
O czym chcesz dzisiaj porozmawiać?
Zawsze zaczynała tak samo. Nigdy nie wiedział, co jej odpowiedzieć; koniec końców i tak mówili o tym, co sama narzucała. Nic dziwnego, że tylko westchnął i oparł się plecami o fotel, szukając komfortu w niekomfortowym siedzeniu. Udawał, że się namyśla, żeby chociaż sprawić wrażenie, że go to cokolwiek obchodzi. Przegadała z nim wszystko, ale nawet nie dotknęła tego. Temat, z którym został do niej wysłany; na podstawie którego już postawiła mu diagnozę i dała łatkę, a porozmawiali o tym tylko raz. Skupiła się na jego dzieciństwie aż za mocno; jakby chciała wydobyć z niego jakieś faktyczne szczęście. Może informacje? Banff kojarzyło mu się dobrze; pełno szlaków górskich, pierwsze wyprawy konne, stajnia, w której praktycznie się wychował; pierwsze sukcesy sportowe i małe kroczki w kierunku pełnowymiarowej kariery powiązanej z końmi. Przecież rodzice też jeździli, obydwoje zawodowo; przenieśli się ze względu na zawód ojca, o co już też wykręciła mu sporą dziurę w głowie. Miał dwanaście lat, był na początku okresu dojrzewania; fakt, że szybko potrafił przystosować się do zmiany miejsca zamieszkania i nowych ludzi sprawił, że nie czuł się samotnie. Może jedynie nieco gorzej mu się oddychało, płuca miał bardziej przyzwyczajone do powietrza górskiego, niż miejsko-rzecznego, ale przecież nie narzekał. Nie było aż tak źle, szło się przyzwyczaić.
Miał wrażenie, że wiedziała o nim wszystko. Nie wiedział, po co jeszcze chodzi do jej gabinetu; dlaczego dalej zawracał sobie tym głowę. Dlatego milczał. Unikał jej spojrzenia i patrzył po ścianach, szukając kolejnej niedoskonałości do kolekcji. Czekał, aż sama go czymś zaskoczy, albo całkiem zawiedzie. I kiedy już miał stwierdzać, że tak w sumie, to nawet nie wie, co w ogóle tutaj robi, co było całkowicie zgodne z prawdą, ta odezwała się znowu.
Może o tym w y p a d k u?
Momentalnie wrócił spojrzeniem na jej twarz. Patrzyła z tym samym uśmiechem; zauważył, że ma już notes i długopis w rękach; notowała jego reakcje. Jakby był obiektem testów. Jedynym skażeniem, które trzeba było zbadać i trzymać w takich warunkach, żeby się nie rozniosło. Mógł tylko westchnąć i się wyprostować; uśmiech dawno zniknął z jego twarzy.
— Co chce pani wiedzieć? — myślał, że ta sterta papierów jej w zupełności wystarczała. Całe mnóstwo pytań; jakby chciała sprawdzić, czy przypadkiem testów do policji też nie oszukał. Przecież był zdrowy; normalny, jak to lubił nazywać jego ojciec.
— Jak na to wszystko patrzysz z perspektywy czasu? — brzmiała tak poważnie, że aż nie wierzył, że o to zapytała. Prychnął, pokręcił głową i odkręcił butelkę. Znowu nie patrzył na nią. Okno było zasłonięte roletami; przynajmniej te były zawieszone w jakiś sensowny sposób. Jeden łyk, drugi, trzeci. Kartotekę z tego dnia sporządzał sam. Doskonale wiedział, co się wydarzyło. Czasami, chociaż już coraz rzadziej, budził się zalany zimnym potem, czy nawet w ogóle nie mógł zasnąć, bo miał te obrazy przed oczami.
— Jak na wypadek. Czy to chciała pani usłyszeć? — brakowało mu słów. Przecież nigdy nie był dobry w rozgryzaniu własnych emocji. Regulacja, to jeszcze potrafił, ale nazywanie wszystkiego po imieniu? — Tak, dalej myślę, że to moja wina. Mogłem jeszcze temu zapobiec. Mógł być dalej moim partnerem i nikt nie musiałby podejmować decyzji o moim przeniesieniu — mówił powoli. Z przerwami na oddech albo dobranie odpowiednich słów, byle tylko nie wtrącić gdzieś przekleństwa. Gryzł się w język, żeby zaraz też nie zacząć mówić o tym, co myśli o jakości jej pracy. Jakości miejsca, w którym się znajdowali. Był na obowiązkowym zwolnieniu lekarskim, ale przecież był zdolny do pracy. Mógł wrócić. Szkoda, że to ona miała o tym zadecydować.
