-
Hot summer, a hot hot summernieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracji- przeszłypostaćautor
Miasto nocą nadal pozostawało rozświetlone neonami oraz latarniami ulicznymi. Nocne życie miało się w najlepsze, zwłaszcza w piątki rozpoczynając weekendowe szaleństwo. Eskapady po różnych lokalach, dopóki ciało nie zacznie odmawiać współpracy.
Tylna uliczka dawała trochę wytchnienia od szaleństwa oferowanego przez klub. W głowie zapanowuje spokój, po kilku godzinach otoczonych dudniącą zewsząd muzyką. Dźwięki miasta są nieco przytłumione przez otaczające tylne wejście budynki z pojedynczymi oknami, pozbawionymi świateł. Wyglądały trochę jak zamknięte oczy mitycznej istoty znudzonej otaczającym ją światem.
Duffy bywała stałą bywalczynią takich miejsc. Nie warto było tracić najlepszych lat na siedzenie w domu, gdy miasto oferowała wiele atrakcji. Do tego gdzieś musiała zaprezentować swoje kreacje, które nie za dużo zakrywały. Szkoda, żeby marnowały się w szafie, skoro już zadała sobie trud je kupić.
Stojąc opartą plecami o ścianę, wyciągnęła z torebki papierosa. Paliła rzadko, ale tego wieczoru miała nastrój na trochę nikotyny. W końcu jak powtarzali, wszystko jest dla ludzi, z umiarem. Poza tym, po coś fajki oraz inne używki zostały wynalezione.
Znalazłszy w końcu paczkę, wyciągnęła jednego i włożyła do ust. Błękitna zapalniczka, błysnęła na chwilę ogniem, podpalając papierosa. Duffy zaciągnęła się, po czym wypuściła dym w chłodną noc. Fajeczka bardzo dobrze pasowała do tylnej uliczki klubu, ukrywając palaczkę przed wzrokiem stróżów prawa. Ci bowiem czyhali z bloczkiem w ręce, by tylko wystawić mandat za palenie w miejscach publicznych. Wszak statystyki oraz rubryczki w tabelkach. A ona nie chciała być kolejną osobą w tabelce.
Zaciągnęła się ponownie, czując jak nikotyna przebija się przez dominujący smak pozostawiony przez alkohol.
Jayce Byrne
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Cudze ręce w miejscu takim jak to, bywały wszędzie.
Na obcych pośladkach, w otarciu pobliskich w tańcu ramion, czasem również pomiędzy chętnymi, ciepłymi udami, co dało się dostrzec w otoczeniu, gdy tylko przesuwało się spojrzeniem po najbardziej spragnionych dotyku gościach. A choć Jayce Byrne nie był ani pruderyjny, ani powściągliwy, nie przepadał za tego typu zabawą. Huczność kontaktów w klubie i łatwość ich nawiązywania - pewna nachalność tego miejsca, jaka wczepiała mu się w skórę za każdym razem, gdy bywał tutaj ze znajomymi - sprawiała, że z rozrywkowego mężczyzny, żądnego doświadczeń, przechodził niemal w zasadniczego gbura.
Nie czerpał przyjemności z oczywistych podrywów, czy zbyt szybkich znajomości. Nawet jego jednonocne przygody zaczynały się zwykle od budowania napięcia i długiej gry wstępnej. Nic więc dziwnego w tym, że podczas wypadów tego typu czuł się… nieukontentowany. Spojrzenie jasnych tęczówek śledziło tańczących, czasem dla samego wysiłku i przerwania nudy nawet sam do nich dołączał, poddając się rytmowi muzyki - rzadko jednak rozpiętość emocji, jaką wyczuwał w powietrzu, przyjmował do siebie. Pożądanie, zerwane ze smyczy - w jego najbardziej agresywnej, niemal prymitywnej formie - było czymś, od czego stronił. W przeciwieństwie do rozciągniętej w czasie grze relacji. Lubił ten stan powolnego docierania do siebie: to w jaki sposób kobiety reagowały na niego, z początku stawiając mu moralny opór. Tutaj tego nie doświadczał. Być może dlatego czasem potrzebował trochę oddechu.
