ODPOWIEDZ
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

“I do love nothing in the world so well as you—is not that strange?”

Chciała się dla niego ładnie ubrać, a on nie miał pojęcia, gdzie się piękne kobiety zabierało na randki.
To był dopiero problem pierwszego świata, prawda? Jego partnerka, dziewczyna, czy jakkolwiek ktoś chciał to nazwać, jego najlepsza przyjaciółka, kompanka, ulubiona wariatka, najpiękniejsza i najseksowniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek widział; ta sama, chciała się wystroić dla niego, a on nie wiedział co z tym faktem zrobić. Wow. Jak nisko można upaść, przy okazji zdawania sobie sytuacji z tego, że absolutnie nic nie wiedział o tym całym bawieniu się w związki, okay? W przeszłości nawet jeśli kogoś przez krótki czas nazywał "dziewczyna" to robił to tylko po to, żeby się dobrać do ich gaci. To nie było tak na serio i zwykle nudziło mu się po kilku dniach, jeśli nie godzinach. Oszalał, zwariował, popieprzyło mu się w głowie i, chyba po raz pierwszy od bardzo dawna, naprawdę był szczęśliwy.
Przyzwyczajenia umierały jednak ciężko i, pierwsze co przyszło mu do głowy, to było wzięcie jej do jakiegoś nie-zapyziałego klubu, na ładne drinki i śmieszne, małe przekąseczki. Niby nie musieli się odjebać jak na MetGalę, ale jednak fakt, że klub się cenił znaczył również, że wypadało się ogarnąć. Nawet założył koszulę, uśmiechając się do siebie głupio, już sobie wyobrażając jej zwinne palce, rozpinające guziczek po guziczku... Głowa z rynsztoku. Tak. Po kolei. Padło na jeansy, stwierdzając, że dobre jeansy do wszystkiego pasują, ogarnął swój zarost, uporządkował ładnie, zaczesał włosy i wygrzebał swoje ulubione perfumy nawet. Musiało wystarczyć. Zimowy płaszcz którego już dawno nie używał też był całkiem nice and sleek. Uszy przyozdobiło kilka błyskotek, ulubiony złoty łańcuszek trafił też na szyję... odjebał się jak głupi, okay? Miał tylko nadzieję, że V nie robiła sobie z niego jaj i nadal chciała się bawić w takie cyrki; nawet jeśli lubił to, jak wyglądał i całkiem dobrze się bawił, strojąc, wciąż uważał to za cyrk. I tak ściągną te ciuchy prędzej czy później. Za to samo jedzenie zapłaciliby znacznie mniej w domu. To samo z drinkami.... Okay Negative Nancy. Postanowił negatywną Nancy marudę zostawić za sobą w domu, wysyłając szybką wiadomość do siostry, żeby się go prędko nie spodziewała; wiedział, że wzmianka o Holloway ją uspokoi tak czy siak, może nawet ucieszy, że jej brat wydawał się w końcu nie odbijać od potencjalnych poważniejszych związków jak jego ulubione kauczukowe piłeczki.. O. Ale i tak miał jedną w kieszeni, okay? Nie ważne, że byli fancy ubrani, stwierdził, że sobie poodbija od ściany, gdyby tak mieli czekać w kolejce.
Z jej głosem w domofonie przywitał się nieśmiesznym "I'm coming to getcha.", a kiedy go wpuściła, szybciutko wbiegł na jej piętro, wystukując w jej drzwi rytm, lekko podskakując na własnych palcach u stóp. Był trzeźwy. Naprawdę nie musiał być nawalony, żeby stanowić wulkan energii; odkrycie, nowe, które właściwie całkiem go cieszyło. To jednak nie kokaina, tylko jakaś... neuro-różnorodność czy coś.
- Oh, hey, wow, chodź tu. - zachłysnął się lekko, zaraz wyszczerzył w szerokim, szczerym uśmiechu mrużącym jego oczy i marszczącym skórę przy nosie. Złapał jej dłoń, by pociągnąć do siebie lekko i obrócić ją wokół własnej osi, wyrzucając z siebie wszystkie "ddaaaayyyuum giiirl" bez oporu bo i tak by mu się prędzej czy później ulały. - Czym sobie zasłużyłem, Drogi Boże, na taką piękną istotę? - zachichotał, wchodząc w jej przestrzeń, by skraść kilka małych pocałunków z szyi. Zapach perfum V zasłużył sobie na jego ciche, zadowolone mruknięcie.
- ..normalnie bym zapytał, czy musimy stąd iść, ale zamówiłem już Ubera i będzie za pięć minut, więc.. - więc nie mieli czasu na takie zabawy, ok? Chyba będzie musiał poważnie rozważyć pomysł ze zdobyciem własnego prawa jazdy w końcu.. kiedyś trzeba było dorosnąć? Chyba tak.

