Zablokowany
26 y/o
For good luck!
178 cm
horsing around like its nothing
Awatar użytkownika
"połącz pasję z pracą!"
... a potem skończ w policji i zastanawiaj się, czy pasja to nadal pasja, obowiązek, czy coś zupełnie pomiędzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

esmond "esme" dawson
tom holland
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
20/01/2000 I Banff, Alberta, Kanada
zaimki
on/jego
zawód
starszy funkcjonariusz konny
miejsce pracy
Toronto Police Service Cavalry Unit
orientacja
heteroseksualny
dzielnica mieszkalna
The Junction
pobyt w toronto
od 12 roku życia; na rok 2026 — 14 lat
umiejętności
prawo jazdy (samochód, motor, ciężarówka); jazda konna; zachowuje spokój w wysoce stresowych sytuacjach; dobra ręka do zwierząt; łatwo zawiera nowe znajomości; bez trudu mu przychodzi mówienie tego, co myśli; płynnie porozumiewa się w języku angielskim i francuskim
słabości
silny pracoholizm; problem z nazywaniem własnych uczuć, emocji; trudno mu się w pełni otworzyć do ludzi; nie potrafi przyjąć komplementu; niskie mniemanie o sobie i własnych osiągnięciach; może wydawać się chłodny
Samo pomieszczenie znał aż za dobrze. Drzwi były białe, z okrągłą, mosiężną klamką, której kolor dawno nie był odnawiany, przez co był bardziej ciemnobrązowy niż sztucznie złoty. Ściany ciągle miały tę samą, trochę nawet brzydką, białą tapetę w drobne, bladoniebieskie kwiaty, które udawały, że wcale ich nie ma. Była nieco chaotycznie naklejona, czego efekt miał być niwelowany przez obrazy, całe szczęście pozbawione jakichś treści motywacyjnych. Przedstawiały miasto, konkretniej ulicę, przy której znajdował się ten właśnie budynek, około stu lat temu. Oprawione zdjęcia z Shutterstock, którego logo jest ledwo widoczne przez światło, które zawsze fortunnie padało na szkło i zostawało odbite na biurko. Nawet ono nie wyglądało porządnie; pewnie było tym imitującym drewno plastikiem, do tego białym, żeby pokazać, jak to wszystko jest sterylne. Jedynym brudem, który wchodzi do tego małego raju, zawsze był Esmond. Siadał na tym musztardowo-żółtym fotelu, co tylko udawał, że jest wygodny; brał do ręki butelkę wody i przybierał na twarz uśmiech, który zawsze działał cuda, tylko może akurat nie w tym gabinecie. Naprzeciwko niego, na tym samym, brzydkim fotelu, siadała ona. Kładła na stolik pomiędzy nimi pusty notatnik i długopis; prostowała plecy i, jak za każdym razem, obdarzała go tym samym, sztucznym uśmiechem. Myślał, że jest szczery tylko przez pierwsze dwa spotkania. Teraz wydawał się na siłę. Przecież oczy nie miały tych drobnych zmarszczek w kącikach, a same kąciki szybko wracały do pozycji wyjściowej.

O czym chcesz dzisiaj porozmawiać?

Zawsze zaczynała tak samo. Nigdy nie wiedział, co jej odpowiedzieć; koniec końców i tak mówili o tym, co sama narzucała. Nic dziwnego, że tylko westchnął i oparł się plecami o fotel, szukając komfortu w niekomfortowym siedzeniu. Udawał, że się namyśla, żeby chociaż sprawić wrażenie, że go to cokolwiek obchodzi. Przegadała z nim wszystko, ale nawet nie dotknęła tego. Temat, z którym został do niej wysłany; na podstawie którego już postawiła mu diagnozę i dała łatkę, a porozmawiali o tym tylko raz. Skupiła się na jego dzieciństwie aż za mocno; jakby chciała wydobyć z niego jakieś faktyczne szczęście. Może informacje? Banff kojarzyło mu się dobrze; pełno szlaków górskich, pierwsze wyprawy konne, stajnia, w której praktycznie się wychował; pierwsze sukcesy sportowe i małe kroczki w kierunku pełnowymiarowej kariery powiązanej z końmi. Przecież rodzice też jeździli, obydwoje zawodowo; przenieśli się ze względu na zawód ojca, o co już też wykręciła mu sporą dziurę w głowie. Miał dwanaście lat, był na początku okresu dojrzewania; fakt, że szybko potrafił przystosować się do zmiany miejsca zamieszkania i nowych ludzi sprawił, że nie czuł się samotnie. Może jedynie nieco gorzej mu się oddychało, płuca miał bardziej przyzwyczajone do powietrza górskiego, niż miejsko-rzecznego, ale przecież nie narzekał. Nie było aż tak źle, szło się przyzwyczaić.
Miał wrażenie, że wiedziała o nim wszystko. Nie wiedział, po co jeszcze chodzi do jej gabinetu; dlaczego dalej zawracał sobie tym głowę. Dlatego milczał. Unikał jej spojrzenia i patrzył po ścianach, szukając kolejnej niedoskonałości do kolekcji. Czekał, aż sama go czymś zaskoczy, albo całkiem zawiedzie. I kiedy już miał stwierdzać, że tak w sumie, to nawet nie wie, co w ogóle tutaj robi, co było całkowicie zgodne z prawdą, ta odezwała się znowu.