Wychodząc tylnymi drzwiami na ulicę, wilgotną od wieczornej aury, od razu wyczuł rześkość powietrza i tę charakterystyczną kameralność, zamkniętą między wąskim gardłem budynków.
- Jaaaayceee… ale wrócisz do nas za chwilę?
Za plecami zostawił swoją dzisiejszą towarzyszkę, śmiejącą się do rozpuku po bardzo kiepskim żarcie z jego storny, o którym zdążył już zapomnieć w momencie jego wypowiadania, co stanowiło idealną klamrę tego wieczoru: nie był wart zapamiętania. Zamykając za sobą drzwi, wciąż z uśmiechem pobłażliwości krzątającym się na ustach, ostatecznie prychnął, opierając się plecami o mur zaraz za wejściem.
Dopiero wtedy ją dostrzegł.
- To ohydny nawyk… - zaczął bezpośrednio, kiwając sugerująco głową w kierunku wypuszczonego przez nią dymu papierosowego. Oczy przez chwilę śledziły ruch i ułożenie jej ust podczas wypuszczania chmury nikotyny z płuc, nie przesadzał jednak z natarczywością spojrzenia, przerzucając je zaraz potem w kierunku głównej ulicy, majaczącej z oddalenia i tylko w części, z której dobiegały przytłumione dźwięki nocnego życia - …ale jakże seksowny - dodał tak samo pewnie co chwilę temu, ale ciszej, może nawet bardziej do siebie, niż do niej, nie licząc na reakcję.
Westchnął cicho, odrywając od skóry zlepioną do ciała koszulę, odpiętą lekko u góry przy dwóch pierwszych guzikach.
Duffy Summers
-
Hot summer, a hot hot summernieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracji- przeszłypostaćautor
Nie spodziewała się, że ktoś jeszcze wpadnie na pomysł zawitania na tyły klubu, chociaż nie było takie zakazu. Mimo wszystko nie chciała, aby trafił się ktoś, komu będzie przeszkadzać to, co robiła. Kątem oka zerknęła na wyłaniającą się zza drzwi postać. Sama wciąż stała przyklejona do ściany, prawie nie zauważalna w panującym przymulonym świetle padającym z różnych stron.
Wraz z otwartymi drzwiami, ciszę zakłócił dźwięk rozmów oraz śmiechów, muzyka, brzęk szkła napełnianego alkoholem. Zakłóciło to chwilę sam na sam z fajeczką.
Gdy grzmi zostały zamknięte na powrót zagościła specyficzna cisza takich miejsc. Gdzie tam toczyło się nocek życie, a tu jakby czas się trochę zatrzymał. Płynął nieco wolniej, swoim torem. I w tym wszystkim byli tylko oni dwa.
Dwie dusze, poszukujące chwili wytchnienia od pokus czyhających na ludzi każdej nocy. Gdzie dookoła kusiły neony, reklamy, happy hours.Lokalne wabiły każdymi dostępnymi metodami, byleby ściągnąć głodnych zabawy ludzi w swoje czułością.
- A to ci nowość - skomentowała wypuszczając dym w nocne niebo.
Jej wzrok zatrzymał się na nieznajomym, który wygłosił jakże dobrze jej znane opinie o używkach. Nie zamierzała jednak przestać palić tylko dlatego, że komuś, coś nie pasowało. Była tu pierwsza, więc poniekąd czuła się jak pani tego zaułka. Dopiero słysząc dalszą część wypowiedzi na jej usta wkradł się uśmiech.
- Masz ochotę? - Rzuciła pytałem wyciągając w jego stronę papierowa, którego paliła.
Jej uśmiech stał się jeszcze szerszy, gdy zlustrowała wciąż skrytego w lekkim mroku nieznajomego, odpinającego guziki od koszuli. Nie pogardziłaby, gdyby tych guzików zostało odpiętych nieco więcej. Wydawało je się, że dostrzegała, pod nią, całkiem przyjemne dla oka wyrzeźbione mięśnie.
Jayce Byrne
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Podobała mu się ta perspektywa. Choć przez większość życia poruszał się po miastach dynamicznie, rozsadzając własną obecnością przestrzeń – nawet on czasami potrzebował przystanku. Dziś wypadł on w jej towarzystwie. Jayce przebiegł niespiesznie wzrokiem od jej ust, do nikotynowej chmury, z sekundy na sekundę blednącej, stanowiącej wpierw kłęb szarości, a następnie ledwie ulatniającą się ku niebu mgiełkę.