vita holloway
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I had a dream, it was a real thing
i didn't feel anything like this


Randki, cała ta szopka z wychodzeniem razem, making a big deal out of it - to kompletnie nie było w jej stylu. Ba, ona nigdy z nikim nigdzie nie wychodziła w taki sposób. Owszem, raz na jakiś czas szła na drinka z jakimś typem poznanym na apce randkowej, ale zazwyczaj tylko wtedy, kiedy naprawdę potrzebowała zaspokoić swoje potrzeby albo najzwyczajniej w świecie otworzyć gębę do kogoś, kogo i tak więcej już w życiu nie zobaczy. Jednak Alexis wzbudzał w niej te długo uśpione uczucia, które teraz wręcz darły się w niej, podsuwając myśli niemające żadnego sensu. Sama potrzeba, żeby ładnie się dla niego ubrać, była czymś, co tak naprawdę chciała zrobić już wtedy, kiedy jeszcze się przyjaźnili. To nie było przecież nic wielkiego - równie dobrze mogła wystroić się dla niego w zaciszu własnego mieszkania i nigdzie z tym nie wychodzić. Ale sam fakt, że to właśnie on… on jechał teraz do niej. Na randkę. Żeby się z nią spotkać.To rozgrzewało ją od środka bardziej, niż chciała przed sobą przyznać. Ubrała się, przebrała, znowu ubrała, potem znowu przebrała i jeszcze raz zmieniła zdanie. Czemu to było tak cholernie ciężkie? Siedząc przed lustrem, z dosłowną górą ubrań za plecami, miała ochotę napisać mu, że się rozchorowała i nie ma ochoty nigdzie wychodzić. Ale przecież właśnie o to chodziło, prawda? Żeby spędzili razem czas.

Wzięła głęboki oddech, w końcu wciągnęła na siebie różową, dzierganą sukienkę, wsunęła obcasy na stopy, delikatnie się podmalowała i psiknęła perfumami. Podekscytowanie mieszało się z nerwami tak mocno, że ledwo potrafiła usiedzieć w miejscu. Zarzuciła na siebie płaszcz i czekała. Kiedy usłyszała dzwonek domofonu, uśmiechnęła się od razu i odebrała, nic nie mówiąc, tylko słuchając tego jego głupkowatego głosiku po drugiej stronie. Chwilę później stała już przy drzwiach, czekając, aż zapuka. Kilka stuknięć i otworzyła. Uśmiechnęła się szeroko, kiedy go zobaczyła, chwyciła jego dłoń i pozwoliła mu obrócić się wokół własnej osi, śmiejąc się przy tym i rumieniąc jednocześnie.- Czym? - parsknęła śmiechem, odchylając lekko szyję, żeby miał lepszy dostęp do całowania jej, a chwilę później ujęła jego twarz w dłonie i uśmiechnęła się do niego czule.- Czym ja sobie na to zasłużyłam, eh?- Szturchnęła nosem jego nos. W innym wypadku od razu by go pocałowała, ale nie chciała zostawić na nim śladów szminki. Przynajmniej jeszcze nie teraz.- Wyglądasz hot, Bennett - rzuciła z zadziornym uśmiechem. Weszła jeszcze tylko na moment z powrotem do mieszkania po torebkę, zamknęła za sobą drzwi, splotła ich palce i zeszła z nim na dół budynku. Kiedy stanęła obok niego, kilka centymetrów wyższa przez obcasy, zerknęła na niego z lekką nieśmiałością.- Nie przeszkadza ci to? - zapytała cicho. Jej samej to nie przeszkadzało. W końcu nie chodziła całe życie w szpilkach, ale jakoś nigdy wcześniej nie przyszło jej do głowy, żeby zapytać go, co on o tym myśli. Po paru minutach podjechał Uber. Wsiedli do środka, a ona kompletnie nie potrafiła się powstrzymać od trzymania swojej dłoni albo splecionej z jego palcami, albo ułożonej na jego udzie, które od czasu do czasu ściskała lekko, po prostu wciąż potrzebowała upewnienia się, że to dzieje się naprawdę i że jest na swojej pierwszej randce z nikim innym, a z Alexisem Bennettem.

