ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
168 cm
szefowa kuchni i właścicielka George Restaurant
Awatar użytkownika
You picked a dance with the devil and you lucked out.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wieczór był już późny, kiedy Eve wysiadła z taksówki pod budynkiem kancelarii. Miasto zdążyło wejść w ten spokojniejszy rytm — światła w biurowcach gasły jedno po drugim, ulice nieco się przerzedziły, a powietrze miało w sobie tę specyficzną, chłodną przejrzystość, która przychodziła dopiero po długim dniu.
Przez moment stała jeszcze przy krawężniku, poprawiając pasek małej torebki na ramieniu. Alkohol krążył gdzieś płytko pod skórą — nie na tyle, żeby ją rozmyć, ale wystarczająco, żeby rozluźnić coś, co zwykle trzymała w ryzach. Jej ruchy były trochę mniej policzone, spojrzenie mniej ostre.
Sukienka, którą miała na sobie, zdecydowanie nie była „robocza”. Ciemna, dopasowana, odsłaniająca więcej, niż zwykle sobie pozwalała. Materiał miękko układał się na jej ciele, podkreślając linię bioder i talii, a rozcięcie na udzie odsłaniało fragment skóry przy każdym kroku. Włosy miała rozpuszczone — lekko pofalowane, jakby niedbale, choć w jej przypadku nawet niedbałość była kontrolowana.
Dokumenty ścisnęła pod pachą trochę mocniej, jakby potrzebowała fizycznego punktu zaczepienia i ruszyła do środka.
Korytarze kancelarii były prawie puste. Echo jej obcasów odbijało się od ścian, rytmiczne, spokojne — niemal jak odliczanie. Znała drogę. Była tu wcześniej, wystarczająco razy, żeby nie musieć się zastanawiać.
Drzwi do jego gabinetu były otwarte - zapukała krótko i bez zbędnego wahania weszła do środka.
Przyniosłam jak prosiłeś — rzuciła zamiast powitania, wchodząc do środka.
Jej spojrzenie od razu go znalazło. Za biurkiem. W tym samym miejscu, które pamiętała.
Na ułamek sekundy zatrzymała się i przyglądała jego sylwetce, jakby chciała coś zweryfikować.
Zrobiła kilka kroków w jego stronę. Alkohol po kolacji na której była ją rozluźnił. Podeszła więc do jego biurka bez pośpiechu. Obcasy miękko uderzały o podłogę, a materiał sukienki poruszał się przy każdym kroku.
Zatrzymała się przy biurku i położyła dokumenty na jego blacie, przesuwając je w jego stronę.
Wszystko, co przyszło wczoraj, a o czym pisałam ci w smsie — dodała ciszej.
Palce przez moment pozostały na papierach, jakby nie do końca chciała je od razu puścić. Potem jednak cofnęła dłoń… tylko po to, żeby zamiast się odsunąć, obejść biurko.
Przeszła powoli za jego fotel, rozluźniona alkoholem i przez krótką chwilę nic nie zrobiła — tylko stała, patrząc na niego z góry, z tej niewielkiej odległości. Wciągnęła powoli powietrze, jakby sprawdzała, czy to nadal działa tak samo.
Potem uniosła dłonie i oparła je lekko na jego barkach.
Dotyk był pewny, ale nie ciężki. Jej palce przesunęły się minimalnie, jakby odnajdywały znajome miejsce. Skóra pod materiałem jego koszuli była ciepła — to wystarczyło, żeby coś w niej drgnęło. Był przystojnym facetem i zdecydowanie ją podniecał, a ona była po alkoholu. Rozluźniona i stęskniona ich bliskości, bo dystans Harolda był wyczuwalny nawet dla jej mózgu nie potrafiącego w odczytywanie subtelnych sygnałów.
Pochyliła się, a jej włosy opadły miękko na jego ramię. Musnęła ustami jego skórę gdzieś na granicy szyi i żuchwy, tuż pod uchem. Liczyła na to, że posadzi ją na tym biurku i nie będą gadać o papierach.

Harold Carnegie
gall anonim
Mało co mnie rusza.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”