– Nie palę – wyznał bez krzty nieśmiałości, nie uznając tego faktu za jakikolwiek powód do wstydu. Potrzebował oddechu, dlatego wyszedł poza bar, a żrący gardło dym papierosa w niczym by mu dziś nie pomógł. Pytanie dziewczyny uznał jednak za odpowiednią okazję do tego, by przełamać z nią dystans, jako że w parę sekund później przeszedł parę kroków w jej kierunku, by zminimalizować dzielącą ich odległość. Zatrzymał się tuż przed nią, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. Przez chwilę, w ciszy, patrzył na kolejny obłok dymu, tym razem czując jego swąd na własnym ubraniu. Nie odezwał się jednak, nie rzucił niczego, co można było uznać za kolejny wykład.
– Ale możemy udać, że tak... żebym mógł podtrzymać Tobie towarzystwa.
Treść słów brzmiała, jakby robił jej przysługę. Miękkość, zasadzona na języku świadczyła jednak o tym, że niczego od niej nie oczekiwał w zamian za „zabawianie jej dialogiem”, i niczego jej nie sugerował. Jedynie wykorzystał szansę do rozmowy.
– Masz jeszcze jakieś ciekawe nawyki? – tym razem jasne tęczówki oczu spoczęły na jej smukłych palcach, obserwując niknącą długość papierosa – Ja na przykład nie potrafię zrezygnować z siłowni – dodał na zachętę, zaczynając z odpowiedzią na to samo pytanie od siebie.
Duffy Summers
-
Hot summer, a hot hot summernieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracji- przeszłypostaćautor
- Słusznie, palenie jest szkodliwe - pokiwała głową, co zakrawało na ironię, skoro właśnie sama truła siebie i otoczenie. - Móż powinnam brać przykład, z porządnego obywatela - uśmiechnęła się nieznacznie rozbawiona własnym zdaniem.
w tej tylnej uliczce, mogli być królową i królem świata. Władcami absolutnymi tego kawałka ziemi niczyjej, a wszystko, co się na niej wydarz, pozostawało ukryte dla świata. Stanie się tajemnicą skrywaną przez księżyc i ich samych.
- Skoro nalegasz, możesz mi potowarzyszyć - zgodziła się wodząc wzrokiem po sylwetce mężczyzny, a było na co popatrzeć.
Nieznajomy nie wydawał się pierwszym lepszym gościem. Biła od niego pewność siebie i coś na kształt chęci panowania nad sytuacją z nutką dominacji. Przynajmniej ona tak to odbierała, chociaż mogła się mylić.
Poza tym nie odmowa się towarzystwa, skoro samo się pojawiło i wykazywało zainteresowanie jej nieskromną osobą. Lubiła męskie towarzystwo zdecydowanie bardziej niż kobiece, więc tym bardziej nie miała powodów do narzekania.
Atmosfera tego miejsca robiła swoje, dodając ludziom tego, czego nie widać za dnia. Pewne unikalne cechy, ukryte przed blaskiem słońca. Jakby były dostępne tylko i wyłącznie w te którymi chwile, kiedy do władzy dochodzą inne instynkty.
- Nawyki pytasz - zamyśliła się wypuszczając w dal papierowy dym. - Śpię nago, nie mogę zasnąć jak muszę ubrać piżamę - przyznała ponownie się zaciągając trującym dymem. - Wybrałabym się na plaże nudystów, jeśli byłaby w okolicy.
Podjęła rozmowę, na dość interesujący temat. Można było tutaj sporo nakłamać, albo zdać się na szczerość. W końcu najprawdopodobniej znajomość zakończy się na tej jednej konwersacji. Osobiście zdała się na szczerość, bo cóż miała do stracenia? Życie było za krótkie, by pić tanie wino.
Jayce Byrne
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Na pewno są dziedziny życia, w których radzisz sobie z przykładnością lepiej ode mnie - zapewnił ją, choć póki co nie odkrył przed nią wszystkich kart i nie wskazał na to, o jakich dziedzinach mógł mówić - Aktualnie zastanawiam się, kto z nas jest bardziej bezwstydny. Na pierwszy rzut oka wyglądasz raczej na odważną i… otwartą.