lexie
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przeszło mu przez myśl raz czy dwa, żeby po prostu zostać w jednym albo drugim mieszkaniu i bawić się w przebieranki, okay? Trochę jak małe dzieciaki, które próbowały ubrań swojej mamy/taty dla zabawy i miały przy tym kupę śmiechu? Pamiętał jak jego młodsza siostra robiła takie pokazy mody i pamiętał też, że za punkt honoru wyznaczył sobie przejście kilku metrów w jej wysokich butach. Nie ważne jak. Dobre wspomnienie. O, mogli też odgrywać tą scenkę z Pretty Woman, nie? Była tam jakaś z przebieralnią i kupowaniem ciuszków.. Ich ciuszki byłyby już kupione, ale to nie o to chodziło. Mogłaby też mu strzelić jakiś mejkap, wcale by się nie obraził, wręcz przeciwnie, całkiem byłby ciekawy co by zrobiła z jego twarzy. Nawet jeśli jej makijaż był zwykle bardzo naturalny i raczej minimalny, wiedział, że były te magiczne sposoby na zmienianie konturów twarzy przy pomocy pędzla; mogliby równie dobrze kupić jakieś tanie wersje wszystkich tych produktów i spróbować sił w super duper glam tutorialu.. A dla niego pewnie drag queen glam tutorialu. Protect them dolls.
To zdecydowanie było nowe uczucie, ta gówniarska nerwowość zmieszana z ekscytacją, trochę przypominało mu to, jak się czuł zanim poszedł z nią do łóżka po raz pierwszy tak "na spokojnie"... Um. Tak. To pewnie wiele o nim mówiło, NIE WAŻNE.
- Nope, ty tu jesteś hotówa. - z tej dwójki, to ona będzie magnesem na spojrzenia, on tylko się będzie szczerzył, zadowolony, by to ON będzie z niej później te ładne ciuszki mniej lub bardziej śpiesznie ściągał. Albo i nie ściągał, to było jeszcze do ustalenia. Już się nie mógł doczekać; zarówno na później, jak i na absolutne puszenie piórek, dumny z tego, jaką ma śliczną dziewczynę obok. Był prostym facetem, ok? A jak któryś sobie za bardzo do przodu pozwoli.. TO GAZ PIEPRZOWY. To znaczy żel, bo gazem można było równie dobrze samemu oberwać na otwartym powietrzu.
- Hm?.... Kochanie, znalazłaś sobie najmniej męskiego z facetów, ale przynajmniej nie mam w sobie za grosz toxic masculinity. Jesteś piękna. I niech wszyscy zazdroszczą, że moja partnerka jest super hot. - albo niech zazdroszczą, że jej facet nie miał nic przeciwko, by lekko unieść się na palcach, wyciągnąć do niej i skraść małego całusa, nie przejmując się, że pewnie sam się pokolorował. Hot. Teraz był już naznaczony, wiadomo do kogo należał. W Uberku miział jej udo koniuszkami palców, podekscytowany jak gówniara na swój pierwszy szkolny taniec, naprawdę, aż wstyd.
- Okay, więc, fancy restauracja to to nie jest, ALE wyglądać i tak trzeba, a drinki mają ładne i dobre, wiec... - plus, można było znaleźć sobie jakiś wygodny kąt, karmić się z ręki snakami, potańczyć, prawdopodobnie wspólnie uniknąć tych bardziej nielegalnych środków i.. Tak, brzmiało dla niego jak całkiem dobry czas, zwłaszcza z nią, ale i tak zerknął na nią pytająco, kiedy stanęli w ogonku do bramki. Zawsze mogli pójść na spontan gdzie indziej, prawda? Z nim jak z dzieckiem.

v
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Iskierki.

