out of my ignorance - I called you a homeland
and I forgot:
homelands
are
taken
a w a y
Nailah.
N a i l a h.
Słyszysz mnie, Nailah?
Wszystko będzie dobrze, tylko oddychaj głęboko, okej?
Już nic Ci nie grozi.
Tylko musisz go puścić.
Możesz to dla mnie zrobić?
Palce zaciskały się boleśnie na wszystkich wspólnych leniwych porankach, na wszystkich filiżankach czarnej kawy, których nie udało się nigdy dopić do końca; na gwałtownie przerwanych konwersacjach, z braku czasu odłożonych na później, na miłosnych obietnicach szeptanych w ciasnym splocie ciał; na snutych fantazjach o lepszym bycie, do którego - krok w krok, ramię w ramię - dążyli.
Nailah...
wypowiedziane łagodnie, miękko, jak do spłoszonego zwierzęcia, a jednocześnie niewłaściwie, nie tak, bo o n inaczej akcentował sylaby, ale:
jego już nie ma.
Metaliczny posmak prawdy ginął w desperacji dłoni rozpaczliwie chwytających za materiał ulubionej jasnoniebieskiej koszuli -
tak pięknie podkreślała mu oczy, powtarzała wielokrotnie - niezdolnych do zaakceptowania lepkości pod opuszkami palców, niezdolnych do wypuszczenia go z ramion po raz ostatni.
***
drogi idiotyczny notesie, który zgodnie ze słowami psychoterapeutów, ma mi "pomóc uporać się z bolesną stratą",
nie opowiem Ci o nim.
nie będę pisać o tym, co czuję.
nic nie czuję, dobra?
więc dajcie mi wszyscy święty spokój,
naila
***
oddajcie mi leki - oddajcie mi leki - oddajcie mi lekki - do cholery - oddajcie mi leki.
nie mogę bez nich spać.
naila
***
w jaki sposób pisanie o nim ma mi pomóc, co? w jakim popieprzonym świecie wspominanie kogoś, kto zmarnował dla mnie swoje życie, powinno przynieść ulgę?
nie umarłby, gdyby mnie wtedy nie zasłonił.
a więc żyłby. żyłby, oddychałby, dalej byłby dobry aż do szpiku kości.
a tak? a tak zostawił mnie tu samą.
więc jaki jest sens tego wszystkiego?
naila
***
jest dobrze. jem, pracuję, śpię. prawie wcale już o nim nie myślę.
naprawiliście mnie, gratulacje!!!!!!
czy to dobry moment, by przestać wylewać tu swoje żale?
naila
***
Brylant na palcu serdecznym mieni się w świetle popołudniowego słońca, swoją wielkością przykuwając liczne ciekawskie spojrzenia. Mogłaby go schować, udać zawstydzoną rozrzutnością swojego narzeczonego, ale to byłoby bezcelowe, bo i tak szeptaliby za jej plecami to przeklęte słowo: n a c i ą g a c z k a.
Pojawiwszy się znikąd, okręciła sobie wokół palca jednego z największych tytanów biznesu w całym Toronto. Ach, jakie barwne nagłówki zdobiły pierwsze strony gazet, którym towarzyszyły długie paragrafy rozwodzące się w wielobarwnych epitetach na temat
miłości od pierwszego wejrzenia. Jeżeli wierzyć brukowcom, ich oczy przecięły się w locie, gdy występowała na scenie The Spoke Club i tyle wystarczyło, by połączyła ich
nierozerwalna więź. Po kilku miesiącach
ognistego romansu wprowadziła się do jego posiadłości o złotych klamkach, a po paru następnych została prawowitą właścicielką klubu, w którym jeszcze do niedawna przygrywała do kotleta.
Ależ romantyczny wyraz głębokiej miłości! Nic dziwnego, że gdy jej oblubieniec uklęknął na jedno kolano pośród morza tysiąca świec, wypowiedziała
magiczne tak.
Teraz wszyscy z zapartym tchem wyczekują
ślubu niczym z bajki oraz rzecz jasna:
i żyli długo i szczęśliwie.
I tylko czasem, kiedy w idealnej masce zaczynają pojawiać się pęknięcia, nocami ściska srebrny nieśmiertelnik, śniąc o życiu, które brutalnie wyrwano jej z rąk, choć ze wszystkich sił starała się
nie puścić.
Ciekawostki
- ukończyła instrumentalistykę ze specjalnością gra na wiolonczeli z wyróżnieniem i niegdyś marzyła o dostaniu się do TSO;
- życiowe doświadczenia uczyniły z niej materialistkę, dla której liczy się przede wszystkim pławienie się w luksusach;
- ubiera się nienagannie, wypowiada się niezwykle kulturalnie i nigdy na bankietach nie wypija więcej niż jedną lampkę szampana;
- grubą kreską odcięła się od korzeni; nie jest zbyt religijna, rzadko mówi po arabsku i nie pielęgnuje rodzinnych tradycji, a wszystko dlatego, że każda z wyżej wymienionych rzeczy przypomina jej o stracie;
- jest doskonałą aktorką - przed najbliższymi bez trudu udaje wersję siebie, która już dawno przestała istnieć, a dla swojego narzeczonego jest dozgonnie oddaną i potulną partnerką;
- ale gdzieś pod spodem gotuje się w niej z ł o ś ć przypominająca cicho tykającą bombę; bo gdyby nie leki, rwałaby włosy z głowy; bo gdyby nie pragnienie posiadania wszystkiego, zerwałaby maskę z twarzy i pokazałaby, na co n a p r a w d ę ją stać.