ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
190 cm
hokeista w toronto maple leafs
Awatar użytkownika
'cause now that every day's a party, every night's a nightmare - I can't lay down my head without wishing you came along
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

#1
Desperate times call for desperate measures
I fell into ya, I fell into ya
Tried to correct it, well, shit, I wrecked it


Woodson Asmodeus Hallewell był s p ó ź n i o n y...
... co na swój pokręcony sposób oznaczało mniej więcej tyle, że żaden koniec świata się nie zbliżał, żadna wielka apokalipsa nie wisiała w powietrzu, bo punktualność nigdy nie była jego mocną stroną.
Niemniej jednak - wyjątkowo tego dnia p o w i n i e n był dokonać cudu porównywalnego do jezusowego w Kanie Galilejskiej i p o w i n i e n był zwalczyć własne roztargnienie, które nakazywało mu ignorować coś tak prozaicznego jak upływ czasu. Okej, na jego obronę należy bardzo mocno podkreślić, iż tym razem to spóźnienie nie wynikało jedynie z chaosu, który tak radośnie wokół siebie rozkręcał, nie, akurat w tym przypadku miał w y t ł u m a c z e n i e.
Bo po latach obustronnej ciszy właśnie dziś - ze wszystkich możliwych pieprzonych dni w kalendarzu - otrzymał wiadomość.
Od swojego ojca.
Ojca, którego wyciął ze swojego życia bardzo dawno temu i nie, wcale nie planował zaprosić go do niego na nowo, więc jakim prawem on sam z butami władowywał się tam, gdzie nie był mile widziany?
Musisz mu wybaczyć, Woody. To nadal Twój ojciec.
Słowa matki wracały do niego natrętnie i to nawet teraz, kiedy próbował natłok myśli wyciszyć kolejką szotów, którą zamówił zaraz po przekroczeniu progu baru i zorientowaniu się, że Marisol jeszcze się nie zjawiła. I choć cichy - bardzo cichy - głos rozsądku podpowiadał mu, iż upicie się przed ważnym spotkaniem jest totalnie marnym pomysłem, to przegrał on jednak z uczuciem ciężkości, które dręczyło go od przeczytania tej przeklętej wiadomości. Dlatego złamał wieloletnią tradycję i nie wybrał i c h stolika, a zupełnie inny, ten najbardziej odosobniony w kącie lokalu; dlatego zaczął pić z tempem błyskawicy, chcąc otępić się przed j e j przybyciem, bo o n a potrafiła przejrzeć go na wylot. A znacznie prościej było być typowym, zakręconym Woody'm pod wpływem procentów - to było jego wydanie, które znali wszyscy wokół. Pozbawione obciążeń, pozbawione zmartwień, pozbawione głębszych przemyśleń - ot, śmieszny, wesoły Woody.
Kiedy alkohol zaczynał buzować mu w żyłach, czuł się niemal n o r m a l n i e. Wszystkie negatywne myśli, które jeszcze chwilę temu tak okrutnie go osaczały, rozpływały się pod wpływem kolorowych drinków. Prawie już nie pamiętał, że człowiek, który porzucił swoją rodzinę, postanowił odezwać się w momencie, kiedy zwęszył potencjalny sukces syna. Prawie już zapomniał o smutnej twarzy matki, przez pierwsze pół roku naiwnie czekającej w oknie na powrót kogoś, kto nie miał zamiaru nigdy wrócić. I dlatego kiedy Marisol w końcu się zjawiła, Woodson bez trudu rozciągnął wargi w szerokim, tak t y p o w y m dla siebie uśmiechu i jakby nigdy nic:
Jest i gwiazda wieczoru! 一 rzucił komentatorskim tonem, rozkładając na boki ramiona, jakby chciał wszystkim zgromadzonym tego wieczoru w barze oznajmić, że mieli do czynienia z aktorką najwyższego formatu. Choć niezaprzeczalnie to on tu odgrywał właśnie rolę życia, ponieważ przez swojego znienawidzonego staruszka całkowicie zapomniał, iż miał pojawić się w teatrze te kilka godzin temu, by zobaczyć Marisol na scenie.
Ale skoro tak dobrze dziś szło mu udawanie, to na pewno nie zdradzi się ze swoim drobnym przeoczeniem, prawda? P r a w d a?

marisol rosado-morales
it's britney, bitch
nooo don't kill yourself your so sexy aha
ODPOWIEDZ

Wróć do „Woody's and SAILOR”