Nie spodziewała się, że jej propozycja jakkolwiek zostanie wzięta na poważnie, bo co jak co, to ona była od gotowania i od większości wolnego czasu. Poza tym, nie wyobrażała sobie go w kuchni. Przy garach. Krojąc cebulę czy robiąc jakiekolwiek ciasto, nawet takie na makaron. Widziała i wiedziała jak zapracowanym był człowiekiem. Wiedziała też kim jest oraz jaki jest. Niemniej propozycja była zwyczajna, ludzka i dość naturalna, ale wiedziała jak zostanie potraktowana - zostanie zwyczajnie zbyta. Ale przynajmniej musiała przyznać, że było to taktowne. Taki Subin od razu na przykład by ją wyśmiał i kazał nie żartować, bo to nie on tu jest od gotowania. Przecież to była czynność, która mu ujmowała, a on nie będzie się zniżał do poziomu kucharki.
Ale spróbowała. I fakt, że będzie też probować z kuchnią włoską, nawet sama, będzie próbą dla niej. Może częściowo dyktowaną jego osobą oraz preferencjami, ale chociaż spróbuje czegoś nowego. Znowu dzięki niemu.
Musiała przyznać, że zwiedzanie Niagary było niesamowite. Samo to przeżycie, płynięcie niedaleko opadu wody, bycie zmoczonym, widoki, dźwięki… wszystko tworzyło przeżycie samo w sobie, jedyne w swoim rodzaju. I chociaż nie widziała wiele, bo przecież przez większość swojego życia nie wychodziła poza Seul, to musiała przyznać, że wodospad był jednym z tych atrakcji, które na pewno na długo zapamięta.
Przez to też była tak skupiona na tym co się działo dookoła, że nawet nie zauważyła, że Renoir w tym wszystkim przede wszystkim obserwuje ją. Jakby nie było, nie była nikim fascynującym, zwłaszcza w tak normalnym zachowaniu. Jakby spojrzał na łódź kawałek dalej, zauważyłby całą masę zachwyconych osób, których emocje malowały się na twarzy, a także ciele. Ale może to nie chodziło też o samą ekscytację, ale też o osobę.
Ale co ona wiedziała.
Zaskoczyła się jednak jego słowami, kiedy zaproponował jej czynność o którą by go nie podejrzewała, bo jakby miała się nad tym głębiej zastanowić, to było to angażujące zajęcie. Wymagało czasu, swego rodzaju poświęcenia. To było coś, co robiły osoby, które były ze sobą bliżej, a przynajmniej tak jej się wydawało, a Renoir był dla niej w dalszym ciągu dość zagadkowy. Dawał różne, często sprzeczne ze sobą sygnały, przez co nie do końca wiedziała czego się spodziewać i czego oczekiwać.
—
Chce pan stworzyć ze mną własną listę cudów? — upewniła się, bo w jego ustach, w tym momencie wydawało się być to dość nietypowe. Zwłaszcza, że to już bardziej osobiste doświadczenia i przemyślenia, które w pewnym sensie by ich łączyły. —
Propozycja nie do odrzucenia, ale wymagałoby to od pana sporo wolnego czasu. — A kto wie ile pociągnie ich znajomość? Może miesiąc, zanim nie poprosi jej, aby się wyprowadziła. Może dwa, zanim nie znajdzie czegoś własnego, aby nie zabierała mu już prywatnej przestrzeni. Bo chociaż wiele jej dał i zaoferował, to nie spodziewała się, że ich układ będzie stały. Dlatego też nie brała tej propozycji w pełni na poważnie. —
Niemniej, jeśli jest pan chętny, to na ten moment, patrząc na to, że wiele nie widziałam i Niagara zapada w pamięć, aktualnie jest na pierwszym miejscu — stwierdziła z lekkim uśmiechem. Żyli aktualnie jako współlokatorzy, a ona starała się nie wchodzić z butami w jego życie bardziej, niż to było konieczne. Nie pytała, nie węszyła, nie proponowała wyjść, bo wiedziała, że miał swój rytm życia oraz swoją pracę. Zwykle starała się zajmować sobą, być samodzielną, dorosłą osobą, która umie wyjść na miasto i robić rzeczy, ale jak proponował jej wycieczki, to nigdy nie odmawiała. I przez to też zaczynała się zastanawiać jak określić tą relację, ale… chyba nie było dobrej definicji.
Przeszła z nim do auta, które już na nich czekało, aby przewieźć do zarezerwowanego wcześniej hotelu. Już z zewnątrz robił wrażenie, a w środku wystrój był również zachęcający. Gdy odprowadzono ich do apartamentu, weszła do środka i pierwsze co zobaczyła, to oczywiście piękny widok rozciągający się przez wielkie okna. Podeszła do drzwi do tarasu, które otworzyła i wyszła na zewnątrz, aby spojrzeć na Niagarę z góry. Z bliska robiła wrażenie, ale z tej perspektywy, z oddali, miała wrażenie, że wodospad był jeszcze piękniejszy.
—
To już? — zapytała, odwracając głowę w kierunku mężczyzny, gdy informował ją o zamówionym rytuale. Kącik ust jej drgnął wyżej w odpowiedzi, kiedy powiedział, że czeka ją jeszcze trochę niespodzianek. Chcąc nie chcąc czuła się rozpieszczana. Wcześniej nikt nie dbał o to, aby zarezerwować jej masaż czy chociaż kolację, nawet jej mąż na to nie patrzył, a teraz, ten mężczyzna z którym nawet nie wiedziała co ją łączyło, dawał jej wszystko, czego nie miała do tej pory. —
Poleciłabym panu to samo, ale wszyscy wiemy, że pan się raczej nie relaksuje. — Nawet nie wiedziała czy potrafił tak po prostu odpoczywać. Bardziej był jak pies pracujący, który ciągle coś robił i chociaż wydawałoby się, że nic nie robił, wciąż był w pracy.
Gdy nadeszła jej godzina, opuściła apartament, aby przejść się na niższe piętro, do SPA, gdzie przywitano ją z uśmiechem. Podano nawet bieliznę na przebranie, a także szlafrok. I przez długi czas o nią dbano - jak nie poprzez masaże, to przez maseczki, kremy, head spa i całą resztę. Musiała przyznać, że dawno nie czuła się tak rozpieszczona i zrelaksowana. W końcu jednak zabiegi dobiegły końca. Zadbana, rozanielona, nawet z umytą głową, bo przecież miała olejowanie i masaż skóry głowy, wróciła do apartamentu.
—
Mam nadzieję, że pana czas minął równie przyjemnie co mi — powiedziała po tym, jak odnalazła go spojrzeniem. —
Muszę przyznać, że dawno nikt nie zrobił mi tak dobrze. — Głównie rękoma. I oczywiście chodziło o te wszystkie masaże relaksacyjne, nie tylko pleców, ale nawet twarzy.
Giovanni Salvatore