Za każdym razem, gdy był w zasięgu jej wzroku, dotyku, czuła te cholerne iskierki. Ogień od razu się rozpalał. Każdy dotyk podnosił temperaturę jej ciała do takiego stopnia, że dosłownie czuła, jak wszystko w niej się rozgrzewa, jakby w środku klatki piersiowej, gdzieś między sercem a płucami, ktoś rozpalił małe ognisko z uczuć, które od dawna tylko czekały, żeby wymknąć się spod kontroli. Wiedziała, że nie musi przy nim udawać kogoś innego. Mogła być w stu procentach sobą, tak samo jak i on przy niej. Z chęcią zostałaby po prostu w domu i zrobiła mu prywatny show, przymierzając wszystkie te ciuchy, które w dalszym ciągu leżały w kupce na łóżku. Puściliby jakąś muzykę, namówiłaby pewnie Lexiego, żeby spróbował wcisnąć się w jej rzeczy, a na sam koniec może nawet pomalowaliby sobie paznokcie. Fuck, to brzmiało jak randka idealna, prawda? Goddammit, on już się przecież postarał. Nie mogła tego teraz odwołać. Czemu nie wpadła na to wcześniej?

Dusza spotkała ciało, ciało spotkało duszę. Był jej, a ona jego.

Wiedział, jak sprawić, żeby czuła się ze sobą dobrze. Jak sprawić, że miała wrażenie, iż jest najbardziej atrakcyjną kobietą na całej ziemi. Zresztą wystarczało jej tylko to, żeby to on właśnie tak o niej myślał. Cala reszta? Nie miała znaczenia. Nie miały znaczenia spojrzenia innych mężczyzn, którzy dosłownie rozbierali ją wzrokiem, chociaż lubiła czasem wspomnieć o tym Lexiemu albo go delikatnie podpuścić. Jakaś część jej chciała... nie, pragnęła, jakkolwiek źle by to nie brzmiało… żeby pokazał jej choć odrobinę zazdrości. Chociaż no tak, przecież nie byli razem. To znaczy… chodzili na randki, spotykali się, ale żadne z nich nie sprawiło jeszcze, że było to oficjalne. Że mogli nazwać się chłopakiem i dziewczyną, więc… może było to trochę nienormalne, ale przecież ona sama była o niego zazdrosna tyle razy, że już dawno przestała to liczyć.
Może nie dorosła? Może nawet po tylu latach dalej czuła się insecure w jego towarzystwie? Nigdy nie uważała się za tę bardziej towarzyską, ciekawszą, bardziej błyskotliwą. To on był tą barwną postacią… i właśnie to zawsze w nim podziwiała. Bała się, że może doprowadzi do czegoś, po czym mu się znudzi. Że może sama odepchnie go od siebie. Dlatego to pytanie wydawało jej się całkowicie na miejscu. Valid, even. Wpatrywała się w niego z góry, a kąciki jej ust zaczynały unosić się coraz wyżej, kiedy słyszała każde ciepłe słowo wypowiadane w jej stronę. I kochanie. Nazwal ją kochaniem. Ścisk. Szybsze bicie serca. To nie działo się naprawdę. Nie zdążyła odpowiedzieć, bo zamiast tego skradł jej pocałunek.- Lexie, tak cholernie mi się podobasz…

Jakieś piętnaście minut później stali w kolejce, a Vita co chwilę zerkała, jak daleko jeszcze są od wejścia.- Będzie czad, Lexie!- uśmiechnęła się podekscytowana, ledwo powstrzymując się od podskakiwania, zanim przypomniała sobie, że stoi na obcasach i może jednak lepiej tego nie robić. Chwyciła jego dłoń i splotła ich palce, czekając, aż w końcu przyjdzie ich kolej.- Będziemy mogli pooceniać drinki, których sami nie musimy robić.- Zerknęła na niego i uniosła brew w zawadiackim uśmiechu.- Może też zajrzymy razem do łazienki, żeby upewnić się, jakie standardy tutaj mają?

