
Kochała swoich rodziców i nigdy przez myśl jej nie przeszło, że może być inaczej. Choć Jospehine McCovey miała więcej wad niż powinna. Często wydawało jej się, że była dla matki tylko kolejnym projektem, żywym trofeum którym pokazała światu że idealna jest we wszystkim. W roli żony, w roli matki, w roli projektantki mody. Nie mogła powiedzieć, że miała złe dzieciństwo. W końcu od małego miała wszystko. Wszystko, poza samą sobą. Josephine nauczyła ją mówić, poruszać się i zachowywać się tak, jak ona tego chciała. Jej idealna córka w oczach wszystkich.
Ojciec rzadko bywał w domu, zbyt zajęty rozkręcaniem hoteli na całym świecie. Ale to on był rodzicem, do którego zwracała się z problemem. Choć żył pracą, zawsze znalazł czas dla swojego słońca - jak to zawsze powtarzał. Wychowała się więc na miłości będącego z dala od domu ojca i na surowości będącej ciągle za jej plecami matki, która nie akceptowała potknięć. W życiu Francesci nie było miejsca na potknięcia. Skończyła najlepsze prywatne szkoły i choć nie poszła w ślady matki i nie wybrała branży modowej, Josephine i tak była zadowolona jej wyborem dalszej drogi. A to było kluczowe - by matka była zadowolona. Studia ukończyła na University of Southern California, na kierunku Public Relations i reklama. Wszystko szło idealnie, a Josephine szczyciła się wychowaniem jedynej córki na porządnych ludzi.
Ale Frans nie mogła się potknąć Tym bardziej bolesny był upadek. 25 lat była idealna. Miała idealne oceny, maniery, figurę. Ale idealność jest pojęciem względnym. Świat zaburzył się w swojej równowadzę w chwili, kiedy jedna nieprzemyślana decyzja.. pchnięta alkoholem i dawnym uczuciem sprawiła, że cała jej idealność posypała się jak domek z kart. Niewiele z tego dnia pamięta. Tylko długi welon okalający czarne jak noc włosy Christy - jej przyjaciółki i idealnie skrojony granatowy garnitur jej już męża - Jaspera. Strzępki słów przysięgi… Ślubuje Ci miłość, wierność….. Zapach drogich męskich perfum, które osiadły się na jej skórzę i wargi, które sunęły wzdłuż ciała znacząc ścieżkę która już na zawsze miała rozsypać jej życie. Dłonie Jaspera, które delikatnie odpinały suwak długiej, satynowej sukienki w kolorze morskiego błękitu i białe hotelowe ściany, które miały być powiernikiem tego sekretu…. Ale złe uczynki szybko wychodzą na jaw.. Dlatego wraz z pierwszym uczuciem przyjemności, którego pragnęła od tak dawna… Przyszła bolesna rzeczywistość. Ktoś otworzył drzwi, ktoś ich nakrył. Chaos, nie tylko w hotelowym pokoju ale i jej głowie.
Wtedy Josephine pierwszy raz podniosła na ją rękę. Jej delikatna dłoń zderzająca się z policzkiem córki do dziś śni się po nocy Francesce. Jej wzrok, tak bardzo pogardliwy.. Jakby 25 lat bycia idealnym dzieckiem zostało skreślone w sekundę..
Matka była idealna w załatwianiu spraw trudnych. Dlatego Christy, ani nikt z jej rodziny nigdy nie dowiedział się o tym co się wydarzyło. Ale ona i Jasper już nigdy mieli się nie zobaczyć. Nazwała to wydarzenie swoim pierwszym upadkiem, nie spodziewając się że drugi nadejdzie znacznie szybciej niż się spodziewała. Jedno zdjęcie, znalezione gdzieś w książkach i regałach. Dwie kobiety, jedna mająca nie więcej niż 16 lat. Druga sporo starsza. Młodsza z nich wyglądająca praktycznie identycznie jak sama Francesca. Drugą była Jospehina. Nagle wszystkie kawałki układanki zaczęły się sklejać.. Brak zdjęć z okresu ciąży. Fakt, że nie była kompletnie podobna do rodziców i cholernie znamię w kształcie serca na lędźwiach którego żadne z jej rodziców nie miało.
Tak, adoptowaliśmy Cię. Ale nic więcej Ci nie powiem. - Padło z ust matki, lodowato na tyle, że mroziło krew w żyłach. Szukała oparcia w ojcu, ale i ten nie był zbyt pomocny. Jedyne co udało jej się ustalić, to że urodziła się w Toronto. I zapragnęła dowiedzieć się kim są jej biologiczni rodzice. A przy tym uciec z miasta i od matki, która wciąż przypomina jej o decyzji, która mogła zniszczyć całe ich życie. O chwili, która była ważniejsza niż dyscyplina.
Wyjechała więc do Kanady, uciekając również od Josephiny.
- W liceum była na rocznej wymianie we Włoszech, dlatego po włosku mówi najlepiej. I dałaby się pokroić, że typowo włoskie tiramisu i aperola.
- Jeśli pije wina, to tylko wytrawne - tego nauczyła ją matka.
- Jej młodzieńczym aktem buntu było zrobienie kilku tatuaży, o których po dzień dzisiejszy jej matka nie wie. Bogu dzięki za nieziemsko kryjące podkłady.
- Ojciec pomógł jej z wyjazdem do Kanady, załatwiając jej pracę jako PRowiec jednego z hoteli swojego znajomego.
- Uwielbia sorbet malinowy. Lek na całe zło tego świata.
- Nie lubi swojego pełnego imienia, woli jak zwracają się do niej Francy.