how could you know what it feels like
to fight the hounds of hell?
Kwietniowy wieczór nie wyróżniał się niczym szczególnym.
Ulice lśniły po deszczu w świetle samochodowych reflektorów. Tam, gdzie powierzchnia drogi była wyjątkowo równa, dało się nawet zaobserwować nieco rozmazane odbicia budynków; starych apartamentowców, ciasnych restauracji, klimatycznych barów, z których co rusz wytaczali się ludzie w różnych fazach upojenia. Krzyczeli coś, śmiali się, żyli w swoich małych bańkach, nie przywiązując najmniejszej wagi do tego, co dzieje się poza nimi.
Wzrok Palomy Cortés prześlizgiwał się gładko z obiektu na obiekt, obojętny i na urok, i na brzydotę rodzinnego miasta. Taksówka sunęła niespiesznie ulicami Parkdale, a im bliżej celu, tym dalej odpływały myśli kobiety — i tym bardziej malała pewność wobec własnej decyzji, podjętej spontanicznie pod wpływem mocnego drinka.
Nadszedł czas, by się ujawnić, zanim będzie za późno.
Kiedy przed laty opuszczała Toronto, zostawiając za sobą pustą trumnę i prosty nagrobek z nazwiskiem Victorii Sánchez, nie brała pod uwagę powrotu. Jej zniknięcie miało być końcem pewnej ery, miało zapewnić bezpieczeństwo tym, których zostawiła za sobą, a jej — świeży start na ścieżce, która nie była naznaczona nocnymi negocjacjami, plamami krwi zmywanymi z drogiej marynarki i zapachem kadzidełek z jej ulubionego motelu w Missisaudze.
Wiedziała, że jej nie wyszło, kiedy ktoś dobrze poinformowany polecił jej usługi Vincentowi Dubois.
Wiedziała, że jej nie wyszło, kiedy jej Smith&Wesson ponownie wylądował na ciasnym zapleczu antykwariatu, starannie schowany w szafce katalogowej pomiędzy stertami papierów.
Wiedziała, że jej nie wyszło, kiedy poprosiła taksówkarza o zawiezienie jej do The Painted Lady.
— Proszę pani?
Śpiewny akcent zwrócił jej uwagę dopiero za którymś razem. Drgnęła, odrywając wzrok od zaparowanej szyby.
— Jesteśmy na miejscu. Czy jakoś pomóc…?
— Nie, nie trzeba. Dziękuję. — Pobieżnie przeliczyła banknoty i wcisnęła je w dłonie taksówkarza.
Szpilki stuknęły o wilgotny asfalt, a señora Cortés stanęła pod dobrze znanym lokalem. Nie był przesadnie krzykliwy, raczej nie przyciągał przypadkowych przechodniów, chociaż z pewnością kusił dyskrecją i ukryciem nieco w głębi ulicy. Sprawiał wrażenie miejsca, do którego szło się tylko celowo — bez względu na to, czy chciało się popatrzeć na pełne kobiece kształty, napić dobrego drinka czy…
…znaleźć w środku właściciela i oświadczyć mu, że jego dawna przyjaciółka zmartwychwstała.
Wnętrze było dokładnie takie, jakim Paloma je zapamiętała — eklektyczne, w specyficzny sposób duszne, ale nie nadmiernie przytłaczające. Eleganckie żyrandole spotykały się z neonami za staromodnym barem, pióra i perły tancerek kontrastowały z niemal wyzywającą skórą kanap, drobiny kurzu tańczące w świetle reflektorów skierowanych na niewielkie podwyższenie dla chanteuse i słodki zapach perfum.
Ciemne spojrzenie Palomy lustrowało wnętrze. Wciąż było wcześnie, nieliczni goście dopiero się gromadzili, a główny występ wieczoru miał odbyć się dopiero za godzinę. Szansa na to, że trafi tu dzisiaj na Carlosa, była niewielka… ale Cortés odczuwała pewną ulgę, zostawiając to spotkanie w rękach losu. Zupełnie jakby podjęła decyzję, ale cieszyła się z braku ostateczności własnego wyboru — i z idącego za nim braku odpowiedzialności.
— Podwójny gin z tonikiem — rzuciła do ładnej barmanki, na moment skupiając na niej uwagę. Nie znała jej, ale to akurat nic dziwnego. Obsada w takich miejscach zmieniała się bardzo często i nawet przy regularnych wizytach Paloma miała trudności z zapamiętaniem wielu twarzy; zwłaszcza gdy interesowała ją głównie jedna konkretna, na której obserwowała tylko pojawianie się kolejnych drobnych odcisków czasu.
Powinna o niego spytać, czy pozwolić się znaleźć? Pomóc nieco przewrotnej Fortunie, czy wszystko zostawić w rękach losu? Jej pojawienie się w Toronto powinno być wystarczającym ułatwieniem; jej pojawienie się w The Painted Lady — podaniem się na srebrnej tacy. Była gotowa na wyrzuty, na gniew, na ulgę, nawet na rozczarowanie, zdawała się być gotowa na wszystko…
B y ł a gotowa na wszystko — prócz ciężkiego jak ołów spojrzenia, które z drugiego końca sali wbijała w nią młoda, ciemnowłosa kobieta, której nie spodziewała się spotkać.
Jeszcze nie dzisiaj.
Jeszcze nie teraz.