— Wiesz, że nie musisz się obwiniać. Jak mogłeś zareagować, przecież-
— Pani tam nie było. Nie ma pani też wyszkolenia, prawda? — tylko wyższe studia, uniwersytet z jakimś dyplomem, a teraz próbuje udawać empatyczną. Wybijał kolejne myśli z głowy; nie mógł jej powiedzieć, że uważa ją za kogoś niekompetentnego. Była starsza, a on miał tylko dwadzieścia lat. Niecałe dwa lata na służbie, z czego pół roku już siedział na zwolnieniu. Wyglądała na zaskoczoną, dlatego zaraz kontynuował. — Będę, najlepiej jak potrafię, wypełniał swoje obowiązki. A jednym z nich jest wzajemna ochrona. Potrafiłem w tamtym momencie robić to lepiej, mogłem zrobić więcej — przerwał, żeby samego siebie opanować. Nagłe wypuszczenie powietrza z płuc sprawiło, że dopiero zorientował się, jak siedzi. Skraj fotela, coraz bardziej się prostował; zaraz cofnął się do pozycji właściwej. Chociaż i tak irytował go fakt, że ta skrupulatnie wszystko notowała.
— Rozumiem, — miał ochotę wciąć jej się w słowo i temu zaprzeczyć, bo ewidentnie nie miała pojęcia, o czym mówi — że honor jest dla ciebie ważny. Ale jakbyś miał coś mu powiedzieć, jakieś ostatnie słowa, to-
— Przepraszam, ale jest pani świadoma, że umierał mi na rękach, tak? Miała to pani w swoich papierach? Nie mam nic do dodania. Wszystko, co chciałem powiedzieć, co mogłem powiedzieć, już dawno zostało powiedziane.
Decyzja o przeniesieniu nie była bardzo dużym zaskoczeniem. Może kilka osób na komisariacie było zaskoczonych; na pewno nie Esmond. Do policji konnej miał aplikować od początku; pech chciał, że znalazł się na głównym komisariacie, gdzie o posiadaniu żywego konia na służbie mógł tylko pomarzyć. Nie spieszy mu się zaraz awansować; dobrze mu, gdzie jest, nawet jak praca wymagająca. I tak sobie żyje już szósty rok, trochę zabiegany, bo zdecydował się jeszcze pomagać własnej matce w stajni, która jest oddalona dobre czterdzieści minut samochodem od Toronto (jak się nie przestrzega przepisów, to szybciej, wink-wink), a to jeszcze się stara lokalnie udzielać, czy jakoś nawet sąsiadom pomagać.
A wydarzeń ze zmiany sprzed kilku lat w tej smutnej głowie dalej sobie nie poukładał.
✧ Jego ojciec pracuje dla Kanadyjskiej Królewskiej Policji Konnej na stopniu federalnym; matka jest współwłaścicielką stadniny i długoletnią uczestniczką zawodów; najwięcej osiągnęła w skokach.
✧ Sam brał udział w zawodach w ujeżdżaniu i skokach, po raz ostatni miał okazję konkurować przed wstąpieniem w szeregi policji, czyli jeszcze w 2018, gdzie zdobył swoje ostatnie złota. Chciał do tego wrócić, ale postawił pracę nad pasją.
✧ Ma psa (kundelka, wyraźnie coś z wyżłem), często wychodzi z nim na długie spacery, albo wyjeżdża daleko poza miasto, żeby z nim w spokoju pobiegać; ten pies ma zdecydowanie za dużo energii.
✧ Udziela się w sąsiedztwie, a przynajmniej się stara; a to komuś coś pomoże naprawić, a to pieska wyprowadzi, a to czyjemuś dziecku korepetycje zrobi; dobrze się odnajduje we wspólnocie.
✧ Nie rozgląda się za kimś na stałe; nawet nie do końca jest pewny tego, czy w jego wiecznie zajętym życiu byłoby miejsce na kogoś dodatkowego, a ostatnie, czego chce, to zawieść kogoś, na kim mu zależy.
