-
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shootin' stars?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Zerknęła raz jeszcze na plecak, do którego starała się zapakować najpotrzebniejsze rzeczy. Czemu to było takie trudne? Przecież to był wyjazd zaledwie na weekend. Ot, babskie spotkanie pod namiotami, które miało udowodnić, że dziewczyny też potrafią się dobrze bawić i wcale nie potrzebowały męskiej ręki do rozbicia obozu. Czemu więc plecak wcale nie chciał się zamknąć, a dalsze upychanie nie na wiele się zdało? Przecież ta lina oraz kilka spinaczy były potrzebne. Co prawda nie miała pojęcia do czego, ale intuicja podpowiadała, że kiedy nadejdzie odpowiednia pora, wraz z Hazel będą dziękować niebiosom za opatrzność.
Wystukała krótką wiadomość do koleżanki, informując ją, że była gotowa i jedzie na stację, gdzie miały złapać pociąg do niewielkiego miasteczka nieopodal Toronto, by następnie busem udać się do miejsca docelowego. Według informacji znalezionych w Googlach, z przystanku miały jeszcze przejść jakieś piętnaście minut, co było idealnym rozruszaniem przed ostateczną zabawą.
-Czuję, że to będzie wspaniały wypad! - uśmiechnęła się do dziewczyny, kiedy ostatecznie spotkały się na peronie. Hazel wyglądała cudownie, ale to nie było dla Wildbird nowością. Już podczas pierwszego spotkania, kiedy dziewczyna pomogła jej z delikatną sprawą, Cass zwróciła uwagę na jej urodę, która prosiła się o akwarelowe uwiecznienie! Cudownie prezentowałaby się w jasnej sukience na tle zachodzącego słońca, być może jeszcze z jakimś przystojniakiem, który trzymałby ja za rękę!
Wsiadły do pociągu oddając się przyjemności nadrabiania zaległości z życia swojej rozmówczyni. Być może nie znały się aż tak długo, jak Cass znała się ze swoimi przyjaciółmi, ale lubiła ją. Była szczera, zabawna i zawsze miała coś do powiedzenia. Plus umówmy się, rudowłosa niespecjalnie miała problemy z zawieraniem znajomości, tym bardziej jeśli gdzieś na starcie znajomości pojawiła się wdzięczność za troskę. To zobowiązywało. Późniejsze spotkania jedynie pogłębiły sympatię i oto proszę, po raz pierwszy gdzieś razem jechały!
-Sprawdzałam pogodę i ma nam dopisać! Mam nadzieję, że spakowałaś strój kąpielowy, bo niedaleko będzie jezioro. Nie pamiętam, czy można w nim pływać, ale zobaczymy na miejscu - powiedziała, zajadając się ciasteczkami czekoladowymi, które stanowiły część jej prowiantu. Miała tego całkiem sporo, ale nie na tyle, by wytrzymać weekend. Ale bez obaw, miały mieć niedaleko obozowiska niewielki sklepik, więc nie groził im głód!
Zaledwie dwie godziny później opuściły pociąg, czekając na busa, który z półgodzinnym opóźnieniem zawiózł je na odpowiedni przystanek.
-To niedaleko stąd. Zaledwie kilkanaście minut! - powiedziała do dziewczyny, poprawiając plecak. Ach, już czuła smak pianek z ogniska!
Poprowadziła je przez las, na środku którego miało znajdować się miejsce do obozowania. Skąd miała wiedzieć, że pomyliła nazwy i koniec końców wcale miały nie dotrzeć tam, gdzie zakładał pierwotny plan? Póki co, nie zdając sobie sprawy z własnej pomyłki, z uśmiechem na twarzy parła przed siebie, wciągając koleżankę w przygodę życia.
Hazel Brooks