Mówiąc to, zlustrował ją krótko wzrokiem, podświadomie rzucając ją własnej ocenie. Jej ubiór był śmiały, znacznie bardziej wyzywający, niż u przeciętnej kobiety, dlatego tak łatwo było mu przypisać jej pewne cechy charakteru. Liczył się jednak z tym, że może się co do niej mylić. Nie istniał natomiast inny sposób na sprawdzenie tego, niż dalszy kontakt z nią. Poza tym miejsce, zacienione i ciche, rzeczywiście sprzyjało bardziej intymnym rozmowom i szczerości, a nawet ewentualnym wyznaniom. Skryci w ustronności uliczki teoretycznie mogli pozwolić sobie na więcej, bez obawy o to, że ich słowa, czy czyny staną się żerem dla obcych i mnogich oczu, jakie czyhały na nich we wnętrzu lokalu.
- W zasadzie jest jedna taka plaża w okolicy - chwycił własny podbródek między kciuk, a palec wskazujący, przecierając lekko opuszkami po kłującym nieco zaroście, uśmiechnął się przy tym lekko, co miało zwiastować drobną prowokację z jego strony:
- Hanlan’s Point. Jeśli chciałabyś kiedyś wybrać się wspólnie - zaśmiał się, wyrażając tym swój luźny stosunek do tematu. Nie miał problemów z nagością, a plaże w Toronto były pierwszym, co sprawdził po przeprowadzce z Australii, stąd też wiedział o istnieniu Hanlan’s Point Beach.
- Tak w ogóle, to Jayce - przedstawił się, wyciągając w jej kierunku dłoń. To była jedyna forma kurtuazji, jaką można było u niego zaobserwować.
Duffy Summers
-
Hot summer, a hot hot summernieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjiTrzecioosobowaczas narracji- przeszłypostaćautor
Daleko jej było do aniołka chodzącego przykładnie z babcią kościoła, co niedziele. O wiele lepiej po śmierci czułaby się chyba w piekle, gdzie nie musiałaby być grzeczną. Poza tym jakoś tak wolałaby seksownego demona niż olśniewającego blaskiem anioła. Nawet ze złotą aureolą.
- Ostatni raz świeciłam chyba przykładem przed szkołą średnią - zastanowiła się, bo prawdę mówiąc daleko jej było do przykładnej obywatelki. Świeciła za to na pewno ciałem więcej niż przeciętna osoba w jej wieku. - Taka ze mnie troszeczkę niegrzeczna dziewczynka - wygięła usta w dwuznaczny uśmiech.
Śmieszyły ją nie raz te wszystkie ograniczenia, jakie nazrzucało im społeczeństwo. Podobno każdy przychodził na ten świat jako wolny człowiek, a tak na prawdę od razu wciskano go w sztywne ramy norm oraz zasad. Trochę wyłamywała się z tego schematu i jej to pasowało, chociaż ludziom z zewnątrz łatwo było po prostu określić ją, że wygląda jak dama lekkich obyczajów i tyle. Że na pewno popuszczała się na lewo i prawo, z kim popadnie. A Duffy po prostu lubiła się dobrze zabawić i skorzystać z okazji jak druga strona wykazywała zainteresowanie.
Ponownie zaciągnęła się głęboko fajeczką, czując na sobie wzrok rozmówcy. Nie on pierwsi i nie ostatni mógł podziwiać jej wdzięki. Po to je eksponowała, by inni też mogli chociaż na chwilę korzystać wizualnie z tego, czym ją natura obdarowała zanim wrócą do swoich partnerek chodzących w majtkach z golfem.
- I ja jeszcze o niej nie słyszałam - była to bardzo dobra wiadomość, jako że sama nie lubiła mieć na sobie więcej niż to absolutnie konieczne. W zasadzie było to widać. - Człowiek całe życie dowiaduje się różnych rzeczy a ta jest jak najbardziej przydatna - odgarnęła za ucho niesfornego loka. - Chętnie się wybiorę. O tej porze nie powinno być tłumów, Jayce - zauważyła, powtarzając imię swojego rozmówcy. - Duffy.
Jayce Byrne