Może o tym w y p a d k u?

Momentalnie wrócił spojrzeniem na jej twarz. Patrzyła z tym samym uśmiechem; zauważył, że ma już notes i długopis w rękach; notowała jego reakcje. Jakby był obiektem testów. Jedynym skażeniem, które trzeba było zbadać i trzymać w takich warunkach, żeby się nie rozniosło. Mógł tylko westchnąć i się wyprostować; uśmiech dawno zniknął z jego twarzy.
Co chce pani wiedzieć? — myślał, że ta sterta papierów jej w zupełności wystarczała. Całe mnóstwo pytań; jakby chciała sprawdzić, czy przypadkiem testów do policji też nie oszukał. Przecież był zdrowy; normalny, jak to lubił nazywać jego ojciec.
Jak na to wszystko patrzysz z perspektywy czasu? — brzmiała tak poważnie, że aż nie wierzył, że o to zapytała. Prychnął, pokręcił głową i odkręcił butelkę. Znowu nie patrzył na nią. Okno było zasłonięte roletami; przynajmniej te były zawieszone w jakiś sensowny sposób. Jeden łyk, drugi, trzeci. Kartotekę z tego dnia sporządzał sam. Doskonale wiedział, co się wydarzyło. Czasami, chociaż już coraz rzadziej, budził się zalany zimnym potem, czy nawet w ogóle nie mógł zasnąć, bo miał te obrazy przed oczami.
Jak na wypadek. Czy to chciała pani usłyszeć? — brakowało mu słów. Przecież nigdy nie był dobry w rozgryzaniu własnych emocji. Regulacja, to jeszcze potrafił, ale nazywanie wszystkiego po imieniu? — Tak, dalej myślę, że to moja wina. Mogłem jeszcze temu zapobiec. Mógł być dalej moim partnerem i nikt nie musiałby podejmować decyzji o moim przeniesieniu — mówił powoli. Z przerwami na oddech albo dobranie odpowiednich słów, byle tylko nie wtrącić gdzieś przekleństwa. Gryzł się w język, żeby zaraz też nie zacząć mówić o tym, co myśli o jakości jej pracy. Jakości miejsca, w którym się znajdowali. Był na obowiązkowym zwolnieniu lekarskim, ale przecież był zdolny do pracy. Mógł wrócić. Szkoda, że to ona miała o tym zadecydować.
Wiesz, że nie musisz się obwiniać. Jak mogłeś zareagować, przecież-
Pani tam nie było. Nie ma pani też wyszkolenia, prawda? — tylko wyższe studia, uniwersytet z jakimś dyplomem, a teraz próbuje udawać empatyczną. Wybijał kolejne myśli z głowy; nie mógł jej powiedzieć, że uważa ją za kogoś niekompetentnego. Była starsza, a on miał tylko dwadzieścia lat. Niecałe dwa lata na służbie, z czego pół roku już siedział na zwolnieniu. Wyglądała na zaskoczoną, dlatego zaraz kontynuował. — Będę, najlepiej jak potrafię, wypełniał swoje obowiązki. A jednym z nich jest wzajemna ochrona. Potrafiłem w tamtym momencie robić to lepiej, mogłem zrobić więcej — przerwał, żeby samego siebie opanować. Nagłe wypuszczenie powietrza z płuc sprawiło, że dopiero zorientował się, jak siedzi. Skraj fotela, coraz bardziej się prostował; zaraz cofnął się do pozycji właściwej. Chociaż i tak irytował go fakt, że ta skrupulatnie wszystko notowała.
Rozumiem, — miał ochotę wciąć jej się w słowo i temu zaprzeczyć, bo ewidentnie nie miała pojęcia, o czym mówi — że honor jest dla ciebie ważny. Ale jakbyś miał coś mu powiedzieć, jakieś ostatnie słowa, to-
Przepraszam, ale jest pani świadoma, że umierał mi na rękach, tak? Miała to pani w swoich papierach? Nie mam nic do dodania. Wszystko, co chciałem powiedzieć, co mogłem powiedzieć, już dawno zostało powiedziane.