lexie
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mieli czas. To najbardziej w tym wszystkim lubił, okay? Nigdzie im się tak naprawdę nie spieszyło, byli młodzi, zdrowi, nic nie wskazywało na to, żeby musieli się ze sobą rozstawać przez najbliższe kilka dekad.. prawda? Chciał wierzyć w to, że mieli całe życie na odpieprzanie śmiesznych pomysłów na date nights. Może nawet sobie zrobić małe bingo? Wrzucać pomysły na date nights do słoika i losować na ślepo co tydzień. Był w stanie oczyma wyobraźni widzieć, jak staje się to ich rzeczą, ich bardzo zdrowym nawykiem, który ciągnęliby nawet jako ledwo ruszające się dziadki. Czy nie taki był cały ten plus zakochiwaniu się w swoim najlepszym przyjacielu? Uroda była ulotna. Pożądanie z wiekiem zawodziło. Ciała przestawały działać tak, jak kiedyś zwykły.. Ale dwójka zakochanych przyjaciół trwała przy sobie z uśmiechem spacerując po parku i robiąc postoje co drugą ławkę. Cholernie chciał takiej przyszłości.. ON! Ten, który żył jako ad-baby powiedzonka "live fast, die young". Ten, który nie potrafił planować dalej niż tydzień do przodu. Chciał wszystko. Cały pakiet. Zaklepane. Jego. Była jego.
Zazdrość była ciężką rzeczą do rozpalenia w nim, bo, powiedzmy sobie szczerze, ufał jej. To, co czuł, jeśli ktoś pozwalał sobie na zbyt wiele, to strach; nie dlatego, że ktoś mógłby ją "odbić", nie była przedmiotem nieożywionym, który dało się tak po prostu "zabrać", ale.. No, bał się o jej bezpieczeństwo. Odrobinę zazdrości może poczuł, gdy wysłała mu to zdjęcie w przylegającej, prześwitującej sukience i wiedział, że pijane, spocuchy się na nią gapili w barze, a on był zbyt daleko, żeby się na nich skrzywić. Albo skraść jej całusa. Albo objąć. Zrobić cokolwiek, żeby się odpimpali, albo żeby dali mu powód, by użył swojego ulubionego pieprzowego żelu. Przecież bił się nie będzie. Uśmiechnął się do niej szeroko, zamiast odpowiedzieć, skradł tylko jeszcze jednego ulotnego całusa, zanim pojechali do klubu, bo.. Jakby mu tak ładnie mówiła dłużej, to do dupy by pojechali, nie do klubu. Nie miałby nic przeciwko, okay? Ale z drugiej strony.. Chciała z nim gdzieś wyjść, a on to szanował, więc niech będzie taki date-night.
Rozczuliło go absolutnie to, jak podekscytowana była i cały ten plan nabrał jeszcze więcej sensu. Mógł się tak starać co tydzień, kropka. Zaśmiał się szczerze, ściskając jej dłoń w swojej, drugą dłoń na moment opierając na jej biodrze. - Tak! Też o tym pomyślałem, że to będzie ciekawe doświadczenie. - parsknął, już sobie wyobrażając otwarty notatnik w telefonie i wymyślanie jak będą punktować kolejne pozycje na menu. Na jedzeniu się tak nie znał, bo po prostu lubił jeść, a drinki... Dobra, też się tak nie znał. Ale z punktu estetycznego mógł się wypowiedzieć? I czy siekało jak szatan, czy było miłe, fuzzy i generalnie można było sączyć. Wolał ten drugi typ zazwyczaj, ok?
A potem wspomniała o testowaniu standardów łazienkowych.. I nie mógł nic poradzić na to, że jego uśmiech przybrał bardziej zawadiacki charakter. Znów wspiął się lekko na palce, by sięgnąć do jej ucha, najpierw odsuwając jej włosy łagodnym ruchem.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
a potem.. jakby nigdy nic, odsunął się, z czarującym wręcz uśmiechem podnosząc sobie jej nadgarstek do ust, składając na skórze lekki pocałunek. Pociągnął ją za sobą jeszcze odrobinę bliżej wejścia, już właściwie tuż tuż, a nie mógł się doczekać, żeby znaleźć z nią jakiś kąt i po prostu się nią bawić. To znaczy z nią. Z nią.... Tak.

