ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
167 cm
krawcowa w domu i w salonie sukien ślubnych
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ever lubiła pracować i chociaż chętnie spełniała marzenia pań młodych o wspaniałej sukni ślubnej, bardziej lubiła siedzieć w mieszkaniu i robić coś innego. Nieraz coś przerabiała, albo szyła od podstaw. Z każdym mijającym tygodniem w Toronto, miała więcej zamówień, bo sąsiedzi wiedzieli kim jest i co robiła. W końcu ogłosiła się w Internecie, a chociaż nie od razu znalazła kolejnych klientów, stopniowo pracy przybywało. I gdzie tu miejsce na własne pomysły? Grunt to dobra organizacja.
Tego popołudnia siedziała nad sukienką dla jednej z sąsiadek. Ładny, fioletowy materiał prezentował się naprawdę dobrze i Ever była pewna, że powstanie z tego coś eleganckiego. Miała wzór, według którego szyła. I tylko ludzie pytali ją, dlaczego nie otworzy własnego biznesu i po prostu się wybije. Sama nie dałaby rady, ale kto wie, może któraś z koleżanek zdecyduje się na taki krok i ona dołączy? Różnorodność była przez nią najbardziej lubiana, stąd małe marzenia o własnym kącie do pracy.
Tymczasem siedziała przy stoliku w salonie, tam, gdzie miała maszynę i przybory krawieckie i po prostu szyła, nucąc sobie jakąś piosenkę, która właśnie płynęła z radia.
Lubiła spędzać czas poza miejscem pracy i zamieszkania, ale tego dnia jakoś nie miała ochoty wyjść. Mogła przynajmniej kończyć zamówienie i cieszyła się, że wpadnie jej coś do portfela. Czasy były, jakie były i każda zapłata była bardzo ważna.
Rodzice chcieli, by wróciła do Vancouver, ale ona postanowiła zostać na dłużej. Miała zamiar znaleźć i poznać swoją prawdziwą rodzinę. Nie natknęła się dotąd na swoją siostrę bliźniaczkę, ani na ludzi, którzy by ją znali. No chyba, że dziewczyny były od siebie zupełnie różne. To już inna sprawa.
W każdym razie cel się oddalał, bo wątpliwości związane z poszukiwaniami po prostu brały nad nią górę i ciemnowłosa sama nie wiedziała, co robić. Może chciała otworzyć puszkę Pandory?
Nie chodziło jej o problemy, czy jakieś wynagrodzenie materialne. Nie, kochała swoją rodzinę adopcyjną i przybraną siostrę. Chciała tylko się dowiedzieć, kim tak naprawdę jest i jakie są jej korzenie. To wiele i niewiele równocześnie.
W pewnej chwili usłyszała dzwonek do drzwi, więc na chwilę odeszła od maszyny. Nie spodziewała się gości, no chyba, że o kimś zapomniała. To jednak nie było ważne, bo chętnie witała kolejne osoby, czy je znała, czy nie. Może akurat komuś pomoże? Otworzyła i z łagodnym uśmiechem powitała chłopaka, który… No właśnie, o co chodziło? W każdym razie pogotowie krawieckie było do dyspozycji.

Harry Dillion
dc: kwiatkowa
26 y/o
For good luck!
176 cm
organista St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
organista w kościele objęty programem ochrony świadków, więc tajemniczy mocno
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Już od jakiegoś czasu dochodził do wniosku, że lokalny pastor zleca mu najróżniejsze i najbardziej błahe zajęcia. Początkowo go to irytowało, bo nie rozumiał, dlaczego duchowny wysyłał go do najróżniejszych sklepów, nawet tych położonych daleko od plebanii tylko po to, by kupić jakieś owoce, pomimo faktu, że taki sklep mieli dosłownie pod nosem, bo wystarczyło przejść na drugą stronę ulicy. Podobnie zresztą było z innymi prośbami. Dopiero po jakimś czasie zrozumiał, że mężczyzna chciał, żeby Harry, pod przykrywką wykonywania poleceń miał okazję zwiedzać i poznać miasto, w którym musiał teraz żyć. Nie chciał bowiem, by Dillion załatwiał wszystko zbyt szybko i powracał do użalania się nad swoim losem. Duchowny wiedział bowiem o tym, z jakiego powodu chłopak pojawił się w mieście i co musiał zrobić i jaką rolę musiał odgrywać. Odbyli ze sobą dość trudną rozmowę, bo żaden z nich nie był przygotowany na taki przebieg spraw. I chociaż Harry był podirytowany tym wszystkim, to nigdy nie przelewał swoich frustracji na starszego mężczyznę. Był mu bowiem wdzięczny i nawet teraz, gdy już doskonale wiedział, z jakiego powodu pastor wysyłał go w dalekie wyprawy, to i tak nie komentował tego w żaden sposób.
   Tym razem padło na przyszywanie guzików w czarnej koszuli. Harry mógłby to zrobić samemu, biorąc pod uwagę fakt, że potrafił szyć. Oczywiście nie był krawcem i nie miał wielkiego doświadczenia, jeśli chodziło o naprawianie ubrań, niemniej jednak potrafił zszywać ludzi, więc w sumie na jedno wychodziło. A przynajmniej w jego opinii. Tak czy siak, wziął koszule i komplet guzików, które należało przyszyć. Po drodze w wyznaczone miejsce, bo stwierdził, że pójdzie na nogach, zaczął zastanawiać się, kiedy duchowny zdążył tak uszkodzić te koszule, bo nigdy nie widział, żeby chodził w takich, które wymagały naprawy. Zaczął go podejrzewać o celowe uszkodzenie, ale nie potrafił wyobrazić sobie duchownego, który celowo odrywa guziki tylko po to, by Harry miał jakieś zajęcie. Z jednej strony było to urocze w sumie, że aż tak mu zależało, ale z drugiej chłopak zaczął się zastanawiać, czy mężczyzna go lubił, czy trzymał go dlatego, że musiał.
   Wyruszył, by spełnić swoje zadanie. Już w połowie drogi zrozumiał, że błędem było spacerowanie, bo droga okazała się znacznie dłuższa niż zakładał. Odetchnął więc z ulgą, gdy jego oczom ukazał się budynek, do którego skierował go duchowny. Przyspieszył więc kroku i stojąc pod drzwiami zapukał w nie kilka razy trochę zbyt energicznie. Nie musiał czekać zbyt długo na to, by drzwi się otworzyły, a za nimi stała kobieta, którą to zapewne miał spotkać.
   – Cześć… wysłano mnie z misją naprawienia koszul – przywitał się i potrząsnął lekko torbą, w którą zapakowano ubrania.


Ever Berkeley
Harry wikary
nuda i brak zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „Porzucone”