══════════════════════════════


Decyzja o przeniesieniu nie była bardzo dużym zaskoczeniem. Może kilka osób na komisariacie było zaskoczonych; na pewno nie Esmond. Do policji konnej miał aplikować od początku; pech chciał, że znalazł się na głównym komisariacie, gdzie o posiadaniu żywego konia na służbie mógł tylko pomarzyć. Nie spieszy mu się zaraz awansować; dobrze mu, gdzie jest, nawet jak praca wymagająca. I tak sobie żyje już szósty rok, trochę zabiegany, bo zdecydował się jeszcze pomagać własnej matce w stajni, która jest oddalona dobre czterdzieści minut samochodem od Toronto (jak się nie przestrzega przepisów, to szybciej, wink-wink), a to jeszcze się stara lokalnie udzielać, czy jakoś nawet sąsiadom pomagać.
A wydarzeń ze zmiany sprzed kilku lat w tej smutnej głowie dalej sobie nie poukładał.

Ciekawostki
✧ Jeździ konno od praktycznie zawsze; prędzej jeździł na koniu niż na rowerze, a wszystko za sprawą rodziców, którzy tak naprawdę zawsze byli z końmi powiązani.
✧ Jego ojciec pracuje dla Kanadyjskiej Królewskiej Policji Konnej na stopniu federalnym; matka jest współwłaścicielką stadniny i długoletnią uczestniczką zawodów; najwięcej osiągnęła w skokach.
✧ Sam brał udział w zawodach w ujeżdżaniu i skokach, po raz ostatni miał okazję konkurować przed wstąpieniem w szeregi policji, czyli jeszcze w 2018, gdzie zdobył swoje ostatnie złota. Chciał do tego wrócić, ale postawił pracę nad pasją.
✧ Ma psa (kundelka, wyraźnie coś z wyżłem), często wychodzi z nim na długie spacery, albo wyjeżdża daleko poza miasto, żeby z nim w spokoju pobiegać; ten pies ma zdecydowanie za dużo energii.
✧ Udziela się w sąsiedztwie, a przynajmniej się stara; a to komuś coś pomoże naprawić, a to pieska wyprowadzi, a to czyjemuś dziecku korepetycje zrobi; dobrze się odnajduje we wspólnocie.
✧ Nie rozgląda się za kimś na stałe; nawet nie do końca jest pewny tego, czy w jego wiecznie zajętym życiu byłoby miejsce na kogoś dodatkowego, a ostatnie, czego chce, to zawieść kogoś, na kim mu zależy.
zgoda na powielanie imienia
tak
zgoda na powielanie pseudonimu
tak
Zgody MG
poziom ingerencji
wysoki
zgoda na śmierć postaci
tak
zgoda na trwałe okaleczenie
tak
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
tak
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak
Ostatnio zmieniony czw kwie 23, 2026 5:07 pm przez esme dawson, łącznie zmieniany 1 raz.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
galileofiagaro (dc też)
czytania w myślach; akcji stojącej w miejscu; gry na siłę
0 y/o
Prepare to be a seasoned local
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Witamy na forum esme dawson
Dobra wiadomość – Twoja karta postaci została zaakceptowana i możemy powitać Cię po tej stronie kanadyjskiej granicy! Przypominamy, że na rozpoczęcie rozgrywki masz 7 dni! W temacie kto zagra? możesz znaleźć użytkowników, którzy chętnie Ci w tym pomogą. Jednocześnie zachęcamy do założenia relacji, kalendarza i informatora. Powodzenia w Toronto!
Zablokowany

Wróć do „gentlemen”