hot.
LemonSpice
none
26 y/o
Welkom in Canada
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bała się tego. Zaangażowania. Oddania się komuś w całości. Widziała przecież na własne oczy, jak to wygląda. Ludzie, którzy rzekomo się kochali, obiecywali sobie wierność aż do śmierci. Ha! Dobre sobie. Jak łatwo było kłamać, co? Jak łatwo było wpychać komuś do głowy piękne scenariusze, takie, w które człowiek po prostu chciał wierzyć, aż w końcu sam zaczynał brać je za prawdę. Walczyła z tym. Naprawdę próbowała być ostrożniejsza, mniej naiwna, bardziej czujna. Ale każde słowo, które do niej wypowiadał, każdy kolejny dotyk… bardziej uzależniający od poprzedniego… każde muśnięcie ust, każdy dźwięk ulatujący z jego warg, każde jedno, pierdolone spojrzenie tych jego cudownych tęczówek sprawiało, że… wierzyła. Po prostu, cholera, wierzyła. Wierzyła, że może jednak warto. Że może warto zrzucić z siebie tę pelerynę-niewidkę, której używała od lat, żeby chować się przed światem. Przed ludźmi. Przed własnymi uczuciami. I może najbardziej przerażające było właśnie to, że była gotowa zrobić to dla niego. Bo co najgorszego mogło się wydarzyć? Lexie przecież już by jej nie zostawił. Ona już by nie zostawiła jego. Tym razem miało być inaczej. Tak. Musiało być inaczej.

Zaciskała uścisk na jego dłoni coraz mocniej, przyglądając się kolejce i temu, jak powoli przesuwali się do przodu. Była na randce. Na oficjalnej randce z chłopakiem, który jeszcze nie tak dawno wydawał się jej sercu kompletnie nieosiągalny. A teraz stał tuż obok niej i, jakby tego było mało, wyglądał tak cholernie dobrze. Uśmiechała się delikatnie, raz po raz zerkając w jego stronę, aż w końcu prychnęła cicho śmiechem.- Sprawdzimy, czy oszukują z polewaniem alkoholu, czy są szczerzy.- Vita znała te zagrywki aż za dobrze. Sama czasami tak robiła, kiedy widziała klienta zbyt pijanego, żeby w ogóle rejestrował, co się dzieje. Oczywiście nie powinno się tego robić, ale świadomość, że była praktycznie zmuszana do obsługiwania takich ludzi w całym tym zgiełku i nie mogła im zwyczajnie odmówić, doprowadzała ją do szału. Więc czasami, razem ze znajomymi za barem, zamiast pięćdziesięciu mililitrów wlewała na oko dwadzieścia pięć. Albo i mniej. Czy to było etyczne? No tak średnio. Ale czy w pewnym sensie też nie było? Jako osoba, która nie cierpiała kłamstwa, nawet nie wiedziała, czy to jeszcze się pod nie kwalifikowało. Ugh. Nie rozkojarzaj się, kobieto.

Uniósła brew i zerknęła na niego, zastanawiając się, czemu tak bardzo się do niej zbliża. To znaczy- nie miała absolutnie nic przeciwko. Wręcz przeciwnie. Lubiła, kiedy był jej taaak blisko. Jednak kiedy zaczęła słuchać tego, co do niej mówił, mimowolnie zacisnęła dłoń na materiale sukienki, kurczowo się go chwytając. Zrobiło jej się cholernie gorąco. Uda automatycznie napięły się na te słowa, które wypowiadał tylko dla niej, a potem… och. Potem tak po prostu się odsunął.Uchyliła usta i zmarszczyła nos w niezadowoleniu. Położyła dłoń na jego ramieniu i popchnęła go lekko-Dupek- wyrzuciła przez zaciśnięte zęby.- Jeszcze pożałujesz tego, Bennett.- Tak, oczywiście, że mówiła poważnie. Już ona się na nim odegra. W końcu weszli do środka po pokazaniu dokumentów. Vita od razu zaczęła rozglądać się po wnętrzu, aż w końcu jej wzrok zatrzymał się na barze. Pociągnęła go za rękę w jego kierunku, a po chwili oparła się o ladę.- To co, czego próbujemy?

