsze ukrywanie go – zajebisty pomysł czekał przecież na realizację, toteż nie zwlekając dłużej Dante chwycił Cath za nadgarstek, ciągnąc ją za sobą.
Nie zaczynam, jeszcze nie skończyłem – wyjaśnił jeszcze krótko, co w jego głowie chyba faktycznie musiało mieć jakiś sens. Bo przecież rzeczywiście – jeszcze nawet nie zdążył dotrzeć do własnego domu, pewnie więc formalnie można byłoby uznać, że ciągle jeszcze nie zakończył poprzedniego wieczoru.
Słuchaj, jest taki jeden koleś. Cole. Kyle. Jakoś tak. Nie wiem, poznałem go jakoś… pewnie parę godzin temu, mniejsza o to. W każdym razie ma maszynkę do tatuażu i za darmo może coś wydziarać – zaczął po drodze dość chaotyczne, za to nad wyraz entuzjastyczne wyjaśnienia. – No… prawie za darmo, wziął ode mnie kilka fajek, stwierdził, że tyle wystarczy. Jest szansa, że jeszcze nie śpi i że jeszcze o tym pamięta.
Na trzeźwo pewnie mogłoby to brzmieć jak coś, co absolutnie nie miało nic wspólnego z zajebistym pomysłem. Fatalnym – jak najbardziej. Chociaż równie możliwe było, że również po odespaniu niewątpliwie dość intensywnego wieczoru, Dante nadal byłby w stanie przedstawić Cath równie chaotyczny plan i nawet uśmiechać się w dokładnie ten sam sposób, patrząc na nią w oczekiwaniu na podzielenie entuzjazmu.
No więc totalnie to nie mogło czekać – dodał jeszcze, jakoś widocznie nie uwzględniając w swoim rozumowaniu tego, że może jednak tatuowanie się u gościa, który najpewniej wciąż jeszcze nie zdążył choćby zacząć trzeźwieć, nie było chyba najlepszym, na co mógłby się zdecydować…

Catherine Bennett
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
27 y/o
For good luck!
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Okazywało się, że jeśli przebywało się w domu z postrzelonym nastoletnim bratem, a za najlepszego przyjaciela miało równie postrzelonego człowieka to granica cierpliwości i chęci mordu przesuwały się zdecydowanie do góry. Oczywiście nadal tam były, ale poprzeczka była zawieszona wyjątkowo wysoko. Poranny sen był niebezpiecznie blisko tej granicy, ale widok Dana jakoś to rekompensował. Całkiem lubiła jego spontaniczność i to, że nie musiała przy nim udawać ani mieć hamulców.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem. Czy żałowała? Oczywiście. Na przykład wtedy, gdy zsunęła się z pnia drzewa co boleśnie odczuły jej gołe nogi (tak, miała po tym wciąż blizny). Albo wtedy, gdy pierwszy raz przeżywała kaca. O, albo wtedy gdy spróbowała zachwalanego kebaba, który zdecydowanie nie był pierwszej świeżości, a następnego dnia miała ważne spotkanie... Widocznie coś w wyrazie jej twarzy musiało mu to powiedzieć, bo szybko dodał resztę. Cieszyła się, że to nie ona musiała powiedzieć to na głos.
- Chciałbyś wiedzieć lepiej, mam zacząć wymieniać rzeczy, których żałuję w kolejności alfabetycznej czy chronologicznej? - zapytała zamiast tego unosząc brew do góry. I gdyby ją sprowokował to naprawdę byłaby do tego zdolna.
- Moje kwiatki! - powiedziała z udawanym wyrzutem. Sadziła je sama i traktowała jak swoje dzieci. Niektórzy mieli hopla na punkcie seriali, inni byli weebami, a ona była rośliniarą. I czasem zastanawiała się czy mniejszym złem nie byłoby, gdyby odczuwała fascynację seryjnymi mordercami. To przynajmniej mogło się okazać kiedyś przydatne. Z drugiej strony: wolała rabatkę niż pytania rodziców skąd przed domem wziął się wypalony skręt. O ile ojciec mógł podchodzić do tego luźno to po matce spodziewała się wykładu religijno-moralnego.
- Ty w ogóle spałeś? I jesteś trzeźwy? - zapytała bardziej dla formalności i upewnienia się, chociaż przeczuwała, że zna odpowiedź na to pytanie.
- Czyli znasz człowieka kilka godzin, nie wiesz jak ma na imię i czy sterylizuje narzędzia, ale za kilka fajek zgodził się na tatuaż? - nie wierzyła. Autentycznie nie wierzyła. Przecież to brzmiało jak cholernie głupi pomysł i wątpliwy pod względem bezpieczeństwa. Entuzjazm chłopaka jednak jej się udzielał i postanowiła po prostu zobaczyć dokąd ich to zaprowadzi. Zawsze mogła po prostu interweniować, gdyby zrobiło się zbyt ekstremalnie - nawet jak na Dantego. I uniosła brew, gdy usłyszała że gość był przynajmniej nawalony.
- Oczywiście, że mogło. To nawet byłoby wskazane. Dobra, pod tymi loczkami w pustej przestrzeni chyba masz plan? Jeśli tak - słucham - była w sumie ciekawa co on wykombinował. Czego jak czego, ale entuzjazmu można było mu pozazdrościć. Tak samo jak pomysłów w tej pustej łepetynie.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”