-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Podskoczyła, gdy na ekranie nagle coś się pojawiło i wywaliła na podłogę cały popcorn. - No bez jaj... - wymamrotała zawstydzona swoim zachowaniem i cicho westchnęła patrząc na ten bałagan. Niepewnie zerknęła w stronę kuchni i przełknęła ślinę uzmysławiając sobie jak było już ciemno. Mogła wcześniej zapalić chociaż lampkę, ale po co?
- Jesteś odważna Clem. Nie zadzwonisz do braci. Raz na zawsze zerwiesz łatkę młodszej nieporadnej siostrzyczki i z dumą jutro im obwieścisz, że przeżyłaś samotnie tę noc. - próbowała zmotywować się do ruchu, ale nic z tego. Jej wyobraźnia wręcz szalała i była niemal pewna, że słyszała jakieś kroki na górze. Może to jakiś morderca? Przecież korespondowała z kilkoma osadzonymi i któryś ją w końcu znalazł? - To tylko twoja wyobraźnia. - mówienie do siebie nie wróżyło najlepiej, ale przecież nie mogła stchórzyć i wezwać Albiego lub Bena. Już i tak się z niej naśmiewali, że nieraz pakowała im się do łóżka jak naoglądała się głupot w internecie. Te filmiki o skinwalkerze naprawdę były tak realistyczne, że przez kilka dni w to wierzyła i podejrzliwie wpatrywała się w każdego psa mijanego na spacerze. Nie jej wina, że była podatna na tego typu rzeczy i wierzyła we wszystkie te paranormalne teorie. Zresztą uwielbiała ten dreszczyk emocji kiedy strach ogarniał ciało. Tyle, że nie lubiła spać sama po takiej dawce emocji.
Zarzuciła kocyk na swoje ramiona i biegiem popędziła do najbliższego pstryczka. Odetchnęła głęboko, gdy światło rozjaśniło pokój i czujnie rozejrzała się po nim. Ani śladu mordercy, ducha czy innego zjawiska. Była bezpieczna. Trzymając się ściany przekradła się niczym ninja do kuchni i zaczęła szukać zmiotki. Wtedy usłyszała to... Ktoś jakby skrobał paznokciami po drzwiach do domu. Z głośno bijącym sercem złapała za nóż i powoli zaczynała zmierzać w kierunku drzwi. Szuranie nie ustępowało, ale była zbyt przestraszona, żeby sprawdzić co to było. Ktoś próbował dostać się do środka?
Teraz już nie miała żadnych oporów. Zgarnęła z blatu telefon i wybrała numer Albiego. Nie odebrał. Później Benji. Nic, cisza. Przez chwilę nawet rozważała Deana, ale ten to nie dałby jej spokoju po takiej akcji. Zresztą i tak pewnie był na imprezie, więc... I wtedy to zobaczyła. Coś dużego poruszyło się na zewnątrz i nawet wywróciło kubeł ze śmieciami. Widziała to coś doskonale przez okno. Przestraszona wypuściła z dłoni telefon oraz nóż. To drugie próbowała złapać w locie, ale jedynie pokaleczyła dłonie, zostawiając plamki własnej krwi na panelach. Cofając się strąciła lampkę z komody, która roztrzaskała się, tworząc jeszcze większy bałagan w salonie. Jak oparzona pognała do swojego pokoju i zaryglowała się od środka w swojej szafie.
Na bank to był ten skinwalker!
albert thallman
benjamin thallman