lexie
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
26 y/o
Welkom in Canada
175 cm
barman Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
I put the "sex" in "sexy", shit, I would even undress me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Właściwie wychowany był przez dwójkę ludzi, którzy naprawdę się kochali. Byli dobrym przykładem. Najlepsi przyjaciele, którzy wydawali się co ranka wybierać tą drugą osobę i stawiać na pierwszym miejscu; była między nimi niezaprzeczalna chemia, nić połączenia, nawet jeśli tylko siedzieli obok siebie na kanapie, zajmując własnymi małymi rzeczami. Krótkie spojrzenia, dotknięcia dłoni przy okazji najprostszych codziennych rzeczy, małe uśmiechy, zwykle zaczynające się w oczach. Chciał dokładnie tego samego kiedyś. Mieć partnerkę, którą wybierałby codziennie, a która była zarówno jego perfekcyjną kochanką i jego najlepszą przyjaciółką, taką z którą mógł po prostu być, nawet kiedy jego energia spadała do zera i jedyne co chciał robić, to leżeć półnago na podłodze w salonie. Dlaczego? A cholera, nie wiedział. Bo ubrania wydawały się gryźć, a podłoga była najlepszą opcją? Chciał kogoś, kto nie będzie oceniał nagłej zmiany nurtu i pozwoli mu być, do niczego nie zmuszać.
I znalazł. Vita była dokładnie tą cząstką, którą chciał mieć w swoim życiu zawsze, dzień po dniu.
Nie mógł sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek był w tym konkretnym klubie, wszystkie, które odwiedził, wydawały się zlewać w jedną smugę niepamięci. Głośno, duszno, dotykające go dłonie, obcy ludzie proponujący różne rzeczy, alkohol, proszek, tabletki, ciemna otchłań odbierająca możliwość formowania wspomnień, brak kontroli nad własnym ciałem, brak myśli- Dość. Zadrżał, krótko potrząsnął głową, kryjąc cały swój mały... epizod, chowając za poruszaniem łbem w rytm głośnej muzyki. Wypuścił całkowicie powietrze z płuc, przywołując na twarz markowy uśmiech, mimo że oczy pozostawały czujne. Tylko trzymać się z daleka od shady ludzi, którzy rzeczywiście mogli mieć wszystko to, co odbierało mu głowę. Alkohol mu wystarczy. Boże, to był jednak głupi pomysł, żeby przychodzić do klubu. Po prostu się uśmiechaj i skup się na V. Tak. To mógł zrobić. Jego dziewczyna była zdecydowanie jego ulubionym narkotykiem, nawet jeśli jedna dawka mu wystarczyła, by być absolutnie uzależnionym. Warto było.
Dołączył do niej przy barze, mrużąc lekko oczy, by szybkim spojrzeniem ogarnąć co tam mieli. Meh, najlepsze zwykle nawet nie było w menu, przecież to wiedział. - Hey, polejesz nam swoje ulubione i to najbardziej popularne? I jakieś smaczki, cokolwiek dobrego masz. - zagadnął zaraz barmana, podnosząc lekko głos, gdy ten przechylił się przez bar, by móc wziąć od nich zamówienie. Skinięcie głową, lekki uśmiech i tyle go było, zajął się przygotowaniem, komunikując dalej, że jakieś fingerfood też było zamówione. Cool. Lexie zerknął na V, nie mogąc się powstrzymać od przesunięcia spojrzeniem po figurze od stóp do głów praktycznie, dłoń zabłądziła w okolice jej talii, by niespiesznym ruchem zjechać w okolice lędźwi. Rozpraszanie się nią należało do top 10 jego ulubionych rzeczy. - Chcesz zostać tu, czy szukamy sobie kąta? - znów się wyciągnął, by nie musieć się do niej drzeć, a przy okazji mógł musnąć wargami płatek jej ucha. Może za dobrze mu wychodziło to rozpraszanie się, hm.

v
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Shop”